12. Wszystkie pralki świata.

Odwlekana w nieskończoność idea reperacji starej lub kupna nowej pralki sczezła sama z siebie i raczej bez związku z moimi słabostkami. Przepiłem w życiu masę pieniędzy, wydałem na wódkę majątek, ale nikczemna przygoda przepijania kwoty przeznaczonej na naprawę pralki nie przydarzyła mi się nigdy. Czynię to wyznanie nie z dumą w sercu, ale z upodleniem. Okoliczność nieprzepicia przeze mnie kwoty przeznaczonej na naprawę pralki bierze się bowiem stąd, iż ja nigdy nie przeznaczyłem żadnej kwoty na naprawę pralki. Zanim zdążyłem przeznaczyć jakąś określoną kwotę na naprawę pralki, uprzednio ją przepijałem wraz z innymi na nic jeszcze nie przeznaczonymi kwotami. Przepijałem pieniądze, zanim zdążyłem je na co innego przeznaczyć, ergo, rzec mogę pozornie samemu sobie przecząc (ale tylko pozornie, bo tam był mały, a tu jest wielki kwantyfikator), rzec zatem mogę, iż tak jest, przepiłem pieniądze na naprawę pralki, przepiłem pieniądze na szereg napraw, przepiłem pieniądze na wszystkie ewentualne naprawy, co mówię? Naprawy? Przepiłem pieniądze na kupno nowej pralki, przepiłem cały szereg nowych pralek, przepiłem tysiąc nowych pralek, przepiłem milion nowych automatycznych pralek, przepiłem miliard pralek najnowszej generacji, przepiłem wszystkie pralki świata.

Jaką duszę ma człowiek, który wie, że przepił wszystkie pralki świata? Odpowiadam: duszę ma uskrzydloną, a myśl jego wiruje jak bęben w ostatniej fazie odsączania. Kiedy czujesz na sercu ciężar miliarda przepitych pralek – jest nie do zniesienia. Ale kiedy unosisz udręczony wzrok i widzisz, jak ptasie ławice białoskrzydłych pralek szybują pod wodnistymi niebiosami niczym eskadry papieskich helikopterów, pojmujesz, iż jest ci dane więcej niż innym. Jest ci dany niekonwencjonalny dar i jeśli zdołasz przeżyć, jeśli przedtem nie umrzesz, możesz zacząć wędrówkę w poszukiwaniu wszystkich utraconych pralek, a nawet – tak jest – w poszukiwaniu wszystkich utraconych rzeczy.

Bramy doczesności mogą rozewrzeć się przed tobą, wówczas jednak trzeba niezwykle uważać, trzeba zachować niezwykłe skupienie, ponieważ bramy doczesności mogą się rozewrzeć bezpowrotnie. One nie zatrzasną się za tobą, ale jeśli będziesz słaby, jeśli krok twój będzie chwiejny i jeśli sen będzie cię morzył – nie zechcesz, nie potrafisz wrócić. Niekiedy już po setnej, a jak kto wątlejszy to nieraz już i po dziesiątej przepitej pralce bezpowrotnie traci ciekawość i wolę dla spraw doczesnych. A duchowość całkowicie uwolniona z więzi doczesności to jest przecież czysta grafomania. Przepijanie wszystkich pralek świata nieubłaganie wiedzie do całkowitego zaniedbania doczesności – w pisaniu całkowite zaniedbanie doczesności wiedzie do grafomanii, kto zatem pisze i pije, jest w trudnej sytuacji. Piłem i nie zaniedbywałem pisania i teraz z pijacką łzą w oku piszę o zaniedbanej przez picie pralce. Ach, gdybym znalazł w sobie nie tyle nawet ciekawość dla jej docześnie uszkodzonego mechanizmu, ale gdybym po prostu znalazł wolną chwilę, chwilę wolnej woli, rzecz prosta, poleciłbym komu trzeba zreperowanie pralki. Ale ja nie znajdowałem w sobie ani tego, ani tamtego.

Ani chleba, ani naszego, ani powszedniego, ani amen. Moja pierwsza żona z czasem przywykła do wiecznie nie zreperowanej pralki i przestała wywierać na mnie presję, i odeszła nie wywierając na mnie presji. Moja druga żona odeszła, zanim przywykła i zanim zaczęła wywierać presję.

Загрузка...