Podobno nadmierna skłonność do porządku świadczy o kiepskim stanie nerwów, w moim wypadku to akurat się zgadza: mam nadmierną skłonność do porządku i mam nerwy w całkowitej rozsypce. Przedmioty nieustannie szturmują, trzeba im stawić czoło, prędzej czy później obraca się to w daremną walkę z wiatrakami, ale na chwilę, na skromnym obszarze czterdziestu ośmiu metrów kwadratowych (dwa pokoje z kuchnią), można je poskromić. Poza tym: najzwyczajniej w świecie zapomina się, zapomina się, gdzie się co położyło. Nie daję żadnych pyszałkowatych argumentów, nie głoszę z kabotyńskim napuszeniem, iż dla zajętego dociekaniami najwyższej wagi umysłu szkodliwą jest rzeczą nieustanne myślenie o drobiazgach, tak nie mówię, choć być może jest to prawda, tak nie mówię, choć prawie na pewno nie jest to prawda. Czy jabłko, które spadło na głowę Izaaka Newtona, było czy nie było drobiazgiem? Kosmiczny drobiazg? Nie ma innych drobiazgów jak kosmiczne. Ale do stu tysięcy furgonów beczek! Nie trzeba przywoływać zasad wszechświata w obronie nieustannie przepadających zapalniczek, portmonetek, dokumentów, piór wiecznych i kulkowych, długopisów, maszynopisów, książek, skarpet, popielniczek, szalików, rękawiczek und so weiter. Tak jak nie trzeba wytaczać w tej sprawie, w sprawie rozgardiaszu przedmiotów, argumentu “dociekań najwyższej wagi”. Nieustanne myślenie o drobiazgach nie musi rozpraszać “dociekań najwyższej wagi”, wystarczy, że rozprasza codzienne dociekania, a rozprasza je rujnująco, jeśli docieka się całymi zdaniami. Ja, na przykład, dociekam całymi zdaniami. Powiem więcej: z rozpaczliwym uporem utrzymuję się przy życiu dzięki myśleniu całymi zdaniami i nie jest to żaden grafomański trening literacki, choć dla literatury myślenie całymi zdaniami ma znaczenie pierwsze. Z dojmującą przykrością myślę o chwili, kiedy ostatnie akapity, zdania, fragmenty zdań sczezną w mojej głowie i zostaną tam nieczytelne rękopisy, widma nazw, majaki, koniec. Heroikomiczny wybór pomiędzy demencją a śmiercią nie bawi mnie w najmniejszym stopniu.
Kiedy się zatem myśli choćby tylko pojedynczymi, prostymi i nierozwiniętymi, ale jednak całymi zdaniami, to przecież i tak niepodobna nieustannie myśleć o drobiazgach, o tym, gdzie się położyło klucze. Klucze muszą być na swoim miejscu. Być może nieustanne układanie zdań o zaginionych kluczach to byłaby frapująca literatura dla wybranych, ale frapującą literaturę dla wybranych trzeba miarkować. Klucze muszą być na swoim miejscu. Klucze muszą być na swoim miejscu? Boże mój, Boże mój, który czynisz dla mnie wszystko, Boże mój, czyż ja po to układam ten traktat mojej rozpaczy? Czyż ja po to mitrężę godziny z piórem w garści? Po to, by mój wydelikacony mózg odkrył newtonowską prawdę, iż klucze muszą być na swoim miejscu? Dla takiej prawdy ja przegrałem życie? Dla takiej prawdy trzęsą mi się ręce i jeży wątroba? Dla takiej prawdy zstąpiłem na dno czeluści? Z drugiej jednak strony klucze muszą być na swoim miejscu. Gdyby Asia Katastrofa kładła klucze na swoim miejscu, kochałbym ją, byłaby miłością mego życia, miłością schyłku mego życia, bylibyśmy razem.