Część pierwsza. Od czasów najdawniejszych do r. 1572

Danielowi,

aby mógł poznać i pokochać kraj

w którym się urodził

(jeśli zechce)

WSTĘP




Mapa 1. Ziemie polskie


I. MILLENNIUM. Tysiąc lat dziejów


Najwcześniejszy dokument pisany dotyczący tej części Europy, która dziś nosi nazwę Polski, pochodzi z 965-966 r. n.e. W tych właśnie latach Ibrahim ibn Jakub, podróżnik żydowski z Tortosy w Hiszpanii, uczestniczył w poselstwie wysłanym przez kalifa kordobańskiego do Ottona Wielkiego. Odwiedził Pragę i być może również Kraków, który leżał w tym czasie w granicach królestwa Czechów.

Fragmenty jego relacji były znane późniejszym geografom arabskim:


...kraje Słowian ciągną się [nieprzerwanie] od Morza Syryjskiego po Ocean ku północy (...) [Stanowią] oni liczne, różniące się między sobą plemiona. (...) Królowie ich [są] w tej chwili [obecnie] czterej: król Bułgarów i Bojeslaw, król Faraga [Pragi], Bojema [Bohemii] i Karako [Krakowa], i Męsko król północy, i Nakon na krańcu Zachodu. (...) A co się tyczy kraju Męsko, to [jest] on nąj rozległej szy z ich [tj. słowiańskich] krajów. Obfituje on w żywność, mięso, miód i rolę oma [lub: rybę]. Pobierane przez niego [tj. Mieszka] podatki [lub: opłaty] [stanowią odważniki handlowe]. [Idą] one [na] żołd jego mężów [lub: piechurów]. (...) Ma on trzy tysiące pancernych [podzielonych na] oddziały (...) Daje on tym mężom odzież, konie, broń i wszystko, czego tylko potrzebują. (...) A dar ślubny [jest] u Słowian znaczny, w czym zwyczaj ich [jest] podobny do zwyczaju Berberów. Jeżeli mężowi urodzą się dwie lub trzy córki, to one [stają się] powodem jego bogactwa, a jeśli się urodzi dwóch chłopców, to [staje się] to powodem jego ubóstwa.

Na ogół [biorąc], to Słowianie [są] skorzy do zaczepki i gwałtowni, i gdyby nie ich niezgoda [wywołana] mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile. Zamieszkują oni krainy najbogatsze w obszary zdatne do zamieszkania [albo: najbogatsze w plony] i najzasobniejsze w środki żywności. Oddają się z szczególną gorliwością rolnictwu. (...) Handel ich dociera lądem i morzem do Rusów i do Konstantynopola (...)

Kobiety ich, kiedy wyjdą za mąż, nie popełniają cudzołóstwa; ale panna, kiedy pokocha jakiego mężczyznę, udaje się do niego i zaspokaja u niego swoją żądzę. A kiedy małżonek poślubi [dziewczynę] i znajdzie ją dziewicą, mówi do niej: „gdyby było w tobie coś dobrego, byliby cię pożądali mężczyźni i z pewnością byłabyś sobie wybrała kogoś, kto by wziął twoje dziewictwo”. Potem ją odsyła i uwalnia się od niej.

Kraje Słowian są najzimniejsze [z wszystkich krajów]. Najtęższy mróz bywa u nich, gdy noce są księżycowe, a dnie pogodne. (...) Studnie i sadzawki pokrywają się twardą skorupą, tak że się stają jak kamień. A gdy ludzie wydychają [powietrze], [tworzą się] na ich brodach powłoki z lodu niby ze szkła (...)

Nie mają oni łaźni, lecz posługują się domkami z drzewa (...) Budują piec z kamienia w jednym rogu i wycinają w górze na wprost niego okienko dla ujścia dymu. A gdy się [piec] rozgrzeje, zatykają owe okienko i zamykają drzwi domku. Wewnątrz znajduje się zbiornik na wodę. Wodę tę leją na rozpalony piec (...) Każdy z nich ma w ręku wiecheć z trawy, którym porusza powietrze i przyciąga je ku sobie. Wówczas otwierają im się pory i wychodzą zbędne substancje z ich ciał (...) Domek ten nazywają oni al-i(s)tba.

Królowie ich podróżują wozami wielkimi, (...) wzniesionymi na czterech kołach. W czterech rogach ich [tj. tych wozów] są ustawione cztery mocne belki, z których zwisa na mocnych łańcuchach kolebka wyścielona brokatem, tak że siedzący w niej nie trzęsie się podczas wstrząsów wozu. Przygotowują te [tj. wozy z kolebkami] również dla chorych i rannych (...)

Słowianie wojująz Bizantyńczykami, Frankami, Longobardami i innymi narodami, a wojna toczy się między nimi ze zmiennym szczęściem'.[3]


Nic dziwnego, że Mieszko I, Władca Północy, czy też „Męsko”, jak go nazywali czescy[4] gospodarze Ibrahima, szczególnie interesował przybysza z Hiszpanii. W tym samym roku, w którym poselstwo z Kordoby dotarło do Pragi, Mieszko poślubił córkę króla Czech, Dubrawę, i przywiózł ją do swojej polskiej siedziby w Poznaniu. W następnym roku, wypełniając jeden z warunków ślubnego kontraktu, odrzucił pogańską religię swoich przodków i przyjął chrzest, przechodząc na wiarę chrześcijańską. Mieszko nie był w żadnym rozumieniu tego słowa owym „narodowym monarchą”, jakiego wyobrażali sobie dziewiętnastowieczni romantycy. Był wodzem plemienia Polan -jednego z licznych wówczas plemion słowiańskich. Był wojownikiem, a płynność granic jego terytorium nie była niczym więcej jak tylko odbiciem jego militarnych porażek lub sukcesów. Gotów był łupić tych lub innych słowiańskich sąsiadów, tak samo jak był skłonny - gdy się nadarzyła po temu sposobność - łączyć własne interesy z interesami tak Niemców, jak i Czechów. Spośród wszystkich jego bohaterskich czynów - podobnie jak to miało miejsce w przypadku czynów jego wnuka Kanuta w Danii i Anglii - tylko chrzest był dokonaniem o trwałym znaczeniu. Podejmując ten akt, wprowadził swój lud w świat zachodniej kultury i łacińskiego piśmiennictwa. Otworzył drogę do stworzenia - za czasów panowania swego następcy - polskiej metropolii kościelnej ze stolicą w Gnieźnie. Zapoczątkował pisane dzieje Polaków, które nieprzerwanie trwają po dziś dzień.

*

Wydarzenia tysiąca lat są czymś równie onieśmielającym dla historyka, który musi je relacjonować, co dla czytelnika, który pragnie je poznać. Są zbyt skomplikowane, aby można je było ogarnąć wszystkie naraz; podane w całości, są absolutnie niestrawne. Wobec tego dzieli sieje zazwyczaj chronologicznie na grupy lub okresy.

Dla niektórych historyków taka „periodyzacja” jest wyłącznie praktyką empiryczną - podobnie jak praktyka szefa kuchni, który dzieli posiłek na poszczególne dania, komponując składniki według wymogów własnej sztuki oraz według zasad racjonalnego żywienia. Dla innych jest to sprawa wielkiej wagi, podporządkowana prawom filozofii i nauki, jedno z nieuniknionych zadań rzemiosła. Sposób, w jaki zadanie to jest podejmowane, mówi wiele nie tylko o samych dziejach, ale także o tym, kto je bada.

Najwcześniejsi autorzy prac historycznych nie próbowali dzielić przedmiotu swego opisu na okresy. Jako kronikarze, bywają oni często lekceważeni; uważa się, że ich wyrywkowe relacje, legendy i religijne przypowieści „nadużywają przywilejów fantazji”. W Polsce, jak wszędzie indziej w Europie, byli to przeważnie wykształceni duchowni, którzy pisali po łacinie o bohaterskich bojownikach Wiary lub też głosili chwałę domów panujących. Anonim, zwany przez późniejszych historyków Gallem, cudzoziemski (najprawdopodobniej francuski) mnich przebywający na dworze Bolesława Krzywoustego, opisał dzieje dynastii do 1113 r. Wincenty Kadłubek, znany także jako Mistrz Wincenty (zm. 1223), student Sorbony, a później biskup krakowski, napisał kronikę na wzór Liwiusza, uzupełniając znaczne niedostatki wiedzy kazaniami moralnymi lub wyszukanymi i zgoła niestosownymi dygresjami dotyczącymi czasów starożytnych. Celem jego było, zgodnie z programem nakreślonym przez jego patrona, Kazimierza Sprawiedliwego, „opowiedzieć potomnym o prawości ich przodków”. Janko z Czarnkowa (zm. 1387) poświęcał więcej uwagi kwestiom politycznym, szczegółowo relacjonując wydarzenia z okresu własnego życia oraz naganne w jego opinii poczynania Ludwika Węgierskiego[5].

Jan Długosz (Longinus, 1415-80), kanonik krakowski i wychowawca synów królewskich, jest często uważany za pierwszego historyka polskiego. Określano go także mianem „największego publicysty średniowiecza”, ponieważ w swych licznych pismach poświęcał wiele miejsca walce o obronę pozycji i przywilejów Kościoła i duchowieństwa. Był jednym z pionierów w dziele gromadzenia i zapisywania materiałów historycznych - zarówno dokumentów, jak i ustnych przekazów. Wiele lat życia spędził, objeżdżając biblioteki klasztorne i kapituły katedralne w kraju oraz zbierając relacje od naocznych świadków doniosłych wydarzeń. Był niewątpliwie jednym z tych kronikarzy, którzy najlepiej umieli zabiegać o względy czytelników, i uczone panegiryki na cześć polskich królów ozdabiał prywatnymi anegdotkami. Opowiada na przykład o tym, jak panujący w XII w. Władysław II, szykując się do biwaku w lesie, zwrócił się do jednego z towarzyszących mu na polowaniu rycerzy ze słowami: „Wygodniej podobno, Piotrze, spoczywa teraz żona twoja z opatem strzelneńskim”, na co otrzymał odpowiedź:


Kto wie? Może nie tylko moja żona z opatem, ale i wasza, książę, z Dobieszem lepszego używa wczasu[6].


Dwanaście ksiąg jego dzieła Historia Polonica (Historia polska) nie zawiera zbyt wielu elementów analizy. Jego celem, jak pisał, było po prostu „cnych ludzi pamięć z martwych i długowieczną pomroką okrytych wydobyć popiołów”. Żył w świecie, w którym Przyczynowością wciąż jeszcze rządziła Opatrzność; w którym nie wynaleziono jeszcze pojęcia Postępu i w którym Historię, jako naukę badającą rozwój spraw ludzkich, uważano by za coś zupełnie bezsensownego. W opinii średniowiecza, ludzkość nie idzie naprzód, lecz raczej z każdym mijającym rokiem - oddala się coraz bardziej od owego pierwotnego stanu łaski, do którego powrót jest jedynym wyobrażalnym celem naszej egzystencji. Mimo to, Długosz dobrze zdawał sobie sprawę, że badanie dziejów niesie z sobą wartości moralne i dydaktyczne.


Filozofia - pisał - naucza cnoty i drogę do niej wskazuje, silniejszym jednak historya staje się bodźcem do wielkich przedsięwzięć i czynów. Tamta zagrzewa tylko i pobudza do dzieła - ta dzieło już spełnione przedstawia, ukazując wszelakie przykłady męztwa, roztropności, powagi obyczajów, pobożności i wiary, i dozwalając je uważać jakby w zwierciadle i żywym obrazie ludzkiej ułomności[7].


Kronikarze szesnastowieczni nie podawali w wątpliwość wcześniejszych założeń. Chronica Polonorum (Kronika Polaków, 1519) Macieja Miechowity kontynuuje relację Długosza, doprowadzając ją do współczesnych autorowi czasów.

Kronika wszytkiego świata (1551) Marcina Bielskiego jest najwcześniejszym dziełem historycznym napisanym po polsku. Chronica Polonica (Kronika polska, 1555) napisana przez Marcina Kromera (1512-89), biskupa warmińskiego, pełna tabel i pięknych ilustracji, stała się bestsellerem swoich czasów.

W wiekach XVII i XVIII sztuka kronikarska wzbogaciła się o wymyślne ornamenty ekstrawaganckiej poetyki i o coraz większe zainteresowanie aspektem społecznym. Cieszący się słusznym uznaniem polski przekład Jerozolimy wyzwolonej Torquata Tassa, pióra Piotra Kochanowskiego, bratanka Jana, nadał styl licznym opisom współczesnych dziejów.

Samuel Twardowski (1600-60) uwiecznił ważkie wydarzenia z okresu panowania Wazów w 35 000 linijek trzynastozgłoskowca.

Arianin Wacław Potocki (1621-96) napisał nieco mniej epickich wierszy, za to jego poematy mają jeszcze większą wartość literacką i historyczną - zwłaszcza Wojna chocimska (1670). Wespazjan Kochowski (1633-1700) działalność tworzącego w języku polskim psalmisty łączył z doniosłą pracą piszącego po łacinie historyka współczesnych sobie czasów. Jego Annalium Poloniae (...) Climacter Primus (1683), Secundus (1688) i Tertius (1698) to prawdziwa kopalnia szczegółowych informacji na temat kryzysów politycznych i międzynarodowych jego czasów. Wcześniejszą, renesansową trądycję satyry i komentarza społecznego rozwijali Szymon Starowolski (1588-1656) oraz dwóch braci Opalińskich - Krzysztof (1609-55) i Łukasz (1612-62). Prywatne pamiętniki, obfitujące w obserwacje społeczne i polityczne, wyszły spod pióra Jana Paska (1636-1701), Marcina Matuszewicza (zm. 1773) i Jędrzeja Kitowicza (1728-1804).

Pierwsi historycy w dzisiejszym znaczeniu tego słowa pojawili się w epoce oświecenia; jednym z nich był Adam Naruszewicz (1733-96), biskup smoleński. Mimo swej biskupiej godności poddawał on krytycznemu badaniu akty Opatrzności, a także rozpoczął kampanię na rzecz gromadzenia i publikowania dokumentów historycznych. Choć przygotowywał grunt do pracy nad kompletną historią Polski, jego własne sześć tomów Historii narodu polskiego, które zaczęły się ukazywać w 1780 r., nie wyszło poza XIV wiek. Podobnie jak inni monarchiści ery przednacjonalistycznej, dzielił przeszłość według kryteriów dynastycznych: do Okresu Piastowskiego zaliczył dzieje od czasów najdawniejszych do r. 1386, Okres Jagielloński obejmował lata od 1387 do 1572, Okres Monarchii Elekcyjnej - od r. 1572 do czasów mu współczesnych[8]. (Patrz Rys. A).


Rys. A. Schematy periodyzacji historii Polski


Naruszewicz umarł w czasie, gdy monarchia polska właśnie uległa zburzeniu, i jego proste, monarchistyczne spojrzenie na dzieje nie na długo mogło zadowolić jego następców. Jego rolę przejął w odpowiednim czasie człowiek zupełnie innego pokroju. Joachim Lelewel (1786-1861) był aktywnym republikaninem, którego w 1824 r. władze carskie usunęły ze stanowiska profesora historii w Wilnie.

W latach 1830-31 pełnił w Warszawie funkcję ministra w rządzie powstańczym. Później żył na wygnaniu w Brukseli. W 1847 r. został wybrany wiceprezesem Międzynarodowego Towarzystwa Demokratycznego; w rok później zrezygnował z tego urzędu na rzecz Karola Marksa. Poglądy historiozoficzne Lelewela - podobnie jak poglądy Marksa - zabarwia silna domieszka mesjanizmu; z upływem czasu jego koncepcja filozofii przybrała charakter o wiele bardziej dziwaczny i spekulatywny. Wypracował teorię słowiańskiego „gminowładztwa” (jako formy samorządu społecznego), mającego wykazać naturalną predylekcję Polaków do demokracji, całość ich dziejów natomiast interpretował jako walkę o wolność. Dlatego też dzieje Polski dzielił na następujące po sobie okresy Wolności i Niewoli.

Okres pierwszy, od czasów najdawniejszych do testamentu Bolesława Krzywoustego w 1138 r., był okresem prymitywnego samorządu, w którym rządy dobrotliwych książąt służyły zachowaniu odwiecznych obyczajów plemienia. W drugim okresie, od 1139 r. do Statutu koszyckiego w 1374 r., naród polski popadł w tyranię możnowładców, tracąc w ten sposób możliwość kierowania własnym losem. Od 1374 r. do trzeciego rozbioru w 1795, ponownie trwał okres Wolności, tym razem w formie demokracji szlacheckiej dawnego Królestwa i Rzeczypospolitej. Końcowy okres Niewoli rozpoczął się wraz z rozbiorami i trwał nadal w czasie, w którym Lelewel pisał swóją historię. Jest rzeczą oczywistą, że schemat periodyzacji dziejów w ujęciu Lelewela był ściśle powiązany z jego programem politycznym.

Dzieje Polski potocznym sposobem opowiedziane (1829) stały się czymś w rodzaju Biblii dla tysięcy powstańców i emigrantów jego pokolenia. W dziele tym Lelewel opisał rolę narodu polskiego jako rolę „ambasadora ludzkości”, którego cierpienia miały się stać natchnieniem dla świata i którego szczególna misja wymagała odrzucenia materialnego przepychu i powodzenia. Krótko mówiąc, Lelewel wynalazł historiozoficzny wariant Mickiewiczowskiej alegorii Polski jako „Chrystusa Narodów”[9].

Teorie Lelewela okazały się szczególnie atrakcyjne dla jego współczesnych i trzeba było dopiero nieszczęść dwóch nieudanych powstań - w latach 1830 i 1863 - aby polscy historycy mogli się z nich wyleczyć. Tymczasem zaś przeważającą część pionierskich prac nad historią Polski podjęto w Niemczech. Co do Polaków, zadanie sprowadzenia przedmiotu z powrotem na ziemię pozostawiono szkole krakowskiej, która tworzyła się wokół obozu stańczyków Józefa Szujskiego (1835-83), Waleriana Kalinki (1826-86) i Michała Bobrzyńskiego (1849-1935)[10].

Spośród całej grupy stańczyków, Bobrzyński przyczynił się chyba najbardziej do popularyzacji poglądów tego obozu. Jako profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, był wybitnym specjalistą w dziedzinie prawa średniowiecznego, jako namiestnik zaś sprawował jeden z najwyższych obsadzonych przez Polaków urzędów w życiu politycznym swojej epoki. Jako autor Dziejów Polski w zarysie, które w okresie od krakowskiego wydania z r. 1877 do wydania w Jerozolimie w r. 1944 doczekały się co najmniej pięciu innych wydań, wywarł znaczny wpływ na kilka pokoleń czytelników polskich. Ważkim elementem szerokiego wkładu, jaki wniósł w uprawianą przez siebie dziedzinę, była świadomość znaczenia periodyzacji - problemu ważnego, lecz zaniedbywanego, któremu poświęcił kilka artykułów metodologicznych. W swojej własnej pracy przyjmował oparty na zdrowym rozsądku schemat podziału, którego podstawowym kryterium były względy polityczne; proponował trzy proste okresy: pierwotny, średniowieczny i nowożytny.

Jako granice podziału wprowadził daty najazdu tatarskiego (1241), konstytucji Nihil novi (1505) i trzeciego rozbioru (1795). Okres pierwotny charakteryzował się patriarchalnymi rządami władców plemiennych i pierwszych dynastów z rodu Piastów, okres średniowieczny - niezależnym rozwojem społeczeństwa, zaś okres nowożytny - niestrudzoną walką między zwolennikami i przeciwnikami przywilejów szlacheckich[11].

Schemat Bobrzyńskiego wywołał falę polemik. Ci, którzy nie mogli znieść dowolności prostych podziałów, proponowali wprowadzenie „podokresów” i „okresów przejściowych”. Dogłębnie rozważano naturę i znaczenie „punktów zwrotnych” oraz „linii podziału”. Szujski ograniczył swoją krytykę do wykazania, że schemat Bobrzyńskiego nie daje się stosować do dziedziny spraw zagranicznych, podczas gdy Tadeusz Wojciechowski (1838-1919), profesor uniwersytetu we Lwowie oraz założyciel i prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego, dowodził, że okres nowożytny w historii Polski powinien się zaczynać od wybuchu powstania Chmielnickiego na Ukrainie w r. 1648. W rezultacie, najdalej idące korekty proponowali historycy państwa i prawa. Ponieważ ograniczali swoje argumenty do udokumentowanej historii prawa polskiego, mogli bronić swego stanowiska z większą precyzją niż ktokolwiek z rywali. Schemat periodyzacji proponowany przez Stanisława Kutrzebę (1876-1946), młodszego kolegę Bobrzyńskiego z Krakowa, w jego Historii ustroju Polski w zarysie należał do bardziej przekonywających:


do 965 r. n.e. Okres organizacji rodowej

965-1200 Okres prawa książęcego

1200-1374 Okres organizowania się społeczeństwa

1374-1569 Okres stanowy

1569-1763 Okres przewagi szlacheckiej

1764-1795 Okres reform[12].


Podobne debaty metodologiczne, toczyły się w tym czasie w całej Europie, co dowodzi, że polscy uczeni odegrali własną rolę w nadawaniu historii kształtu spójnej dyscypliny naukowej.

Działalność grupy stańczyków - która wzięła swoją nazwę od imienia złośliwego błazna króla Zygmunta I - prowokowała jednak również dysputy w sposób szczególny dotyczące spraw polskich. Grupa powstała w pierwszych latach po upadku powstania styczniowego w 1863 r. i jej członkowie wywołali pierwszy wstrząs, potępiając to, co uważali za śmiesznie romantyczne ambicje powstańców. Stańczycy atakowali szczególnie pogląd, że nieszczęścia Polski są wyłącznie wynikiem ucisku z zewnątrz, wzywając kolegów do badania przyczyn własnych, wewnętrznych słabości Polski. Jak stwierdził sam Bobrzyński, „w braku rządu, który by w chwili stanowczej siły około siebie skupił i jednolity kierunek im nadał, tkwiła jedyna bezpośrednia przyczyna naszego upadku”. Szujski atakował pobudki swoich współczesnych w sposób jeszcze bardziej bezpośredni. „Historia jest chirurgiem pokonanego wojownika”, pisał, „a nie pielęgniarką rozpieszczonego dziecka”. W ten sposób stańczycy kierowali właściwy im, szczególny rodzaj zjadliwego dowcipu przeciwko wszystkim, którzy starali się uromantycznić przeszłość Polski na użytek współczesnej polityki powstańczej. Porównywali nieodpowiedzialną „złotą wolność” osiemnastowiecznej szlachty z lekkomyślnymi knowaniami i obłudną retoryką współczesnych patriotów. W ich opinii zarówno liberum veto (prawo jednostki do sprzeciwiania się woli ogółu), jak i liberum conspiro (prawo spiskowania przeciwko władzy) i liberum defaecatio (prawo oczerniania przeciwników) były cechami polskimi, mieszczącymi się w ramach jednej i tej samej nieszczęsnej tradycji. Utrzymywali, że zagłada dawnej Rzeczypospolitej była skutkiem naturalnego biegu wydarzeń i że jakiekolwiek próby jej przywrócenia są pozbawione sensu. Właśnie z powodu tej krytycznej postawy wobec zdolności Polski do istnienia jako niepodległego państwa nadano stańczykom epitet „Pesymiści”. Reakcja przeciwko nim nasiliła się w latach osiemdziesiątych i narastała aż do czasu pierwszej wojny światowej. Warszawscy pozytywiści pod przywództwem Tadeusza Korzona (1839-1918) i Władysława Smoleńskiego (1851-1926) poddali wyniki badań szkoły krakowskiej szczegółowej analizie, dochodząc do uderzająco odmiennych wniosków[13]. Praca Korzona Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta (1880-86) oraz prace Smoleńskiego na temat polskiego oświecenia starały się uwypuklić osiągnięcia gospodarcze i kulturalne Polski w epoce upadku politycznego. W Krakowie Walerian Kalinka odszedł od grupy stańczyków, wierząc - podobnie jak Tocqueville we Francji - że zagłady Ancien Regime nie spowodowało nic innego jak właśnie powodzenie Reformy. Na różne sposoby wszyscy oni podkreślali, że tragedie Polski nie są skutkiem wyłącznie jej własnych wad i słabości. Udzielali w ten sposób zachęty ludziom, którzy pracowali nad narodowym i politycznym odrodzeniem, czym zasłużyli sobie na etykietkę „Optymistów”. Historia nowożytna Korzona (1889) traktowała sprawy polskie jako integralny element ogółu wydarzeń w Europie, stanowiąc ostry kontrast z Bobrzyńskim - zarówno pod względem tonu, jak i treści[14]. Rywalizacja między Pesymistami i Optymistami, która rozpoczęła się w tamtym czasie, do dziś dominuje w polskiej historiografii.[15]Epoka pozytywistyczna stworzyła fundamenty historii polskiej jako nowoczesnej nauki. Systematyczne gromadzenie i publikowanie materiałów źródłowych, zapoczątkowane przez biskupa Naruszewicza, osiągnęło imponujące rozmiary. We wszystkich zaborach otwarto archiwa, muzea i biblioteki historyczne - między innymi Archiwum Akt Dawnych (1867), Zbiory Czartoryskich w Krakowie, bibliotekę w Komiku i bibliotekę Raczyńskich w Poznaniu. Rozpoczęły się prace nad przygotowaniem biblioteki historycznej, prowadzone głównie pod egidą Ludwika Finkla (1858-1930) we Lwowie, a także prace w zakresie wszystkich nauk pomocniczych - od paleografii i archeologii po genealogię, heraldykę i numizmatykę.


Ważniejsze periodyki historyczne - „Kwartalnik Historyczny” (1887), początkowo wydawany we Lwowie przez Ksawerego Liskego (1838-91), i „Przegląd Historyczny”, który zaczął ukazywać się w roku 1909 - rozpoczęły swoją długą i nieprzerwaną karierę, podobnie jak podstawowe seryjne wydawnictwa zbiorów dokumentów - Monumentum Poloniae Historica, Kodeks Dyplomatyczny Polski i Scriptores Rerum Polonicarum. Historii średniowiecznej poświęcone były prace Stanisława Smółki (1854-1924), Tadeusza Wojciechowskiego (1838-1919), Karola Potkańskiego (1866-1907), Franciszka Piekosińskiego (1844-1906) i - oczywiście - Bobrzyńskiego. Historią państwa i prawa zajmowali się - obok Kutrzeby - także Oswald Balzer (1858-1933), Adolf Pawiński (1840-96) i Aleksander Rembowski (1847-1906). Korzon prowadził badania w dziedzinie historycznej demografii i statystyki oraz historii gospodarczej. Smoleński stał się pionierem w zakresie historii kultury umysłowej i myśli politycznej.


Żaden z historyków piszących przed pierwszą wojną światową nie wiedział, jak interpretować wydarzenia XIX w. Dla nich była to historia najnowsza, zaś dla cenzorów panujących mocarstw - sprawy bieżące. Wiek XIX był więc zarazem niebezpiecznie polityczny i problematyczny z punktu widzenia nauki. Nie znając wyników walki narodowej, która wciąż jeszcze się toczyła, nie można było wiedzieć, czy rozbiory oznaczały kres historii Polski jako odrębnej dziedziny, czy też nie. Skoro nie istniało państwo polskie, trudno było nadać historii Polski jakąkolwiek organiczną strukturę. Dopiero po ponownym powstaniu Rzeczypospolitej Polskiej w 1918 r. historycy mogli uznać okres rozbiorów jedynie za przejściową - choć nieco długotrwałą - przerwę w tysiącletniej ciągłości państwa polskiego.

W epoce nacjonalizmu, która w Europie Wschodniej trwa do dziś, nieprzerwane istnienie narodu - niezależne od istnienia instytucji politycznych - nigdy nie było na serio podawane w wątpliwość.

W okresie międzywojennym, w latach 1918-39, do pozostałych przy życiu mistrzów szkoły krakowskiej i szkoły warszawskiej dołączyli rozmaici badacze, których orientacja nie poddaje się prostej kwalifikacji. Szymon Askenazy (1866-1935) ze Lwowa i jego młodszy uczeń, specjalista w zakresie historii politycznej, Marceli Handelsrnan (1882-1945), wspólnie z Janem Rutkowskim (1886-1949) z Poznania, specjalistą w dziedzinie historii gospodarczej, wywarli znaczący wpływ na szeregi swoich następców. Ogólny obraz był jednak w zasadzie pluralistyczny i do chwili wybuchu drugiej wojny światowej nie tylko nie osiągnięto ogólnej zgody w kwestii interpretacji polskiej historii, ale nawet nie próbowano dojść do porozumienia. Po wojnie tacy wybitni historycy, jak Oskar Halecki (1890-1976), Marian Kukieł (1885-1976) czy Władysław Pobóg-Malinowski (1899-1962), kontynuowali badania na emigracji. History of Poland (Historia Polski) Haleckiego, pisana z pozycji katolickich i nacjonalistycznych, była jednym z bardzo nielicznych zarysów dziejów Polski, które powstały z myślą o zagranicznym odbiorcy[16].

Dzieje Polski porozbiorowe Kukiela obejmują okres od r. 1795 do 1921[17].

Najnowsza historia polityczna Polski Pobóg-Malinowskiego (trzy tomy, wydane w latach 1959-60), pisana z pozycji politycznych bliskich stanowisku Józefa Piłsudskiego, obejmuje okres od 1864 do 1945[18].

Historiografia polska uległa przekształceniu wraz z nastaniem Rzeczypospolitej Ludowej. Cytując słowa Lenina wygłoszone przy pewnej wcześniejszej okazji: „Chaos i dowolność, które panowały dotąd w poglądach na historię i politykę, zostały zastąpione przez zdumiewająco jednolitą i harmonijną teorię naukową[19].

W obu przypadkach teoria ta była własną, leninowską wersją materializmu historycznego Marksa. W 1948 r., podczas pierwszego powojennego Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich, marksizm-leninizm został wprowadzony jako jedyna linia ideologiczna nadająca kierunek badaniom przeszłości Polski. Na społeczeństwo polskie należało od tej chwili patrzeć jako na przedmiot procesu dialektycznego, który poprzez ścieranie się tkwiących w nim sprzecznych elementów nieuchronnie sam siebie posuwa naprzód, przechodząc kolejne stadia rozwoju.


W każdym określonym momencie ta niekontrolowana walka między siłami „postępowymi” i „wstecznymi” toczy się w określonej fazie przechodzenia od jednego do drugiego kryzysu, w miarę jak dawny porządek jest stopniowo obalany i zastępowany nowym, i tak dalej, i dalej - ciągle w górę i w górę zawrotną spiralą postępu, aż ku różanej błogości komunizmu.

Marksizm-leninizm miał dla polskich historyków wiele istotnych zalet. Poza tym, że był dogodny politycznie, zawierał zapowiedź powstania owego poczucia rganicznej ciągłości, którego brak dotąd wyraźnie dawał się zauważyć. Niósł ze sobą obietnicę stworzenia interpretacji historii Polaków na tej samej zasadzie co historii sąsiadujących z nią narodów i uleczenia w ten sposób ich zranionej dumy. Obiecywał uzasadnienie powstania Rzeczypospolitej Ludowej jako naturalnego etapu na wyboistej drodze Polski do komunizmu i ukojenie w ten sposób chronicznego niepokoju nowych władz. Obiecywał odrzucenie pojęcia winy i odpowiedzialności indywidualnej i wytłumaczenie koszmarów niedawnej przeszłości jako koniecznych prób, które naród musiał przejść na drodze do lepszej przyszłości.

Przede wszystkim zaś uznawał ten naród za ciągłą i obiektywną rzeczywistość. Na swój własny sposób łączył mesjanizm romantyków, realizm stańczyków, pozytywizm szkoły warszawskiej i nacjonalizm wszystkich. Z tych właśnie powodów nadawał się do roli leku i środka przeciwbólowego i został chętnie przyjęty przez całe pokolenie historyków, którzy nie żywili zbyt mocnej wiary w słuszność marksistowsko-leninowskiej doktryny.

Mimo to, zmarksizowanie historii Polski nie było sprawą łatwą. Po pierwsze, poza skromnym liczebnie Stowarzyszeniem Historyków Marksistowskich, założonym w 1948 r. przez Arnolda, Jabłońskiego i Bobińską, praktycznie nie było polskich marksistów. Radzieccy mentorzy musieli zaczynać od samego początku, podejmując edukację całego pokolenia. Po drugie, musiała się ona odbywać w kontekście stalinizmu, który prawdziwą troskę o sprawy ideologii bezwstydnie podporządkowywał bezpośrednim względom politycznym. Historii miano używać jako tępego narzędzia politycznego, którym można by walić po głowach wrogów ustroju.

Jak wyjaśniał profesor Arnold podczas Pierwszej Konferencji Metodologicznej Historyków Polskich w Otwocku w 1951 r., “jedynie naukowe marksistowskie podejście do zagadnień historycznych jest najgroźniejszym ideologicznym orężem skierowanym przeciwko panowaniu władców z Wall Street”[20]. Co najgorsze, specyficzne cechy historii Polski niełatwo dawały się podciągnąć pod istniejące wzorce marksistowskiej lub radzieckiej historiografii. Na przykład skromny zasięg instytucji niewolnictwa we wczesnym społeczeństwie polskim ogromnie utrudniał adaptację stworzonego przez Engelsa schematu rozwoju epoki przedfeudalnej. Skąpa liczba rewolucji na przestrzeni stuleci poprzedzających wiek XVII utrudniała precyzyjne umiejscowienie w czasie powstania feudalizmu, podczas gdy zbytnia obfitość gwałtownych wybuchów w następnym okresie stawiała historyka w obliczu absolutnie zbijającej z tropu mnogości przemian społeczno-gospodarczych w okresie wyłaniania się kapitalizmu. Brak niepodległego państwa polskiego w latach 1795-1918 uniemożliwiał wszelkie próby prostego stosowania modeli radzieckich, w których zawsze szczególnie uwypuklano rolę państwa.

Z marksistowskiego punktu widzenia byłoby bezwzględnie rzeczą chwalebną przypisać rozbiory Polski „siłom ahistorycznym”. Ale z obowiązującego politycznego punktu widzenia było to nie do pomyślenia, ponieważ rozszerzona baza terytorialna imperium rosyjskiego, ustalona przez zabory i odziedziczona przez ZSRR, była podstawowym „osiągnięciem socjalistycznym”, którego obrony wymagano teraz od Rzeczypospolitej Ludowej i od nowej, polskiej historii. Nie jest więc niczym dziwnym, że Akademia Nauk ZSRR była w stanie ukończyć Historię Polski na długo przedtem, zanim historycy polscy zdołali osiągnąć zgodę w sprawie swojej własnej syntezy.


Radziecka Istorija Polszy, opublikowana w latach 1954-65, jest osiągnięciem pod wieloma względami godnym uwagi - chociażby dlatego, że potwierdza ciągłość historycznego istnienia Polski. (Gdyby jej napisanie zlecono kilka lat wcześniej, dowodziłaby niewątpliwie czegoś przeciwnego). Ogólnie rzecz biorąc, stosuje ona standardowy pięcioetapowy schemat, wyróżniając okresy: Pierwotny, Feudalny, Kapitalistyczny, Socjalistyczny i Komunistyczny, jako kolejne fazy rozwoju. Jednakże niektóre spośród wybranych punktów zwrotnych - lata 965, 1795, 1848, 1917 i 1944 - są co najmniej dziwaczne. Rok 1848, na przykład, jest godny uwagi ze względu na fakt, że ziemie polskie nie włączyły się w istotny sposób w niepokoje, jakie ogarnęły niemal wszystkie sąsiednie kraje. Jest to data ważna dla historii Niemiec, a także dla ruchu marksistowskiego, ale - niestety - nie dla Polski. Wobec tego wybór tej właśnie daty jako początku okresu kapitalizmu w dziejach Polski wydaje się nieco dziwny. Wybór daty 1917 jest równie niestosowny.

Jest faktem powszechnie znanym, że Wielka Rewolucja Październikowa w Rosji nie wywołała silnego bezpośredniego odzewu w Polsce i że naród polski wyraźnie opierał się podejmowanym w latach 1919-20 próbom narzucenia mu ustroju bolszewickiego. Dla Polski ważny był rok 1918, podobnie jak lata 1939 i 1945, ale nie rok 1917[21].

W samej Polsce spór o periodyzację historii trwa od lat pięćdziesiątych do dziś. Punktem wyjścia był projekt profesora Arnolda, przedstawiony w Otwocku:


1. Epoka wspólnoty pierwotnej (do V w. n.e.)

2. Epoka feudalizmu (od V w. n.e. do r. 1864)

A. Okres wytwarzania się stosunków feudalnych (w. V-X)

B. Okres wczesnego feudalizmu (ok. 1000-1138)

C. Okres rozdrobnienia feudalnego (l 138-1288/1290)

D. Okres jednoczenia ziem polskich i tworzenia się narodowego państwa polskiego (1288/1290-1370)

E. Okres przekształcania się Polski w państwo wielonarodowościowe (1370-1492/1505)

F. Okres ostatecznego ukształtowania się feudalno-pańszczyźnianej wielonarodowościowej Rzeczypospolitej szlacheckiej (1492/1505-1573)

G. Okres wzrostu roli oligarchii magnackiej i jej decentralistycznych tendencji (1573-1648)

H. Okres rozkładu feudalno-pańszczyźnianej Rzeczypospolitej (1648-1740)

I. Okres zaczątku układu kapitalistycznego i upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej

(1740-95)

J. Okres walk narodowowyzwoleńczych i walki klasowej chłopów polskich w warunkach narastającego układu kapitalistycznego (1796-1864)

3. Epoka kapitalizmu (1864-1944)

A. Okres kapitalizmu przedmonopolistycznego (1864-1900)

B. Okres narastania przesłanek imperializmu (1900-18)

C. Okres Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej jako źródło odzyskania niepodległości Polski (1917/18)

D. Okres burżuazyjno-obszarniczego państwa polskiego (1918-39)

E. Okres drugiej wojny światowej (1939-45)

4. Epoka socjalizmu (1944- )[22]


Propozycja Arnolda nie zadowoliła nikogo. Nie spodobała się radzieckim gościom przybyłym na konferencję, którzy - upierając się przy ustaleniu ściślejszej korelacji między społeczno-gospodarczą „bazą” a ustrojową „nadbudową” - chcieli położyć o wiele większy nacisk na główne daty w dziejach państwa. Nie spodobała się jednak również ich polskim kolegom. Krytykowali terminologię Arnolda, który wybrał nazwy „epoka” i „okres” w miejsce bardziej przyjętych nazw „okres” i „podokres”. Krytykowali rozbicie „okresu feudalizmu” na dziesięć części - podczas gdy przyjęta praktyka wymagała potrójnego podziału na „kształtowanie się”, „utrwalanie się” i „upadek”. Przede wszystkim jednak krytykowali Arnolda za pomijanie „regionalizacji”, czyli problemu przystosowania ogólnego schematu periodyzacji polskiej historii do dziejów takich regionów, jak Śląsk czy Pomorze, które nigdy dawniej nie wchodziły w skład nowożytnego państwa polskiego. Chociaż Arnold był mediewistą, jego propozycje dotyczące okresu feudalnego okazały się trudniejsze do przyjęcia niż te, które dotyczyły „epoki kapitalizmu”. Wyjąwszy niefortunny pomysł włączenia do historii Polski Rewolucji Radzieckiej jako odrębnego okresu dziejów, jego zarys „epoki kapitalizmu” nie różni się zbytnio od stosowanego obecnie.

Prawdziwi marksiści - w odróżnieniu od stalinowskich pismaków - stanęli mocniej na nogach dopiero w późnych latach pięćdziesiątych. Na Zjeździe Historycznym w r. 1958 nowa generacja historyków podjęła zdecydowaną kampanię przeciwko fałszywym praktykom niedawnej przeszłości. Na mocy decyzji Zjazdu, Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk został upoważniony do przyspieszenia prac nad wydaniem własnej, kompletnej, wielotomowej Historii Polski. Jej główne zarysy nakreślił komitet redakcyjny pod kierunkiem Tadeusza Manteuffla (1902-70). W tej wersji dziejów Polski „epoka feudalizmu” rozpoczyna się w 965 r. n.e., następuje po „epoce wspólnoty pierwotnej” i trwa do r. 1864, zajmując 90% całości pisanych dziejów. Dzieli się na cztery okresy: „początki feudalizmu” do r. 1200, „pełny rozkwit feudalizmu” do r. 1550, „ugruntowanie się gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej” od połowy XVI w. do 1764 r. oraz „okres likwidacji ustroju feudalnego” do r. 1864. „Epoka kapitalizmu” obejmuje okres 80 lat od 20 1865 do 1944 r. i wydaje się, że również zostanie podzielona na cztery okresy.

W tomach, które ukazały się dotychczas, wyróżniono „okres kapitalizmu, laisser-faire, 1850/64-1900” i „stadium imperializmu, 1900-18”. Jest jednak rzeczą oczywistą, że za kulisami nadal toczy się zajadły spór. W użyciu marksistowskim takie terminy, jak „ugruntowanie” czy „rozkwit” być może trafnie oddają przepisowe poczucie zadowolenia z nietrwałości przejściowych stanów. Z drugiej jednak strony odsłaniają zdecydowaną niechęć do podejmowania wyraźnych decyzji o charakterze interpretacyjnym. Najgłośniej zaś przemawiają pominięcia. Chociaż od ogłoszenia serii minęło ponad dwadzieścia lat, wciąż się nie pojawiają długo oczekiwane tomy traktujące o okresie współczesnym. Prac omawiających wydarzenia ostatnich czterdziestu lat jest niewiele. Polakom pragnącym poznać historię swojego kraju wciąż brak autorytatywnego przewodnika po epoce ostatnich dziesięcioleci, która ich najbardziej interesuje. Narodziny jednej tylko części jednego tomu trwały trzy razy dłużej niż omawiany w niej okres historyczny. Pierwsze spotkanie komitetu redakcyjnego poświęcone przygotowaniu pierwszej części czwartego tomu, obejmującej okres od 1918 do 1921 r., odbyło się 7 lutego 1957 r.

Doprowadziło ono do wydania w 1966 r. nie oprawionej „makiety”, którą następnie wycofano. Część ta została w końcu wydana w 1970 r., po całej masie poprawek.

Przy tym tempie, rozdziałów omawiających drugą wojnę światową można oczekiwać około r. 2024. Ten trudny poród jest niewątpliwie w części spowodowany trwającymi wciąż niepokojami ideologicznymi. Ale przyczyniają się do niego także polityczne ingerencje z zewnątrz[23].

Ostatnio - w r. 1976 - zespół autorów opracował jeszcze jedną naukową syntezę dziejów Polski. To „pokazowe dzieło polskiej historiografii”, jak je określił jeden z krytyków, jest w świetle wszystkich istniejących problemów znacznym osiągnięciem. Ale wiele zapowiadający teoretyczny wstęp wydawcy pozostaje w wyraźnym kontraście do wątłych prób stosowania jego teorii w samym tekście, zwłaszcza jeśli chodzi o okres nowożytny. Choć nie było to przedsięwzięcie o charakterze oficjalnym, książka wykazuje wszystkie cechy i wszystkie pominięcia oficjalnej ideologii i polskiego nacjonalizmu najnowszej daty, a przyszłość oceni ją zapewne jako kompetentny, lecz stereotypowy produkt własnej epoki[24].

Na początku lat sześćdziesiątych historia ponownie zaczęła się w Polsce cieszyć wielką popularnością. Kraj jeszcze kąpał się w poświacie gomułkowskiego października.

Zmora stalinizmu przeminęła. Zasłona przygnębienia i wstydu, jaką stalinizm otoczył wszystko, co wiązało się z niepodległą przeszłością Polski, szybko się rozwiała. Pesymizm ustąpił miejsca optymizmowi i wykorzystywano najdrobniejszy pretekst, aby celebrować rocznice odległych wydarzeń, w sposób szczególny związanych z teraźniejszością. Weszły w modę rocznice historyczne. Każdy wiedział, że najważniejsza z nich wszystkich przypadnie na rok 1966. Oczekiwano jej z żarliwą nadzieją.

Kościół katolicki był do niej szczególnie dobrze przygotowany, ponieważ obchody w Polsce miały się zbiec z Rokiem Świętym w Rzymie. Przygotowania rozpoczęły się w r. 1957 Wielką Nowenną - dziewięcioletnim okresem modlitwy i postu. W samym r. 1966 prymas, kardynał Stefan Wyszyński, odbył podróż po Polsce, odwiedzając kolejno wszystkie dzielnice. Rozpoczynając od Gniezna, kolebki polskiego chrześcijaństwa, gdzie przybył 14 kwietnia, odwiedził Częstochowę (3 maja), Kraków (8 maja), Warszawę (26 czerwca), Katowice, Gdańsk, Wrocław, Lublin, Białystok i Toruń. Wszędzie witały go dziesiątki i setki tysięcy ludzi, delegacje górników w galowych mundurach, procesje mężczyzn, kobiet i dzieci, dziewczęta w strojach regionalnych, nieprzebrane tłumy, stojące pośród deszczu, klęczące na chodnikach. Nigdy jeszcze dotąd i nigdy potem nikt nie spotkał się w Polsce Ludowej z równie masową demonstracją miłości i oddania. Na każdym kościele w Polsce wisiał transparent z napisem SACRUM POLONIAE MILLENNIUM 966-1966 w otoczeniu tradycyjnych haseł: DEO ET PATRIAE, POLONIA SEMPERFIDELIS i NARÓD Z KOŚCIOŁEM. W Bazylice Świętego Piotra w Rzymie 15 maja 1966 r. papież Paweł VI, w asyście delegata prymasa, biskupa Władysława Rubina, odprawił mszę pontyfikalną w intencji Prowincji Polskiej. W Santa Maria Maggiore, w San Andrea al Ouirinale, na Monte Cassino, w katedrze w Glasgow, w Lens w Pas-de-Calais, w Detroit i we wszystkich innych miejscach związanych z Polską i Polakami polscy katolicy zebrali się, aby dać świadectwo swojej wierze. W homilii w Gnieźnie kardynał Wyszyński wygłosił następujący apel:

Pragnąłbym, abyście dobrze przyjrzeli się przeszłości i teraźniejszości, abyście rozmiłowani w przeszłości narodu chrześcijańskiego, patrzyli otwartymi oczyma w jego rzeczywistość katolicką.[25]

Odpowiedzią był wybuch powszechnego entuzjazmu. Aby się nie dać przelicytować, władze państwowe i partyjne rozpoczęły własne przygotowania. Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej ogłosił okres 1960-66 jubileuszem państwowości i kultury polskiej”. Przyspieszono archeologiczne prace wykopaliskowe w Gnieźnie, Kaliszu, Wiślicy i wszędzie indziej, aby rozjaśnić mrok okrywający wiedzę o życiu w kraju Mieszka I. Zainscenizowano wiele defilad dla podkreślenia „patriotycznych i postępowych tradycji narodu polskiego na przestrzeni wieków”.

Towarzystwa naukowe odbywały otwarte zebrania, podczas których omawiano znaczenie rocznic i historycznych wydarzeń. Organizacje młodzieżowe podjęły zakrojony na szeroką skalę ochotniczy trud zbudowania „tysiąca szkół na tysiąclecie” i plan został przekroczony. Mnożyły się obchody rocznicowe. W r. 1960 świętowano 550. rocznicę bitwy pod Grunwaldem (nie obchodzono natomiast 40. rocznicy bitwy pod Warszawą). W 1961 ogłoszono 300. rocznicę powstania pierwszej polskiej gazety, „Merkuriusza Polskiego”, które to wydarzenie uznano za moment narodzin prasy. W r. 1962 pominięto 350. rocznicę polskiej okupacji Kremla. Ale w r. 1963 przyszła 100. rocznica powstania styczniowego, w r. 1964 - 600. rocznica założenia Uniwersytetu Jagiellońskiego, najstarszego ośrodka polskiej nauki, oraz 20. rocznica powstania Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Rok 1965 przyniósł 20. rocznicę wyzwolenia. Wreszcie l maja 1966 wszystkie organy partyjno-rządowe wzięły udział w odbywających się w całym kraju pochodach, przyjmując gratulacje od braterskich partii i zagranicznych sympatyków, a jednocześnie aranżując gigantyczne defilady, marsze, rewie wojskowe i uliczne festyny.

Pośród tej ogólnej radości grubiaństwem byłoby zbyt dokładne dociekanie przedmiotu obchodów. Przez cały czas było jednak jasne, że nie ma ogólnej zgody co do tego, czym właściwie jest Millennium. Kościół obchodził tysiąclecie chrześcijaństwa: jak napisano we wstępie do rocznicowego albumu, „wszystko to zaczęło się od chrztu”. Dla Kościoła chrzest Mieszka I był sprawą pierwszorzędnej wagi. Była to rocznica religijna, rocznica kościelna. Natomiast władze państwowe i partyjne reżyserowały demonstrację o charakterze czysto świeckim i politycznym. Dla nich Millennium, ze swoim rzymskim podtekstem, było nie do przyjęcia. Dla celów oficjalnych wybrano więc rodzimą kalkę: „tysiąclecie”. Podczas gdy transparenty na kościołach głosiły SACRUM POLONIAE MILLENNIUM, budynki świeckie i ulice przystrojono sloganem TYSIĄCLECIE PAŃSTWA POLSKIEGO.

DEO ET PATRIAE zrównoważono hasłem SOCJALIZM I OJCZYZNA, NARÓD Z KOŚCIOŁEM - hasłem PARTIA Z NARODEM, POLONIA SEMPER FIDELIS - hasłem SOCJALIZM GWARANCJĄ POKOJU I GRANIC. Na Ziemiach Zachodnich uzyskanych od Niemiec w 1945 r. transparenty proklamowały hasła w rodzaju TYSIĄC LAT POLSKI NA ODRZE czy TYSIĄC LAT POLSKI NAD BAŁTYKIEM - oba w sposób oczywisty sprzeczne z faktami.

Dla historyka nie jest rzeczą dosyć interesującą sposób, w jaki przedmiotu jego badań używają politycy - czy to kościelni, czy komunistyczni. W oczach bezstronnego obserwatora identyfikowanie Kościoła i Narodu, jakiego Kościół katolicki dokonywał w przeszłości, jest czymś równie pozornie prawdziwym, jak identyfikowanie Partii i Ludu, co jest zwyczajem dzisiejszych komunistów. Zarówno Kościół, jak i Partia żyją według dogmatów władzy i nieomylności, i obie te instytucje ukrywają pełny charakter swoich skomplikowanych stosunków z ogółem ludności. W momencie, w którym wyłoniła się perspektywa Millennium, obie instytucje musiały rozpocząć rywalizujące ze sobą i nawzajem się wykluczające własne interpretacje jego znaczenia.

Na przestrzeni dziesięciolecia, które minęło od Millennium, historycy polscy rozwiązali niektóre ze swoich problemów. Według oficjalnego języka, Polska Ludowa nadal buduje komunizm na swój własny, polski sposób. Nadal znajduje się w socjalistycznym stadium rozwoju, ale w odróżnieniu od Czechosłowacji czy Rumunii nie dbała i nie dba o podniesienie własnego statusu do statusu „Republiki Socjalistycznej”. Nacisk na handel zagraniczny, wysoki stan liczebny wojska oraz - choć to ostatnie jest być może rzeczą sporną- obyczaje polskiej młodzieży pozostały prawie takie same jak w czasach Ibrahima ibn Jakuba (posagi i sauny zniknęły bez śladu). Historia Polski Polskiej Akademii Nauk pozostaje nie dokończona.

Oficjalna ideologia marksizmu-leninizmu nieprzerwanie ulega erozji. Consensus w dziedzinie historiografii wciąż złośliwie wymyka się historykom. Ingerencja z zewnątrz nadal nie słabnie[26]. W tej sytuacji wyłaniają się dwie odmienne perspektywy: albo komunizm dogoni polskich historyków, zanim ukończą rozpoczętą pracę, i przeminą oni wtedy wraz z państwem i Partią, albo też - co jest bardziej prawdopodobne - jak każde inne pokolenie naukowców, będą wkrótce zmuszeni raz jeszcze zacząć pisanie historii Polski od samego początku[27].



II. POLSKA. Kraj


Niewielu ludzi miało lub ma wątpliwości co do tego, że geografia Polski ponosi winę za jej dzieje. Zamknięta jak w pułapce w środku Niziny Północnoeuropejskiej, pozbawiona naturalnych granic, które pomagałyby jej odpierać najazdy potężniejszych od niej sąsiadów, prowadziła z Niemcami i Rosją nierówną walkę o przetrwanie. Opisywano ją na różne sposoby -jak narzeczoną, o którą wiedzie spór dwóch zachłannych zalotników i która jest na zawsze skazana na drapieżne uściski sięgających po nią z obu stron rywali, lub też - bardziej okrutnie - jako „miejsce między dwoma stołkami”. Nieszczęsne położenie geopolityczne przywołuje się dla wyjaśnienia rozbiorów w w. XVIII, nieudanych powstań w w. XIX i katastrofy drugiej Rzeczypospolitej w w. XX. Jak to ujął pewien polski oficer, który w 1940 r. w Londynie na wieść o tym, że alianci nie mają zamiaru walczyć jednocześnie z Hitlerem i ze Stalinem, miał wykrzyknąć: „Wobec tego my będziemy walczyć z Geografią!”

Utrzymuje się, że Nizina Północnoeuropejska, rozciągająca się nieprzerwanie od francuskich wybrzeży Atlantyku po rosyjski Ural, niewątpliwie musiała wywrzeć wpływ na losy państw, które powstały na jej pozornie pozbawionych wszelkiego charakteru połaciach. Nie zapewnia żadnej ochrony, nie stanowi żadnej przeszkody ani dla wędrówek ludów, ani dla przemarszów wojsk. Sprzyja ciągłemu zagrożeniu. Zachęca do zbrojnych wypadów, inwazji i aneksji. Oznacza to, że nieznaczne zmiany układu sił mogły wywoływać znaczne zmiany terytorialne i że państwa mogły się tu rozrastać lub kurczyć bardziej i szybciej niż gdziekolwiek indziej w Europie. Państwo polskie nie było wyjątkiem. W okresach potęgi z ogromną szybkością rozrastało się wokół swego jądra, położonego między Odrą i Wisłą, sięgając do Bałtyku, Dniepru, Morza Czarnego i Karpat. Natomiast w okresach słabości kurczyło się w zatrważającym tempie. W 1492 r. terytorium Polski i Litwy, nie licząc ziem lennych - Mazowsza, Mołdawii czy Prus Wschodnich - wynosiło 1115 000 km2. W 1634 r., w którym to roku zawarto traktat w Polanowie, przy powierzchni 990 000 km2 wciąż jeszcze było to największe terytorium w Europie - nieco większe od europejskiego Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i niemal dwukrotnie większe od Francji. Ze swymi prawie 11 milionami mieszkańców, pod względem liczby ludności ustępowało tylko Francji i Wielkiemu Księstwu Moskiewskiemu. Ale już do r. 1686 - z obszarem równym 733 500 km2 - Polska spadła na trzecie miejsce; w roku 1773 miała 522 300 km2, w roku 1793 - 215 000 km2, czyli tyle co Wielka Brytania. W 1795 zniknęła kompletnie. W rozmaitych dziewiętnastowiecznych reinkarnacjach Księstwo Warszawskie w latach 1807-13 zajmowało około 154 000 km2, a Królestwo Kongresowe w latach 1815-74 - około 127 000 km2. W swym pierwszym dwudziestowiecznym wcieleniu, w latach 1921-38, Rzeczpospolita Polska miała powierzchnię 389 720 km2 i znajdowała się na piątym miejscu w Europie. Od roku 1945, wysunięta bardziej na zachód, zajmuje 312 677 km2 i szóste miejsce w Europie. W odróżnieniu od Anglików, którzy zawsze mogli wycofać się za kanał i ukryć pod osłoną floty, w odróżnieniu od Hiszpanów i Włochów, bezpiecznych na niezależnych i samowystarczalnych półwyspach, w odróżnieniu od Szwajcarów, ukrytych wśród Alp, i Holendrów, odciętych siecią grobli, Polacy nie mieli się gdzie schować. Ich państwo było wystawione na każdy przypływ i odpływ sił politycznych w Europie czasów nowożytnych, a owe zmienne prądy to je zatapiały, to znów sprawiały, że z powrotem wyłaniało się na powierzchnię. (Patrz Mapa 2).

Mapa 2. Polska: zmiany terytorialne

W świetle tych gwałtownych przemian nie sposób mówić o „ziemiach polskich”, nie uwzględniając czwartego wymiaru. Mimo żarliwej wiary samych Polaków w „macierz”, nie da się zdefiniować żadnej określonej bazy terytorialnej, która byłaby polska stale, wyłącznie i niezmiennie. Polska „macierz” nie zawsze znajdowała odpowiednik w rzeczywistości i często pozostawała w ostrym konflikcie z analogicznymi niemieckimi i rosyjskimi fikcjami, dotyczącymi granic i obszaru „niemieckiej ziemi” czy „naszej ziemi rosyjskiej”. W różnych okresach dziejów Europy Wschodniej państwo polskie bywało wszędzie i nigdzie. Jego obszar - podobnie jak modele osadnictwa, niwelacje różnic kulturowych czy mieszanki etniczne ludności - był poddawany nieustannym przemianom. Polska była motylem - dziś znikającym, jutro na nowo się pojawiającym, zmieniającym w przelocie jeden sposób egzystencji w inny. Używając terminologii historyków pruskich, którzy pierwsi objaśnili szerokiemu światu Europę Środkowowschodnią, Polska to był Saisonstaat - „państwo sezonowe”.


Są to jednak względy tak oczywiste, że wydaje się dziwne, iż ktoś mógłby sobie wyobrażać, że dotyczą one wyłącznie Polski. Stosują się w tej samej mierze do j ej sąsiadów. Położenie Polski na Nizinie Europejskiej jest w zasadzie podobne do położenia Niemiec i nie mniej eksponowane niż położenie Rosji. Gdyby za mienić Wisłę na Łabę, Odrę na Ren, Karpaty na Alpy Bawarskie, a Bałtyk na Morze Północne, sytuacja geopolityczna nie zmieniłaby się w żaden zasadniczy sposób. Także dzisiejszy ZSRR, od Bugu do Ussuri, ma na północy wrogie zimne morze, a użyteczną barierę gór jedynie na południu. Jeśli zatem w ogóle istnieje jakieś powiązanie między geopolityką rozległych nizin i niestałością struktur państwowych, Polskę powinno się traktować raczej jako klasyczny przykład niż jako przypadek jedyny w swoim rodzaju. W dalszej perspektywie wzrost i upadek Polski może się nie okazać bardziej dramatyczny niż dzieje Prus lub Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. W końcu zniknięcie Prus po r. 1945 było przecież czymś bardziej ostatecznym niż zniknięcie Polski w latach 1795 i 1939. I nawet jeśli Związek Radziecki wciąż jeszcze znajduje się u szczytu swej imperialistycznej potęgi, nie ma powodu zakładać, że tak będzie wiecznie. Ma on nieszczęście zajmować nie tylko maleńką Nizinę Europejską, ale także ogromną Nizinę Eurazjatycką.


Fatalna konfrontacja na dwóch frontach, w której obliczu często stawała Rzeczpospolita Polska i która zniszczyła zjednoczoną Rzeszę Niemiecką w latach 1914-15, teraz zagraża Związkowi Radzieckiemu na o wiele szerszą skalę. W gruncie rzeczy geopolityka rzuca bardzo niewiele światła na szczególne zagadnienia historii Polski. Jest ona istotna dla dziejów współczesnej gry sił w Europie Wschodniej. Nie wyjaśnia natomiast kwestii bardziej podstawowych: dlaczego właściwie Polska była słaba, podczas gdy Prusy i Wielkie Księstwo Moskiewskie były silne, i dlaczego to Rosja pożarła Polskę, a nie Polska Rosję. Nie może też wyjaśnić podstawowych cech kultury i ustroju Polski.

Vidal de la Blanche popełnił grzech galicyzmu, kiedy w swoim słynnym Tableau de la France stwierdził, że charakterystyczną cechą Francji jest różnorodność. Cechę tę można bowiem dostrzec w fizjonomii większości krajów, zwłaszcza tych, które są zbudowane z licznych odrębnych prowincji, z których każda ma swoje własne życie i własną przeszłość. Było tak niewątpliwie w przypadku dawnej Polski, której jedność okazała się słabsza od odśrodkowych tendencji jej licznych dzielnic. (Patrz Mapa l).

Rdzenne prowincje, w których przeważało osadnictwo polskie, leżą między rzekami Odrą i Wisłą. Właśnie tutaj w VII i VIII w. osiedlił się jeden z odłamów Słowian Zachodnich i pod nazwą Polan, czyli „ludzi z otwartych pól”, dał początek przodkom narodu znanego dziś jako naród Polaków. Centrum ich kraju, Polski, stanowiła kraina jezior rozciągająca się wokół Gniezna i nazwana później Wielkopolską, dla odróżnienia od Małopolski, która miała poszerzyć ich terytorium od południa.

Główną rzeką Wielkopolski (Polonia Maior) jest Warta, która odprowadza na zachód do Odry wody z ponad tysiąca jezior. Jest to kraina szczerych pól, z rozległymi połaciami łąk w dolinach przedzielonych wielkimi obszarami kołysanych wiatrem lasów. Jej ziemie są urodzajne - zwłaszcza czarnoziemy na wschodnich krańcach. W dawnych czasach nie przysparzało tam trudu ani rolnictwo, ani komunikacja. Poza Gnieznem, głównymi miastami Wielkopolski były: Poznań, założony w X w. jako nadrzeczna forteca, oraz starożytny Kalisz, wymieniany już przez Ptolemeusza.

Mieszkańcy tej krainy cieszą się całkowicie niezasłużoną opinią ludzi zdolnych do wytrwałej pracy, lecz tępych i pozbawionych poczucia humoru.

Małopolska (Polonia Minor), której ośrodkiem jest Kraków, opiera się na południu o podalpejskie pasmo Karpat. Poza wysokimi Tatrami Podhala na południu, ma jeszcze kilka łańcuchów gór i wzniesień: Beskidy na zachodzie, wapienne szczyty Jury Krakowskiej i Gór Świętokrzyskich na północy, Roztocze na wschodzie.

Pomiędzy wzgórzami rozciągają się długie pasma żyznych nizin; wśród nich region Pogórza oraz doliny Wisły i Sanu. Zamieszkujący rejon Tatr górale są spokrewnieni ze Słowakami żyjącymi po drugiej stronie gór, z mieszkającymi niegdyś na Ukrainie Hucułami i Bójkami z Bieszczad oraz rumuńskimi góralami ze wschodu. Tereny górzyste są bogate w złoża minerałów: żelazo, sól, ropę naftową i -jak się ostatnio okazało - uran. Partie nizinne doskonale nadają się do uprawy.


Doliny na południu dostarczają owoców i wina. Miasta - Kraków, Sandomierz, Lublin, Kielce - należą do najstarszych w Polsce. Na wsi - przed nadejściem epoki nowoczesnego przemysłu - korzystne warunki naturalne spowodowały poważne przeludnienie. Podczas długiego okresu rządów austriackich Małopolska stanowiła zachodnią połowę Galicji.

Mazowsze (Mazovia), kraina położona w rejonie środkowej Wisły, było zawsze dzielnicą stosunkowo zacofaną. Kamieniste gleby, osady morenowe i mamy system odwadniania hamowały rozwój rolnictwa, pozostawiając rozległe połacie wrzosowisk i pokrytych zaroślami ugorów. Kraina ta nie ma żadnych wartych odnotowania bogactw naturalnych, a pochodząca z tych ziem zubożała szlachta i chłopi .zawsze pomnażali szeregi emigrantów i kolonistów. Główne miasto - Warszawa - zostało wyniesione do godności stolicy ze względu na wygodę, a nie z powodu jakichś wybitnych osiągnięć. Do 1526 r. Mazowsze nie tworzyło integralnej części Królestwa Polskiego.

Kujawy (Cuiavia), region łączący Mazowsze z Wielkopolską, to płaska kraina zaśmiecona pozostałościami polodowcowymi. Wąskie i kręte jeziora wypełniają zagłębienia w morenach. Niektóre rodzaje gleby, zwane „czarnoziemem bagiennym”, są urodzajne. Najstarsze polskie miasto, Kruszwica, gnieździ się na brzegu Gopła, jednego z największych jezior w kraju. Miasto Bydgoszcz wyrosło wzdłuż kanałów i dróg wiodącego ze wschodu na zachód szlaku handlowego. To serce Polski otacza pierścień dzielnic, których związki z centrum kraju ulegały na przestrzeni dziejów licznym zmianom.

Śląsk (Silesia, Schlesien), położony w dolinie Odry, odznacza się wybitnie niezależnym charakterem. Do początków XX w. jego pradawne więzi z Polską, przecięte w 1339 r., niemal się zatarły przez wcielenie go najpierw do Czech i Austrii, a od r. 1740 - do Prus. Dolny Śląsk, ograniczony od zachodu pasmem Sudetów, jest regionem rolniczym. Górny Śląsk natomiast leży na monotonnym płaskowzgórzu, bogatszym w złoża naturalne niż w krajobrazowe atrakcje. Do r. 1945 Wrocław oraz miasta przemysłowe położone wokół Katowic miały charakter zdecydowanie niemiecki. Natomiast w południowych regionach chłopi, a w późniejszych okresach dziejów proletariat, byli Słowianami i nierzadko uważali się za Ślązaków raczej niż za Polaków.

Pomorze (Pomerania, Pommern) może się poszczycić podobnie słowiańskim rodowodem, chociaż i ono przez większość swych dziejów pozostawało w orbicie niemieckiej. Niemiecka nazwa „Pommern”, choć pochodząca od słowiańskiego „Pomorza”, nie obejmuje dokładnie tego samego obszaru'. Obszar położony dalej na wschód - tereny leżące wokół Gdańska - nazywano różnie: Pommerellen (Małym Pomorzem), Pomorzem Wschodnim albo Prusami Królewskimi czy Prusami Zachodnimi. Bagniste, niegościnne wybrzeże udzielało schronienia niewielkim wspólnotom rybackim. Tereny leżące w głębi lądu, otulone sosnowymi i bukowymi lasami, są miłe dla oka, ale trudno tam żyć i pracować. Główne miasta - Szczecin i Gdańsk - odznaczały się zdecydowanie niemieckim kolorytem do czasu, gdy w r. 1945 zostały ponownie przyłączone do Polski.

Prusy (Borussia, Prussia, Preussen) były dzielnicą najuboższą ze wszystkich. Ta kraina mrocznych lasów i ciemnych jezior na monotonnym wybrzeżu Bałtyku ma warunki niekorzystne w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. (Angielska nazwa świerku - spruce - wywodzi się ponoć od polskiego „z Prus”). Część zachodnia, rozłożona wokół delty Wisły, wraz z Warmią (Ermeland), pokrywała się częściowo z terytorium Pomorza i, jako „Prusy Królewskie”, była w okresie od 1466 do 1772 r. przyłączona do Królestwa Polskiego. Część wschodnia, ze stolicą w Królewcu, do r. 1525 pozostawała pod kontrolą Zakonu Krzyżackiego i jako „Prusy Książęce” była polskim lennem do r. 1657. Przez długie okresy na przestrzeni swego istnienia była to kraina odległa, niechciana i nie przynosząca żadnych zysków. Pod rządami Hohenzollernów tworzy obok Brandenburgii część składową państwa zwanego od r. 1700 „Królestwem Prus”. Ludność składała się w przeważającej mierze z niemieckich kolonistów i zgermanizowanych Bałtów. W czasach nowożytnych południowy rejon Mazur (Mazuria) był obszarem łączącym Prusy z polskim od najdawniejszych czasów Mazowszem.

Podlasie (Podlasia) jest także dzielnicą pograniczną. Pełna pozostałości polodowcowych i bardzo zalesiona, kraina ta obejmuje rozległą Puszczę Białowieską.

Oddziela ona Polskę centralną od Białorusi i Litwy. Tereny południowe, między Wisłą a Bugiem, to region hodowli bydła. Krańce połnocne, z Puszczą Kurpiowską, były skąpo zaludnione, a ludność trudniła się myślistwem i rybołówstwem.

Ośrodkami miejskimi tego regionu były: Białystok, Grodno, Bielsk i Łuków. Polesie (Polesia), zwane też powszechnie Bagnami Prypeckimi, było krainą, w której czas się zatrzymał. Bagna przeplatały się tam z dębowymi zagajnikami i bujnymi łąkami. Rozwój społeczny i gospodarczy był równie powolny co nurt Prypeci, która na długości ponad pięciuset kilometrów pokonuje niespełna siedemdziesięciometrowy spadek... Jest to piękna kraina polowań na kaczki, gdzie prymitywny lud żył przez długie stulecia, nigdy nie oglądany oczyma przybyszów ze świata. Jedyne godne odnotowania miasto Polesia, Pińsk, stało się niemal w dziewięćdziesięciu procentach miastem żydowskim.

W języku niemieckim chętniej używano nazwy „Vorpommern” na określenie terenów leżących na zachód od Odry, oraz terminu „Hinterpommern” lub „Slavinia” dla terenów na wschodzie.

Wołyń (Volhynia) i Podole (Podolia) były regionami przede wszystkim rolniczymi. Wołyń przecina szeroki pas gleb lessowych, na których chętnie rośnie pszenica i kukurydza. Przez Podole zaś biegnie płaskowyż przypominający pozbawione drzew stepy na wschodzie. Miasta i wioski szukały ochrony przed mroźnymi wschodnimi wiatrami w wyżłobionych przez erozję głębokich dolinach.

Region Pokucia nad Dniestrem może się poszczycić wspaniałymi sadami i winnicami. Na tych właśnie obszarach wielcy polscy właściciele ziemscy sprawowali władzę nad ruskimi chłopami. W latach 1430-1569 przyłączano je, kawałek po kawałku, do Królestwa Polskiego.

Na południowym wschodzie leży Ruś Czerwona (Ruthenia Rubra), z głównym miastem Lwowem. Wcielona do Królestwa w 1340 r., nigdy nie utraciła charakteru kresowego. Gorliwy lojalizm ze strony ludności polskiej był odbiciem ciągłego poczucia zagrożenia w obliczu niebezpieczeństwa najazdów tatarskich, inwazji Turków i buntów krnąbrnego ruskiego chłopstwa. Łagodne krajobrazy tworzą ostry kontrast z burzliwą historią tych ziem.

Ukraina rozciąga się na obu brzegach środkowego Dniepru. Jak sama nazwa wskazuje, leżała ona „u krają” chrześcijaństwa i terenów stałego osadnictwa. We wczesnych wiekach jej wyjątkowych bogactw naturalnych i niezrównanej urodzajności gleby nie można było wykorzystywać ze względu na ciągłe wojny i bezustanne najazdy. W r. 1569, gdy Ukraina została włączona do Królestwa Polskiego, była ona podzielona na województwa: kijowskie, bracławskie i czernihowskie, a jej terytorium przechodziło w nie podlegające praktycznie żadnej administracji połacie Dzikich Pól i Zaporoża. Zaludniali je Kozacy, uchodźcy i koloniści, a w okolicach bardziej bezpiecznych - wolni chłopi ruscy. Jej główne miasto, Kijów, serce starodawnej Rusi, zostało w 1667 r. wraz z ziemiami na lewym brzegu Dniepru zdobyte przez Wielkie Księstwo Moskiewskie. Resztę, na przestrzeni XVIII w., przyłączono do Cesarstwa Rosyjskiego; od tamtego czasu nazwa „Ukraina” obejmuje wszystkie ziemie ruskie leżące na południe od Prypeci.

Ukrainę, wraz z sąsiadującymi z nią dzielnicami, przyłączono do Polski na skutek jej wcześniejszych powiązań z Wielkim Księstwem Litewskim. W XV w., w okresie personalnej unii z Polską, Wielkie Księstwo rozciągało się od Bałtyku po Morze Czarne. Był to dziwaczny organizm państwowy ze stolicą w Wilnie, w którym rządy sprawowała arystokracja litewska, ulegająca stopniowej polonizacji.

Natomiast kraj zamieszkiwała ludność ruska i język ruski był językiem oficjalnym.

Po unii konstytucyjnej z Polską zawartej w 1569 r. Litwa zachowała odrębną tożsamość na zredukowanym terytorium.

Dwie etniczne krainy Litwy, Żmudź (Samogitia), czyli „niski kraj”, i Auksztota, czyli „wysoki kraj”, leżą w dorzeczu Niemna. Teren bywa tu często bagienny, surowy i kamienisty, gęstość zaludnienia jest niewielka. Jeszcze w XX w. jedną trzecią całego obszaru pokrywały nieprzebyte lasy. Już w XVII w. Wilno charakteryzowało się silnymi wpływami kultury polskiej; we wszystkich mniejszych miastach liczny był element żydowski.

Białoruś (lub też Ruś Biała, co w kontekście historycznym wydaje się poprawniejsze) rozciągała się od Dźwiny na północy po Prypeć na południu i górny Dniepr na wschodzie. Obejmowała obszar województw: mińskiego, połockiego, witebskiego i mścisławskiego. Zarówno w sensie geograficznym, jak i kulturowym był to rozległy obszar łączący Europę z Rosją - teren głębokiej penetracji z zewnątrz, o nikłych zasobach naturalnych i słabej tożsamości. W gruncie rzeczy Białoruś nie była ani polska, ani rosyjska, ale na przestrzeni swoich długich dziejów nigdy nie potrafiła zadecydować o własnym losie. Jej rozległe otwarte przestrzenie nie są ani atrakcyjne w sensie rolniczym, ani też łatwe do obrony. Jej słowiańska ludność miała słabe poczucie przynależności narodowej czy państwowej - poza tym, iż uważała się za „chrześcijańskie dusze tych stron”.

Czarnoruś (Ruś Czarna), granicząca z Białorusią na południu i południowym zachodzie, utraciła odrębność w XVIII w. Na jej terytorium znajdowały się województwa: brzeskie, trockie i nowogrodzkie.

Na wschodzie, poza terytorium Litwy, Białorusi i Ukrainy, leży kolejny pierścień dzielnic, których związki z Polską były jeszcze bardziej luźne i nietrwałe. Były to Inflanty (Livonia) nad Zatoką Ryską, z wysuniętym na wschód miastem Dyneburg (Dvinsk), które pozostało polskie po wojnach szwedzkich w XVII w.; Kurlandia, która została wspólnym lennem zjednoczonej Rzeczypospolitej; Smoleńsk, o który toczyły się nieskończone spory z Rosją; Siewiersk nad Desną, zdobyty przez Iwana III w 1492 r., oraz Mołdawia nad Dniestrem - lenno Polski w latach od 1387 do 1497.

Określenie całej tej długiej listy krain geograficznych mianem terytoriów „polskich” jest niewątpliwie kwestią kontrowersyjną. Ich ludność w większości nigdy nie została zdominowana przez etnicznych Polaków, dziś zaś nie wchodzą w skład terytorium Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Z drugiej strony jednak ograniczenie nazwy „Polska” do obszaru, który uważa się za jej etniczne jądro, jest sprzeczne zarówno z historią, jak i ze zdrowym rozsądkiem. W przeszłości - zwłaszcza zaś w okresie istnienia połączonej Rzeczypospolitej Polski i Litwy w latach 1569-1795 - względy etniczne nie odgrywały większej roli. Zjednoczona Rzeczpospolita była państwem wielonarodowościowym, a jego obywatele czerpali poczucie swej wspólnej tożsamości nie tyle z krwi płynącej w ich żyłach czy z ojczystego języka, co ze wspólnego wszystkim posłuszeństwa wobec władcy i prawa. W przeszłości przymiotnik „polski” był nie tyle terminem etnicznym, co politycznym i kulturowym. Podobnie jak dziś przymiotnik „brytyjski” czy „radziecki”, słowo to odnosiło się do wszystkich społeczności i wszystkich dzielnic, których rodowód leżał poza zasięgiem dominującej elity angielskiej, rosyjskiej czy polskiej. W kategoriach kryteriów etnicznych Litwa nie jest dziś bardziej „rosyjska”, niż była „polska” w przeszłości, chociaż w odniesieniu do określonych okresów historycznych oba te przymiotniki mają ściśle określone znaczenie polityczne.

Podobnie Śląsk, który sto lat temu można było zgodnie z prawdą określić jako „niemiecki”, dziś jest niewątpliwie „polski”. Mimo oparów propagandy, dawnej i obecnej, które zaciemniają obraz, śladów „narodowości” i „tożsamości narodowej” nie da się odnaleźć w ziemi. Przymiotniki, jakimi określano ziemie, na których żyją ludy Europy Wschodniej, bezustannie ulegają zmianom - podobnie jak owe ludy oraz ich poglądy. Powodów, dla których ziemia niegdyś „niemiecka” dziś nazywa się „polska”, nie należy szukać w dziedzinie prawa, nauki czy fundamentalnych racji, ale wyłącznie w dziedzinie władzy i polityki. W XX w. Polska jako państwo zajmuje pozycję drugorzędną i wobec tego ma nie wysuwać żadnych roszczeń terytorialnych dotyczących obszarów położonych poza jej etnicznymi granicami. Z drugiej jednak strony udziela się pełnego poparcia prawu niektórych większych mocarstw obecnej doby do terytoriów wielonarodowościowych.

Jak zwykle, to, co jest „słuszne” z pozycji supermocarstw, okazuje się „niesłuszne” w odniesieniu do śmiertelników mniejszego wymiaru.

Równie trudna do pojęcia jest przyjęta w czasach nowożytnych koncepcja granic. W czasach, gdy ziemi było pod dostatkiem i wartość polityczną przedstawiali jedynie zamieszkujący ją ludzie, nie miało żadnego sensu dokładne określanie terytorium państwa czy palikowanie granic przy użyciu taśmy mierniczej.

Z punktu widzenia władców roszczenia do ziemi jako całości były sprawą mniej istotną niż zdominowanie ludności, która mogła pracować i rozwijać rzadko rozrzucone po kraju oazy osiedli i przemysłu. Siła polityczna promieniowała z kilku ośrodków władzy, a sfery ich wpływów bezustannie to rosły, to znów malały, nierzadko wzajemnie na siebie zachodząc. Ośrodki te można by przyrównać do magnesów, ludzi zaś zamieszkujących tereny znajdujące się pomiędzy nimi - do żelaznych opiłków, przyciąganych to w tę, to w inną stronę przez zmieniające się i ścierające ze sobą pola magnetyczne. W średniowieczu i w początkach ery nowożytnej typowy model przedstawiał się następująco: niewielkie obszary metropolii, którym można było bez trudu bezpośrednio narzucić władzę królewską, otoczone rozległymi połaciami terytoriów o nieokreślonych granicach, gdzie możnowładcy kresowi cieszyli się daleko idącą autonomią. W Europie Wschodniej, gdzie odległości były znacznie większe niż na zachodzie, model ten przeważał do końca XVIII w. W połączonym królestwie Polski i Litwy pierwsze dokładniejsze pomiary terytorialne przeprowadzono dopiero w 1773 r., po pierwszym rozbiorze. W przeważającej części ziem polskich siła przyciągania władzy w Warszawie czy Krakowie nie była większa niż siła konkurencyjnych ośrodków politycznych w Pradze, Wiedniu, Berlinie, Sztokholmie czy Moskwie. W dzielnicach przygranicznych, takich jak Śląsk czy Ukraina, miejscowa ludność była w równym stopniu zabezpieczona przed narzuceniem władzy centralnej, co narażona na pogróżki i najazdy ze strony obcych mocarstw. W każdym określonym momencie dziejów ojej lojalności przesądzał delikatny stan równowagi omiędzy potrzebą zapewnienia sobie ochrony a szansą na bezkarność w podejmowanych działaniach. Prawdziwej natury tak trudnej sytuacji nie da się opisać rysując linię na mapie. Im dalej cofamy się w przeszłość, odchodząc od nowożytnej koncepcji państwa, tym mniej sensowne stają się próby zastosowania pojęcia „stałych granic”. W odniesieniu do państw średniowiecznych książąt jest to pojęcie zupełnie niewłaściwe.

Obraz Polski musi więc być trudny do namalowania. Gdyby doń włączyć tylko te dzielnice, które były ze sobą stale powiązane, tworząc jakiś wspólny byt polityczny, do namalowania nie pozostałoby nic. Gdyby natomiast włączyć wszystkie obszary, którym w tym czy innym okresie dziejów było dane cieszyć się związkami z Polską, obraz musiałby objąć połowę kontynentu.

Mimo zewnętrznych pozorów, jakie stwarza typowa mapa fizyczna, należące do Polski części Niziny Europejskiej nie są ani takie płaskie, ani tak monotonne, aby odmawiać temu krajowi jakiegokolwiek szczególnego oblicza czy charakteru. Nie jest także prawdą, że Polska nie ma żadnych cech naturalnych, które sprzyjałyby wytyczeniu granic. Górzyste pasmo Karpat na południu, przechodzące w pasma Beskidów i Sudetów, tworzy zaporę tak samo wyniosłą i skuteczną, jak bawarskie Alpy czy francuskie Pireneje. Na północy, u wybrzeży Bałtyku, morze jest równie trudną do pokonania barierą. Na zachodzie Odra i Nysa Łużycka stanowią wyraźną linię demarkacyjną, której zalety tacy geografowie, jak Pawłowski, Romer czy Nałkowski, zauważyli na długo przed tym, zanim politycy zaczęli myśleć o ich praktycznym wykorzystaniu. Linia Odry i Nysy zamyka w najwęższym miejscu otwartą przestrzeń między górami a morzem i - ponieważ wszystkie dopływy znajdują się po stronie polskiej -jest to granica wyjątkowo nieskomplikowana. Tylko na wschodzie, gdzie bagna Polesia zapewniają jedynie częściową osłonę, Polska jest rzeczywiście wystawiona na wszystkie wiatry, jakie mogą powiać. Bug niezbyt skutecznie chroni Polskę przed dwoma wielkimi wyżynnymi szlakami idącymi z Rosji: szlakiem połnocnym, prowadzącym wzdłuż Wyżyny Białoruskiej wokół Mińska i dalej wzdłuż obecnej linii kolejowej Warszawa-Moskwa, oraz drugim - położonym bardziej na południe, pradawnym szlakiem łączącym Kraków z Lwowem i Kijowem. Mimo to, w Europie jest wiele krajów - począwszy od Irlandii, a kończąc na Węgrzech i obu państwach niemieckich - które muszą się zadowalać granicami o wiele bardziej sztucznymi.

W obrębie tych granic, kierunek równoleżnikowy ukształtowania Polski odkreślają jej trzy pierwszoplanowe cechy fizyczne. Po pierwsze, klinowaty kształt kontynentu europejskiego w miejscu, gdzie masa lądu Eurazji zwęża się w półwysep europejski, nieuchronnie kieruje wszelki ruch wzdłuż osi wschód-zachód. Na 24 stopniu długości geograficznej - na linii Bugu - Nizina Europejska ma ponad tysiąc kilometrów szerokości. Na 14 stopniu - na linii Odry - jej szerokość wynosi niecałe 300 kilometrów. Po drugie, depresje polodowcowe, czyli pradoliny - zwłaszcza te, które ciągną się na linii Grodno-Warszawa-Berlin i Toruń-Eberswalde, stwarzają naturalne przejścia biegnące równolegle do barier pasm górskich i morskich wybrzeży. Po trzecie, bardzo liczne jeziora morenowe, które ciągną się od Wałdąju po Odrę i jeszcze dalej, bronią Polsce dostępu do morza, wtłaczając ją w jej śródlądowe gniazdo. Pojezierze Pomorskie, Pojezierze Mazurskie i Pojezierze Litewskie tworzą pasma skąpo zaludnionych terenów, hamujących ruchy migracyjne i utrudniających osadnictwo. Jest rzeczą interesującą, że od czasów najdawniejszych po XX w. północna granica Polski utrzymywała się głównie właśnie na linii tych jezior. (Patrz Rys. B).


Rys. B. Polska - topografia


Natomiast system rzek w Polsce podkreśla oś południkową. Dorzecza Wisły i Odry rozciągają się od Karpat po Bałtyk. Rzeki Białorusi - Berezyna, Górny Dniepr i Soż - żłobią szlaki lądowe, podobnie jak na Rusi Czerwonej i Podolu liczne dopływy Dniestru tną na kawałki rozległą płaszczyznę Wyżyny Podolskiej.

Oś tę podkreśla jeszcze wyraźniej bieg Wisły i Odry od ich źródeł w pobliżu Bramy Morawskiej - jedynego punktu na przestrzeni między Morzem Czarnym a Bawarią, gdzie do Europy Południowej można się dostać, nie przekraczając wysokogórskich przełęczy. Zarówno starodawny szlak bursztynowy, jak i średniowieczny szlak pruski przecinały obszar Polski w tym właśnie punkcie, a niezliczone hordy barbarzyńców, w starożytności i w czasach nowożytnych, wdzierały się tędy na swej drodze do bogactwa i złej sławy.

Wynikające z tych cech ukształtowanie Polski to nieregularna kanwa, rozpięta na koślawej ramie, w której wyraźniejsze poziome nici osnowy przytrzymują pionowy splot linii rzek. W kategoriach ludzkiego działania, ukształtowanie takie bardzo ułatwia przemieszczanie się w poprzek kraju; łatwość tę w dawnych czasach równoważyły warunki dogodne dla osadnictwa.

„Zdolność do zapewnienia środków wyżywienia” [life-support capacity] to brzydkie, lecz użyteczne wyrażenie wprowadzone do żargonu dla oddania sumy wszystkich czynników, które ułatwiają lub utrudniają osiedlanie się w określonym miejscu. W kategoriach bezwzględnych, najwyższym jej stopniem odznaczają się podzwrotnikowe doliny rzek Jangcy, Eufratu czy Nilu, gdzie najwcześniej rozwinęła się cywilizacja, najniższym zaś - tereny w sercu Antarktydy czy Sahary. W skali europejskiej wysoką zdolność do zapewnienia środków wyżywienia wykazywały zazwyczaj tereny położone wzdłuż pasów przybrzeżnych takich wysp śródziemnomorskich, jak Kreta lub Sycylia, a także w połnocnych dolinach Renu, Sekwany lub Tamizy, niską zaś - pasy tajgi i tundry na terenie Skandynawii i Rosji. W Polsce poziom zdolności do zapewnienia środków wyżywienia układa się pośrodku - między Europą Zachodnią a Rosją. Przyjmując za główny punkt odniesienia Warszawę, szerokość geograficzna 52 stopnie zapewnia silne nasłonecznienie podczas trwającego przez trzy miesiące lata. Klimat jest kontynentalny, z wyraźnie zróżnicowanymi porami roku, ale bez najdotkliwszych skrajności letniej suszy, zimowych mrozów czy wiosennych powodzi, które są stałymi cechami klimatu obszarów położonych dalej na wschód. Wieczna zmarzlina jest nieznana, niszczycielskie burze należą do rzadkości. Najniższa dzienna temperatura stycznia wynosi średnio - 3°C, maksymalna temperatura - +19°C. Średnia opadów - 559 mm rocznie -jest dość niska, ale deszcze padają głównie w okresie upraw - ok. 280 mm przypada na okres między majem a sierpniem. Liczba dni, w których temperatura spada poniżej zera, waha się od 30 do 50. Pokrywa śnieżna trwa do 60 dni w roku, rzeki zamarzają na średnio 40 dni, sezon upraw wynosi do 180 dni. Ekspozycja na wiatry - zwłaszcza zimne wiatry ze wschodu -jest dość znaczna, ale ukształtowanie i pokrycie terenu zapewniają wystarczającą osłonę- zwłaszcza w dolinach rzek i na obszarach osłoniętych kompleksami wysokopiennych lasów. Zachmurzenie, które dochodzi do 150 dni w roku, jest zjawiskiem normalnym podczas miesięcy zimowych i sprzyja złagodzeniu skrajnych warunków klimatycznych. Warszawa jest oczywiście położona w jednym z najmniej korzystnych regionów centralnej Polski i łatwo dałoby się znaleźć inne niezbyt odległe miejsca - na Dolnym Śląsku czy w Małopolsce - gdzie zima jest krótsza, słońce jaśniejsze, suma opadów większa, ziemia żyźniejsza, a długość sezonu upraw dochodzi do 225 dni. Pod względem roślinności Polska znajduje się jeszcze w obszarze normy kontynentu europejskiego. Pas lasów bukowych przebiega na południowy wschód od dorzecza Wisły ku podnóżom Karpat.

Linia lasów dębowych biegnie w tym samym kierunku, sięgając jednak wiele dalej na wschód. Sama Warszawa leży w rejonie uprawy żyta i ziemniaków, ale granica uprawy pszenicy przebiega o wiele dalej w kierunku na północ i wschód.

Inwentarz miejscowej fauny był niegdyś niezwykle bogaty - żyły tu tarpany, niedźwiedzie, żubry i wilki, a także częściej spotykane gatunki zwierzyny łownej. Liczba gatunków zwierząt zmniejszyła się wyraźnie dopiero w XX w., kiedy to znaczne szkody poczynili rozmiłowani w polowaniu dygnitarze, od arcyksięcia Ferdynanda po marszałka Hermanna Göringa.

Zespół warunków geograficznych Polski trudno jest porównać z jakimkolwiek innym obszarem na świecie - są one dość zbliżone do warunków geograficznych południowego Ontario, gdzie cechy położenia w zasadzie kontynentalnego łagodzi bliskość wielkich jezior. Podobnie jest w Polsce, gdzie skutki wschodniego położenia na półwyspie europejskim równoważą stałe wpływy Morza Bałtyckiego i Atlantyku. W każdym razie, warunki geograficzne Polski stwarzają możliwości rozwoju zarówno pasterstwa, jak i gospodarki rolnej. Twierdząc, że [Zachodni] Słowianie „zamieszkiwali krainy najbogatsze w obszary zdatne do zamieszkania”, Ibrahim ibn Jakub z pewnością starannie dobierał słów.

Dowody archeologiczne pozwalają ustalić początki osadnictwa w dolinach Odry i Wisły na dwusetne tysiąclecie p.n.e. Starsza epoka kamienia pozostawiła niewiele śladów, choć wykopaliska z czasów paleolitu odnaleziono w grotach ojcowskich pod Krakowem oraz w miejscowości Świder koło Warszawy. Natomiast młodsza epoka kamienia pozostawiła po sobie ślady kilku charakterystycznych kultur z okresu od 4000 do 1800 r. p.n.e., sklasyfikowanych według podstawowych cech wyrobów ceramicznych. Są to kultury pucharów lejkowatych, ceramiki sznurowej, pucharów dzwonowatych oraz - na północnym wschodzie - ceramiki grzebykowo-dołkowej. Główne stanowiska archeologiczne znajdują się w Rzucewie w pobliżu Gdańska, w Samowie koło Bydgoszczy, w Jordanowie koło Wrocławia oraz w Krzemionkach, Ćmielowie i Złotej w pobliżu Kielc. Kultury epoki brązu, sklasyfikowane według nazw miejscowości, w których po raz pierwszy odnaleziono ich pozostałości, były jeszcze liczniejsze. Przedstawiciele kultury unietyckiej (ok. 1800-1400 r. p.n.e.), odkrytej po raz pierwszy w sąsiednich Morawach, byli ludem pasterskim, znającym tajniki obróbki brązu i złota. Kultura trzciniecka (ok. 1500-100 r. p.n.e.), której pozostałości odnaleziono w okolicach Lublina - podobnie jak kultura odkryta koło miejscowości Iwno w dolnym biegu Wisły - była patriarchalną kulturą czcicieli słońca, którzy praktykowali obrządek spalania zwłok zmarłych. Plemiona łużyckie (ok. 1300-400 r. p.n.e.), których ślady po raz pierwszy odkryto na Łużycach, na terenie dzisiejszych Niemiec Wschódnich, żyły z uprawy różnych roślin i utrzymywały rozległe stosunki handlowe z krainami leżącymi w dorzeczu Dunaju oraz ze Skandynawią. Łużyczanie wznosili drewniane grody - między innymi słynny wyspowy gród obronny w Biskupinie, we wschodniej części ziemi poznańskiej, ze skomplikowanym konstrukcyjnie falochronem i wysokim wałem obronnym z drewnianych bierwion. W pobliskiej Słupcy i Kamieńcu szkielety zmasakrowanych mężczyzn, kobiet i dzieci oraz kościane groty strzał utkwione w zwęglonych odrzwiach wrót przywodzą przed oczy żywy obraz gwałtownego końca zadanego Łużyczanom w początkach epoki żelaza przez pierwszą falę łupieżczych nomadów, plemion Scytów. W Witaszkowie nad Nysą Łużycką pochowano zmarłego wodza Scytów wraz z całym jego dobytkiem.

Kultury epoki żelaza sięgają od tych właśnie czasów aż po okres średniowiecza. Kultury bylańska (od ok. 600 r. p.n.e.) i puchowska (od ok. 100 r. p.n.e.) powstały na terenie Czech i w Słowacji. Kultura zarubiniecka (ok. 200 r. p.n.e. do 100 r. n.e.), wykazująca bliskie powiązania z kulturami, których pozostałości odnaleziono na odległych terenach Pomorza, oraz zespół czemiachowski (ok. 200-400 r. n.e.), który obejmuje ponad tysiąc stanowisk archeologicznych na obszarze od Wisły po Dniepr, uważane są za kultury pochodzenia gockiego. Ślady kultury przeworskiej z terenu Śląska (od 400 do ok. 600 r. n.e.) doprowadzają archeologię polską do początków czasów historycznych.

Jest rzeczą oczywistą, że dopasowanie kultur wykopaliskowych do poszczególnych grup etnicznych, o których wzmianki przetrwały w historycznych zapiskach, jest sprawą bardzo zawiłą. Polscy badacze z XX w. starali się dowieść, że najdawniejsi mieszkańcy obecnych ziem polskich byli Polakami, z taką samą gorliwością, z jaką ich niemieccy poprzednicy starali się wykazać, że byli oni Germanami.

Jednakże z punktu widzenia neutralnego obserwatora etnogenetyczne polowanie na „Prasłowian” ma taki sam posmak szowinizmu, jak wcześniejsze polowanie na Fruhostgermanen. W obliczu wielkich ilości sprzecznych ze sobą danych dociekliwy sceptyk musi pozostać w niepewności zarówno co do pochodzenia Słowian w ogóle, jak i Polaków w szczególności.

Polscy badacze okresu prehistorycznego należący do tzw. szkoły autochtonicznej konsekwentnie utrzymują, że ojczyzna przodków Słowian leżała w dolinach Odry i Wisły. Poczynając od pracy J. Kostrzewskiego z r. 1913, szkołę tę reprezentowali antropolodzy (np. J. Czekanowski), filolodzy (np. T. Lehr-Spławiński) oraz liczni archeolodzy, jak L. Kozłowski, T. Sulimirski czy K. Jażdżewski.

Zakładali oni, że znane historykom plemiona polskie z X w. wywodzą się w prostej linii od prasłowiańskich przodków, poprzez lud kultury łużyckiej z epoki brązu i owiane mrokiem plemiona Wenedów z czasów rzymskich. Zgodnie z tą hipotezą, współczesny naród polski wywodzi się od wyjątkowo jednolitej grupy Prasłowian, którzy uparcie trzymali się swych ziem, podczas gdy pokrewne im ludy wędrowały na zachód, na wschód lub na południe. Polaków uważa się za „autochtonów”, „stałych mieszkańców” i „ludność rodzimą”, wszystkie inne zaś ludy tych terenów zostają zdegradowane do statusu „obcych”, „przejściowych”, lub „najeźdźców”. Jest to sytuacja co najmniej niezwykła. W okresie, gdy ludność wszystkich innych części Europy i wszystkich innych ziem słowiańskich podejmowała ciągłe wędrówki, przodkowie Polaków zostali osadzeni za jednym zamachem i z niezwykłą precyzją w tym jednym jedynym miejscu świata Bożego, w którym mogli zostać na zawsze. Można mówić o długiej prehistorii Anglii z czasów przed Anglikami, Francji z czasów przed Francuzami, Czech z czasów przed Czechami, Węgier z czasów przed Węgrami; można nawet mówić o prehistorii Rosji z czasów przed Rosjanami, ale nie można, zdaje się, mówić o prehistorii Polski z czasów przed Polakami. Jeden z tych wybitnych zagranicznych naukowców, którzy przyjęli polski punkt widzenia, ksiądz Dvornik, pisał kategorycznie: „Tylko plemiona należące do polskiej gałęzi [Słowian] trzymały się swego pierwotnego miejsca zamieszkania”[28]. (Patrz Mapa 3a).



Mapa 3. Prehistoria Polski: a. według poglądu autochtonicznego, b. według poglądu nieautochtonicznego

Przeciwnicy szkoły polskiej są raczej skłonni umieszczać ojczyznę Słowian w strefie bardziej wysuniętej na wschód, pośród lasów i stepów rozciągających się wzdłuż północnych zboczy Karpat, między środkową Wisłą a dolnym Dnieprem. Lokalizację tę wybrał po raz pierwszy - w 1902 r. - jeden z pionierów słowiańskiej archeologii, Lubor Niederle. Ostatnio uzyskała ona, jeśli nie ostateczne, to w każdym razie przekonywające potwierdzenie. Według Mariji Gimbutas, amerykańskiej uczonej litewskiego pochodzenia, pracowite próby utożsamienia kultury łużyckiej z siedliskiem Prasłowian były i są nadal całkowicie „niepotrzebne”. Tak zwaną kulturę wenedzką Prasłowian należy odrzucić jako jeszcze jeden fałszywy trop. Jeśli przyjąć w jej miejsce ciągłą północnokarpacką kulturę o charakterze słowiańskim, trwającą na przestrzeni całej epoki brązu w kolejnych wariantach kultur komarowskiej, białogrudowskiej i czernoleskiej, znika wiele oczywistych sprzeczności. Założenie takie uwzględnia długi okres trwania podobnie stałej kultury bałtyckiej na północy oraz obejmującej rozległy obszar kultury środkowoeuropejskiej, z wariantami kultury unietyckiej, kultury grobów popielnicowych i kultury łużyckiej na zachodzie.

Zgadza się ono również ze świadectwem językowym, z którego wynika po pierwsze - że rozproszenie Słowian nastąpiło stosunkowo niedawno i - po drugie - że w okresie formowania się Słowiańszczyzny plemiona te pozostawały prawdopodobnie w kontakcie nie tylko z Germanami i Bałtami, ale także z Ilirami, Trakami i Irańczykami. (Patrz Rys. C).


Rys. Rys. C. Praojczyzna Słowian

Przemawia także za utożsamieniem wczesnych Słowian z owymi „scytyjskimi rolnikami” z V w. p.n.e., których Herodot umiejscawiał o trzy dni drogi od Dniepru. Tu Słowianie mogli byli rozwinąć charakterystyczną dla siebie formę instytucji społecznych. Tu, podporządkowani najpierw Scytom, a później - od II w. p.n.e. - Sarmatom, Słowianie nauczyli się wspólnego dla wszystkich słownictwa religijnego, które w większości przypadków, od słowa „Bóg” po słowo „raj”, jest pochodzenia sarmacko-irańskiego. Tu mogli oddawać cześć swoim licznym bóstwom: Swarogowi - twórcy słońca, czy Perunowi - bogu piorunów. Tu, w I w. n.e., mogli byli stać się świadkami powolnej wędrówki germańskich Gotów i Gepidów, których trasę od wybrzeży Bałtyku po Morze Czarne wyraźnie znaczy szlak charakterystycznych osad i cmentarzysk. Tu mogli byli doświadczać kolejnych najazdów Hunów i Awarów. Ich własna zasadnicza ekspansja, która rozpoczęła się prawdopodobnie od deptania po piętach nomadom, nabrała rozmiarów powodzi wraz ze zmierzchem supremacji Awarów w VII w. n.e. „Zapory upadły i runął potok Słowian”. Jedna gałąź skierowała się na północ i na wschód, na ziemie nadbałtyckie i terytorium Finlandii, dając początek ludom Słowian Wschodnich - przodków Wielkorusinów i Rusinów. Drugi odłam ruszył na południe, w głąb Bałkanów - byli to przyszli Serbowie, Chorwaci, Słoweńcy i Bułgarzy. Grupa trzecia zwróciła się na zachód, na terytorium Germanów, Celtów i Bałtów, w głąb ziem, które znane były autorom starożytnym jako Czechy, północna Panonia i wschodnia Germania; byli to przodkowie Czechów, Słowaków, Połabian, Pomorzan i Polaków. Według tego schematu, „Prapolacy” byliby jednymi z ostatnich, którzy opuścili swą północnokarpacką ojczyznę, aby na przestrzeni VII i VIII w. osiedlić się w dolinach Odry i Wisły. Do końca okresu prehistorycznego nowa fala kolonizacji słowiańskiej w znacznym stopniu zatarła obraz położonych głębiej warstw dawniejszego osiedlenia.

Podstawowe znaczenie tej hipotezy dla historii polskiej polega na tym, że zakłada ona, iż Polacy są jedynie ostatnią z licznych grup indoeuropejskich, które osiedliły się na terytorium dzisiejszej Polski. Wniosek taki jest być może trudny do przełknięcia dla wielu polskich czytelników; niełatwo jednak byłoby wykazać, że jest to wniosek błędny. Uważa się na ogół, że pierwsi indoeuropejczycy dotarli w głąb Niziny Północnoeuropejskiej w drugiej połowie czwartego tysiąclecia p.n.e., zostawiając za sobą łatwy do rozpoznania szlak grobów kurhanowych, nie da się jednak dziś ustalić ich konkretnych powiązań etnicznych. Jednakże od wczesnej epoki brązu środkowe i wschodnie tereny współczesnej Polski były zamieszkałe przez Bałtów, natomiast tereny północno-zachodnie leżały na obrzeżach osadnictwa germańskiego, które ostatecznie ustaliło się w południowej Skandynawii*‘4 Tereny południowo-zachodnie wchodziły w skład obszaru kultury środkowoeuropejskiej, która miała charakter iliryjsko- celtycki. Tylko najbardziej wysunięty na południowy wschód zakątek dzisiejszej Polski - okolice Rzeszowa i Przemyśla - mógł się mieścić w obrębie najdalszych granic terenów zamieszkałych przez Słowian. W okresie rzymskim niepokoje w rejonie gór na terenie Czech wywołały masowy napływ Celtów. Celtowie przeniknęli na wschód po rzekę San, i dalej, wznosząc łańcuch imponujących fortec położonych na wzgórzach. W pobliżu miejscowości Rudki w Górach Świętokrzyskich wybudowali największy kompleks kopalń rudy żelaza w prehistorycznej Europie. Można przypuszczać, że na terenie południowej Polski aż do czasu nadejścia Słowian stanowili oni dominujący element kultury. Zakładając ich obecność, można o wiele łatwiej wyjaśnić charakterystyczne cechy oraz odrębne powiązania plemienia Wiślan w wiekach VIII, IX i X. W okolicach Krakowa celtyckie nazwy miejscowości i rzek - takie jak Tyniec czy Soła - przetrwały po dziś dzień. (Patrz Mapa 3 b).

Należy jednak zachować wielką ostrożność - zwłaszcza używając współczesnych etykietek. Jeśli opatrywanie etykietą „słowiańskie” wszelkich znalezisk archeologicznych pochodzących sprzed 500 r. n.e. jest rzeczą nierozsądną, to już czymś z całą pewnością niewłaściwym jest nazywanie czegokolwiek w tym rodzaju „polskim”. Kultury rozmaitych odłamów rodziny Słowian były w tym okresie bardzo mało zróżnicowane. Poszczególne odmiany w obrębie grupy Słowian Zachodnich w żaden sposób nie mogły były jeszcze przyjąć swojego późniejszego kształtu. Po pierwsze, nazwa „Polska” wywodzi się od nazwy jednego tylko plemienia, Polan, które mogło - ale nie musiało - być blisko spokrewnione ze swymi najbliższymi sąsiadami. Po drugie, wydaje się, że zamieszkujący na południu Wiślanie, ze swym grodem w Krakowie, rozwijali kontakty raczej z mieszkańcami dorzecza Dunaju niż północnej niziny. Zostało na przykład ustalone, że w VIII w. pozostawali oni w sferze wpływów państwa wielkomorawskiego i że pierwsi otrzymali chrzest za sprawą misji św. Metodego. Nawet jeśli w tym czasie mieli oni jakieś powiązania z Polanami, to zupełnie nic na ten temat nie wiadomo. Z pism cesarza bizantyjskiego Konstantyna Porfirogenety wynika, że tereny w okolicy Krakowa były niegdyś znane pod nazwą „Białej Chorwacji” i służyły jako coś w rodzaju odskoczni dla Chorwatów odbywających długą wędrówkę do wybrzeży Adriatyku. Na podstawie wskazówek etymologicznych można przypuszczać, że Chorwaci byli zesłowianizowanymi Sarmatami (podobnie jak Bułgarzy są zesłowianizowanym ludem tureckim). Ich długi pobyt na terenie Polski równocześnie z Celtami lub po nich mógł łatwo stać się inspiracją dla nieustających legend o sarmackim pochodzeniu samych Polaków. Mnogość polskich nazw miejscowości utworzonych od rdzenia „Sorb-”, „Sarb-” i „Serb-” narzuca pierwotnemu osadnictwu w okresie wędrówek ludów kontekst ogólnosłowiański raczej niż szczególnie zachodniosłowiański.

Teksty pisane rzucają niewiele światła na całość obrazu. W tej części świata, nad ziejącą przepaścią, jaka dzieli ostatnie dzieła starożytnych od najwcześniejszych kronik świata średniowiecznego, nie da się przerzucić niemal żadnego mostu. Odnalezienie rzymskich monet i wyrobów z brązu aż na terenach Prus i Mazowsza świadczy o tym, że handel rzymski sięgał daleko poza granicę imperium[29]5. Mimo to Rzymianie nie wiedzieli zbyt wiele ani o Bałtyku, ani o ziemiach leżących w dorzeczu Wisły. Najbliżej podeszli w latach 178-179 n.e., kiedy to oddział złożony z około 850 ludzi, zakończywszy kampanię karną przeciwko lokalnym Teutonom, spędził zimę, biwakując w pobliżu miejscowości Trenczyn na Morawach. Kilkadziesiąt lat wcześniej Tacyt, opisawszy wybrzeże tego, co nazywał Morzem Swebskim, przyznał, iż „w tym punkcie kończy się nasza wiedza o świecie”[30]. Najbogatsze znalezisko przedmiotów pochodzenia rzymskiego na terenie „Wolnych Niemiec” pochodzi z cmentarza, na którym pochowano pięciu barbarzyńskich wodzów, w pobliżu miejscowości Lubowo (Lubsow) na Pomorzu. Dokonując przeglądu plemion germańskich, wymienił ludy „Lemowiów” i „Rugian” u wybrzeży Pomorza oraz „Gotones” (Gotów) nad Wisłą. Jego delficką wzmiankę o plemieniu „Venedii” interpretowano na różne sposoby: jako dowód istnienia germańskich Wandalów lub też słowiańskich Wenedów. Historia naturalis Pliniusza przytacza bohaterskie czyny rzymskiego rycerza z czasów Nerona, który podróżował lądem z Camutum nad Dunajem do wybrzeży Bałtyku, skąd powrócił z wielką ilością drogocennego bursztynu. Nie mówi natomiast ani słowa o tym, które spośród lądów, jakie przemierzał ów rycerz, były zamieszkane przez Słowian. Potem, przez sześćset lat, źródła historyczne nie mówią praktycznie nic. Przez tę długą ciemność nie przebijają się niemal żadne iskierki informacji o osiadłej ludności rolniczej, chociaż tu i ówdzie odzywają się echa wędrujących ludów, przemierzających owo mroczne stadium dziejów. Zarówno Goci, jak i Wandalowie zamieszkiwali w dorzeczu Wisły, zanim rozpoczęli wędrówkę na południe i wschód, która była pierwszym etapem ich skomplikowanych migracji. Państwo Ostrogotów, które w II i III w. wyrosło na obszarze od Bałtyku po Morze Czarne, ustąpiło miejsca jeszcze bardziej efemerycznemu państwu Hunów. Nie wydaje się prawdopodobne, aby sam Attyla przekroczył Karpaty podczas swej wielkiej wyprawy do Galii w 451 r., są natomiast powody, aby wierzyć, że w następnym dziesięcioleciu żądni zemsty Ostrogoci dopadli gdzieś nad Wisłą i rozgromili wycofujące się hordy Hunów. Źródłem bezustannej udręki jest tu dla prehistoryków oderwane zdanie pochodzące z późnoangielskiego poematu Widsith, który opowiada o tym, jak to „wojska Hraedów mieczami ostrymi musiały bronić koło lasów nadwiślańskich starych siedzib ojczystych przed ludami Aetli”[31]. Po Hunach przyszli Awarowie, których supremacja w środkowej Europie zbiegła się z umocnieniem przez Justyniana Cesarstwa Rzymskiego na wschodzie. Później, w wyniku porażki poniesionej u bram Konstantynopola w 626 r., oni z kolei utracili panowanie nad podbitymi ziemiami na północ od Karpat, a ich kruche państwo rozpadło się w kawałki. Od tego momentu ekspansja ludów słowiańskich mogła postępować bez poważniejszych przeszkód. Wędrowne życie traciło swe powaby. Najazdy barbarzyńców stawały się coraz rzadsze. Wyjąwszy dwa istotne wydarzenia - najazdy Madziarów w IX w. i Mongołów w XIII w. - Słowianie zamieszkujący Nizinę Północnoeuropejską mieli przed sobą długą epokę konsolidacji i rozwoju.

W wyniku tak licznych wędrówek ludów nieuchronnie nastąpiło ogromne przemieszanie ludności pod względem etnicznym. W związku z tym jest rzeczą absolutnie niemożliwą wyodrębnienie czegokolwiek, co przypominałoby etniczny rdzeń; nie można też, po przeszło tysiącu lat, rozróżnić elementów ras słowiańskich i niesłowiańskich. W społeczeństwie, które było jeszcze całkowicie niepiśmienne, nie da się spośród niezróżnicowanej masy Słowian Zachodnich wyróżnić kultury specyficznie polskiej czy też „lechickiej”. Ci, którzy sobie wyobrażają, że Polacy, czy też kultura polska, są w jakimś sensie „rodzime” dla ziem polskich, mylą się tak samo, jak ci, którzy sądzą, że Europa jest pierwotną ojczyzną Europejczyków. Szukają rozkwitłych współczesnych kwiatów w pozbawionych etykietek paczuszkach wymieszanych ze sobą prehistorycznych nasion. Próby szukania Polaków w VIII i IX w. są równie anachroniczne i równie bezsensowne co próby szukania Anglików w czasach Hengista i Horsy. Ostatecznie przodkowie wszystkich z nas byli mieszańcami i imigrantami.

Pod względem językowym sytuacja przedstawia się w sposób równie powikłany. Logicznie rzecz biorąc, gdzieś musieli być ludzie mówiący językiem - lub kilkoma pokrewnymi językami - z których później powstawała współczesna polszczyzna. Filologom udało się zrekonstruować główne zarysy prasłowiańskiej składni i słownictwa. Ale wobec całkowitego braku źródeł pisanych z okresu do XIII w., nie wchodzi w grę możliwość jakiegokolwiek dokładnego opisu wcześniejszych dialektów mowy Słowian Zachodnich. Można przypuszczać, że dialekty Polan, Mazowszan, Wiślan i Ślęzan wyodrębniały się z języka ogólnosłowiańskiego w wyniku odmiennego otoczenia językowego na obszarach, na których osiedlali się Słowianie. Ale uczeni mogą jedynie wysuwać hipotezy na temat trwania form wspólnych językom całej grupy słowiańskiej czy też współzależności między poszczególnymi dialektami. (Patrz Rys. D).


Rys. D. Języki słowiańskie


Niemniej jednak można przyjąć, że w VIII w., na samym początku pisanych dziejów Europy połnocnej, zachodni nurt wędrówki ludów osłabł, aby następnie zwrócić się w kierunku przeciwnym. Wschodnie granice państwa Franków, które rozciągało się na całej przestrzeni dzisiejszych Niemiec, stanowiły dla Słowian trudną do przebycia barierę, podczas gdy powstanie księstwa Bawarii stworzyło pierwszy spośród kilku klinów, które miały zostać wbite między Słowian na południu i ich pobratymców na nizinie północnej. Wkrótce mieli na nich zacząć naciskać zarówno najeźdźcy skandynawscy znad Bałtyku, jak i sascy posuwający się coraz dalej na wschód, w rejonie Łaby i Odry. Powrót Germanów na drugi brzeg Łaby na początku X w. uważa się powszechnie za punkt zwrotny, określający początek owego Drang nach Osten, uważanego przez wielu historyków za główny motyw historii Europy Środkowej na przestrzeni kolejnego tysiąclecia[32]. Pęd na wschód nie był jednak wyłączną domeną Germanów. Gdy zachodnie i środkowe obszary kontynentu zostały zasiedlone i gdy stworzono tam warunki do skutecznej organizacji i obrony, możliwości ekspansji w kierunku otwartych rubieży na wschodzie okazały się bardziej atrakcyjne dla wszystkich. Podczas gdy Germanie próbowali ponownie przedostać się na drugi brzeg Łaby, Francuzi zaczęli posuwać się w stronę Renu, równocześnie zaś Polacy skierowali się w stronę Dniepru. Obszary dostępne dla kolonizacji przesuwały się coraz dalej na wschód. Widziana z perspektywy europejskiej, ekspansja Polaków i Litwinów na tereny średniowiecznej Rusi i Ukrainy, czy też bardziej jeszcze dramatyczna ekspansja Wielkorusinów z pierwotnych terenów księstwa moskiewskiego ku stepom Syberii i Azji Środkowej, tworzy więc tak samo istotny element Drang nach Osten, jak ekspansja Germanów na terytorium Brandenburgii, Pomorza, Prus i Inflant.


Dzieje pierwotnego rolnictwa w Polsce to kolejny rozdział polskiej historii, w którym teorie są liczniejsze niż potwierdzone fakty. Jest sprawą oczywistą, że nie przez cały czas utrzymywały się takie same warunki. Z badań nad wahaniami poziomu wód wynika, że na przestrzeni całej epoki polodowcowej okresy ciepłe przeplatały się z chłodniejszymi. Poziom wody w okolicach Biskupina podniósł się w późnej epoce brązu tak znacznie, że dawna osada na wyspie została całkowicie zatopiona. Później - w VII w. - wody opadły, pozwalając na ponowne zasiedlenie fortalicji, która przetrwała przez następne czterysta lat. Autorzy licznych prac dochodzą do wniosku, że klimat w okresie późnego średniowiecza był bardziej sprzyjający niż kiedykolwiek przedtem lub kiedykolwiek później. Badania prowadzone w Karkonoszach wykazały, że piętro lasu sięgało w XIV w. aż o 200 m wyżej niż obecnie, w dolinach zaś rosła winorośl, morele i melony, których dziś nie da się tam hodować. Gromadzenie się mad w delcie Wisły przebiegało bardziej niesystematycznie. Zasadniczy przyrost delty oraz ukształtowanie się cypla Westerplatte nastąpiło w XVII w., co być może wskazuje na podniesienie się poziomu wód w rzekach i długotrwałe pogorszenie warunków klimatycznych w tym okresie[33]. Istnieją jednak liczne dowody archeologiczne na potwierdzenie hipotezy, że - pomimo tych wahań - od epoki brązu rozwój rolnictwa przebiegał bez dłuższych przerw czy poważniejszych zakłóceń. Na terenie Nowej Huty w pobliżu Krakowa wykopano sierpy i półkoski, których pochodzenie można określić na I w. p.n.e. W pobliżu Wrocławia i miasta Inowrocław na Kujawach odnaleziono równie stare żarna obrotowe. Żelazne radlice pochodzące z wykopalisk w Nowej Hucie i z miejscowości Brzeg na Śląsku datuje się na ok. 300 r. n.e. Jeszcze przed okresem wędrówki ludów utrzymywano szerokie kontakty z Panonią po drugiej stronie Karpat oraz uprawiano wszystkie cztery podstawowe gatunki zbóż. Już samą nazwę „Polska” wywodzi się czasem od słowiańskiego „pole” i uważa niekiedy za dowód osiągnięć jej mieszkańców w dziedzinie rolnictwa. W XIII w. Polska środkowa była już z wszelką pewnością terenem znacznego napływu germańskich kolonistów-rolników, przybywających na tereny, które z powodzeniem mogły wyżywić znacznie zwiększoną liczbę mieszkańców. W w. XIV była w stanie już nie tylko utrzymać gwałtownie wzrastającą liczbę ludności, ale produkować stałą nadwyżkę, przeznaczaną na wymianę i handel[34]. Według Haxthausena i innych autorów, analogiczną sytuację osiągnięto w centralnych prowincjach ówczesnego cesarstwa rosyjskiego dopiero w połowie XIX w.


Proces osadnictwa w Polsce nie poddaje się zatem żadnym próbom dokładnego opisu; można natomiast nakreślić obraz, jaki wyłonił się w wyniku tego procesu wraz z nadejściem epoki historycznej. Zakładając, że naciski wywołane rosnącą liczbą ludności i przemieszczaniem się ludów Azji na zachód były takie same, jak we wszystkich innych miejscach Europy, ogólna gęstość osadnictwa byłaby nieco mniejsza w Polsce niż w Niemczech lub Francji, gdzie warunki do życia były jeszcze bardziej sprzyjające. Zakładając ponadto, że całkowity obszar powierzchni był o wiele większy niż całkowity obszar terenów uprawnych, można przyjąć, że eksploatowano jedynie tereny najzdatniejsze i że tereny te były od siebie znacznie oddalone. Jednak gdy już raz założono osadę, wystarczająco wysoka „zdolność do zapewnienia środków wyżywienia” stwarzała gwarancję jej trwałości. Zarówno ostre zimy, jak i słaby rozwój środków komunikacji i znaczne odległości przyczyniały się do izolacji poszczególnych sąsiadujących ze sobą wspólnot. Stąd też typowy polski model, wyraźnie widoczny w czasach historycznych: osady głęboko zakorzenione, samowystarczalne, ale rozproszone na znacznym obszarze.

H. Łowmiański próbował dokładnie obliczyć gęstość zaludnienia w X w. Przyjmując za podstawę obliczeń rodzinę złożoną z sześciu osób i uprawiającą pola w systemie dwupolówki, wyliczył, że aby się wyżywić, każda rodzina musiała mieć 22 ha gruntu. Liczba ta odpowiadała gęstości zaludnienia wynoszącej 13,5 osoby na kilometr kwadratowy powierzchni gruntów uprawnych lub 4,5 osoby na kilometr kwadratowy powierzchni całkowitej. Dawałoby to liczbę 1 125 000 jako ogólną liczbę mieszkańców powstającego królestwa polskiego. Jest to liczba porównywalna z gęstością zaludnienia w tym samym okresie na terenie Czech i Moraw (6 na l km2), Niemiec (10 na l km2) i Rusi Kijowskiej (3 na l km2) oraz z ogólną liczbą mieszkańców tych państw, która wynosiła - odpowiednio - 450 000, 3 500 000 i 4 500 000[35].


Od czasów najdawniejszych jednostki osadnicze były w Polsce bardzo silne. Choć poszczególne osady cieszyły się nieco mniejszym dobrobytem niż ich francuskie czy niemieckie odpowiedniki, łączyły one samowystarczalność gospodarczą osiedli europejskich z izolacją porównywalną z sytuacją panującą w tym czasie w Rosji. Stąd też w Polsce powstał, zdaniem historyków, model diametralnie różny od modelu przeważającego na terenie księstwa moskiewskiego, gdzie osady były odizolowane od siebie, nie mogły sobie jednak zapewnić gospodarczej samowystarczalności i podstawowym warunkiem ich przetrwania było jednoczenie zasobów poprzez silną organizację większych wspólnot. W Polsce natomiast mieszkańcy osad mogli sobie pozwolić na to, aby odrzucać awanse ze strony władz zewnętrznych jako bezpodstawne mieszanie się w ich prywatne sprawy. Typowa postawa była wyrazem poczucia osobistej wolności, dziedzicznego posiadania ziemi, dumy lokalnej i regionalnego patriotyzmu. Władcy mieli tu mniejsze możliwości stworzenia skutecznego oparcia dla swej władzy niż w Europie Zachodniej, gdzie zasiedlenie było gęstsze, a kontakty między jednostkami osadniczymi ściślejsze, i niż w Rosji, gdzie jednostki osadnicze chętnie poddawały się władzy centralnej, szukając ochrony i wzajemnego wsparcia. Biorąc zatem pod uwagę istotny aspekt stosunku części do całości, model osiedlenia w Polsce uważano za bardzo charakterystyczny nawet w czasach nowożytnych. Na określenie siedziby rodu tradycyjnie używano słowa „gniazdo”. Oddaje ono trafnie silne więzi uczuciowe, jakie przywiązywały ludzi do jednego niewielkiego kawałka ziemi, gdzie większość z nich spędzała całe swoje życie i gdzie chłopi na ziemi pana czuli się bardziej związani z najbliższymi sąsiadami należącymi do wszystkich warstw społecznych niż z kimkolwiek z zewnątrz. Socjolog A. Zajączkowski dosyć przekonywająco wyjaśnia, że życie polityczne i społeczne w epoce przedrozbiorowej było uwarunkowane wzajemnym oddziaływaniem grands voisinages i petits voisinages, czyli współzależnościami między większymi obszarami politycznych wpływów wielkich właścicieli ziemskich a pojedynczymi wsiami i majątkami w obrębie każdego większego obszaru[36]. W myśl tego poglądu, rola owych „sąsiedztw” wyznaczała ścisłe granice władzy króla i władzy centralnej i utrzymywała się nawet po formalnym unicestwieniu państwa. Pana Tadeusza, poemat epicki napisany przez Adama Mickiewicza w 1834 r., można uznać za najwybitniejsze z wielu dzieł literatury polskiej opiewających sentymentalne wartości i swobody życia w odosobnionej wiejskiej okolicy.

Wiernym obrazem izolowanego modelu osadnictwa w Polsce są opisy dóbr królewskich sporządzane od XVI w. Te Lustracje stanowią źródło historyczne pierwszorzędnej wagi, ponieważ są równie szczegółowe i równie dokładne jak Doomsday Book - kataster gruntowy sporządzony w XI w. w Anglii. Bardzo często zawierają one rejestry rozproszonych aglomeracji wiejskich, z których każda skupiona jest wokół ośrodka - zamku, miasta lub dworu - i oddzielona od najbliższych sąsiadów rozległymi przestrzeniami nie zaludnionych obszarów. Chociaż Lustracje ograniczają się do dóbr królewskich, nie ma powodu przypuszczać, że system osadnictwa był inny na terenie dóbr szlacheckich czy kościelnych. Można tu przytoczyć dowolną liczbę przykładów. I tak, według Lustracji województwa krakowskiego z 1564 r. teren Podhala został oddany przez króla w dzierżawę rodzinie Pieniążków. Jeden z braci, Jan Pieniążek, sędzia ziemski krakowski, dzierżawił grupę sześciu wsi w dolinie górnej Raby. Drugi, Prokop Pieniążek, dowodził swoich praw do nieco większej dzierżawy położonej w bezpośrednim sąsiedztwie w kierunku na południe: dzierżawił on dziesięć wsi i dodatkowo miasto Nowy Targ. Najcenniejszą z posiadłości położonych na terenach wzdłuż głównego koryta Dunajca był dwór w Szaflarach; pod jego zarządem znajdował się rejon, w którym obecnie leży uzdrowisko Zakopane. Szczegółowe opisy tych oddzielnych wspólnot wiejskich, pisane makaroniczną mieszanką łaciny i języka polskiego, upamiętniają historyczne chwile, w których ludność prastarych osad po raz pierwszy straciła swą anonimowość za sprawą przedstawicieli nowoczesnego państwa (patrz tabela na s. 73). Majątek w Szaflarach był szczególnie odizolowany, ze względu na swoje położenie w terenie górskim; nie różnił się on jednak w sposób istotny od podobnych dóbr na obszarze całego kraju.


Villa Szaffliary cum praedio et castro veteri

(f. 16lv) Stanęli przysiężnicy 4, którzy pod przysięgami zeznali, iż w tej wsi kmieci jest 18 osiadłych, którzy mają role małe, niepomierne, bo im je Dunaiecz kazi, przeto też czynsz

różno płacą, którego się od nich wyliczyło pro anno................. mc 3/11/15

Item obiedniego dwa każdy z nich per gr 1/6,

a poczty per gr 4; faci................ mc 2/0/0

Item robotnego każdy dawa per gr 25; facit................ mc 9/18/0

Item rybnego dawa każdy po 10 ryb albo per gr 3; facit................ mc 1/6/0

Dań barania - Dani baraniej wydali tego roku

computatis caseis excepto sculteto 1................................. mc 16/0/0

Item scultetus osobno wydał a bovibus 120 et caseo 1.............. mc 2/6/0

Summa census cum caeteris facit mc 33/41/15


Summa pro frumento praedii mc 66/18/9

Item do tego folwarku robią 2 wsi Klasztora szcz.yrz.yckiego i osep dawają: Ludzimirz i Krauszow.

(f. 162) Obora - Vaccae lactanles 30 per fi 2. facit mc 37/24, ster ileś 2, pecorum communium 40, cieląt pospolitych 8, wieprzów karmnych 8, suum communium 60, caponum II, gallorum communium 30. P. Pieniążek dał tę sprawę, iż to jest jego bydło, bo go tam nie zastał nic, gdy przejmował, a wszelakoż, co go natenczas urząd rewizorski zastał, to się popisało.

Familia - Magierz, magierka - mc 4 cum toto; pasterz bydła, pasterz świni - per mc 1/24 cum toto; kucharek - 2 per gr 36, dziwczę - gr 1:1. Summa salarii familiae mc 8/39.

Summa pro frumento praedii, inclusa obora et familia exclusa, facit mc 95/3/9.

Zarębkowie albo Wolnicy

Wolników, co na surowem Korzeniu zasiedli i teraz zasiadają, 21, którzy wolej używają wedlei zwyczaju, a ci na tych 3 wsiach nowych niżej opisanych zasiedli.

Villa nova Dunaiecz Biały. - Na tej rzece, która z Tatrów wypada na stronie polskiej, we włości nowotarski zasiadło kmieci 6.

Villa nova Hańska. - (fr. I62v). Na drodze, którą jeżdżono do bań nowych na Tatry, które budował naprzód p. Lubomirski, a potem p. Pieniążek i Kasper Bar, na stronie polski osiada kmieci 10.

Villa nova Marusina. - Pod górą Maruszyną osiada też. wieś; dopiero w niej kmieci 3, a komornicy 2, co komorą mieszkają [37]

*

Problem wzajemnych zależności między państwem a ukształtowaniem terenu, na którym to państwo leży, jest jednym z najbardziej fascynujących zagadnień geografii politycznej. Sformułowania w rodzaju: „autokracje dolin rzecznych” czy „demokracje zatokowe”, powstały jako próby wyjaśnienia przyczyn, dla których określone położenie geograficzne rodziło określoną formę ustroju. Jeśli chodzi o Europę Zachodnią, nikt nie kwestionuje, że Alpy Szwajcarskie, kanał La Manche, groble Holandii czy laguna Wenecji zapewniały skuteczną ochronę demokracjom, które rozwijały się pod ich osłoną. Natomiast w Europie Wschodniej Rosja stanowi krańcowy przykład roli ekstremalnych warunków terytorialnych, klimatycznych i bytowych w kształtowaniu się równie ekstremalnych tradycji autokratycznych.

W kontekście ogólnych argumentów tego rodzaju Rzeczpospolita Polski i Litwy zajmuje interesującą pozycję. Jest rzeczą niezwykłą, że podczas gdy Moskwa stała się ojczyzną „państwa patrymonialnego”, w którym wszystko i wszyscy byli oddani do dyspozycji absolutnemu władcy, w państwie będącym jej najbliższym sąsiadem rozwinęły się wprost przeciwne tendencje. Skoro Polska i Litwa leżały pośrodku między Europą i Rosją, można by oczekiwać, że wykształci się tam jakaś forma przejściowa, mieszanina systemów powstałych w Europie i w Rosji. Tymczasem tak się nie stało. Decentralizacja państwa polsko-litewskiego była równie silna, co centralizacja państwa rosyjskiego. Władza króla była tak ograniczona, jak absolutna była władza cara. Poszczególne dzielnice Polski były tak dalece samowolne, jak dalece kontrolowane były prowincje rosyjskie. Jej szlacheccy obywatele cieszyli się tak wielką wolnością, jak wielką niewolę cierpieli poddani cara. Bierność jej polityki była równa aktywności polityki Rosji, a klęska pierwszej była równie ogromna, jak powodzenie drugiej. Te dwa wielkie państwa, które w okresie nowożytnym dominowały nad Europą Wschodnią, różniły się od siebie jak ogień i woda.


Podobnie jak Rosja, Polska była w zasadzie wspólnotą śródlądową. Niezależnie od współczesnej propagandy, która przywiązuje wielką wagę do rzekomych tradycji morskich, związki Polski z Bałtykiem były niezwykle wątłe. Więź z Pomorzem Zachodnim utrzymywała się zaledwie przez kilka lat w X i XII w., a władza nad Prusami Wschodnimi w latach 1525-1657 straciła wszelkie znaczenie praktyczne na długo przed tym, zanim się oficjalnie zakończyła. Okresy panowania Polski nad wybrzeżem Pomorza Zachodniego i Prus Zachodnich, wraz z głównym miastem Danzig (Gdańsk), przed r. 1308 i później w latach 1454-1793, otwierały przed nią jedyne, lecz ważne - chociaż wąskie - okienko strzelnicze wychodzące na morza północne. Ekspansja w kierunku odległego Morza Czarnego była zdecydowanie łatwiejsza do przeprowadzenia niż ekspansja ku pobliskiemu Bałtykowi. Litwa - wielowiekowy partner Polski, miała podobne doświadczenia. Słynna przechwałka Litwy, że będzie się ona rozciągać „od morza do lśniącego morza”, choć w odniesieniu do XV w. uzasadniona w sensie formalnym, brzmi o wiele mniej przekonywająco, jeśli zważyć, że panowanie Litwy nad Bałtykiem obejmowało jedno niewielkie miasto - Falangę (Połągę), podczas gdy jej dominium nad Morzem Czarnym składało się z nie zagospodarowanego pasa dziewiczego wybrzeża między dorzeczami Dniestru i Dniepru. Najdłuższa linia brzegowa Polski - w okresie panowania późnych Jagiellonów - wynosiła zaledwie 193 km w stosunku do 6115 km łącznej długości granic, czyli około 3%; dla Wielkiego Księstwa liczby te wynosiły odpowiednio 265,5 na 4500 km, czyli około 6%. Cała reszta tych olbrzymich obszarów była całkowicie otoczona lądem. W późniejszym okresie połączone wysiłki Polski i Litwy w celu wspólnego opanowania nadmorskich rejonów Inflant w większości kończyły się niepowodzeniem. Na mocy porozumienia z 1660 r. Polsce i Litwie przyznano jedynie niewielką śródlądową część Inflant; na ich bałtyckim wybrzeżu znajdował się tylko jeden port morski Lipawa (Liepaja, Libau). Późniejsze państwa polskie były również państwami lądowymi. Zarówno Księstwo Warszawskie, jak i Królestwo Kongresowe w ogóle nie miało dostępu do morza, a Druga Rzeczpospolita - nawet uwzględniając niezwykły kształt Półwyspu Helskiego - posiadała zaledwie 72,5 km wybrzeża Bałtyku. W świetle tych liczb fakt posiadania przez obecną Rzeczpospolitą Ludową blisko 500 km wybrzeża trzeba traktować jako radykalną zmianę w stosunku do realiów historycznych. Widziane z takiej perspektywy, związki Polski z morzem miały zaledwie uboczne znaczenie. Jak pisał Sebastian Klonowic w 1596 r.:


Lecz miła Polska na zyżnym zagonie

Zasiadła jako u Boga na łonie.

Może nie wiedzieć Polak, co to morze,

Gdy pilnie orze.

Przetoż już nie wiem, czemuś wżdy tak chciwy,

Polaku bracie, mając takie niwy;

Czego wżdy szukasz w dalekim powiecie,

Na nowym świecie[38]


W czasach nowożytnych polscy mężowie stanu uważali odcięcie swego kraju od morza za ważki powód słabości politycznej i gospodarczej. Ale własnym wysiłkiem nigdy nie zdołali tej sytuacji skutecznie naprawić.

Doniosły wzgląd stanowiło bezpieczeństwo terytorialne, a nie była to sprawa prosta. Można je uznać za sumę kilku czynników składowych, w tym atrakcyjność danego terytorium, jego dostępność, obronność oraz możliwości jego utrzymania. (Innymi słowy, dane terytorium jest bezpieczne tylko wtedy, gdy żaden potencjalny agresor ani go nie pragnie, ani też nie jest w stanie dotrzeć do niego, zdobyć je i utrzymać). Polska środkowa z pewnością była terytorium atrakcyjnym, zarówno ze względu na swoje własne walory, jak też jako przejściowy etap ekspansji na tereny położone dalej. Sąsiadom niemieckim oferowała przestrzeń i perspektywy zdobycia nowych obszarów kolonizacji - czyli tak dobrze znane w XX w. Lebensraum. Sąsiadom rosyjskim natomiast mogła dostarczyć cennych regionów-spichlerzy, zwłaszcza na południu i południowym wschodzie, zapewnić od dawna pożądane powiązania z Europą oraz stworzyć strategiczną strefę buforową. Była także niezwykle łatwo dostępna. Wojska i ludy wędrujące na zachód z Azji Środkowej lub na wschód z Europy, nieuchronnie wybierały drogę wiodącą przez obszar Polski, zmuszone do tego ukształtowaniem terenu. Wszyscy - od Gotów, Wandalów, Awarów i Madziarów, po Batu-chana w latach 1241- 42, Napoleona w latach 1807-12 i Hitlera w latach 1939-41, nie mówiąc już o Tatarach krymskich, których coroczne najazdy trwały przez całe stulecia - wjeżdżali do Polski niemal bez żadnych przeszkód. Podobnie jak w Rosji, praktycznie nigdy nie można było powstrzymać wroga przed łatwą wstępną penetracją. Długie linie obrony zawsze pozostawiały nie strzeżone furtki, które można było szybko wykorzystać. Z drugiej strony jednak, utrzymać ten kraj w zależności było niezwykle trudno. Wojska najeźdźców znikały wśród rozległych pustkowi. Siły powstańcze znajdowały łatwe schronienie na odosobnionych bezludziach. Niemal zawsze jedynym skutecznym sposobem ujarzmienia Polski na dłuższy czas po jej zdobyciu okazywało się sprawowanie rządów pośrednich z zachowaniem lokalnej autonomii. Taki właśnie sposób wybrał rząd carski w XVIII w. i w latach 1815-30, Francuzi w latach 1807-13, Niemcy w latach 1915-18 i Związek Radziecki po roku 1944. Liczne próby narzucenia władzy bezpośredniej, podejmowane przez cara po r. 1831, przez bolszewików w latach 1919-20 i przez hitlerowców w latach 1939-45, nieodmiennie wywoływały olbrzymi opór.

W świetle tych wszystkich faktów wydaje się oczywiste, że geopolityka istotnie wywierała wpływ na rozwój Polski, ale tylko w sensie negatywnym. Wobec braku jakichkolwiek wyraźnych cech geograficznych wzrasta znaczenie form organizacji państwa, eksploatacji bogactw naturalnych oraz dynamicznych czynników psychologicznych. Badacz geografii historycznej staje w obliczu pytania, dlaczego Polska nie była w stanie zorganizować swych wielkich zasobów ludzkich i naturalnych równie skutecznie jak jej sąsiedzi; dlaczego w czasie kryzysów XVII i XVIII w. liczba żołnierzy w przeliczeniu na głowę ludności była w Rosji dziesięć razy, a w Prusach trzydzieści razy większa niż w Polsce, czy też dlaczego zarówno Rosja, jak i Prusy miały ów demoniczny pęd do ekspansji, którego Polsce zabrakło.

Jeden z możliwych sposobów szukania odpowiedzi na takie pytania wynika z względnej chronologii: z faktu, że Polska rozwijała się o wiele prędzej niż jej sąsiedzi. Zjednoczone w XIV w. królestwo polskie rozwijało się zbyt szybko na swój wiek; rozszerzało się, obejmując obszary pozostające niegdyś pod władzą dogorywających księstw ruskich, i sprzymierzyło się z nadmiernie rozrośniętym Wielkim Księstwem Litewskim. Na tym etapie dziejów Moskwa była jeszcze nic nie znaczącym, zapóźnionym w rozwoju tworem, usiłującym zrzucić z siebie tatarskie jarzmo. Prusy wciąż jeszcze tkwiły w szponach Zakonu Krzyżackiego. W wiekach XV i XVI Królestwo Polski i Litwy było największym i bez wątpienia najsilniejszym państwem w Europie Wschodniej. W r. 1569, kiedy powstanie zjednoczonej Rzeczypospolitej Polski i Litwy zostało ostatecznie przypieczętowane unią lubelską, więź polityczna książąt z dynastii Hohenzollernów w Prusach z pokrewną dynastią panującą w Brandenburgii ograniczała się do obietnicy objęcia władzy na wypadek braku męskiego potomka. W księstwie moskiewskim Iwan IV, którego barbarzyństwu w niszczeniu Nowogrodu i innych ziem rosyjskich dorównywała jedynie niesłychana przemoc, jaką wykazywał w stosunku do własnych poddanych, jeszcze nie przekroczył Uralu i właśnie walczył o zdobycie punktu oparcia nad Wołgą w Kazaniu i nad Bałtykiem w Narwie. Tak więc ustrój Polski krzepł w okresie, gdy szczytowi dobrobytu wewnętrznego towarzyszyło niewielkie zagrożenie z zewnątrz. Tradycje decentralizacyjne w zakresie systemu obrony, polityki finansowej i władzy wykonawczej rozwijały się odpowiednio do dawnych warunków, nie uwzględniając możliwości zwiększonych nacisków. Można by powiedzieć, że Polska rozwinęła się zbyt wcześnie albo też zbyt łatwo.

Druga możliwa linia rozumowania bierze za punkt wyjścia związek z Litwą, który komplikuje wszelkie argumenty oparte na geografii środkowej Polski. Przez 407 lat, od r. 1385 do r. 1793, Polska i Litwa były ze sobą związane, najpierw unią personalną koron, później zaś unią konstytucyjną. Związek ten trwał dłużej niż porównywalny z nim związek Anglii ze Szkocją po r. 1603. Założone w XIII w. państwo litewskie można uznać za ostatni i najbardziej udany spośród prymitywnych i na ogół efemerycznych tworów, jakie pojawiały się w Europie Wschodniej, począwszy od IX w. Podobnie jak Ruś Kijowską (którą trafnie porównano do „słynnej angielskiej Kompanii Hudsońskiej”), jak „imperium” wielkomorawskie czy też jak pierwsze królestwo polskie Mieszka I, stworzyła je drużyna nieustraszonych wojowników, których umiejętność dokonywania podboju bardzo rozległych obszarów słabo zaludnionej prerii o wiele przewyższała możliwości w dziedzinie sprawowania stałej administracji. Jego istnienie przedłużyła unia z monarchią polską z 1385 r., za pomocą której udało się oddalić rosnące zagrożenie ze strony Zakonu Krzyżackiego, jego zaś niepewną władzę nad prowincjami południowymi - Wołyniem, Podolem i Ukrainą - ostatecznie uznano dzięki przejściu tych ziem do Królestwa Polskiego w okresie unii konstytucyjnej. Jednakże Litwa zawsze pozostawała bardziej bezbronną i słabszą połową Rzeczypospolitej. Miała mniejsze zasoby ludności, mniej trwałą bazę gospodarczą, większą ekspozycję na ataki z zewnątrz, bardziej samowolną szlachtę, mniej skuteczne możliwości obrony. Jej położenie w bezpośrednim sąsiedztwie Moskwy wymagało silniejszej pozycji. Począwszy od końca XV w., od wojska polskiego bezustannie wymagano wspierania wątłych poczynań Litwinów wobec coraz silniejszych nacisków. W miarę upływu czasu Wielkie Księstwo okazało się ciężarem, który coraz bardziej ważył na barkach Królestwa. A zatem, jeśli się utrzymuje, że instytucje państwowe oraz tradycje zjednoczonej Rzeczypospolitej wyrosły w sposób naturalny z okoliczności, w jakich znajdowała się Polska, należałoby również twierdzić, że ich rozszerzenie na Litwę stało się jedną z głównych przyczyn ich upadku. Ale i takiemu rozumowaniu nie brak poważnych wad. Wystarczy sobie przypomnieć rolę Litwy w kolejnych polskich powstaniach na przestrzeni XIX w., aby sobie uzmysłowić, że więź między Polską i Litwą nie była aż tak sztuczna i nie stanowiła aż takiego ciężaru, jak by to mogło wynikać z rozważenia jedynie czynników geograficznych.

W tym miejscu pozbawiony polotu, przyziemny amator, który sobie wyobraża, że geografia może dostarczyć prostych wyjaśnień podstawowych problemów historii Polski, z pewnością nabierze wątpliwości. Atrakcyjna przedtem teoria, że warunki geograficzne ziem polskich stały się pożywką dla demokracji w tej samej mierze, w jakiej Rosja była pożywką dla autokracji, nie znajduje potwierdzenia w wynikach szczegółowych badań. W każdym razie należy zachować dużą ostrożność. Wyodrębniwszy czynniki składowe geografii politycznej, bardzo łatwo jest udawać, że są one składnikami sumy arytmetycznej. Tymczasem tak nie jest. Są to zmienne elementy składowe życia społecznego i gospodarczego, które z kolei samo w sobie nie jest niczym więcej jak tylko tworzywem dla ludzkiej woli i punktem wyjścia przy podejmowaniu arbitralnych decyzji. Sprawami politycznymi kierują ludzie, a ich sposób widzenia obiektywnych realiów trudnej sytuacji, w jakiej się znajdują, rzadko jest godny zaufania, nigdy zaś nie jest dokładny; przy tym mają oni pełną swobodę niedostrzegania ich lub lekceważenia. W przypadku Polski, w każdym punkcie zwrotnym-w latach 1385, 1569, 1683, 1717, 1794-95, 1918 czy 1944 - unikano podejmowania decyzji lub też podejmowano decyzje, które mogły były być inne i które mogły były doprowadzić do innych rezultatów. Państwo polskie, jak każdy inny organizm polityczny, zostało stworzone przez ludzi, nie zaś za sprawą jakichś z góry określonych sił. Jego upadek w XVIII w. nie był niczym bardziej nieuchronnym niż jego zmartwychwstanie w w. XX. Jego przyszłość nie jest ani trochę bardziej pewna niż przyszłość jakiegokolwiek innego kraju. Geografia - jako „wiedza o naszej krążącej planecie” - w gruncie rzeczy opisuje niewiele więcej niż obracające się koło garncarza. Człowiek jest i Garncarzem, i Gliną; i to Człowiek, a nie Geografia, jest także winowajcą.





III. PIASTOWIE. Dynastia Polan (do r. 1370)


Legendarny Piast był chłopem. Według Galla Anonima, który pisał swą kromkę jakieś 250 lat później, wstąpił on na tron po złym księciu Popielu, którego - jak głosi legenda - zjadły myszy w lochach zamku w Kruszwicy. Postać Piasta wiąże więc legendarną przeszłość Polski z okresem jej pisanych dziejów. Jeśli chodzi o czasy wcześniejsze, historyk ma do czynienia z plemiennymi legendami o Lechu, Czechu i Rusie - trzech braciach, którzy dali początek słowiańskim ludom Polaków, Czechów i Rusinów - i o królu Kraku, który zabił smoka nad Wisłą. Lech zbudował swoje „Orle gniazdo” w Gnieźnie; Krak wzniósł zamek nad jaskinią smoka na Wzgórzu Wawelskim w Krakowie, córka Kraka zaś, Wanda, wolała śmierć w nurtach Wisły od małżeństwa z niemieckim księciem. Jeśli chodzi o Piasta, to ponoć był on właśnie w swej chacie, gdzie obchodził uroczystość postrzyżyn syna Ziemowita, gdy zjawili się dwaj cudowni wędrowcy z przepowiednią, że lud wybierze chłopca na swego władcę. Z listy poprzedników Mieszka I wynika, że Ziemowit żył w drugiej połowie IX w. i panował nad plemieniem Polan[39], najwybitniejszym spośród plemion zachodniosłowiańskich, które osiadły między Odrą i Wisłą. Legendarny Popiel i Piast żyliby więc w czasie, gdy na zachodzie imperium Karola Wielkiego rozpadało się na trzy królestwa Franków, na południu zaś swóją krótką karierę rozpoczynało państwo wielkomorawskie. We Francji wojny domowe i najazdy Wikingów doprowadziły w tym czasie kraj do stanu zupełnej bezbronności; w Anglii młody król Alfred z Wessexu przygotowywał się do odparcia naporu Duńczyków; w Rosji Waregowie Ruryka przemierzali trasę z Nowogrodu do Kijowa; w rejonie Morza Śródziemnego, przetrwawszy napór islamu i napady ikonoklazmu, Bizancjum miało właśnie rozpocząć okres powrotu do życia pod panowaniem dynastii macedońskiej. Chrześcijaństwo, wyszedłszy z dwóch bliźniaczych wyroczni w Rzymie i Konstantynopolu, zataczało coraz szersze kręgi, z wolna zbliżając się ku ziemiom Słowian. Bułgaria była o krok od nawrócenia. Święci Cyryl i Metody rozpoczęli swą misję wśród ludności Moraw, a być może również wśród plemion Wiślan.

Z tak skromnych początków miała w Polsce wyrosnąć dynastia, która przetrwała przez pięć wieków i która, po wielu zmiennych kolejach losu, miała dokonać zjednoczenia sąsiednich plemion w królestwo polskie. Według jednej z hipotez językowych, opartej na rozszerzonym znaczeniu polskiego słowa „piastować” (od dosłownego „kołysać w ramionach” do przenośnego „piastować urząd”), Piast mógł obrócić urząd majordomusa na dworze książęcym w urząd dziedzicznego władcy - tak jak się to stało z dynastią Karolingów we Francji czy z dynastią Stuartów w Szkocji. W każdym razie zapoczątkowana przez niego linia dynastyczna stała się najważniejszą linią ciągłości w dziejach Polski, trwającąprzez ponad pół tysiąclecia. Do jej najmniej zapomnianych przedstawicieli należą: Mieszko I (ok. 922-992) - pierwszy książę chrześcijański, Bolesław I Chrobry (967-1025) - pierwszy koronowany król, Bolesław II Szczodry (Śmiały) (1039-81), Bolesław III Krzywousty (1085-1138), Konrad Mazowiecki (ok. 1191-1247) i wreszcie Władysław Łokietek (ok. 1260-1333) oraz jego syn Kazimierz III Wielki (1310-70), którzy byli prawdziwymi założycielami polskiej monarchii. (Patrz Rys. E).

Dla celów praktycznych, okres ich panowania można podzielić na trzy odrębne podokresy. Pierwszy z nich - do śmierci Krzywoustego w 1138 r. - obejmuje początki monarchii, gdy książęta piastowscy dziedziczyli tron w linii prostej. Okres drugi, od r. 1138-1320, był okresem rozbicia lub, jak się mówi obecnie, „podziałów dzielnicowych”, w którym kilka odłamów dynastii walczyło ze sobą o panowanie nad poszczególnymi dzielnicami podzielonego kraju. Po okresie trzecim, którego początki stanowi koronacja Łokietka w Krakowie w 1320 r., rozpoczął się proces ponownego zjednoczenia i rozwoju trwałych instytucji organizacji państwowej[40].

Wyłonienie się dynastii Piastów z osłaniających ją wcześniej mroków spowodował w ostatnim ćwierćwieczu X w. rozkwit sąsiedniego imperium niemieckiego. W 955 r. Otton I, syn Henryka I, zyskał w Europie Środkowej ogromny prestiż dzięki swemu doniosłemu zwycięstwu nad pogańskimi Madziarami nad rzeką Lech w pobliżu Augsburga. W siedem lat później papież ukoronował go w Rzymie na cesarza państwa niemieckiego. W następnych latach Otton I wywierał znaczny nacisk na Słowian na wschodnich granicach swego państwa. Już w r. 950 przyjął hołd czeskiego księcia z dynastii Przemyślidów, teraz zaś energicznie kontynuował politykę ojca zmierzającą do kolonizacji niemieckiej w Marchii Brandenburskiej i Łużycach. W latach 961-962, uzyskawszy poparcie papieża, wyniósł Magdeburg do statusu diecezji misyjnej, obejmującej tereny wszystkich ziem słowiańskich, i wysłał jej przyszłego biskupa z misją na Ruś Kijowską. Tak przedstawiał się kontekst przymierza Mieszka I z królem Czech Bolesławem - bratem i zabójcą św. Wacława - oraz jego chrztu. Zdając sobie sprawę z nieubłaganej ekspansji chrześcijaństwa w ogóle, a imperium niemieckiego w szczególności, książę Polan uznał prawdopodobnie, że jego chrzest będzie wyborem lepszym niż męstwo w boju. Przyjmując chrześcijaństwo z Czech, oddalał od siebie perspektywę przymusowego nawrócenia, które wówczas zagrażało nawet jego wieleckim i obodryckim sąsiadom. Co więcej, zdobywał w ten sposób szansę wyniesienia pewnych korzyści z ich niedoli, a także szansę stworzenia pewnego dystansu między sobą a ambicjami cesarza, a zwłaszcza powstrzymania misjonarskich zapędów niemieckiego duchowieństwa. Krótko mówiąc, dynastia Piastów mogła w ten sposób mieć nadzieję na utrzymanie pewnego stopnia niezależności. I tak też się stało. Choć w 984 r., gdy Otton III był jeszcze dzieckiem, Mieszko złożył mu być może jakiś symboliczny hołd, nie ma żadnej wątpliwości, że jego następca, Bolesław Chrobry, zdobył sobie pozycję jednego z czołowych sprzymierzeńców cesarza. Poglądów Ottona III, którego matka, Teofano, była bizantyjską księżniczką, nie ograniczały ciasne horyzonty niemieckich kościelnych mentorów i w jego krótkotrwałej wizji powszechnego imperium zachodniego słowiańscy książęta niewątpliwie zajmowali niepoślednie miejsce. Jego wizyta w Gnieźnie w r. 1000 i zatwierdzenie autonomicznej polskiej metropolii wywołały w Niemczech duże oburzenie. Ale znaczny wzrost potęgi i prestiżu Polan w związku z tym wydarzeniem umożliwił Piastom odpieranie późniejszych prób przywrócenia hegemonii cesarstwa.

Niełatwo jest dać prosty opis terytorium Polski Piastów. W pewnych kręgach przyjęła się praktyka publikowania mapy „Polski w r. 1000”, zakazaniem zarówno wyraźnie zaznaczonych granic, jak i ich uderzającego podobieństwa do obszaru Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej po r. 1945.[41]

Mapa ta jest jednak nieco myląca. Chociaż przez bardzo krótki okres na początku swojej kariery Bolesław Chrobry rzeczywiście sprawował władzę nad obszarem pokrywającym się w sposób bardzo dogodny z decyzjami konferencji poczdamskiej, łatwo przeoczyć fakt, że następnie podbił ziemie sięgające Dunaju i Dniepru. Terytorium Piastów nie pokrywało się z granicami z lat od ok. 990 do 1002 i z r. 1945 w żadnym innym okresie - ani przedtem, ani potem. Gdyby autorzy map wzięli za punkt odniesienią nie wyjątkowy rocznik 1000, lecz rok 900, 1100, 1200 lub 1300 czy też jeszcze ważniejszy rok 991, w którym to roku po raz pierwszy, w Dagome iudex, opisano granice „państwa gnieźnieńskiego”, dostrzegliby pewne istotne różnice. Granice polskiego terytorium bez przerwy się zmieniały. Do r. 1320 obszar ten nie tworzył żadnej organicznej całości, z wyjątkiem kilku krótkich okresów. W odniesieniu do owych wczesnych stuleci, historycy powinni mówić raczej o „ziemiach zhołdowanych przez Polskę” niż o „ziemiach polskich”. Chociaż według tradycji Bolesław Chrobry miał wbijać żelazne pale w dno Sali i Dniepru dla oznaczenia terenu swych podbojów, ustalonych granic było niewiele, podobnie jak nie było państwa we współczesnym tego słowa znaczeniu: władz centralnych, sprawujących rządy nad wszystkimi częściami określonego terytorium. W gruncie rzeczy zatem, w sensie współczesnym, nie było żadnej „Polski”. Terytorium miało o wiele mniejsze znaczenie niż zamieszkujący je ludzie. Książęta określali swoje księstwa nie w kategoriach obszarów, lecz w kategoriach liczby ludzi, którzy byli posłuszni ich rozkazom lub szukali u nich opieki i obrony. Władza polityczna pulsowała nieregularnym rytmem z ustanowionych ośrodków, których bezpośredni wpływ malał w odwrotnej proporcji do czasu i odległości, jaką drużyna rycerska musiała pokonać, zanim dotarła na miejsce, aby ją wyegzekwować. W odległych rejonach, położonych o więcej niż kilka dni jazdy od takiego ośrodka, władzę centralną osłabiała odrębna i konkurencyjna władza miejscowych dostojników, rywali lub wrogów. W każdym określonym momencie członka każdej określonej wspólnoty terytorialnej mogły w różny sposób i w różnym stopniu krępować strach i lojalność - wobec sąsiadów, wobec plemienia, wobec suzerena, wobec księcia, wobec biskupa, wobec dowódcy miejscowego garnizonu, wobec wyjętych spod prawa przestępców ukrywających się w lesie, wobec „cudzoziemców” po przeciwnej stronie wzgórza. Jego sytuacja była niezwykle delikatna i bardzo zmienna i nie da się jej przedstawić za pomocą kropki na mapie, na ślicznym czerwonym polu ograniczonym starannie nakreśloną czarną linią. Piastowie zaczynali jako książęta zaledwie jednego z wielu plemion. Dopiero w 990 r. objęli władzę nad Wiślanami i nad ich miastem, Krakowem. Ich władza nad Pomorzem była nietrwała, nad Mazowszem zaś - niepełna. Ich podboje na Rusi Czerwonej potwierdziły się dopiero w XIV w. Choć istnieją wszelkie powody, aby przypuszczać, że elita rządząca mówiła tą odmianą języka Słowian Zachodnich, z której później miała się rozwinąć współczesna polszczyzna, panowała ona nad ludami o bardzo różnych powiązaniach kulturowych i etnicznych. Jej działanie w kierunku stworzenia tradycji kulturowych i politycznych wspólnych dla całego należącego do niej rozległego terytorium musiało więc przebiegać bardzo powoli. Nie istnieją żadne jednoznaczne dowody, które potwierdzałyby istnienie odrębnej i określonej polskiej wspólnoty językowej przed XII w. Najwcześniejszy ślad języka polskiego można odnaleźć w bulli gnieźnieńskiej z 1136 r. (Patrz Mapa 4).


Mapa 4. Państwo pierwszych Piastów (wiek X i XI)

Historia polskiej prowincji kościelnej, metropolii w Gnieźnie, jest pod wieloma względami prostsza niż historia państwa. Ustanowiona w 1000 r., trwała nieprzerwanie przez cały okres średniowiecza. Chrzest Mieszka I w X w. nie doprowadził bezpośrednio do utworzenia żadnej formalnej hierarchii kościelnej. Istniało jedno tylko biskupstwo misyjne w Poznaniu, z biskupem Jordanem. W 991, w akcie Dagome iudex, przechowywanym w archiwach papieskich, Mieszko I prosił, aby jego królestwo zostało powierzone bezpośredniej opiece papieża - zapewne po to, aby uniknąć ściślejszego patronatu któregoś z chrześcijańskich sąsiadów. W pięć lat później jego następcy przysłano misję z Rzymu, na czele której stał Wojciech (Adalbert) - skazany na wygnanie biskup praski. Wojciech był pełnym poświęcenia misjonarzem i po krótkim pobycie wśród Polan wyruszył z Gdańska do kraju pogańskich Prusów. Tam został w 997 r. haniebnie zamordowany. Jego zmasakrowane ciało Polanie wykupili „na wagę złota” i pochowali przed ołtarzem w Gnieźnie. Został pospiesznie kanonizowany i jako patron - św. Wojciech - stał się przedmiotem powszechnego w Polsce kultu. Był to odpowiedni moment na podjęcie działania. W tym samym roku, kiedy to oczekiwano końca świata, papież ponaglał cesarza Ottona III do podjęcia pielgrzymki do Gniezna i utworzenia tam metropolii. Otton III uczynił to w r. 1000, przyjmowany przez Bolesława Chrobrego z największym przepychem. Mianowano wówczas brata Wojciecha, Radzima (Gaudentiusa), pierwszym arcybiskupem oraz założono biskupstwa w Krakowie, we Wrocławiu i w Kołobrzegu dla Pomorzan. Po śmierci Bolesława Chrobrego całą strukturę młodej metropolii zniszczyło w latach 1035- 37 rozległe powstanie pogan, które wprawiło w zamęt zarówno państwo, jak i Kościół. Ale w ciągu następnych dziesięcioleci struktura ta została cierpliwie odbudowana i - po tym jedynym okresie zaburzeń - metropolia rozpoczęła swą nieprzerwaną karierę. W miarę jak w orbitę Polski wchodziły nowe prowincje, rozszerzała się sieć diecezji. Płock otrzymał własnego biskupa w r. 1075, Włocławek i Lubusz - w r. 1123/24, Pomorze Zachodnie (Wolin) - w r. 1140, Ruś Czerwona (początkowo w Haliczu, a następnie we Lwowie) - w r. 1367. Sieć parafii, ustanowiona w XII w., ulegała stałej konsolidacji. Ruch zakonny zapoczątkowany z chwilą założenia eremu w Międzyrzeczu w czasach Bolesława Chrobrego i ufundowania najprawdopodobniej przez Bolesława Szczodrego opactw benedyktyńskich w Tyńcu, Mogilnie i Lubinie, umocnił się wraz z przybyciem cystersów w w. XII i zakonów żebraczych w XIII w. Charakterystyka i powiązania Kościoła chrześcijańskiego w Polsce w pierwszych stuleciach nie były jednak proste. Apologeci katoliccy średniowiecza i epok późniejszych zawsze zwracali uwagę wyłącznie na zwierzchnictwo Rzymu i łaciński obrządek. Tymczasem Polanie przyjęli chrześcijaństwo z Czech; w tym kontekście nie należy zapominać, że aż do końca XI w. słowiańska liturgia tradycji Cyryla i Metodego współistniała na ziemiach czeskich z popieranym przez Niemców Kościołem łacińskim. Chociaż nie ma bezpośrednich dowodów na to, że chrzest władcy Wiślan z rąk Metodego wywarł jakikolwiek trwały wpływ na życie religijne na terenach położonych na północ od Karpat, nie ma wątpliwości, że znaczny procent słownictwa religijnego w języku polskim wywodzi się z form czeskich i słowiańskich, nie zaś niemieckich czy łacińskich. Takie słowa, jak „chrzest”, „kazanie”, „kościół”, „pacierz” czy „ksiądz”, dostarczają oczywistych przykładów. Zarówno Wojciech, jak i jego przyrodni brat Gaudenty byli członkami książęcego rodu Sławnikowiców, patronów słowiańskiego obrządku; można więc oczekiwać, że przenieśli oni te sympatie na teren Polski.[42] Stosunki między już ustanowioną instytucją Kościoła a rodzącym siępaństwem nie były łatwe. We wczesnych stadiach książęta piastowscy bardzo potrzebowali poparcia biskupów, czasem jednak ostro występowali przeciwko nim. W r. 1079 biskup krakowski Stanisław, który wielokrotnie piętnował okrutne postępowanie króla Bolesława II wobec poddanych i który podburzał możnych do buntu przeciwko władzy, został szybko skazany na śmierć i rozczłonkowanie. Męczeństwo tego polskiego Becketa przesądziło o powodzeniu powstania i zdecydowało o wygnaniu króla. Później, w okresie rozbicia dzielnicowego - duchowieństwo zwiększyło obszar swoich posiadłości i zdołało się uwolnić od pewnych form kontroli książęcej. W 1180 r. na synodzie w Łęczycy Kazimierz Sprawiedliwy, książę krakowski i sandomierski, zgodził się ograniczyć jurysdykcję swoich urzędników nad ludnością w dobrach kościelnych oraz zrzec się praw do majątku zmarłych biskupów. W XIII w., z inicjatywy arcybiskupa Henryka Kietlicza (1150-1219), rzecznika reform gregoriańskich, kapituły katedralne przejęły od księcia prawo mianowania biskupów. Wszystkie dobra kościelne objęto prawem kanonicznym, a duchowieństwo stało się stanem autonomicznym i uprzywilejowanym. Skłóceni ze sobą książęta nie mogli się temu przeciwstawić. Ich władzę polityczną skutecznie podkopał zjednoczony Kościół, który chętnie szermował groźbą ekskomuniki i obietnicą koronacji. Arcybiskup Jakub Świnka (zm. 1314) był jednym z kilku dostojników kościelnych, którzy dokonywali książęcych koronacji. Rodom książęcym nie pozostawało nic innego, jak tylko odwoływać się do Watykanu z pominięciem biskupów; przy okazji wyprodukowano całkiem przypadkowo bezprecedensową liczbę świętych. Była więc św. Jadwiga (1179-1243), żona Henryka Brodatego, księcia śląskiego, kanonizowana w r. 1267; św. Kinga (1234-92), córka Beli IV, króla węgierskiego, która żyła w czystości u boku swego męża Bolesława Wstydliwego, księcia krakowskiego; i bł. Salomea (zm. 1268), córka Leszka Białego. Były też święte zakonnice i zakonnicy - Bronisława, norbertanka, i św. Jacek, dominikanin. Nawet jeden z historyków, w osobie rozważnego biskupa Kadłubka, został wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony. Najważniejsza jednak była bez wątpienia kanonizacja św. Stanisława w 1257 r. W jego rozczłonkowanym ciele widziano symbol rozbitego kraju; jego zaś cudowne ponowne zrośnięcie się uznano za przepowiednię ostatecznego zmartwychwstania Polski.

Status monarchii nigdy nie był jasno określony. Choć praktycznie rzecz biorąc, Piastowie byli niewątpliwie panami we własnym domu, ich stosunki z władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego oraz władcami innych sąsiednich krajów były przedmiotem stałych modyfikacji i kompromisów. W dokumentach łacińskich z XI i XII w. w odniesieniu do Piastów używano najczęściej tytułu Dux. Tłumaczony na angielski jako Duke i na niemiecki jako Herzog, tytuł ten w nieokreślony sposób implikuje pewien stopień subordynacji wobec dostojnika wyższego rangą w hierarchii feudalnej. Niemieccy historycy interpretowali go zazwyczaj jako oznakę stosunku zwierzchności władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego wobec Piastów. W gruncie rzeczy może słuszniej byłoby interpretować go jako odpowiednik „wodza” czy „dowódcy”. Gdy jednak na mocy testamentu Krzywoustego z 1138 r. królestwo zostało podzielone między jego synów, tytuł wybrany dla „księcia senioralnego”, który miał zatrzymać prowincję krakowską i sprawować zwierzchnictwo nad braćmi, nie brzmiał Dux, lecz Princeps. Tytuł Dux tłumaczy się na na ogół na polski jako „książę”, dla rozróżnienia między pozycją nie koronowanego księcia a pozycją króla (rex), przy czym słowo „król” jest zniekształconym imieniem Karol i pochodzi od imienia Karola Wielkiego. Koronacja nie była jednakże niezawodną oznaką statusu panującego. Gdy podczas uroczystości w Gnieźnie w 1000 r. Otto III włożył swoją własną koronę na głowę Bolesława Chrobrego, wyniósł go w ten sposób do godności patriciusa, czyli „członka starszyzny rzymskiej”, i ogłosił „bratem i pomocnikiem w Cesarstwie”. Niektórzy historycy widzą w tym akt łaski okazanej przez cesarza wasalowi; inni gest przyjaźni między równymi. Zgoda Ottona na formalną koronację Bolesława przez ćwierć wieku nie doczekała się realizacji z powodu nieprzejednanej postawy jego następcy, Henryka II. Stała się faktem, za sprawą cichej zgody papieża, w r. 1025 podczas bezkrólewia po śmierci Henryka. Od tego czasu koronacja i uznanie władców polskich bynajmniej nie następowały automatycznie. Szereg następców Chrobrego uznawał nadrzędną władzę cesarza. W r. 1033 podczas zjazdu w Merseburgu Mieszko II (990-1034) uznał zwierzchnictwo nowego cesarza niemieckiego Konrada II, czyniąc z Polski lenno cesarskie. Natomiast Kazimierz I Odnowiciel (1016-58), który odbudował państwo po buncie w 1037 r., nie był nigdy koronowany. Bolesław II Szczodry poszedł w ślady swego poprzednika i imiennika i, korzystając z kłopotów cesarza Henryka IV, koronował się na króla w 1076 r. Władysław Herman (1043-1102) nie był koronowany i uznał zwierzchnictwo cesarza. Jego starszy syn Zbigniew starał się pozyskać poparcie cesarza przeciwko swemu młodszemu bratu, Bolesławowi III Krzywoustemu. Ten ostatni zaś był łupieżczym wojownikiem i żadna ochrona nie była mu potrzebna. Nie zatroszczył się o to, aby się koronować, ale w 1135 r. drogą podbojów wymógł na cesarzu zwierzchność nad Pomorzem. W okresie rozbicia dzielnicowego, który miał teraz nastąpić, nie kończące się walki o tron krakowski uniemożliwiały koronacje królewskie. Od czasu do czasu - jak to miało miejsce w przypadku Bolesława Kędzierzawego (1120-73), księcia Mazowsza, który w r. 1157 złożył hołd cesarzowi Fryderykowi Barbarossie - odzywały się echa cesarskiego zwierzchnictwa. Po śmierci Henryka II Pobożnego (1191-1241) w bitwie pod Legnicą nastąpił ostateczny upadek koncepcji pryncypatu. Dopiero w 1320 r., kiedy Łokietek otrzymał zgodę papieża na wyniesienie do godności monarchy ponownie zjednoczonego królestwa, królestwo polskie, corona regni Poloniae, i tytuł królewski, rex Poloniae, rozpoczęły swą nieprzerwaną karierę. Na przestrzeni pierwszych stuleci akty hołdu i koronacji stanowiły broń w ręku książąt walczących o umocnienie swej niepewnej władzy. Same w sobie nie były jednak dokładną miarą władzy politycznej. Słabi władcy mogli się do nich odwołać, szukając ochrony i wsparcia, władcy silni zaś używali ich jako oznak swego powodzenia i niezależności lub też jako broni dyplomatycznej. Równie dobrze jednak można je było bezkarnie ignorować. Zwłaszcza we wczesnym okresie władcy cesarstwa niemieckiego woleli naturalnie myśleć, że należy się im posłuszeństwo Piastów - czy to w roli przyjaciół, czy też sprzymierzeńców lub wasali; mieli zaś po temu kilka wyraźnych precedensów, na których mogli się opierać. Sami Piastowie natomiast woleli oczywiście uważać się za władców niepodległego królestwa, którego związki z cesarstwem miały wyłącznie przelotne znaczenie. Oni także mieli własne precedensy. (Patrz Mapa 5).

Mapa 5. Okres rozbicia dzielnicowego (ok. 1250)

Królewskie mariaże świadczyły o szlachetności piastowskiej krwi. Choć istnieją przykłady książąt, którzy popełniali mezalianse, żeniąc się z kobietami o niższej od siebie pozycji, związki dynastyczne były oczywistym źródłem władzy politycznej. W wiekach XI i XII Piastowie mogli się ubiegać o małżonki z cesarskich rodów. Mieszko II ożenił się z Ryksą reńską (Rychezą), wnuczką Ottona Wielkiego; Władysław II poślubił siostrę Konrada III Hohenstaufa. Coraz częściej jednak szukano książęcych narzeczonych na wschodzie. Poczynając od Kazimierza I, który poślubił Dobronegę Marię, córkę Włodzimierza, wielkiego księcia kijowskiego, i Anny, siostry Bazylego II, cesarza Konstantynopola, aż dziewięciu na szesnastu pretendentów do tytułu księcia senioralnego dynastii Piastów ożenionych było z ruskimi księżniczkami. Ze związków tych wyrosły roszczenia Piastów do Rusi Czerwonej, które Kazimierz Wielki zdołał w 1340 r. skutecznie wyegzekwować. W różnych okresach opatrywano pieczęciami małżeńskie kontrakty z wszystkimi dynastiami Europy Środkowej. Świętosława Storrada, zwana Dumną, córka Mieszka I, była najpierw żoną Eryka, króla szwedzkiego, a następnie Swena, króla duńskiego, któremu urodziła syna, Kanuta Wielkiego. Z czterech żon Bolesława Chrobrego dwie były córkami margrabiego miśnieńskiego, jedna zaś siostrą Stefana I, króla węgierskiego; jeśli jednak wierzyć Gallowi Anonimowi, żadna nie była tak ukochana, jak ulubiona słowiańska wybranka króla, Emnilda.

W sensie konstytucyjnym, książęce posiadłości uważano za patrymonia rządzone według praw zwyczajowych. Liczni urzędnicy lokalni, zwani po łacinie comites (po polsku zaś najpierw panami, później kasztelanami), byli mianowani i odwoływani z rozkazu władcy. Byli odpowiedzialni za administrację wojskową i sądową poszczególnych okręgów, których ośrodki stanowiły grody. Zarządzali także dobrami panującego oraz wszelkimi formami zwyczajowych danin i posług, takich jak podwoda (dostarczanie koni i środków transportu), przewód (transportowanie ładunków dla księcia), stan (zapewnienie wyżywienia i kwater), narzaz (danina płacona w bydle) czy poradine (danina od ziemi uprawnej). Dwór książęcy nie uznawał rozróżnienia między funkcjami publicznymi i prywatnymi. Główny urzędnik, wojewoda lub palatyn, pełnił rolę pełnomocnika księcia we wszystkich sprawach dotyczących wojny i pokoju. Tytuł polski podkreśla jego funkcje „wodza”, tytuł łaciński - funkcje „zarządcy dworu”. Pomagali mu skarbnik (thesaurarius), kanclerz (cancelarius) oraz szereg urzędników dworskich - komornik (camerarius), cześnik (pincerna) lub podczaszy, stolnik (dapifer), czyli opiekun kuchni, miecznik (ensifer), czyli urzędnik noszący przed panującym miecz, i chorąży (vexilifer), czyli urzędnik niosący chorągiew podczas uroczystości państwo wych. Rada książęca, złożona z kilkunastu dostojników, świeckich i duchownych, nie miała żadnych osobnych prerogatyw. W okresie rozbicia dzielnicowego wszystkie te urzędy wprowadzono na dworach książąt dzielnicowych i w okresie późniejszym niełatwo było zredukować ich liczbę w ponownie scentralizowanej monarchii. I tak urząd wojewody, będący pierwotnie przedmiotem jednostkowej nominacji, pojawił się we wszystkich dzielnicach i przez następne stulecia miał pozostać ośrodkiem władzy regionalnej. Na ogół zachował on pełny zestaw prerogatyw wojewody na dworze książęcym, nawet wówczas, gdy zniknął podział na dzielnice, w wielu zaś przypadkach wojewoda sprzeciwiał się nakazom króla, któremu teoretycznie podlegał. Aby przeciwstawić się tym odśrodkowym tendencjom, Łokietek poszedł za przykładem królów czeskich, wprowadzając o wiele gęściejszą sieć urzędów ziemskich. Funkcje nowego starosty (capitaneus) nieuchronnie nałożyły się na funkcje dawnego kasztelana i wojewody, i trudno było je od siebie wyraźnie oddzielić. W sposób bardzo typowy dla sfery działań politycznych, urząd starosty stał się kanałem urzędowym, którym dochodziły do króla protesty prowincjonalnej szlachty przeciwko nadmiernym wpływom wojewody, zarówno w sprawach lokalnych, jak i w Radzie. Jest też rzeczą możliwą, że pewne formy lokalnych zgromadzeń z czasów wcześniejszych dotrwały do okresu zjednoczenia królestwa. Colloquium złożone z dostojników danej dzielnicy przejęło liczne funkcje sądowe i aż do końca XIV w. szlacheckie conventiones terrestrae nie stanowiły dla niego zagrożenia. Zjazdy te można łatwo uznać za pierwowzór późniejszych sejmików, a więc także za poprzednik polskiego systemu parlamentarnego w ogóle. Niewiele jednak wiadomo na temat ich funkcjonowania. W epoce Piastów żadna z tych instytucji nie przyjęła ostatecznie skrystalizowanej formy.

Społeczeństwo zorganizowane było na zasadzie wojskowej. U szczytu drabiny społecznej stała drużyna przybocznej straży królewskiej. Prawdopodobnie przypominali oni straż przyboczną królów anglosaskich (huscarls), rekrutowali się spośród licznej klasy heredes (dziedziców), którym książę nadawał ziemię w zamian za służbę wojskową. W obrębie tej klasy można wyróżnić kilka warstw. Możnowładztwo obejmowało członków potężnych rodów, często połączonych z księciem węzłami krwi lub związanych z nim dzięki wybitnym zasługom w jego służbie. Możnowładcy przeważali w składzie Rady, sprawowali większość urzędów państwowych i dominowali nad całym życiem politycznym kraju. W wiekach wcześniejszych uważali się za współwłaścicieli królestwa i uczestniczyli w jego dochodach. Stanowili poważne ograniczenie patrymonialnej władzy książęcej. Chociaż składali przysięgę na wierność księciu i oficjalnie uznawali nadrzędność jego władzy, byli zarzewiem większości buntów i przyczyną nieustannych intryg władców dzielnicowych przeciwko piastowskim książętom senioralnym. Z czasem ich wpływom dorównywały wpływy potężnych opatów i biskupów, którzy gromadzili równie rozległe dobra ziemskie i mieli równie wielkie dochody. Od początków XIII w. na czele klasy wojskowych stali milites (rycerze). Posiadali dość ziemi i siły ludzkiej, aby móc sobie zapewnić wyposażenie w konie, zbroje i służbę; celem ich życia była walka i zaskarbienie sobie wdzięczności księcia. W Małopolsce można odnaleźć ślady drobnorycerskiej warstwy włodyków. Aby zarobić na życie, musieli oni sami uprawiać ziemię i stawali do walki tylko w razie palącej konieczności. Bardzo liczna warstwa heredes była zapewne w stanie dostarczyć zaledwie jednego pieszego żołnierza na kilka rodzin. Wszyscy ci ludzie mogli się uważać za członków szlachty, czyli „klasy walczącej”. Ale dopiero pod sam koniec epoki Piastów zaczęło się wśród nich rodzić pojęcie zamkniętego, autonomicznego stanu szlacheckiego.

U dołu drabiny społecznej znajdowali się niewolnicy, podzieleni na dziesiątki i setki, w oficjalnych dokumentach zwani decimi. Rekrutowali się z jeńców wojennych, którzy zostali osiedleni na własnych działkach ziemi i którzy pracowali w większych majątkach ziemskich. Przypominali klasę servi casati w królestwach frankońskich sprzed stu czy dwustu lat, i jako takich, można ich było sprzedawać i kupować. Niektóre z najwcześniejszych zachowanych taryf celnych z lat 1226 i 1246 mówią o wymianie „dziewek i bydła”. Ale w owych czasach instytucja niewolnictwa chyliła się już ku upadkowi. Kościół sprzeciwiał się sprzedaży ochrzczonych niewolników, a sami niewolnicy gorliwie przyjmowali chrzest. W tym czasie istniał już od dawna liczny sektor wolnych lub półwolnych chłopów, którzy stanowili coraz większy procent siły roboczej w rolnictwie. Również miasta, choć jeszcze niewielkie, stawały się ważnymi skupiskami urzędników administracyjnych, kupców i rzemieślników.

Zasadnicze przemiany społeczne nastąpiły w XIII w. w wyniku kolonizacji. Koloniści rekrutowali się częściowo spośród cudzoziemskich imigrantów, częściowo zaś spośród miejscowej ludności, która podejmowała reorganizację istniejących osiedli według nowego modelu. Główny impuls dla tego ruchu przyszedł z określonych terenów w zachodnich i północnych Niemczech, które już od dawna dostarczały osadników marchiom na wschodzie i które nękała groźba przeludnienia i coraz uciążliwszego ucisku feudalnego. Kolonizacja przybierała dwie odmienne formy: osadnictwa wiejskiego oraz lokacji miast. Proces ten wspomagała inicjatywa ze strony polskich książąt, których ziemie miały o wiele za mało ludności i nierzadko bywały dewastowane w wyniku wojennych grabieży i najazdów tatarskich. Oferując warunki dzierżawy korzystniejsze od tych, jakie można było uzyskać w Niemczech, oraz powołując zawodowego zasadźce (lokatora), który wyszukiwał, przywoził i organizował nowo przybyłych, energiczny książę mógł w ciągu kilku zaledwie lat wzmocnić się i podnieść gospodarkę swego dziedzictwa. Tempo kolonizacji wiejskiej nadał Henryk Brodaty, książę Śląska, który w 1205 r. rozpoczął kampanię mającą na celu ściągnięcie aż do dziesięciu tysięcy rodzin chłopskich i założenie około czterystu nowych wsi. Każda rodzina miała otrzymać jeden łan ornej ziemi; pastwiska i lasy miały być użytkowane wspólnie. Wszystkie świadczenia i daniny miały zostać odroczone na czas umowy, potrzebny na zagospodarowanie. Po upływie tego okresu miały się one ograniczać do służby wojskowej, opłat z tytułu dzierżawy i dziesięcin, płatnych częściowo w gotówce, a częściowo w naturze, oraz służby na dworze i prac przy naprawie grodu, co miało zająć dwa do czterech dni w roku. Szczegółową umowę spisanąw 1227 r. przez Henryka Brodatego z biskupem wrocławskim przyjęto jako wzór dla większości dalszych aktów kolonizacji wiejskiej na terenie całej Polski. W nowych wsiach koloniści cieszyli się znaczną autonomią. Według tzw. „prawa niemieckiego” podlegali oni tylko rozkazom dziedzicznego sołtysa (Schultheiss), czyli „naczelnika”, mianowanego przez pana, oraz jurysdykcji wiejskich ławników, którym sołtys przewodniczył. Ich sytuacja była o wiele lepsza od położenia reszty ludności wiejskiej, która nadal podlegała daninom i obowiązkom nakładanym przez ius ducale, czyli „prawo polskie” książąt. Wielu z nich zachowało swą odrębną tożsamość aż do czasów współczesnych. We wsi Wilamowice w pobliżu Oświęcimia w województwie krakowskim potomkowie mieszkańców założonej w 1242 r. osady fryzyjskiej do dziś zachowali własny strój regionalny i rodzimy dialekt. Jako model nowego osadnictwa miejskiego przyjęto powszechnie dawne „prawo magdeburskie”. Stare miasta słowiańskie otrzymywały nowe przywileje lokacyjne jako miasta „niemieckie” - Wrocław w r. 1242, Poznań w r. 1253, Kraków w r. 1257. Przyciągały one osadników niemieckiego pochodzenia i stopniowo powstała w nich odrębna warstwa mieszczan. Odtąd znane były światu zewnętrznemu pod niemieckimi nazwami Breslau, Posen i Krakau. W innych miejscach kraju zakładano zupełnie nowe miasta, których mieszkańcami od początku byli niemieccy imigranci. Thorn (Toruń) nad Wisłą został założony przez Krzyżaków w 1231 r., natomiast miasto Neu Sandez (Nowy Sącz) założył w rejonie Karpat w 1292 r. król Wacław czeski w okresie swego sporu z Łokietkiem. Proces kolonizacji, w XIII w. przebiegający dość leniwie, miał nabrać tempa w wiekach późniejszych - XIV, XV i XVI.

Obraz życia kulturalnego w piastowskiej Polsce zaciemnia niedostatek źródeł. Społeczność świecka była w przytłaczającej większości niepiśmienna. Powszechnie uprawianą formą sztuki był przekaz ustny lub formy ulotne. Te produkty kultury materialnej i piśmiennictwa, które się zachowały, powstały głównie jako skutek katolickich wpływów religijnych z zewnątrz. Historia polskiej architektury rozpoczyna się od powstania szeregu kościołów w stylu romańskim - takich jak pochodzący z XI w. kościół św. Andrzeja w Krakowie czy XII-wieczna katedra w Płocku. Najwcześniejszymi pomnikami gotyku są opactwa cystersów w Sulejowie i Wąchocku. Wspaniałe odlane w brązie drzwi katedry gnieźnieńskiej, których pochodzenie określa się na ok. 1175 r. i których panelowe płaskorzeźby przedstawiają sceny męczeństwa św. Wojciecha, są prawdopodobnie pochodzenia flamandzkiego. W literaturze łacina panowała niepodzielnie aż do końca XIII w. Prastare Roczniki, kroniki Galla Anonima i Kadłubka oraz liczne hagiografie należą wszystkie bez wyjątku do powszechnej tradycji łacińskiej. Najwcześniejszy zabytek polskiej prozy, zachowane we fragmentach Kazania świętokrzyskie zostały spisane około r. 1350 przez anonimowego mnicha z Częstochowy. Zawierają one wyłącznie treści nabożne, język zaś charakteryzuje się silną domieszką kościelnej łaciny.

Polska nie miała własnego uniwersytetu, w poszukiwaniu wyższego wykształcenia młodzi ludzie musieli wyjeżdżać za granicę, zwłaszcza do Francji i Włoch. Nazwiska kilku spośród tych uczonych emigrantów - historyka Marcina Polaka z Paryża czy lekarza Mikołaja Polaka z Montpellier - mogą posłużyć dla podkreślenia stałych stosunków kulturalnych między Polską a Zachodem. Najbardziej znanym spośród nich był jednak Witelo (Vitelon, 1230-80), filozof ze Śląska, działający w drugiej połowie XIII w., który był współpracownikiem zarówno Williama Moerbecke, jak i św. Tomasza z Akwinu. Był synem Polki i niemieckiego kolonisty z Turyngii; wczesny okres życia spędził w jednym z polskich klasztorów, a następnie wyjechał do Włoch. Jego podstawowe dzieło z dziedziny optyki, Perspectiva, zrodziło się z myśli, że fizyczne właściwości światła mogą posłużyć do rozwiązania metafizycznego problemu natury bytu. Badania nad ludzkim wzrokiem doprowadziły go do rozróżnienia między mechaniką działania oka a skoordynowanymi z nią podświadomymi funkcjami umysłu. Z tego powodu uważa się go niekiedy za jednego z prekursorów współczesnej psychologii.[43]

Lokacja miast stała się zapewne bezpośrednią przyczyną nadania w r. 1264 Żydom kaliskim przywileju przez Bolesława Pobożnego, księcia wielkopolskiego. Nie ma powodu wątpić, że Żydzi mieszkali w Polsce od najdawniejszych czasów i że religia mojżeszowa - w formie, w jakiej się zachowała wśród potomków dawnego królestwa Chazarów na południowym wschodzie - w gruncie rzeczy poprzedzała chrześcijaństwo. Ale odrębne postanowienia prawne okazały się konieczne dopiero w połowie XIII w., gdy władze miejskie mogły zacząć wykorzystywać swe nowe prerogatywy w celu gnębienia Żydów lub nawet całkowitego ich wyłączenia ze wspólnoty miejskiej. W rezultacie przywilej kaliski wymieniał w szczególności prawo Żydów do swobodnego poruszania się po terytorium całego kraju, do zajmowania się handlem, do wypełniania własnych praktyk religijnych, włącznie z odbywaniem nabożeństw w synagogach, przestrzeganiem żydowskiego obrządku pogrzebowego i rytualnym zabijaniem zwierząt. Zapewniono im także ochronę prawną przed pomówieniami o dokonywanie mordów rytualnych oraz wyłączenie spod niewoli i poddaństwa. Przywilej nie mógł oczywiście wymagać, aby Żydom zezwalano na osiedlanie się w obrębie miasta czy też umożliwiano im korzystanie z tych samych praw, jakie przysługiwały autonomicznemu mieszczaństwu chrześcijańskiemu. Stanowił natomiast podstawę mającego nadejść okresu prosperity społeczności żydowskiej w Polsce i służył jako model dla wszystkich późniejszych przywilejów potwierdzających prawa Żydów, a wydawanych przez królów polskich do końca w. XVIII.[44]

W tym samym okresie dokonał się szybki postęp w życiu gospodarczym. Rewolucja w dziedzinie zarządzania gospodarstwami rolnymi, wprowadzona przez cystersów, wkrótce objęła również dobra świeckie i stanowiła zachętę do koncentracji dzierżaw w obrębie zwartych skupisk. Biskupi, możnowładcy i rządcy królewscy konkurowali ze sobąw osiąganiu jak najwyższych plonów. Wszyscy zwiększali wymogi wobec chłopów. Lokacji miast na przestrzeni XIII w. sprzyjało wcześniejsze funkcjonowanie około trzystu chronionych specjalnymi przywilejami miejsc targowych, gęstniejąca sieć dróg, rozwój transportu konnego oraz przyznawanie coraz liczniejszym ośrodkom prawa składu. Proces kolonizacji przyczyniał się jednocześnie do rozwoju gospodarki opartej na pieniądzu. Rozwijał się handel wewnętrzny. Pod królewskimi auspicjami rozbudowano kopalnie soli w Wieliczce, kopalnie rud ołowiu i cyny w Olkuszu oraz rudy żelaznej w Kielcach. Zreformowano dawny system pieniężny. Pierwsze polskie denarii (drobne monety srebrne) wybito za czasów Mieszka I, w latach osiemdziesiątych X w. Powszechnie znane są zachowane do dziś monety z czasów panowania Bolesława Chrobrego z napisami Princes Polonie czy Gnezdun Civitas. Ale „grubych monet” z czasów wczesnych Piastów używano ponownie do wybijania coraz większych ilości „cienkich monet” okresu rozbicia dzielnicowego. W latach 1337-47 wprowadzono nowy system monetarny: 48 groszy (grossi) = 24 skójce (sesterce) = 4 wiardunki (1/4 grzywny) = l grzywna (marka) =197 gramów srebra. Rozwijał się również handel zagraniczny. Kwitł handel lądowy wzdłuż biegnącego ze wschodu na zachód szlaku z Niemiec do wybrzeży Morza Czarnego - handlowano futrami, miodem, bydłem, niewolnikami, wyrobami tekstylnymi i narzędziami. W XIII w. ustaliły się kontakty handlowe z imperium tatarskim. Kraków leżał na prowadzącym z północy na południe szlaku od Morza Bałtyckiego do Bałkanów; wzdłuż owego średniowiecznego „szlaku bursztynowego” węgierska miedź wędrowała na północ, sukno zaś i solone śledzie - na południe. Działalność Hanzy, do której należały zarówno Kraków, jak i Wrocław, dawała się zauważyć w głębi kraju w tym samym stopniu co w portach Pomorza i Prus.

Wojna była naturalnym stanem średniowiecznego społeczeństwa. Poza nie kończącymi się wojnami domowymi o tron królewski lub o władzę nad poszczególnymi dzielnicami, na porządku dziennym były zbrojne konflikty z wrogami zewnętrznymi. We wczesnym okresie zorganizowane najazdy zbrojne stanowiły ważny sektor prymitywnej gospodarki: zdobyte łupy, niewolnicy oraz zapasy żywności w istotny sposób wspomagały zasoby uzyskane z produkcji rolnej. Na granicach Prus i Litwy praktyka ta utrzymywała się jako normalny sposób życia do końca XIV w.; Tatarzy z południowego wschodu uprawiali ja jeszcze długo w czasach nowożytnych. Coraz częściej jednak wojny toczyły się o ustalenie granic oraz zdobycie stałej kontroli nad danym terytorium. Początkowo największe zainteresowanie budziły obszary położone na zachodzie, gdzie trwała nieustępliwa ekspansja niemieckiego osadnictwa na tereny cesarskiej marchii brandenburskiej oraz marchii Łużyc i Miśni, gdzie toczyły się zatargi o Pomorze, Śląsk i Czechy. Później punkt ciężkości przesunął się na wschód i na północ - na tereny Rusi, a przede wszystkim Prus. Jedyna naturalna zapora piastowskiej Polski znajdowała się na południu, gdzie Karpaty pełniły rolę wyniosłego, odwiecznego parawanu.

Dla utrzymania stanu ciągłej wojny potrzebna była skomplikowana organizacja wojskowa. W czasach Mieszka I i Bolesława Chrobrego wielką wagę przywiązywano do królewskiego grodu, czyli obronnej fortecy, w której rezydował oddział straży i do której dostępu broniły wały ziemne, palisady i fosy. Zachowały się wzmianki o kilku takich garnizonach - w Gnieźnie, Poznaniu, Gieczu i Włocławku; każdy z nich liczył kilka tysięcy ludzi. Ze względu na rozległe połacie otwartego terenu nie można było odciąć wrogowi dostępu do własnego terytorium. Aby zaatakować, wystarczyło jedynie wprowadzić element zaskoczenia. Natomiast taktyka obronna zależała w znacznym stopniu od ukierunkowania linii natarcia wroga przez rozmieszczenie ochronnych parawanów - rzecznych patroli i zalanych powodzią dolin - oraz utrzymania grodów obronnych z ich zapasami żywności i koncentracją sił. W szeregi wojsk plemiennych powoływano zapewne wszystkich zdolnych do służby mężczyzn. Jednak począwszy od XII w., chłopi byli stopniowo zwalniani z obowiązku regularnej służby, z wyjątkiem udziału w obronie własnej osady, natomiast pędzono ich do pracy, aby można było sprostać rosnącym kosztom wyposażenia i wyszkolenia pana, pozostającego w służbie rycerskiej. Liczebność konnicy w szeregach wojska rosła w miarę zmniejszania się liczby włóczników i bieżników. Miasta same zapewniały sobie obronę. Ponowne zjednoczenie kraju po 1320 r. umożliwiło mobilizację o wiele większych sił. Za Kazimierza Wielkiego od wszystkich właścicieli ziemi wymagano prawem stawienia się na wojnę wraz z kompletnym wyposażeniem - bronią, zbroją, końmi i czeladzią. Tak powstało pospolite ruszenie, levée-en-masse, czyli wojsko feudalne, które miało przetrwać w nie zmienionej formie przez blisko pięćset lat. Pułki były zorganizowane na zasadzie „chorągwi rodowych” (wystawianych przez poważniejsze rody) oraz „chorągwi ziemskich” (złożonych z uboższego rycerstwa, urzędników królewskich i starostów). Liczebność wojsk w r. 1340 oblicza się na 11 do 12 tysięcy rycerzy, nie licząc chłopów i piechoty miejskiej; pod koniec epoki Piastów liczba ta zbliżała się do 20 tysięcy.

Konflikt z cesarstwem rozpoczął się w czasach, gdy plemiona polskie stanowiły część szerokiego pasma osadnictwa pogańskich Słowian, ciągnącego się od Dniepru po Men i Wezerę, i gdy odepchnięcie, ujarzmienie i nawrócenie pogan uważano za chrześcijański obowiązek niemieckich neofitów. W r. 754, kiedy w opactwie w Fuldzie pochowano Anglika, św. Bonifacego, „apostoła Niemców”, na ziemiach między Łabą i Odrą plemiona germańskie już od dawna mieszały się ze słowiańskimi. W X w., wraz z konsolidacją marchii pod rządami Ottona Wielkiego i akcjami podejmowanymi przez hrabiego saskiego Wichmana i Hodona, margrabiego Marchii Wschodniej, konflikt przesunął się w kierunku centralnych obszarów Polan. W okresie dziesięciolecia między r. 963 a 973 Mieszko I złożył hołd cesarzowi, prawdopodobnie w zamian za zrzeczenie się przez Ottona I praw cesarskich do Pomorza. W r. 972 w bitwie pod Cedynią pokonał Hodona, a w sześć czy siedem lat później - zawiesiwszy wypłacanie trybutu podczas sporu o sukcesję w Niemczech - odparł ekspedycję karną cesarza. Był to okres, w którym Mieszko I rozpoczął podbój Pomorza, zaś duńscy Wikingowie ustalili własną pozycję w twierdzy Jomsborg na wyspie Wolin. W zasadzie Piastowie utrzymywali stosunki, jakie ustaliły się między nimi a cesarzami ottońskimi, i uczestniczyli w ich polityce w stosunku do pogańskich Słowian zamieszkujących tereny marchii. Stosunki te uległy pogorszeniu po przedwczesnej śmierci Ottona III w r. 1002 i wydaje się rzeczą możliwą, że Bolesław Chrobry, któremu Otto w swym krótkotrwałym marzeniu o renovatio Imperii przydzielał rolę partnera, cieszył się w niektórych częściach Niemiec większą sympatią niż następca Ottona, Henryk II. W latach 1002-05,1007-13 i 1015-18 Bolesław Chrobry walczył z Sasami o Łużyce i Milsko. Podczas tych kampanii plądrował tereny marchii aż po rzekę Salę; cesarz oblegał Niemczę na południe od Wrocławia. Na mocy pokoju zawartego w Budziszynie w 1018 r. sporne tereny zostały oddane Bolesławowi w lenno. Jednak wkrótce po jego śmierci zostały utracone. W 90 lat później, w r. 1109, cesarz Henryk V podjął ponownie próbę przekroczenia Odry, powstrzymał go jednak wytrwały opór Głogowa. Królewski gród położony na wyspie na rzece trwał w oporze nawet.wtedy, gdy wróg użył ciał polskich zakładników jako osłony dla machin oblężniczych. W późniejszym okresie rozbicia dzielnicowego cesarze niemieccy mieli możliwość stosunkowo łatwej interwencji w sprawy polskie. W 1146 r. Konrad III stanął na czele wyprawy, której celem było potwierdzenie roszczeń jego szwagra, księcia śląskiego Władysława II Wygnańca (1105-59), do piastowskiego pryncypatu. W r. 1157 Fryderyk Barbarossa powtórzył tę próbę, również ponosząc porażkę. Od tego czasu Śląsk uważano w Niemczech za cesarskie lenno. Inne polskie księstwa były zobowiązane do płacenia trybutu. Ale wewnętrzna słabość cesarstwa w coraz większym stopniu pozostawiała politykę na wschodzie w rękach wasali - zwłaszcza kresowych możnowładców Brandenburgii. W 1249 r. Brandenburczycy dokonali podboju ziemi lubuskiej leżącej po obu brzegach środkowej Odry i uczynili z niej bazę wypadową dla ekspansji Nowej Marchii na tereny dolin Noteci i Warty. W latach 1308-12, podczas najazdu na Gdańsk, Brandenburczycy zdobyli Słupsk, Sławno i Wałcz, na stałe wbijając klin między Wielkopolskę i Pomorze.

Pierwsze stałe osady na Pomorzu były osadami plemion Słowian Zachodnich, którzy - podobnie jak Serbowie z terenów Marchii Wschodniej - byli blisko spokrewnieni z Polakami. Historycy polscy na ogół uważają Pomorze za prowincję polską, historycy niemieccy zaś za prowincję niemiecką. W okresie średniowiecza zachodnie obszary Pomorza oraz dolina dolnej Wisły były terenami intensywnej kolonizacji niemieckiej, podczas gdy na terenach Pomorza Środkowego przeważała kolonizacja polska. W latach sześćdziesiątych X w. Pomorze zostało na krótko zjednoczone przez Mieszka I, ale w czasie panowania jego następców ponownie doszło do jego rozbicia na dwie części. Pomorze Wschodnie, w języku niemieckim zwane Pommerellen, obejmujące tereny wokół miasta Gdańsk, pozostało dzielnicą polską aż do jego podboju przez Zakon Krzyżacki w 1308 r. Pod względem organizacji kościelnej pierwotnie podlegało biskupowi Kołobrzegu, od r. 1123 zaś - biskupowi kujawskiemu, a więc metropolii polskiej. Pomorzem Zachodnim, którego głównym ośrodkiem był Szczecin, rządzili książęta z miejscowej dynastii słowiańskiej; spierali się o nie kolejno Polacy, Duńczycy i Brandenburczycy - wszyscy równie chętni do podjęcia dzieła chrystianizacji. Szczególnie aktywny był w tej dziedzinie Bolesław II Krzywousty. Z biegiem lat zmusił do uległości pomorskie grody: Białogard, Kołobrzeg, Wolin, Kamień i Szczecin, i w 1124 r. sprowadził na Pomorze Ottona, biskupa Bambergu (1062-1139), aby w jego imieniu prowadził ewangelizację pogan. Ale tu jego plany się nie powiodły. W 1128 r. biskup Otto powrócił na Pomorze, tym razem pod auspicjami króla niemieckiego, Lotara III z Supplinburga. Nowo powstałe biskupstwo wolińskie podporządkował metropolii w Bambergu, przesuwając w ten sposób całą prowincję w sferę wpływów niemieckich. Po śmierci Krzywoustego Polacy utracili wszystkie bezpośrednie wpływy na tym terenie. Jednym z nielicznych wspomnień tego epizodu w dziejach, unieśmiertelnionym w pieśni zapisanej w kronikach Galla Anonima, pozostało wspomnienie smaku świeżych ryb morskich:


Pisces salsos et foetentes apportabant alii.

Palpitantes et recentes nunc apportant filii.

Civitates invadebant patres nostri primitus

Hii procellas non verentur neque maris sonitus.

Agitabant patres nostri cervos, apros, capreas,

Hii venantur monstra maris et opes sequoreas.[45]


Leżące na pograniczu między Polakami i Czechami bogate ziemie Ślęzan były od dawna przedmiotem sporu jednych z drugimi. Na przestrzeni 300 lat między r. 990 a 1290 Śląsk pozostawał głównie w polskiej orbicie i odegrał istotną rolę zarówno w procesie powstawania królestwa, jak i w polityce, która doprowadziła do jego rozbicia. Rodzimi książęta wywodzili swoją linię z linii senioralnych książąt piastowskich. Jednakże w XIV w. Śląsk wybrał przede wszystkim przymierze z Czechami. W 1340 r. Kazimierz Wielki zrzekł się całej prowincji z wyjątkiem mniejszych księstw: cieszyńskiego i świdnickiego, o które spierano się aż do XVI w. Później, wraz z resztą terenów królestwa czeskiego, Śląsk przeszedł w ręce Austrii, aby w 1740 r. dostać się w szpony Prus.

Stosunki Polski z Czechami miały kapitalne znaczenie. Jako starsze z dwóch najważniejszych królestw Słowian Zachodnich, Czechy odgrywały doniosłą rolę w kulturalnym i politycznym rozwoju Polski. Czesi, wcześniej zjednoczeni w obrębie państwa wielkomorawskiego, nawiązali kontakty z zachodnim chrześcijaństwem i cesarstwem niemieckim co najmniej o wiek wcześniej niż Polanie i spełniali rolę głównego filtra, przez który docierała do Polski wiedza o Zachodzie. To właśnie z Pragi - w osobach Dubrawy i Wojciecha - po raz pierwszy dotarła do Polaków religia chrześcijańska. To z Pragi docierała do nich wiedza o subtelnościach powiązań z Niemcami, ponieważ Czechy zostały królestwem elektorskim cesarstwa na prawach inwestytury. To czeski język obdarzył ich praktycznie całym słownictwem z zakresu polityki, religii i życia społecznego. Niektórzy historycy podkreślają, że w tym stadium dziejów Polaków i Czechów w ogóle nie należy uważać za dwa odrębne narody. W pierwszej połowie XI w. istniała realna szansa utworzenia - pod przywództwem czeskim czy polskim - trwale zjednoczonego państwa Słowian Zachodnich. Wzajemna poufałość nie przeszkodziła jednak powszechnej wówczas fali sąsiedzkich wojen. Nadała raczej szczególny koloryt ich wzajemnym stosunkom: każdy z dwóch słowiańskich braci wtrącał się w najbardziej prywatne sprawy wewnętrzne drugiego, jeśli tylko dostrzegł u niego najmniejszą oznakę słabości. Właśnie podczas jednego z takich momentów słabości - w 990 r., podczas trójstronnej walki dynastycznej Piastów, Przemyślidów i Sławnikowiców - Mieszko I po raz pierwszy namówił Ślęzan i Wiślan do nieposłuszeństwa wobec Czechów. W 1003 r. Bolesław Chrobry zdobył Pragę i na krótko został wyniesiony na tron czeski. Morawy - po Dunaj i Cisę - utrzymał do roku 1017. W dwadzieścia lat później król czeski odpłacił pięknym za nadobne. Korzystając z okazji, jaka się nadarzyła w postaci wybuchu powstania pogańskiego w latach 1035-37, Brzetysław zdobył Kraków i Gniezno i uwiózł ciało św. Wojciecha. Władał Śląskiem do 1050 r. W czasie wojen między Polakami a cesarstwem królowie czescy często stawali po stronie cesarstwa, wdzierając się daleko w głąb kraju i prowokując najazdy odwetowe ze strony Polaków. W okresie rozbicia dzielnicowego przejściowo ustalali swoje zwierzchnictwo nad Śląskiem, Wielkopolską, Małopolską, a nawet Mazowszem. W r. 1300 Wacław II, który był już królem czeskim i księciem małopolskim, został ukoronowany na króla Polski i Gniezna. Rządził osobiście aż do swojej śmierci wpięć lat później. Jego syn, Wacław III, został zamordowany w czasie podróży do Polski, którą podjął, aby przejąć tron po zmarłym ojcu. Ten krótki okres supremacji czeskiej nie przyciąga większej uwagi polskich historyków. Jednak w oczach obserwatora z zewnątrz jest to jedna z nielicznych okazji zjednoczenia się w obliczu silniejszego wroga, jaką dzieje ofiarowały ludom Europy Środkowej. W każdym razie był to ostateczny impuls do podjęcia dzieła ponownego zjednoczenia królestwa polskiego za panowania Łokietka.

Stosunki z Rusią były mniej złożone. Jako obszar chrześcijaństwa prawosławnego i teren osadnictwa Słowian Wschodnich, Ruś zwracała się głównie ku Morzu Czarnemu i Konstantynopolowi. Jej polityczne horyzonty rzadko pokrywały się z horyzontami Polski, z wyjątkiem centralnych obszarów Rusi Czerwonej. W 981 r., w epoce zjednoczonej Rusi Kijowskiej, Włodzimierz Wielki „odebrał Grody Czerwieńskie Lachom”. To zdanie, zawarte w pierwszej ruskiej kronice, nasuwa przypuszczenie, że początkowo Ruś Czerwoną zamieszkiwali nie Słowianie Wschodni, lecz Zachodni. W okresie następnego dziesięciolecia, w 1018 r., Bolesław Chrobry wyrównał dawne straty: zdobył Kijów i zainstalował swego zięcia Światopełka na kijowskim tronie. (Kopia miecza, którym według tradycji Bolesław miał uderzyć w Złotą Bramę, była później używana podczas uroczystych koronacji). W latach trzydziestych XI w. Jarosław Mądry wziął rewanż, zajmując ponownie Grody Czerwieńskie i torując Bezprymowi drogę do władzy w Polsce. Zwycięstwo to raz jeszcze odwrócił Bolesław Śmiały, który w 1069 r. na krótko przejął Kijów. Wszystkie te wydarzenia nie miały większej wagi. Ale w wiekach następnych, gdy Ruś Czerwona wyłoniła się jako jedna z niezależnych prowincji ruskich, zainteresowanie ze strony Polski nabrało trwalszego znaczenia. Bliskie powiązania dynastyczne między domami panującymi Piastów i Rurykowiczów dostarczały ciągłych pretekstów do sporów i interwencji. W 1205 r. interwencja Leszka Białego, księcia krakowskiego, i Konrada Mazowieckiego doprowadziła do śmierci księcia Romana oraz do podziału jego dziedzictwa na dwie bliźniacze prowincje: Halicz i Włodzimierz. W 1340 r. śmierć księcia Bolesława Jerzego Trojdenowicza, ostatniego z linii, stała się dla Kazimierza Wielkiego punktem wyjścia ponowienia dawnych roszczeń i rozpoczęcia - w konkurencji z Litwinami - ostatecznego podboju tej prowincji.

Tatarzy, „bicz Boży”, którzy zadali Rusi Kijowskiej ostateczny coup de grace, nie oszczędzili Polski. Wypadłszy w r. 1241 z głębi stepów Azji Środkowej, Złota Orda Batu-chana przeorała Europę Środkową, znacząc swą drogę potrójną bruzdą grabieży i zniszczenia. Celem ostatecznym były Węgry, ale jedna z trzech armii chana wybrała trasę północną wzdłuż stoków Karpat. Sandomierz, Kraków i Wrocław zostały zrównane z ziemią, a ich mieszkańcy wycięci w pień. Rycerstwo Małopolski, zebrane w Chmielniku, zostało wybite do nogi. 9 kwietnia 1241 r. w bitwie pod Legnicą wojska Śląska i Wielkopolski poniosły dotkliwą klęskę, a ich dowódca, Henryk Pobożny, został zabity. Na szczęście orda pognała dalej, w kierunku Ołomuńca na Morawach i dorzecza Dunaju. Ale tatarscy baskacy (namiestnicy i poborcy) w dalszym ciągu władali ruskimi prowincjami na wschodzie. Ich potomkowie, znani jako Tatarzy krymscy, osiedli na Krymie. Dalsze najazdy Mongołów miały miejsce w latach 1259 i 1287. W Krakowie dały one początek dwom miejscowym zwyczajom, które przetrwały po dziś dzień. Święto Lajkonika obchodzone jest w oktawę Bożego Ciała: jeździec w tatarskim stroju przemierza wtedy ulice miasta na drewnianym koniu. Zwyczaj drugi to hejnał - melodia grana na trąbce z wieży kościoła Mariackiego - urwany w pół nuty na pamiątkę po strażniku miejskim, któremu tatarska strzała przeszyła gardło w chwili, gdy trąbił na alarm.

Problemem bardziej długotrwałym stali się dla Polski Krzyżacy. Zostali zaproszeni do Polski w 1226 r., niemal przypadkowo, z prywatnej inicjatywy Konrada Mazowieckiego, i szybko stali się najpoważniejszym zagrożeniem stabilizacji i integralności ziem polskich. Nazywali siebie Deutschritter, czyli Rycerzami Niemieckimi, ale w Polsce znani byli jako Krzyżacy, od czarnych krzyży, które nosili na swych białych pelerynach. Pełna nazwa ich organizacji brzmiała: Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, a ich wyczyny w Europie były wynikiem podboju Jerozolimy przez Saladyna w 1187 r. oraz klęski trzeciej wyprawy krzyżowej. Zakon został ponownie ukonstytuowany jako zakon rycerski w 1198 r. ze stolicą w Akkonie, a następnie w Wenecji, i oferował swoje usługi każdemu władcy, który skłonny był zapłacić za pomoc wojskową w walce przeciwko niewiernym. W latach 1224-25 pojawili się na krótko w Siedmiogrodzie i dowiedzieli się o nich książęta piastowscy. W tym właśnie czasie Konrad Mazowiecki cierpiał na poważny niedostatek siły ludzkiej. Wcześniej już zaangażował się w szeroko zakrojony program chrystianizacji i zhołdowania pogańskich plemion pruskich na północy swych granic; ponadto próbował także rządzić Mazowszem, Kujawami, ziemią sieradzką i ziemią łęczycką, jednocześnie ubiegając się o tron w Krakowie. Kiedy Prusowie odpowiedzieli na jego duszpasterską akcję serią krwawych najazdów i buntów, niewielki zakon rycerski Braci Dobrzyńskich, który Konrad Mazowiecki założył w 1209 r. na granicy z Prusami, nie mógł sobie z nimi poradzić. Biskupstwu misyjnemu dla Prus, które Konrad założył w 1215 r. przy pomocy cystersów z Łekna, groziło rzekome niebezpieczeństwo upadku. Podjęta w latach 1222-23 wyprawa, w której uczestniczyły połączone siły Mazowsza, Śląska, Małopolski i Pomorza, nie przyniosła żadnych rezultatów. Sytuacja nie była rozpaczliwa. Jednakże wyolbrzymiając niebezpieczeństwo inwazji pruskiej, Konrad znalazł uzasadnienie swej prośby pod adresem Zakonu Krzyżackiego. W 1226 r. postanowił przekazać im ziemię chełmińską (Kulm), w roku zaś 1228 kontrakt został przypieczętowany. W dwa lata później, pod wodzą mistrza Hermana von Balka, rycerze przybyli do Polski i gorliwie zabrali się do wypełniania swego zadania. Przez pięćdziesiąt lat nękali Prusów ogniem i mieczem i do 1288 r. zostały podbite nawet najodleglejsze pruskie twierdze. Do tego czasu Zakon zdołał się już w znacznym stopniu uwolnić spod władzy swego pierwotnego opiekuna; stał się potęgą o znaczeniu na skalę całego kontynentu i posiadał swoje własne państwo. Konrad Mazowiecki nie był święty. Miał wszystkie przywary średniowiecznego wojownika. Z zazdrości zamordował własnego wojewodę; on także pojmował wiarę chrześcijańską jako równoznaczną z prawem do mordowania. Jednak nawet nie wyobrażał sobie, jak groźną żmiję wyhodował na własnej piersi. (Patrz Mapa 6).


Mapa 6. Państwo krzyżackie (1230 - 1561).

Proces powstania państwa krzyżackiego dowodzi dużych nakładów energii w połączeniu z brakiem skrupułów. Od samego początku brutalną siłę wspierała dyplomacja, sztuczki prawne oraz talenty administracyjne. Już w 1226 r. w „złotej bulli” z Rimini wielki mistrz Herman von Salza przekonał papieża Grzegorżą IX, aby przyjął Prusy pod opiekę papiestwa. Przekonał też cesarza Fryderyka II, aby nadał wszystkie ziemie pruskie Zakonowi jako przyszłe księstwo, które - nie wchodząc w skład cesarstwa - miałoby wszystkie prawa przysługujące książętom niemieckim. W obu przypadkach zręcznie przeinaczył zasięg i charakter umowy z Konradem Mazowieckim i uzyskał od najwyższych władz chrześcijaństwa aprobatę dla swoich nieograniczonych i bezwarunkowych roszczeń. Od tego czasu mógł głosić, że Zakon jest reichszugehörig, czyli „przynależny cesarstwu”. Jednocześnie zaś mógł sobie pozwolić na to, aby być posłusznym jedynie tym politycznym posunięciom cesarstwa, które mu odpowiadały. W 1235 r. wchłonięty został Zakon Braci Dobrzyńskich, w 1237 ten sam los spotkał Zakon Kawalerów Mieczowych w odległych Inflantach. Na podbitych ziemiach zakładano nowe miasta, lokowane na prawie chełmińskim: Thorn (Toruń, 1231), Kulm (Chełmno, 1232), Marienwerder (Kwidzyn, 1233), Elbing (Elbląg, 1237), Braunsberg (Braniewo, 1240), Heilsberg (Lidzbark, 1240), Königsberg (Królewiec, 1286). Zakładano także nowe wsie, które zasiedlano niemieckimi kolonistami; ustanowiono system administracji okręgowej pod nadzorem komturów. Zorganizowano komunikację: drogi i zamki, regularne rejsy morskie z Lubeki do Elbląga i Rygi. Wiele z tego, co robił Zakon, wydawało się współczesnym godne najwyższej pochwały. Jednocześnie jednak jego poczynania wywoływały coraz większe oburzenie moralne. Zakon, upoważniony do szerzenia ewangelii miłosierdzia, prowadził własne interesy, przelewając krew i stosując przymus. Powtarzające się bunty tłumiono z wyrachowanym okrucieństwem. Chodziło już nie tylko o to, że rycerze nie wykazywali większej świadomości chrześcijańskich wartości niż przeciętna, zbrutalizowana szlachta europejska, spośród której ich rekrutowano. Prawdziwy protest wywoływał fakt, że w imię Chrystusa Krzyżacy systematycznie dokonywali gwałtów, które stawały się źródłem ich własnego rozkwitu, oraz że prześladowali swych katolickich sąsiadów jeszcze długo po osiągnięciu pierwotnie założonych celów. A co gorsza, zachęcały ich do tego wszystkie usankcjonowane władze chrześcijańskie - papiestwo, cesarstwo, Hanza, opiekuńczy królowie, jak na przykład Ottokar II, król czeski, od którego pochodzi nazwa Kónigsberg, a także liczne zastępy kierowanego własnymi ambicjami duchowieństwa, kupców i książąt. Współczesnym Polakom, dla których „niemiecki” znaczy tyle, co dla reszty świata „pruski”, można wybaczyć, że wyobrażają sobie, iż Zakon Krzyżacki dostarczył oddziałów szturmowych niemieckim wrogom ich narodu. Tak jednak nie było. Działalność Zakonu była przejawem zjawiska bardziej powszechnego. Szeregi jego członków, choć w przeważającej większości złożone z Niemców, zasilali zawodowi rycerze z całej Europy oraz okresowe posiłki w postaci zorganizowanych grup krzyżowców. Stanowili wcielenie najbardziej niechrześcijańskich elementów chrześcijańskiego świata, a ich udziałem stały się sukcesy na skalę światową.

Do pierwszego otwartego konfliktu Piastów z Krzyżakami doszło w 1308 r. z powodu zagarnięcia Gdańska. W tym właśnie roku powstanie na Pomorzu zachwiało pozycję polskich władców. Kiedy rebelianci zwrócili się o pomoc do księcia brandenburskiego Waldemara, Polacy wystąpili z taką samą prośbą do Krzyżaków. Pomoc nadchodziła. Wykupiwszy uprzednio oficjalne prawo w miejsce wątpliwych roszczeń Brandenburgii do Gdańska (którą to transakcję zatwierdził później cesarz), Krzyżacy wypędzili Waldemara z miasta, po czym z zimną krwią wymordowali mieszkańców. Zanim Polacy zdążyli zainterweniować, podbita została cała prowincja. Wielki mistrz w pośpiechu przybył z Wenecji i w 1309 r. objął rezydencję w swoim nowym zamku w Marienburgu (Malborku). Przez następne 146 lat Pomorze pozostawało w orbicie Zakonu. Gdańsk został przemianowany na Danzig, zasiedlony Niemcami. Wkrótce stał się głównym ośrodkiem handlowym państwa krzyżackiego, a jego odzyskanie stało się jednym z podstawowych celów strategicznych polityki Polski.[46]

Wobec tak burzliwych wydarzeń może się wydawać dziwne, że wiedza zewnętrznego świata o Polsce niemal się nie zmieniła przez pół tysiąclecia. I tak na przykład, tłumacząc w Anglii Orozjusza, Alfred Wielki potrafił wzbogacić paragraf traktujący o ziemiach leżących na północ od Dunaju o swoje własne zdanie: „A na wschód od Moraw jest kraj Wiślan”.[47] Natomiast słynna Mappa Mundi z katedry w Hereford nie zawiera nic, co mogłoby uzupełnić tę informację. Ten, kto ją wykonał, znał tylko jedną polską nazwę: „Vistula”. Poza dwiema innymi nazwami - „Praga” i „Boemia” - cała jego wiedza o Europie Wschodniej pochodzi wyraźnie z zupełnie już nieaktualnych źródeł starożytnych. Najwidoczniej nie znał też dzieła Gerwazego z Tiłbury (ok. 1150-1235), którego Otia imperialia dowodzi właściwego rozumienia nazwy „Polska” (quasi Campania) oraz szczegółowej wiedzy o tym, co autor nazywa ziemiami Wandalów leżącymi między Morzem Sarmackim a Alpami Węgierskimi. Inny autor, franciszkanin Bartholomew de Gianville (Bartholomeus Anglicus), który w r. 1230 odbył podróż do Saksonii, poprawnie opisał położenie Polski w stosunku do sąsiadujących z nią krajów. Choć jest to lista bardzo skromna, nie ustępuje informacjom, jakie można było w tym czasie uzyskać we Francji czy w Niemczech. Nawet tacy niemieccy kronikarze, jak Thietmar z Merseburga (975-1018) czy Adam z Bremy (zm. po r. 1081), którzy zamieszczają wzmianki dotyczące Mieszka I i Bolesława Chrobrego, nie mają praktycznie nic do powiedzenia o wschodnim sąsiedzie cesarstwa. A taki na przykład Helmold z Bozowa (przed 1125 - po 1177), historyk, autor „Kroniki Słowian”, sądził, że Polacy mieszkają na południe od Karyntii. Właściwie dopiero w XIV w. rozpoczął się napływ informacji liczniejszych i bardziej szczegółowych. Zarówno anonimowy francuski „Opis Europy Wschodniej” (1308), jak i katalońska Libro del Conoscimiento (1348) wykazują zdecydowany postęp w stosunku do dzieł wcześniejszych. Poeta francuski Guillaume de Machaut (1300-77) pełnił obowiązki sekretarza Jana Luksemburskiego w Czechach; kilkakrotnie odwiedzał Polskę i w wielu jego dziełach można znaleźć kompetentne wzmianki o tym kraju. W Anglii wiedzę o Polsce gromadzili głównie angielscy rycerze, którzy brali udział w wyprawach krzyżowych Zakonu Krzyżackiego. Zarówno John Gower (1330-1408), jak i Geoffrey Chaucer (ok. 1345-1400) uważali, że okres walki w Prusach jest koniecznym elementem kariery rycerskiej:


There was a knight, a most distinguished Man

Who from the day on which he first began

To ride abroad, had followed chivalry,

Truth, honour, generous thought and courtesy.

He had done nobły in his sovereign's war and ridden into battle, no man more,

As well in Christian as in heathen places,

And ever honoured for his noble graces.

He saw the town of Alexandria fall:

Often, at feasts, the highest place of all

Among the nations fell to him in Prussia.

In Lithuania he had fought, and Russia.[48]


Na ogół uważa się, że inspiracją tego fragmentu dzieła Chaucera była wyprawa Henry'ego Bolingbroke'a, przyszłego Henryka IV, który w latach 1390-91 brał udział w najeździe Zakonu na Wilno. Ton wyrażanych przez Anglików opinii oczywiście zależał od źródeł, na podstawie których powstawały. Mieszkańców Polski opisywano często jako „Saracenów”, czyli wrogów pruskich krzyżowców. W Podróżach Sir Johna Mandeville'a, które ukazały się po raz pierwszy w r. 1366, Polska opisywana jest jako „kraj Polan” lub jako „królestwo króla Crako”. Większe zainteresowanie w tym okresie wzbudzała niewątpliwie rekonstrukcja królestwa polskiego, która się właśnie dokonywała.[49]

Okres rozbicia dzielnicowego trwał przez blisko dwa stulecia. W pierwszym rzędzie spowodowała go coraz większa samowystarczalność poszczególnych dzielnic, a także taka sama reakcja przeciwko władzy centralnej, jaka daje się zauważyć w drugim stadium dziejów większości pierwotnych państw. Podobnie jak podział imperium Karola Wielkiego w r. 843, dokonany w 1138 r. przez Krzywoustego podział królestwa Piastów miał wszelkie szansę na to, aby okazać się trwałym. Rozbita Polska nie była w stanie odeprzeć najazdów Czechów, Sasów, Prusów, Litwinów i Tatarów. A jednak rodzące się polskie społeczeństwo okazało się zadziwiająco odporne. Chociaż piastowscy książęta Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza, Kujaw, Pomorza, Śląska i paru pomniejszych dzielnic bez przerwy ze sobą walczyli, mieli szczęście żyć w czasach, w których ich sąsiedzi byli podobnie rozbici. Cesarstwo niemieckie nękane było sporem ze stolicą papieską oraz nieustannymi zamieszkami we Włoszech; Ruś była jeszcze bardziej rozczłonkowana niż Polska. Zanim dynastia luksemburska zdołała zrekonstruować Czechy, a dynastia andegaweńska - Węgry, dwóch ostatnich Piastów - Łokietek i Kazimierz Wielki - zaprowadziło porządek we własnym domu i ponownie zjednoczyło królestwo polskie.

Władysław I Łokietek (ok. 1260-1333) był wojownikiem małej postury, lecz wielkiego serca. W jego czasach - podobnie jak w ciągu dwóch poprzednich stuleci - uporczywe próby zjednoczenia księstw piastowskich przypominały grę w prymitywnego flippera: każdy z graczy starał się, aby wszystkie kulki powpadały do ponumerowanych otworów, podczas gdy jego przeciwnicy starali się zrobić to samo, przez cały czas nawzajem się popychając i potrącając stół. Ostateczny sukces Łokietek zawdzięczał częściowo szczęściu, które pozwoliło mu przeżyć wszystkich krewnych i rywali, częściowo zaś swej wyjątkowej prostolinijności. Był wnukiem Konrada Mazowieckiego; w wieku lat siedmiu odziedziczył księstwa kujawskie i łęczyckie; w r. 1288 otrzymał sukcesję księstwa sieradzkiego. Ale w czasie długiej wojny domowej, która rozpoczęła się w tym samym roku, po śmierci jego starszego brata, Leszka Czarnego, nie udało mu się wyegzekwować roszczeń do sukcesji. Kilkakrotnie przegrał w walce o tron krakowski - najpierw z Henrykiem IV Probusem, księciem śląskim, potem z Wacławem II, królem czeskim, jeszcze później z Przemysłem II, księciem wielkopolskim (który zresztą został w lutym 1296 zamordowany w Rogoźnie przez swych niedoszłych porywaczy), a wreszcie ponownie z Wacławem II.

Niedostatki powodzenia nadrabiał wytrwałością. Podczas panowania króla czeskiego został wygnany i udał się w podróż do Rzymu, aby pozyskać sobie przychylność papieża. Nie było trudno zawiązać koalicję. Czesi - wasale cesarza - mieli licznych wrogów, w tym także na Węgrzech, w osobie nowo wybranego króla z dynastii Andegawenów, Karola Roberta. W r. 1306 nie żyli już ani Wacław II, ani też jego syn, Wacław III, ostatni z dynastii Przemyślidów. Kraków otworzył bramy przed Łokietkiem. Wojnę o zjednoczenie można było teraz zacząć organizować od środka. Z wyjątkiem Kujaw i Pomorza, Łokietkowi udało się zdobyć wszystkie kolejne cele. Do r. 1314 ustalił swą władzę w Wielkopolsce. Bunt Niemców w Krakowie, któremu przewodzili niejaki Albert oraz biskup Jan Muskata, myślący o przywróceniu dawnego stosunku poddaństwa wobec Czechów, został stłumiony po rocznym oblężeniu miasta. W tej właśnie walce ujawniły się pierwsze oznaki polskiego szowinizmu. Czechów uznano za cudzoziemców, sługi „niemieckiego” cesarza, sprzymierzeńców „niemieckich” książąt w Prusach i „niemieckich” Piastów na Śląsku. Arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka postawił biskupa Muskatę, „wroga ludu polskiego”, przed sądem kościelnym. Ekskomunikował książąt głogowskich, którzy „przemieniali Śląsk w nową Saksonię”, i oddalił ich roszczenia do Pomorza na rzecz Zakonu Krzyżackiego. Śledztwo w sprawie buntu krakowskiego prowadzono na podstawie prostego testu językowego: tych spośród podejrzanych, którzy potrafili poprawnie powtórzyć „soczewica”, „koło”, „miele”, „młyn”, uznawano za lojalnych obywateli, tych zaś, którzy się pomylili - za winnych. W umysłach rycerzy, którzy stanęli do boju, walcząc o sprawę Łokietka, i których należycie wynagrodzono nadaniami ziemi, zaczęło się rodzić pierwsze, niepewne jeszcze pojęcie wspólnej przynależności do „polskiej” warstwy społecznej. Koronacja Łokietka odbyła się w katedrze w Krakowie w niedzielę 20 stycznia 1320 r. Papież wyraził zgodę pod warunkiem, że wysokość świętopietrza zostanie podniesiona z 3 denarów od rodziny do l denara od osoby. Łokietek, ubrany w purpurową pelerynę, został namaszczony świętymi olejami. Ujął w rękę miecz „szczerbiec” z Kijowa i wykonał nim w powietrzu znak krzyża. W momencie, w którym na jego skronie włożono koronę, zakończył się Okres Rozbicia. Królestwo zostało odbudowane.[50]

Syn Łokietka, Kazimierz III (1310-70), jedyny polski władca, któremu nadano przydomek Wielki, łączy waleczność przodków ze sztuką dyplomacji i talentem wielkiego męża stanu. W sensie fizycznym jego sukcesji nie kwestionowano. Był młody, pełen wigoru i miał przed sobą całe życie. Pierwsze dziesięciolecie zaznaczyło się długą serią traktatów dyplomatycznych, poprzez które polski król pracowicie umacniał własną pozycję, kosztem starannie wyważonych ustępstw. W 1333 r. zawarł rozejm z Zakonem Krzyżackim, kończąc w ten sposób nie rozstrzygniętą wojnę o Pomorze i Kujawy, która wypełniła ostatnie lata życia jego ojca. Na uroczystości jego koronacji na Wawelu 25 kwietnia 1333 r. był obecny wielki mistrz, Luther von Braunschweig. W 1334 król Kazimierz zawarł pokój z Czechami. Wiosną r. 1335 na zamku węgierskim w Wyszehradzie nad Dunajem spotkał się z uznanym sojusznikiem swojej rodziny, królem węgierskim Karolem Robertem Andegaweńskim, oraz z rywalem ich obu Janem Luksemburskim, królem czeskim. W zamian za 400 tysięcy srebrnych groszy Jan zgodził się zrezygnować z roszczeń do Polski i Mazowsza oraz przyjąć arbitraż w sprawie Śląska. W 1339 r., na mocy traktatu krakowskiego, król formalnie uznał zwierzchnictwo Czechów nad książętami śląskimi. W 1343, na mocy traktatu kaliskiego, zawarł pokój z Zakonem Krzyżackim, po długim procesie, który toczył się zarówno w Rzymie, jak i przed sądem rozjemczym w Warszawie, specjalnie powołanym dla dochodzenia w sprawie bezprawnych poczynań Krzyżaków. W zamian za Kujawy i ziemię dobrzyńską, Kazimierz oddał Zakonowi całe Pomorze wraz z Gdańskiem. Potwierdzając przynależność ziemi chełmińskiej do Zakonu, utracił punkt oparcia dla wszystkich poczynań prawnych podejmowanych dotąd przez stronę polską. Nie był to łatwy pokój. Ale król, zabezpieczony w ten sposób, mógł teraz zająć się wojną. Już w r. 1340 rozpoczął swój udział w długim, trójstronnym sporze z Litwinami i Węgrami o dziedzictwo Rusi Czerwonej i o cenny tytuł Dux Russiae. W latach 1343-48 walczył z Luksemburgami o księstwo świdnickie. W 1351 wziął w lenno księstwo mazowieckie. (Patrz Mapa 7).

Mapa 7. Polska za panowania Kazimierza Wielkiego (1333-1370)


Tymczasem niemal każdy aspekt życia w Polsce przedstawiano bacznemu reformatorskiemu spojrzeniu króla. Aby zapobiec dawnej zależności od urzędników na szczeblu prowincjonalnym, utworzono odrębną kastę urzędników królewskich. W 1347 skodyfikowano wszystkie istniejące prawa zwyczajowe i wydano dwa odrębne zbiory postanowień - dla Wielkopolski i dla Małopolski. Te oryginalne „statuty” Kazimierza Wielkiego obejmowały wszystkie sfery działalności politycznej i utworzyły rdzeń, wokół którego na przestrzeni następnych czterech stuleci rozwijało się polskie ustawodawstwo. Za życia króla rozszerzono je o kolejne dekrety oraz o tak zwane preiudicata, czyli zbiór opisów teoretycznych przypadków prawnych. Troska o porządek i trwałość znalazła wyraz w nowej, gotyckiej architekturze, której zabytki można odnaleźć w całym kraju. Zbudowano pięćdziesiąt warownych zamków. Handel kwitł jak nigdy dotąd. W odróżnieniu od większości państw europejskich, Polska oparła się zarazie z 1348 r., zwanej „czarną śmiercią”, która nie przerwała rozwoju życia gospodarczego kraju. Przybycie licznych żydowskich uchodźców z Niemiec zaznaczyło kolejne stadium w rozwoju społeczeństwa, które miało w przyszłości wchłonąć najliczniejszą w Europie społeczność żydowską. Panowanie Kazimierza Wielkiego stało się okresem dalszego rozwoju miast, z których aż dwadzieścia siedem otoczono kamiennymi murami. Nastąpiła znaczna poprawa wyżywienia ludności, podniósł się materialny standard życia we wszystkich warstwach społeczeństwa. Scena, na której miały się rozegrać wydarzenia „Wielkich Dni Krakowa” w 1363-64 r., była gotowa na przyjęcie aktorów.

W r. 1363 - w trzydzieści lat po wstąpieniu Kazimierza na tron - Kraków przeistaczał się z drewnianego grodu w miasto z cegły i kamienia. Na rynku, rozległym kwadratowym placu o bokach liczących ponad 150 m, zaprojektowanym po najeździe tatarskim, rozpoczęto budowę gotyckich Sukiennic. Był to także ósmy rok trwającej 53 lata przebudowy kościoła Mariackiego. Przygotowywano miejsce pod nowy ratusz. Na Wzgórzu Wawelskim, gdzie trzecia katedra, przebudowana przez Łokietka, była bliska ukończenia, spoza rusztowań błyskał bielą kamień nowego zamku królewskiego. O półtora kilometra na wschód, poza murami, rosło nowe miasto, Kazimierz, nazwane imieniem króla. Na jego głównym placu rozpoczęto budowę ratusza i kościoła Św. Katarzyny. W cieniu tych nowoczesnych wspaniałości drewniane domy starego miasta przedlokacyjnego, z trzema kaplicami i trzema kościołami - kościołem Dominikanów, kościołem Franciszkanów i obronnym kościołem Św. Andrzeja - musiały się wydawać żałośnie małe. W odstępach kilku zaledwie miesięcy miały się tu odbyć trzy pamiętne wydarzenia. Będący u szczytu sławy Kazimierz Wielki miał patronować ceremonii małżeństwa przyszłej cesarzowej, dokonać otwarcia pierwszego uniwersytetu w Polsce oraz przewodniczyć międzynarodowemu kongresowi królów. Za mąż wychodziła wnuczka króla, Elżbieta, księżniczka słupska. Panna młoda była dziewczyną wyjątkową - mówiono, że potrafi zginać w rękach końskie podkowy i zgniatać metalowe zbroje. Panem młodym był Karol IV Luksemburski, elekcyjny król Rzymian, w sukcesji po ojcu król czeski. Po uroczystości zaślubin, która odbyła się w 1363 r. w odnowionej katedrze, szczęśliwa para udała się do Pragi, a następnie do Rzymu na dwie koronacje - królewską i cesarską. Uroczystość założenia uniwersytetu odbyła się niemal dokładnie w rok później. Była uwieńczeniem długiego okresu negocjacji wAwinionie, gdzie papież Urban zwlekał z udzieleniem zgody na prośbę Kazimierza. Królewski edykt fundacyjny wydano 12 maja 1364 r. Zezwalał on na utworzenie katedry nauk wyzwolonych, dwóch katedr medycyny, trzech katedr prawa kanonicznego i pięciu katedr prawa rzymskiego. Władca wyposażył je w zagwarantowane dochody, płatne cztery razy do roku z funduszów królewskiego monopolu żup solnych w Wieliczce. Wyjątkowo jak na zwyczaje owego czasu przekazał kontrolę nad uniwersytetem nie biskupowi krakowskiemu, lecz kanclerzowi królewskiemu, Januszowi Suchywilkowi. Tego samego dnia wydano w Krakowie kartę swobód i przywilejów, która obejmowała „mistrzów, doktorów, uczonych, urzędników, strażników, pedli oraz ich rodziny”. Karta podawała także przyczyny założenia uniwersytetu:


... ut ex congregatione dictorum, magistorum, doctorum, et scolarium, pro conversione infidelium paganorum et scismaticorum, dieto regno confinancium, maior devocio predicationis et instructio fidei catholicae at laudem et gloriam omnipotentis Dei et genetricis eius gloriosae Virginis Mariae crescat et augeatur.[51]


Chociaż studium generale Piastów nie przeżyło swego założyciela i nie rozpoczęło stałej działalności do r. 1400, kiedy ponownej jego fundacji dokonał władca z dynastii Jagiellonów, Uniwersytet Krakowski może sobie słusznie rościć prawo do drugiego miejsca po Pradze na liście najstarszych ośrodków naukowych w Europie Środkowej. Ponadto kongres krakowski jest mniej godny uwagi ze względu na wagę samego wydarzenia niż ze względu na swe przyszłe znaczenie. Okazją do jego zwołania stała się wizyta Piotra de Lusignan (1329-69), króla Cypru, który objeżdżał wówczas dwory Europy, organizując kolejną wyprawę krzyżową. W maju był w Reims, gdzie wziął udział w uroczystościach koronacji króla francuskiego Karola Mądrego, a następnie przybył do Pragi, aby zabrać ze sobą do Krakowa nowo wybranego cesarza Karola Luksemburskiego wraz z j ego synem, Wacławem czeskim. Tu powitali go: gospodarz - Kazimierz, król polski - Ludwik, król węgierski, Waldemar, król duński, oraz książęta - Otto, książę bawarski, Ziemowit, książę mazowiecki, Bolko, książę świdnicki, Władysław, książę opolski, i Bogusław, książę słupski. Czas spędzali na turniejowych potyczkach, uczestniczyli w słynnym bankiecie u Mikołaja Wierzynka na miejskim rynku, a także - od czasu do czasu - rozmawiali o planowanej wyprawie krzyżowej. Rzeczą najbardziej nieoczekiwaną wy dać się może fakt, że cały przebieg wydarzeń opisał jeden z czołowych poetów epoki, Francuz Guillaume de Machaut. Pozostawał on w służbie Jana Luksemburskiego od ponad trzydziestu lat, znał dobrze Europę Wschodnią, w r. 1335 wraz z swym panem odwiedził Kraków w drodze powrotnej z Wyszehradu. Chociaż wbrew przypuszczeniom niektórych historyków nie towarzyszył Piotrowi de Lusignan na kongresie w Krakowie, scenerię wydarzeń przedstawił na podstawie wiadomości z pierwszej ręki:


Ce fait, de Prague se partirent;

Or diray quel chemin il firent.

Parmi Behainge chevauchirent

Trois journées & plus alèrent

A Bresselau, à Liguenisse,

A Nuistat, à Suedenisse.

Costen, Calix, Buton, Glagouve

Passèrent, & par Bassenouve

De la en Cracoe arrivèrent,

Ou les royes dessus dis trouvèrent,

Qui a 1'encontre venirent,

Et moult grant joie feïrent.

Comment il furent receü,

Honnoure, servi & peü

De pain, de vin, & de vitaille

De toute voille et d'aumaille

De poisson et d'autre viande,

II est moult fols qui le demande,

Qu'on ne le doit pas demander

Pour ce qu'on ni puet amender

Tant furent servi grandement. [52]


W czasie dyskusji na temat krucjaty król Cypru musiał wysłuchać drugiego szeregu świątobliwych zapewnień - najpierw z ust nowo wybranego cesarza, później od króla węgierskiego, wreszcie zaś od samego Kazimierza:


Apres fu le roy de Poulainne

Qui tint Cracouve en sa domaine,

Qu'il promist qu'il y aideroit,

Toutes les fois que poins seroit

Au saint voyage mettre à fin.

Et tuit li prince qui la furent

Li un vouent, li autre jurent

Que volontiers y aideront

Et que leur povoir en feront.[53]


Ale gdy przyszło do turnieju, król Piotr był niepokonany:


Mais einsois grans joustes crièrent

Car il le veulent sestier

De jouster & de tournier.

Briefment, ii joustèrent ensamble;

Et 1'emperere, ce me semble

Jousta avec les autre roys

Qui estoient en grans arrois.

Mais 1'estrange roy ot le pris,

Comme des armes li mieus apris.[54]


Potem, otrzymawszy dary oraz „pełne czci” i „uprzejme” życzenia, zwycięski zawodnik opuścił Kraków, udając się do Wiednia:


Or chevaucha li roys de Chipre

Qui n'est pas vestus de drap d'Ipre

Mais d'un drap d'or fait a Damas.

II n'est remes piteus ne mas

De są besogne pourchacier.

Eins ne fiat que aler & tracier

Les signeurs partout, et querir

Pour leur aide requerir.

Tant à erre par ses journées

Par froit, par chaut at par jalées

Qu'a Vienne vint sus la Denoe,

Aux journées de Cracoe.[55]


O powszechnej krucjacie nie było mowy. Piotr de Lusignan powrócił do Wenecji i na Cypr; przeżył niespodziewane zdobycie Aleksandrii - na którą chrześcijanie zawzięli się nie mniej niż Turcy - i wkrótce potem umarł. Dla reszty Europy kongres w Krakowie był mglistym, szybko zapomnianym epizodem. Dla Polski natomiast był to skromny debiut na scenie dyplomacji międzynarodowej. Pod koniec życia Kazimierz poniósł porażkę w jednej tylko sprawie. Jako król i władca odnosił wybitne sukcesy, jako „ojciec narodu” cieszył się powszechną miłością, ale jako dynaście brak mu było odpowiedniego dziedzica. Mogłoby się to wydać dziwne, skoro miał kolejno trzy legalne małżonki, jedną żonę bigamiczną i co najmniej dwie stałe kochanki; miał też kilka córek i trzech synów. Jego pierwsza żona, Litwinka Aldona, umarła młodo w 1339 r. Drugą żonę, Adelajdę heską, kroi poślubił dopiero po dwukrotnie zerwanych zaręczynach i wkrótce potem porzucił dla Krystyny Rokiczańskięj, Czeszki z Pragi, którą poślubił w 1357 r. potajemnie, wbrew wszelkim regułom, w opactwie w Tyńcu. Trzecią żonę, Jadwigę z Żagania, poślubił w 1365 r. na podstawie sfałszowanej dyspensy papieskiej. Testament króla wspomina o dzieciach, które miał z kobietą o imieniu Cudna; krążyły też uporczywe pogłoski o romantycznym związku władcy z Żydówką imieniem Estera. Kłopot z synami polegał na tym, że król miał ich z kobietą, która była formalnie żoną innego mężczyzny, i wobec tego nie mógł wysuwać roszczeń do formalnego ojcostwa. Wobec tego dwoma bezpośrednimi kandydatami do sukcesji byli siostrzeniec króla, Ludwik, król węgierski, oraz wnuk, Kazko, książę słupski. Z formalnego punktu widzenia, ich pretensje do tronu z tytułu sukcesji po kądzieli miały mniejszą wagę niż roszczenia czy to Władysława Białego, księcia gniewkowskiego, mnicha z Dijon w Burgundii, czy też Ziemowita III, księcia mazowieckiego. Kazimierz przez całe życie obawiał się sporu o sukcesję. Już w Wyszehradzie, w wieku 29 lat, zastrzegł sobie sukcesję Ludwika Węgierskiego lub jego braci na wypadek, gdyby umarł, nie zostawiając męskiego potomka. Umowa ta znalazła później potwierdzenie w podpisanym w 1355 r. w Budzie bardziej szczegółowym traktacie. Ale potem król zaczął się zastanawiać. Na mocy każdego z jego testamentów Kazko miał otrzymać księstwa: sieradzkie, łęczyckie, kujawskie i dobrzyńskie, czego widomym celem miało być umocnienie jego pozycji na wypadek sporu z Ludwikiem. Gdy król Kazimierz umiera - wczesnym rankiem 5 listopada 1370 r. - sprawa wciąż jeszcze nie była załatwiona. Pogrzeb Kazimierza był wydarzeniem na miarę jego osiągnięć. W kilka dni po śmierci króla Ludwik Andegaweński przybył z Węgier, aby poczynić przygotowania do własnej koronacji oraz wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych:

Na tych egzekwiach był taki porządek: naprzód szły cztery wozy, każdy w cztery piękne konie, a wszystko to - tak woźnice, jak konie i wozy - były czarnym suknem przybrane i pokryte. Potem kroczyło czterdziestu rycerzy w pełnych zbrojach na koniach, pokrytych suknem szkarłatnym; następnie jedenastu niosło chorągwie tyluż księstw, dwunasty zaś chorągiew królestwa polskiego, a każdy miał tarczę ze znakiem, czyli herbem każdego księstwa. Za nimi jechał rycerz, odziany w złocistą szatę królewską, na pięknym stępaku królewskim, purpurą pokrytym, osobę zmarłego króla wyobrażający. Za nim szło parami procesjonalnie sześciu ludzi i niosło zapalone świece, z których dwie były zrobione z jednego kamienia wosku. Potem szły zgromadzenia zakonne i wszystkie osoby duchowne, ile ich było w mieście i na przedmieściach, śpiewając pieśni żałobne, a poprzedzając mary, pełne złotogłowia, sukna różnego i innych drogich materii, które miały być między klasztory i kościoły rozdzielone. Na końcu postępował król Ludwik, arcybiskup, biskupi, książęta, panowie i wielka moc ludu obojej płci. Pomiędzy nimi zaś a marami szli dworzanie zmarłego króla, w liczbie większej niż czterysta, wszyscy w czarną odzież przybrani i wszyscy z wielkim płaczem i jękiem (...) Nadto dwóch doświadczonej uczciwości ludzi było przeznaczonych do niesienia mis srebrnych, napełnionych groszami, z których to mis każdy, kto swej ofiary nie składał, brał, ile chciał. Inni znowu nieśli wory pełne groszów, i gdy tylko taka misa się opróżniała, w tej chwili napełniali ją znowu (...) Z taką ceremonią i w takim porządku pochód doszedł do kościoła katedralnego, w którym czcigodny ojciec, ksiądz biskup krakowski Florian mszę celebrował. Zaś podczas tej mszy były złożone następujące ofiary (...) Na wielkim ołtarzu złożono tym sposobem naprzód dwie drogocenne purpury, a drugim razem dwie sztuki drogiego sukna, jak i w innych kościołach, o czym było wyżej. Następnie urzędnicy zmarłego króla, każdy podług swojej służby, złożyli na ołtarzu naczynia, którymi zarządzali: a więc naprzód komornik Świętosław i podskarbi podali na ołtarz misy srebrne z ręcznikami i obrusami; potem stolnik Przedbor z podstolim złożyli cztery wielkie półmiski srebrne, potem cześnik i podczaszy - dzbany i kubki srebrne; potem podkomorzy, czyli marszałek, przyprowadził najlepszego z koni królewskich, podkoniuszy - zbrojnego rycerza, w królewskie szaty odzianego, na dzielnym a bardzo przez króla lubianym stępaku królewskim (...) Po złożeniu tych ofiar, gdy zaczęto podług zwyczaju w takich wypadkach kruszyć chorągiew, powstał taki krzyk żałosny, taki płacz i jęk wszystkich obojga płci obecnych w kościele krakowskim, że od tego płaczu i jęku wszyscy, osoby możne i niskie, starzy i młodzi, ledwo się utulić mogli. I nie dziw! Obawiali się bowiem, aby ze śmiercią króla pokój miłującego nie znikł ten pokój, do którego za jego życia przywykli.[56]


Największy z Piastów leżał w grobie. Ale Piastowie jeszcze nie zginęli i pozostawało delikatne pytanie: kto i w jaki sposób ich wydziedziczy. Podkanclerzy króla, Janko z Czarnkowa, autor opisu jego pogrzebu, aktywnie uczestniczył w intrygach przeciwko sukcesji andegaweńskiej. Wykradł z grobu Kazimierza królewskie insygnia na przyszły użytek Władysława Białego, a następnie po wykryciu spisku został wygnany z kraju. Później powrócił do kapituły gnieźnieńskiej, gdzie pisał swe kroniki, broniąc własnych uczynków oraz poczynań dynastii, której służył. Utraciwszy swą królewską godność, Piastowie odgrywali już tylko szybko malejącą rolę w życiu królestwa. Kazko, książę słupski, umarł w 1377 r. - wcześniej niż Ludwik Węgierski, po którym miał objąć tron. Władysław Biały zmarł w 1388 r. w swym zaciszu w Burgundii. Ziemowit III nadal władał lennym księstwem mazowieckim. Jego następcy utrzymali Bełz do r. 1462, Płock do r. 1495 oraz do śmierci w r. 1526 ostatniego z ich linii, księcia Janusza III - Warszawę. Zgermanizowani Piastowie śląscy ostatecznie zerwali swe pierwotne związki z Polską. Jako wasale Czech, a następnie Habsburgów zostali wciągnięci w orbitę polityki Pragi i Wiednia i patronowali rozbiciu swego dziedzictwa na jeszcze mniejsze i bardziej pozbawione znaczenia odłamki. W Oels (Oleśnicy) utrzymali się do r. 1492, w Sagan (Żaganiu) - do r. 1504, w Oppeln (Opolu) - do r. 1532, a w Teschen (Cieszynie) - do r. 1625. Ostateczny kres dynastii panujących Piastów nadszedł w r. 1675 wraz ze śmiercią księcia Georga Wilhelma von Liegnitz, Brieg und Wohiau (księcia Legnicy, Brzegu i Wołowa). Od tego czasu imię Piasta oznaczało w Polsce już tylko pradawną legendę. Używano go jako politycznej etykietki podczas królewskich elekcji, obdarzając nią każdego kandydata, który mógł dowieść swego polskiego pochodzenia - poza tym nie niosło ono ze sobą żadnych istotnych konotacji. Wreszcie w latach osiemdziesiątych XVIII w. przywrócił je do życia historyk, biskup Naruszewicz, nadając je pradawnej dynastii Polan, która wywodziła swoje pochodzenie od Piasta, ale sama nigdy tego imienia nie używała. I w tym właśnie znaczeniu używa się go do dziś. Pod pewnymi względami piastowskiej Polsce zabrakło oryginalności. Jak wiele średniowiecznych księstw, była w gruncie rzeczy miniaturową kopią owych większych królestw Zachodu, które starała się tak gorliwie naśladować. Jej horyzonty określone były przede wszystkim przez działania wyższego duchowieństwa i książąt, którzy żyjącemu w izolacji zacofanemu ludowi starali się narzucić system wartości chrześcijańskiego społeczeństwa. Jednakże na dłuższą metę ich misja zakończyła się powodzeniem. Zostały położone solidne fundamenty. Po krótkim intermedium andegaweńskim Królestwo Polskie było gotowe do podjęcia dzieła tworzenia jednej z najbardziej oryginalnych wczesnych cywilizacji współczesnej Europy; cywilizacji, która - w unii z Litwą - miała się rozciągnąć od morza do morza i przetrwać przez ponad czterysta lat.





IV. ANDEGAWENOWIE. Związek z Węgrami (1370-1386)


Postępowanie wielkich dynastii panujących w średniowiecznej Europie można porównać jedynie z postępowaniem współczesnych wielonarodowościowych spółek akcyjnych. Wyłoniwszy się z mroków odległych prowincjonalnych zakątków Francji lub Niemiec, rody Hauteville'ów, Hohenstaufów, Luksemburgów, Andegawenów, Habsburgów czy Burbonów stopniowo rozciągały swoje macki na najdalsze zakamarki kontynentu. Zręcznie używając sztuki wojennej, dyplomacji, mariaży i pieniędzy oraz umiejętnie lokując własne kapitały, ich członkowie zdobywali i porzucali ziemie, trony i tytuły z tym samym bezbłędnym wyczuciem własnej korzyści, jakim dziś wielkie imperia interesu kierują się w operowaniu akcjami, aktywami i działalnością spółek. Podejmowane przez nich działania wykraczały poza granice władzy politycznej i zazwyczaj mogli oni pozwolić sobie na to, aby bezkarnie lekceważyć protesty lokalnych władców i rywali.

Żadne z dynastycznych przedsięwzięć tamtych czasów nie było zakrojone na równie szeroką skalę jak te, które podejmował ród Andegawenów. Jedna z gałęzi tego rodu zdobyła wybitną pozycję w r. 1154, dzięki wstąpieniu Henryka Plantageneta, hrabiego Anjou, na tron Anglii. Jako Henryk II został on ojcem Ryszarda Lwie Serce i Jana bez Ziemi oraz protoplastą wszystkich królów Anglii na następne dwieście pięćdziesiąt lat. Początek ich najbardziej efektownych przedsięwzięć nastąpił jednak w r. 1265, kiedy to Karol Andegaweński, brat św. Ludwika, wyruszył z Francji na podbój Sycylii. Dzięki poparciu papieża druga gałąź rodu Andegawenów zdołała nie tylko zająć tron Neapolu, ale także - po upadku królestwa na Sycylii - zdobyć pozycję elekcyjnych królów Węgier. Stamtąd zaś - dzięki zawiłościom dyplomacji i powiązań z tytułu dziedzictwa - Andegawenowie znaleźli się zaledwie o krok od sąsiedniego Królestwa Polskiego. Przypadkiem ich związki z Polską trwały niecałe dwadzieścia lat. W dziejach dynastii był to zaledwie drobny epizod o przejściowym znaczeniu. Natomiast w dziejach ich polskich i węgierskich poddanych stał się zaczątkiem związku, który miał przetrwać o wiele dłużej niż pamięć o wszelkich dynastycznych machinacjach.

Inwazja Madziarów w X w. całkowicie zmieniła oblicze Europy Środkowej. Byli oni ostatnimi koczownikami przybyłymi ze wschodu i nie łączyło ich najmniejsze pokrewieństwo z żadnym z ludów, pośród których osiedli. Przybyli z serca stepów Pontu, ale ich głębsze korzenie sięgały odległych obszarów Azji Środkowej. Ich aglutynacyjny język, należący do rodziny języków ugrofińskich, był zupełnie niezrozumiały dla wszystkich ich sąsiadów. W r. 907 siedem plemion pod wodzą wojownika Arpada opanowało niziny leżące między Cisą a Dunajem. Przez następne pięćdziesiąt lat - aż do klęski pod Lechem, poniesionej z rąk Ottona Wielkiego - żyli z wypraw łupieżczych, wdzierając się co roku w głąb krajów zachodnich. W latach 915, 924 i 933 znaleźli się w Saksonii; w latach 921 i 947 - w Toskanii; w latach 924 i 951 - w Prowansji i Akwitanii, w r. 926 zaś - w Burgundii. W 937 r. trasa jednej z ich najbardziej awanturniczych wypraw zarysowała się szerokim łukiem wiodącym przez Moguncję, Orlean i Rzym. Jednakże poniósłszy klęskę, zwrócili się ku bardziej osiadłemu życiu. Obszar ich osadnictwa rozciągał się od niemieckiej Oesterreich, czyli Marchii Wschodniej z jednej strony, po Alpy Siedmiogrodzkie z drugiej. Podbite przez nich tereny rozciągały się od łańcucha Karpat na północy po wybrzeże Adriatyku na południu. Zajmowany przez nich obszar wcinał się w sam środek terenów wcześniejszego osadnictwa słowiańskiego, wchłaniając szereg słowiańskich ludów - jak Słowacy i Chorwaci - i dopełniając oddzielenia Słowian Zachodnich od Południowych.

Mimo odmiennych początków, dalsze dzieje Madziarów były zadziwiająco podobne do dziejów Polaków. Przyjęli chrześcijaństwo rzymskie w tym samym czasie i pod tymi samymi auspicjami. Koronacja Stefana I w Esztergom (Grań) w 1001 r. oraz utworzenie metropolii węgierskiej zbiegły się niemal dokładnie z analogicznymi wydarzeniami, które kilka tygodni wcześniej miały miejsce w Gnieźnie. Od tego czasu zarówno Węgry, jak i Polska stały się najdalej wysuniętymi na wschód przyczółkami Kościoła rzymskiego, z jednakową gorliwością deklarując swą rolę bliźniaczych twierdz antemurale christianitatis. Oba kraje łączyły równie ambiwalentne stosunki z cesarzem niemieckim, który był dla nich to władcą, to wrogiem, to znów sprzymierzeńcem. Oba rozrosły się w wielonarodowościowe królestwa, w których rodzime kultury poszczególnych narodów podporządkowano łacińskiej kulturze Kościoła i państwa. Chociaż Korona węgierska nie rozpadła się na oddzielne księstwa w tym samym stopniu co pierwsze królestwo polskie, rozdzierały ją takie same spory dynastyczne, bunty pogan i najazdy z zewnątrz. Władza centralna była nieodmiennie słaba, zaś siły odśrodkowe w poszczególnych regionach - nieodmiennie silne. W XIII w. kolonizacja niemiecka na Słowacji i w Siedmiogrodzie przebiegała tak samo jak ruch kolonizacyjny na Śląsku, na Pomorzu i w Prusach. W 1224 r. Niemcom z Siedmiogrodu, „dzieciom Zaczarowanego Flecisty z Hameln”[57], z ośrodkiem w Hermannstadt (Nagyszeben), przyznano lokalną autonomię. Dwa lata wcześniej, na mocy „złotej bulli”, Andrzej II przyznał rozległe przywileje wysoko urodzonej szlachcie: prawo zgłaszania skarg i zażaleń podczas zgromadzeń szlachty oraz przeciwstawiania się królowi w razie łamania przez niego prawa; wolność od aresztowania i konfiskaty dóbr bez sądu szlacheckiego oraz zwolnienie od podatków, na które nie wyrażą zgody. Były to przywileje, o które szlachta polska miała gorliwie zabiegać w okresie rządów Andegawenów. Co zaś najważniejsze, oprócz nie kwestionowanej wspólnej granicy wzdłuż Karpat, Polacy i Węgrzy mieli także wspólnych wrogów - cesarstwo niemieckie i Czechy na zachodzie, Kościół prawosławny, Mołdawian i Wołochów, a wreszcie Turków i Mongołów na wschodzie.

Niewiele było punktów spornych, wiele natomiast uzasadnionych powodów do wzajemnego porozumienia. Po kryzysach spowodowanych katastrofalnym najazdem Tatarów w 1241 r. oraz wygaśnięciem dynastii Arpadów w 1301 r., Andegawenowie odwrócili losy Królestwa Węgierskiego. Drogę, jaką boczna linia francuskich Kapetyngów dotarła przez Królestwo Neapolu do Budy, można prześledzić jedynie badając kręte ścieżki polityki papieskiej. Nie wiodło się im jednak z tego powodu ani trochę mniej, szczęśliwie. Karol Robert (Carobert) Andegaweński, syn Karola I Martela, króla Neapolu, został wybrany królem Węgier w r. 1308 i panował przez 34 lata. Jego syn Ludwik Andegaweński (1326-82), znany w historii Węgier jako Lajos Wielki, w historii Polski jako Ludwik Węgierski, cieszył się jeszcze dłuższym panowaniem i jeszcze większą sławą. Posiadając najcenniejsze kopalnie złota w Europie oraz pomoc ze strony zreformowanej i skutecznej w działaniu administracji, mógł sobie pozwolić na budowanie imperium. Jego ambicje nie miały granic. W 1348 r. nazywał się już - między innymi - „królem Jerozolimy” oraz „królem Sycylii”. Wyprawie, której celem miało być odebranie Neapolu rozpustnej dalekiej kuzynce, Joannie, zapobiegł jedynie wybuch czarnej zarazy. Po serii wojen przeciwko Republice Weneckiej odzyskał wybrzeże Dalmacji i Ragusę (Dubrownik). Na wschodzie umocnił swą pozycję suzerena w stosunku do Bośni, północnej Serbii, wschodniej Bułgarii, Mołdawii i Wołoszczyzny. Gdy w r. 1370 rozpoczął rządy w Polsce, obejmując tron po śmierci Kazimierza Wielkiego, był władcą największego kompleksu politycznego czternastowiecznej Europy.[58] (Patrz Mapa 8).


Mapa 8. Królestwo Andegawenów (ok. 1380)


Powiedzenie, że Ludwik Andegaweński został obrany królem Polski, raczej nie oddaje sedna sprawy. Bardziej odpowiadałoby rzeczywistości stwierdzenie, że Królestwo Polskie zostało dołączone do włości Ludwika Andegaweńskiego. Jego kandydaturę do polskiego tronu zatwierdzono z tej prostej przyczyny, że jego prywatna polityka dynastyczna była całkowicie zgodna z interesami polskich możnowładców. Interesy narodowe niezbyt się liczyły. Po koronacji w Krakowie Ludwik z rzadka odwiedzał Polskę. Rządził przez regentów. Obóz zwolenników Andegawenów skupiał się wokół głównych rodów szlacheckich Małopolski - Tęczyńskich, Melsztyńskich, Tarnowskich, Kurozwęckich. Byli oni dość zadowoleni z istniejącej sytuacji, która oznaczała pozostawienie ich samym sobie w stopniu, jaki byłby nie do pomyślenia za czasów Kazimierza Wielkiego. Natomiast opozycja skupiła się wokół byłych ministrów zmarłego króla - arcybiskupa Jarosława, kanclerza Janusza Suchywilka czy podkanclerzego koronnego Janka z Czarnkowa - i obejmowała możnowładców Wielkopolski i Kujaw. Byli oni gotowi intrygować na rzecz Piastów i bardzo prędko zaczęli się odwoływać do metody zbrojnego oporu. Starcia powtarzały się przez cały okres panowania Ludwika. Ostatni spośród wielkich wojowników Wielkopolski, Bartosz z Odolanowa, nie ustąpił z pola aż do r. 1382 - roku śmierci Ludwika. Regentom nie przypadły w udziale łatwe rządy. Najpierw funkcję tę sprawowała matka króla, Polka, Elżbieta Łokietkówna, która wycofała się w 1376 r. po krwawym starciu między jej węgierską strażą a polskim garnizonem w Krakowie. Drugi z kolei regent, Władysław, książę opolski, wytrwał na stanowisku przez pięć lat. Trzeci, Zawisza z Kurozwęk, miał rządzić z pomocą kwadrumwiratu możnowładców; nie udało mu się jednak narzucić im swego autorytetu. Kolejni regenci - córka króla Maria i jej małżonek Zygmunt Luksemburski, książę brandenburski, nie zdołali nawet rozpocząć rządów przed końcem panowania Ludwika.

Opór możnowładców Ludwik leczył tym samym lekarstwem, które wcześniej skutecznie przepisywał na Węgrzech. Nie troszcząc się zbytnio o losy Królestwa, przekupywał ich rozległymi przywilejami prawnymi i społecznymi. W r. 1351 uspokoił magnatów na Węgrzech, zatwierdzając prawo majoratu, które zapobiegało rozdrabnianiu wielkich majątków. Obecnie szykował się w Polsce do jeszcze dalej idących ustępstw. W zimie 1373/4 r. wezwał przedstawicieli Polski do swej rezydencji na Słowacji i po wielu targach, 17 września 1374 wydał ostatecznie słynny Statut koszycki. Potwierdzając wszystkie dawniejsze prawa i immunitety nadane szlachcie przez polskich Piastów, zwłaszcza zaś autonomię poszczególnych prowincji, Ludwik ograniczył wszelkie formy świadczeń i zobowiązań ze strony szlachty do zaledwie trzech kategorii. Po pierwsze, szlachta miała płacić poradine, czyli podatek od gruntów, w ustalonej wysokości 2 groszy od każdego łanu ziemi, będącej własnością prywatną, uprawianej przez chłopów. Po drugie, była zobowiązana do bezpłatnej służby wojskowej w czasie wojennych działań obronnych w obrębie granic Królestwa. I wreszcie, na szlachtę nakładano obowiązek utrzymywania i naprawy własnych zamków i fortyfikacji. Rozszerzono przywileje miast. Kraków otrzymał prawo składu, co pozwalało miejscowym kupcom na sprawowanie kontroli nad całym przywozem towarów do miasta. Ponadto Ludwik rozpoczął realizację szeroko zakrojonego programu „restytucji”, czyli systematycznego ponownego rozdziału ziem koronnych bezprawnie przywłaszczonych przez szlachtę po ich niedawnym zdobyciu przez Kazimierza Wielkiego. W obliczu takiej hojności żaden możnowładca nie mógł trwać w oporze.

Jedyny dłuższy pobyt Ludwika w Polsce - w latach 1376-77 - nastąpił w związku z wybuchem zamieszek na Rusi Czerwonej; prowincję tę król uważał za odrębne księstwo, gdzie interesy Węgier nie ustępowały interesom Polski. Na początku swego panowania powierzył rządy na Rusi Władysławowi, księciu opolskiemu, i eksperyment ten powiódł się znakomicie. Założono osady niemieckich kolonistów. Zapewniono przywileje dla miast - Lwowa, Rzeszowa, Jarosławia, Krosna, Sanoka. Popierano handel z obszarami w rejonie Morza Czarnego. W 1375 r. w Haliczu założono arcybiskupstwo rzymskokatolickie, rzucając w ten sposób wyzwanie supremacji religii prawosławnej. Potem, w r. 1376, z lasów na wschodzie wyłoniły się nieoczekiwanie wojska litewskie pod dowództwem synów Gedymina, Kiejstuta i Lubarta, i spustoszyły całą prowincję. Wzięto w niewolę tysiące jeńców. Zanim Kiejstut zawrócił w stronę domu, dotarł aż do bram Krakowa. Ludwik osobiście stanął na czele akcji odwetowej. W 1377 r. armia polsko-węgierska przekroczyła granicę Litwy. Zajęto ziemie chełmską i bełzką, które zostały przyłączone do Rusi Czerwonej. Władysław opolski został usunięty i przeniesiony do Krakowa, skąd miał sprawować rządy nad wszystkimi ziemiami polskimi. Rządy na Rusi Czerwonej przekazano w ręce zarządców węgierskich.

We wszystkich swych politycznych poczynaniach Ludwik kierował się przede wszystkim troską o sukcesję andegaweńską. Przeżyły dwie z jego córek, nie doczekał się jednak syna. W 1374 r. w Koszycach uzyskał od polskich możnowładców obietnicę, że jedna z córek obejmie po nim sukcesję w Polsce, ale ogłoszona przez niego w r. 1382 jednostronna nominacja Marii jako regentki robiła wrażenie szytej grubymi nićmi próby zapewnienia sobie prawa pierwokupu. Posunięcie to oburzyło większość polskich możnowładców tak dalece, jak dalece rozgniewało Madziarów. Wojna domowa zaczęła dojrzewać, jeszcze zanim nieoczekiwana śmierć króla wyzwoliła otwarty konflikt. W Wielkopolsce jedno ze stronnictw ponaglało męża Marii, Luksemburga, aby bez dalszej zwłoki przejął tron. Drugie stronnictwo, na zjeździe szlachty w Sieradzu, obrało królem Piasta - Ziemowita, księcia mazowieckiego. Ugrupowanie trzecie, skupione wokół możnowładców Małopolski, opowiedziało się za kompromisem. Po wielu kłótniach zgodzono się na kandydaturę młodszej siostry Marii, Hedvig, która była zaręczona z księciem austriackim Wilhelmem von Habsburgiem. Podczas drugiego zjazdu w Sieradzu, pod koniec 1383 r., rzecznik kompromisu, Jaśko z Tęczyna, kasztelan wojnicki, przekonał swoich oponentów, aby ustąpili. Hedvig miała zostać wybrana królową Polski pod warunkiem zerwania unii z Węgrami. Układ został przypieczętowany, zaproszenie wysłane i przyjęte. Na przestrzeni 1384 r. rozczarowani kontrkandydaci nawzajem doszczętnie się wyniszczyli. Po wielu krwawych starciach, mała księżniczka andegaweńska, która liczyła sobie wówczas dziesięć lat i siedem miesięcy, została 15 października ukoronowana w Krakowie jako królowa Jadwiga. Ostatecznie nie podniósł się przeciwko niej ani jeden głos.


Historycy muszą sobie zadawać pytanie, czy starania Ludwika ostatecznie się opłaciły. Z pewnością oddał w zastaw szczęście swoich córek w zamian za niepewną przyszłość. Utrzymanie wystawionego na liczne zagrożenia stanu posiadania jego rodziny zależałoby oczywiście w takiej samej mierze od mężów jego córek, jak i od nich samych; a jedna z nich w ogóle nie była jeszcze zamężna. Takie były jednak niepisane reguły tamtych czasów. Ludwik był silnym dynastą, lecz partię dynastyczną musiał rozgrywać słabymi kartami. Żaden sukces nie był w stanie zrównoważyć klęski, jaką był brak męskiego potomka. W gruncie rzeczy jednak Polska była zaledwie jedną z jego licznych posiadłości i odrobina zamieszania w tym kraju nie oznaczała jeszcze ostatecznej katastrofy. Jeśli zaś chodzi o względy konstytucyjne, można by utrzymywać, że celem Statutu koszyckiego było jedynie zyskanie na czasie. Rozwój silnej władzy wykonawczej oraz mocnego aparatu finansowego i wojskowego na wzór modelu węgierskiego zrównoważyłby niewątpliwie owe wczesne ustępstwa i zapewnił królowi dogodną pozycję dla odzyskania własnych prerogatyw. I tak właśnie prawdopodobnie wyglądał plan Ludwika. W każdym razie śmierć przeszkodziła mu w jego realizacji. Węgierska korona św. Stefana przeszła w ręce dynastii luksemburskiej. Korona Polska - a także los dynastii andegaweńskiej - spoczęła na kruchych skroniach Jadwigi.

Dla Polski krótkie panowanie Ludwika miało znaczenie decydujące. Przywileje, jakie nadał, nie traciły ważności z chwilą jego śmierci. Oddały one inicjatywę polityczną w ręce szlachty w chwili, gdy zaczynało krzepnąć spoiwo struktur społecznych i państwowych. Stanęły na przeszkodzie działaniom wszystkich kolejnych królów i stworzyły fundamenty długiej tradycji. W wiekach XVI, XVII i XVIII, gdy Królestwo Węgierskie dawno już utraciło niepodległość, polskie przywileje w węgierskim stylu trwały w stanie nienaruszonym.


W owych późniejszych stuleciach związki Polski z Węgrami nadal pozostawały bliskie. Za panowania dynastii Jagiellonów przymierze z Węgrami było jednym z fundamentów polityki zagranicznej. W latach 1440—44, a następnie 1490-1516 książęta polscy byli obierani na tron Węgier. W latach 1576-86 książę węgierski zasiadający na tronie polskim odniósł jako władca największe sukcesy na przestrzeni dziejów Polski. Wspólne obawy sprzyjały wspólnocie postaw. Żywe sympatie oraz kontakty osobiste utrzymywały się nawet wtedy, gdy niemożliwa stawała się współpraca polityczna. Rozbiory Polski stały się odbiciem wcześniejszych losów Węgier. Częściowemu odrodzeniu się Węgier po powstaniu państwa dualistycznego w 1867 r. odpowiadało częściowe odrodzenie się Polski na terenie Galicji. W XIX w. dwa podobne do siebie ruchy narodowe wyrosły z zasadniczo podobnych do siebie dziejów, dając początek wzajemnej przyjaźni będącej czymś unikalnym wśród antagonistycznych narodowości tej części świata. W XX w. dwie niepodległe republiki, wtłoczone między Niemców a Rosję, stały się świadkami równoległych wydarzeń. Nawet w komunistycznej Europie Wschodniej dwie bratnie partie przejawiają rzadkie oznaki prawdziwego braterstwa. Do dziś dnia każdy niemal mieszkaniec Krakowa i Budapesztu potrafi zacytować - po polsku lub po węgiersku - starą rymowankę:


Węgier, Polak, dwa bratanki.

Tak do szabli, jak do szklanki.


Magyar es lengyel jó barat

Karddal s pohar kozt egyarant. [59]




V. JAGIELLONOWIE. Unia z Litwą (1386-1572)

Litwini poczytywali sobie za powód do dumy to, że byli ostatnim pogańskim ludem w Europie. W wiekach XIII i XIV, kiedy wszyscy ich nadbałtyccy sąsiedzi - Prusowie i Jaćwingowie (Sudowianie) na południu oraz Łotysze, Finowie i Estończycy na północy - zostali już nawróceni na chrześcijaństwo, oni wciąż jeszcze się opierali. Co więcej, za panowania wielkiego księcia Giedymina (ok. 1275 - 1341), kosztem swych chrześcijańskich sąsiadów zbudowali potężne państwo ogromnych rozmiarów. Ponieważ Zakon Krzyżacki bronił im dostępu do Morza Bałtyckiego, ich energia zwróciła się od etnicznych obszarów położonych między Niemnem i Dźwiną w kierunku na południe i wschód. Tu nie spotykali się ze zbyt silnym oporem. Księstwa ruskie położone na drodze ich ekspansji były zdemoralizowane przez tatarskie jarzmo, samo zaś imperium mongolskie stale się kurczyło. Stuletni okres najazdów, wznoszenia zamków obronnych i zbierania trybutów przyniósł zdumiewające rezultaty. Rusią Czerwoną podzielono się z Polską w 1349 r. W 1362 r., w wyniku bitwy nad Sinymi Wodami w zakolu Dniepru, syn Giedymina Olgierd ostatecznie rozbił tatarską potęgę. Kijów został zdobyty w r. 1363, Połock w r. 1375, Smoleńsk w r. 1403. W latach siedemdziesiątych XIV w., kiedy Ludwik Węgierski rządził w Polsce i na Węgrzech, Litwa mogła już rywalizować z imperium andegaweńskim. Ośrodkiem władzy centralnej była starodawna stolica Vilnius, a w państwie dominowała elita pogańskich wojowników, którzy swoje życie i majątki uważali za absolutne patrymonium księcia. Kraj zamieszkiwali głównie Słowianie Wschodni, wyznający prawosławie. Językiem oficjalnym był język ruski - odmiana zwana dziś starobiałoruskim. Tak wielkie sukcesy miały jednak oczywiste strony ujemne. Jak w przypadku wszystkich pierwotnych państw zjednoczonych na drodze podbojów - imperiów Kanuta Wielkiego, Ruryka czy Dżyngis-chana, czy choćby Bolesława Chrobrego - istniało bardzo realne niebezpieczeństwo, że Litwa rozpadnie się równie szybko jak powstała. Była jak kopiec z kamieni rzuconych na niegościnną równinę i nie połączonych ze sobą żadną zaprawą. Aby go zburzyć, wystarczyło buntu poddanych, waśni wodzów czy najazdu sąsiadów. Litwa, dumna i ufna w opiekę boga piorunów Perkuna, była w gruncie rzeczy samotna i wystawiona na niebezpieczeństwo.[60]

Jogaila, czyli po polsku Jagiełło, a po łacinie Iagiellonus (ok. 1351-1434), wstąpił na tron litewski w kwiecie wieku, jako dwudziestosześcioletni mężczyzna; dożył lat 83. Polaków nie wyróżniał spośród swych sąsiadów; nie darzył ich szczególną miłością i w swym pogańskim umyśle uważał za sługi „niemieckiego Boga”. Zanim wstąpił na tron polski, zastępy jego najeźdźców i awanturników regularnie przekraczały granicę, uprowadzając jeńców i unosząc łupy. Na zachodnim horyzoncie zbierały się jednak nieuchronnie katolickie chmury. Konsolidacja Polski pod rządami Kazimierza Wielkiego zbiegała się z nieustępliwym naporem państwa krzyżackiego, którego wielki mistrz, Winrich von Kniprode (1352-82), z najwyższą gorliwością wypełniał swe zadania. Pobiwszy Litwinów w 1370 r. w bitwie pod Rudawą, rozpoczął kolonizację na odludziach Żmudzi. Papież dał mu pełną swobodę w nawracaniu Litwinów i wielki mistrz nie ukrywał bynajmniej swych zamiarów potraktowania ich w taki sam sposób, w jaki potraktowano Prusów. Jogaila nie był w stanie powstrzymać naporu dwóch katolickich potęg naraz. Zdawał sobie sprawę, że na dłuższą metę pozostanie mu jedynie wybór sposobu nawrócenia - a sposobem najmniej przyjemnym byłoby nawracać się pod groźbą krzyżackiego miecza. Chrześcijaństwo nadchodziło - jeśli nie w ten sposób, to w inny. Ku przyjaźni z Polską skłaniało go zatem chłodne wyrachowanie w kwestii racji stanu. Wiedział niewątpliwie o przymierzu, które jego dziad zawarł z Łokietkiem i które przyniosło kilkudziesięcioletnie odroczenie wyroku na północy. Wiedział o małżeństwie swojej ciotki Aldony, które za cenę 26 tysięcy polskich brańców zostało zaaranżowane w tym samym celu. Wiedział, co jest jego obowiązkiem; perspektywa poślubienia węgierskiej księżniczki na wydaniu stanowiła dodatkową premię. Litewscy swaci podjęli pierwsze kroki w 1385 r., zaraz po przyjeździe Jadwigi do Krakowa. Zaproponowano unię małżeńską i polityczną. Był to moment decydujący w życiu obu narodów. Przez cztery długie pokolenia, na przestrzeni 186 lat, Jogaila i jego następcy kierowali Królestwem Polskim i Wielkim Księstwem jak parą koni w jednym zaprzęgu. Patronowali epoce, w której elita litewska uległa polonizacji, Polacy natomiast włączyli się czynnie w życie swoich wschodnich sąsiadów. [61]

Polscy możnowładcy w Krakowie również mieli swoje powody. Po trzynastu latach rządów andegaweńskich, skoro już zdołali się wymknąć spod bezpośredniej kontroli rodzimego władcy, nie mieli ochoty ulec pierwszemu lepszemu, kto - poślubiając Jadwigę - miałby im narzucić swoją wolę. Odrzuciwszy kandydaturę starszej córki Ludwika, Marii, z powodu jej małżeństwa z Zygmuntem Luksemburskim, nie bardzo mogli zaakceptować aktualnego narzeczonego Jadwigi, Wilhelma von Habsburga, księcia austriackiego. Z ich punktu widzenia związek z Litwą był o wiele bardziej interesujący. Jadwidze można było powiedzieć, aby robiła to, co do niej należy. Jej dziewczęce opory, a także opór ze strony Kościoła można było przełamać. 14 sierpnia 1385 r. w Krewię na Białorusi podpisano umowę, na mocy której polscy możnowładcy uzyskiwali zgodę Jogaiły na szereg bardzo korzystnych posunięć. W zamian za rękę Jadwigi książę litewski zgadzał się przyjąć chrzest, nawrócić wszystkich swych poddanych na wiarę rzymskokatolicką, uwolnić wszystkich więźniów i jeńców, których u siebie trzymał, podjąć wspólne działania przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu oraz trwałą unią połączyć Wielkie Księstwo Litewskie z Królestwem Polskim. Na podstawie tej umowy wielkie zgromadzenie polskiego możnowładztwa i szlachty w Lublinie dokonało w lutym 1386 r. wyboru Jogaiły, którego znali jako „Jagiełłę”, na króla polskiego.

Dla Jadwigi było to przeżycie bardzo bolesne. Miała jedenaście lat i praktycznie była zupełnie sama w obcym kraju. Kazano jej porzucić młodego człowieka, z którym była zaręczona od wczesnego dzieciństwa, i poślubić poganina - starego kawalera, przeszło trzy razy starszego od niej, z którym nawet nie mogła się porozumieć. Była inteligentna, ładna, wykształcona, uzdolniona muzycznie i zupełnie bezbronna. Po jej samotnej koronacji na Wzgórzu Wawelskim, która odbyła się 15 października 1384 r., habsburski książę przyjechał upomnieć się o swoją narzeczoną. Wśród niemieckiej ludności Krakowa zapanowała radość. Z miejskich lochów wypuszczono wszystkich więźniów. Radość ta nie trwała jednak długo. Jadwiga patrzyła, jak kasztelan krakowski wdarł się na zamek królewski, aby przepędzić nieszczęsnego Habsburga z kraju. Zwróciła się do matki, która nie chciała o niczym wiedzieć, i do arcybiskupa, który ją poinformował, że zaręczyny zostały unieważnione. Po tygodniach rozpaczliwych modłów poddała się nieuchronnemu losowi. 15 lutego 1386 r. Jogaiłę pokropiono chrzcielną wodą i przemieniono w chrześcijańskiego księcia, nadając mu imię Władysław (Ladislaus) - odtąd oficjalnie znany był jako Władysław Jagiełło. W trzy dni później odbył się ślub, w marcu zaś - wspólna koronacja.

Nic dziwnego, że potraktowana w ten sposób Jadwiga zwróciła się ku życiu w chrześcijańskim miłosierdziu. Pogardzała możnymi i kochała ubogich. Podarte szczątki peleryny, którą okryła ciało pewnego utopionego w rzece kotlarza, stały się chorągwią cechu kotlarzy. Odcisk stopy, którą oparła na kamieniu, aby oderwać od pantofelka złotą sprzączkę i dać ją ubogiemu kamieniarzowi, zachowano dla potomności, wmurowując go w ścianę jednego z krakowskich kościołów. Gdy w 1399 r. Jadwiga poważnie zachorowała, zamek oblegali chłopi i mieszczanie, którzy znosili kurczęta, jagnięta i grzyby jako dary na intencję jej wyzdrowienia i klęczeli na bruku, modląc się za swoją królową. W ostatnich dniach życia dziękowała Bogu za zwycięstwo odniesione nad Worsklą przez Tatarów nad polskimi i litewskimi możnowładcami - za „upokorzenie ich dumy”. Umarła 17 lipca 1399 r., w wieku 24 lat, pozostawiając cały swój osobisty majątek na wyposażenie Krakowskiej Akademii - Uniwersytetu Jagiellońskiego.

I tak interesom dwóch krajów służyły łzy i pokora nieszczęśliwej dziewczyny. Unia zawarta w Krewię uległa zerwaniu z chwilą śmierci Jadwigi, ale argumenty polityczne, które były jej inspiracją, nie straciły aktualności przez całą epokę Jagiellonów. Za każdym razem, gdy wyłaniały się poważniejsze trudności, argumenty te stawały się przyczyną, dla której unię polsko-litewską odnawiano na zasadach coraz ściślejszego zbliżenia obu krajów. Poczynając od unii personalnej w latach 1385-86, owe wzajemne związki coraz bardziej się umacniały, aż do r. 1569, kiedy to perspektywa wygaśnięcia dynastii stała się powodem stworzenia trwałej unii konstytucyjnej. (Proces ten można w zasadzie porównać do wydarzeń, jakie w okresie późniejszym miały nastąpić w dziejach Anglii i Szkocji, gdzie unia personalna zawarta za panowania Stuartów w 1603 r. doprowadziła wyboistą drogą ku Aktowi Unii z r. 1707 i utworzeniu w r. 1801 Zjednoczonego Królestwa).

Pierwszy etap nastąpił w r. 1401. Ponieważ Jagiełło i Jadwiga nie mieli dzieci, trzeba było ustalić mechanizm przyszłej sukcesji. Spotkawszy się w dwu odrębnych obozach w Radomiu i Wilnie, możnowładcy Polski i Litwy ustalili, że w przyszłości żadne decyzje nie zostaną podjęte bez wspólnych konsultacji. Na mocy tak zwanego aktu wileńsko-radomskiego kuzyn Jagiełły Witold (Vitovt) miał dożywotnio sprawować rządy na Litwie; po jego śmierci Litwa miała powrócić do Jagiełły i jego następców. Gdyby Jagiełło umarł bezpotomnie, o przyszłości jego dwóch królestw miała zadecydować wspólna zgoda.

Etap drugi zakończył się 2 października 1413 r. wraz z podpisaniem unii w Horodle na Wołyniu. W gruncie rzeczy na mocy tej unii polscy panowie oraz litewscy bojarzy łączyli się, tworząc jedną warstwę społeczną. Jedno z licznych postanowień unii brzmiało, że decyzje w sprawach dotyczących obu krajów mają być podejmowane na wspólnych zjazdach szlachty polskiej i litewskiej i że panowie polscy mają uczestniczyć w wyborze wielkiego księcia litewskiego. W ten sposób ostatecznie odrzucono ściśle monarchiczną zasadę, której podstawy już wcześniej podważyły wydarzenia z lat 1370, 1384-86 i 1401. Najbardziej godny uwagi jest jednakże duch, w jakim przyjęto te postanowienia. Serca uczestników zjazdu w Horodle rozgrzało niedawne zwycięstwo nad Zakonem Krzyżackim i na pewno zdawali sobie oni sprawę z wagi obustronnych korzyści. Szlachta polska uzyskiwała stały udział w decydowaniu o sprawach wewnętrznych swych litewskich partnerów; Litwini otrzymywali gwarancję odrębnej tożsamości własnego państwa i jego władcy. Cynik mógłby powiedzieć, że w takich warunkach nietrudno o wspaniałomyślność. Ale chwile wspaniałomyślności są rzadkim zjawiskiem; tekst preambuły do aktu unii horodelskiej zasługuje na uwagę:


Wiadomo wszystkim, że nie dostąpi zbawienia, kto nie będzie wspierany tajemnicą miłości (...) Przez nią prawa się tworzą, królestwa rządzą, miasta porządkują i stan rzeczypospolitej do najlepszego końca dochodzi (...) a kto nią wzgardzi, wszelkie dobro utraci.[62]


W czasach późniejszych, gdy osłabione państwo polsko-litewskie stało się pośmiewiskiem i ofiarą silniejszych od siebie wrogów, słowa te były pociechą i przypomnieniem szczytnych zasad, na jakich stworzono unię. Tak więc szlachta Polski i Litwy z ufnością patrzyła w przyszłość. Stali się jednym narodem, zjednoczonym w imię wspólnych zamierzeń i wspólnych celów. Odtąd być „obywatelem polskim” oznaczało tyle samo, co być obywatelem państwa polsko-litewskiego; tak jak być obywatelem brytyjskim, w odróżnieniu od bycia Anglikiem lub Szkotem. Podobnie jak w przypadku Anglików i Szkotów, nie oznaczało to jednak, że Polacy i Litwini zatracili poczucie własnej tożsamości. Nawet ta przeważająca część ludności, która ani nie korzystała z praw politycznych przysługujących klasie rządzącej, ani też nie dzieliła z nią ich polskiej kultury czy języka, mogła czuć się dumna z osiągnięć nowo powstałego państwa.

Porównania z krajami sąsiednimi bynajmniej nie wypadały niekorzystnie. Strategiczne bezpieczeństwo kraju nie było zbyt poważnie zagrożone. Na północy trzy królestwa Skandynawii na zmianę to rzucały się sobie w ramiona, to wiodły ze sobą zajadłe spory. Na wschodzie imperium mongolskie rozpadło się na poszczególne ordy. Nowogród był pokojowo nastawioną republiką handlową. Księstwa rosyjskie - pskowskie, twerskie, moskiewskie, riazańskie i wiackie - były małe, a ponadto nie żyły ze sobą w zgodzie. Na południu Luksemburgowie w Czechach stanowili skuteczną przeciwwagę dla ambicji swoich węgierskich kolegów. Turków całkowicie absorbowały wydarzenia na Bałkanach. Nawet po upadku Konstantynopola w 1453 r. nie zdradzali oni żadnych zamiarów przekroczenia Dniestru. Na zachodzie cesarstwo chyliło się ku upadkowi, padłszy ofiarą swych własnych księstw składowych. Francja i Anglia toczyły wojnę stuletnią. Hiszpania wciąż jeszcze była zajęta walką o odzyskanie utraconych terytoriów. Włochy wprawdzie wspaniale się rozwijały, ale osłabiało je rozbicie. Była to epoka, w której nie istniały wielkie mocarstwa. Aż do czasu rozwoju potęgi Moskwy, Habsburgów i państwa otomańskiego pod koniec XV w., Europa Środkowa żyła w stanie ciągłego zamętu, nie istniały tu jednak żadne ośrodki poważniejszego zagrożenia.

Jedynym naprawdę uciążliwym i przewlekłym problemem był Zakon Krzyżacki. Spory trwały bez końca - o prawo składu miast leżących nad Wisłą, o warunki prawne osadnictwa, o kolonistów niemieckich na ziemiach litewskich. W 1398 r. wielki mistrz odebrał Gotlandię jej pirackim władcom, w 1402 r. zajął brandenburską Nową Marchię, w r. 1404 zaś - Żmudź. Nadszedł czas porachunków. Po r. 1386 przyjęcie przez Litwę chrześcijaństwa pozbawiło Zakon Krzyżacki jego podstawowej raison d'etre. Nie miał on jednak najmniejszego zamiaru zwijać interesu. Mimo że Krzyżacy zostali pozbawieni dopływu sił z nowo powstałego połączonego państwa Polski i Litwy, dysponowali oni wielkimi rezerwami wojskowymi, umiejętnościami technicznymi oraz poparciem dyplomatycznym z zewnątrz. Bronili swych zdobyczy z zajadłą determinacją. Dwie poważniejsze wojny - wielka wojna w latach 1409-22 oraz wojna trzynastoletnia w latach 1454-66 - nieco tylko poskromiły pychę Zakonu i ograniczyły zajmowane przez niego terytoria. W latach trzydziestych XV w. w ramach koalicji polskich możnowładców z czeskimi taborytami zorganizowano szereg wypraw, które dotarły do wybrzeży Morza Bałtyckiego. Wreszcie w latach 1519-21 sprawy przybrały taki obrót, że wydawało się, iż kolejna poważniejsza wojna doprowadzi do ostatecznego starcia na śmierć i życie; wtedy, w r. 1525, Zakon został nagle zsekularyzowany i rozwiązany. Jednym jedynym posunięciem reformacja osiągnęła to, czego Polska i Litwa nie zdołały osiągnąć przez ponad półtora wieku.

Sprawa organizacji wojska wymagała stałej uwagi. Do połowy XV w. dawna feudalna armia dość skutecznie spełniała swoje zadania. Sama tylko Polska - bez Litwy - wystawiała 18 tysięcy rycerzy. Grody obronne i miasta otoczone były murami z ziemi i kamienia, co umożliwiało odpieranie ataków artylerii oblężniczej. Później jednak zaczęły się wyłaniać poważne trudności. Armia dawnego typu nie mogła sprostać zadaniom otwartej walki na południu i wschodzie. Rycerzom nie zawsze udawało się dotrzeć na odległe miejsca wojennych akcji przed zakończeniem całej sezonowej kampanii. Przypadkowe dochody, które trzeba było wydać, zanim zostały zebrane podatki gruntowe, przestały już wystarczać. Pospolite ruszenie należało uzupełnić stałą armią zaciężną. W latach dziewięćdziesiątych XIV w. uczyniono pierwszy krok w tym kierunku, tworząc, w celu obrony Rusi Czerwonej przed najazdem Tatarów, oddziały obrony potocznej, złożone z ok. 2000 ludzi. W 1526 r. obronie przyznano stałe subsydium finansowe. Wreszcie w r. 1563 ustanowienie kwarty, czyli stałego podatku od dochodu z dóbr królewskich, zapewniło środki na utrzymanie stałej armii zaciężnej. Mimo to liczba wojska stale malała. Każda kampania stwarzała konieczność przyznania przez sejm dodatkowych funduszy. W r. 1532 dochód z podatku gruntowego, ustalonego na 12 groszy od łanu, wystarczył zaledwie na utrzymanie 3474 konnych rycerzy, którym wypłacono żołd w wysokości 2 złotych miesięcznie. Dowódcy musieli polegać na zaradności własnej i swoich żołnierzy.

Postacią wyjątkową pod tym względem był hetman Jan Tarnowski (1488-1561). Podobnie jak żyjący w tym samym czasie na Zachodzie kawaler de Bayard, „rycerz bez trwogi i skazy” - był on człowiekiem małej postury, lecz o wielkiej sławie. To właśnie Tarnowski przeszczepił stworzone przez husytów pojęcie taboru, czyli transportu wojskowego, na grunt polski i uczynił z niego narzędzie swych licznych zwycięstw w walce z przeważającymi siłami wroga. Zapasy amunicji całej armii wieziono na wielkich sześciokonnych wozach, które mogły przebywać ogromne odległości i które w razie potrzeby można było powiązać ze sobą w długi łańcuch, dzięki czemu w każdym otwartym terenie powstawała błyskawicznie czworokątna forteca. Taki polski tabor, oblegany przez 20 czy 30 tysięcy Tatarów, musiał do złudzenia przypominać jadące przez Dziki Zachód wozy amerykańskich pionierów, atakowane przez Indian. Tarnowski stworzył również służby sztabu głównego nowoczesnej armii, konną artylerię, szpitale polowe utrzymywane z funduszy królewskich, korpus Szancknechte (saperów) oraz oddziały przeznaczone do zakładania obozów i kierowania ruchem taborów, którymi dowodził Probantmaster (oboźny), on też wprowadził „akty hetmańskie”, czyli kodeks dyscypliny wojskowej, sądy wojskowe oraz instytucję kapelanów wojskowych. Doświadczenia praktyczne zebrał w teoretycznej rozprawie Consilium rationis bellicae (Zarys metody wojskowej), opublikowanej w 1558 r. Jego hasłem było „poznaj przeciwnika”; głosił też doktrynę elastyczności w podejmowaniu decyzji wojskowych.

Główny dramat w teatrze wojen z Zakonem Krzyżackim rozegrał się na polach w pobliżu wsi Grunwald w Prusach 15 lipca 1410 r. Na pięć dni przed końcem zawartego wcześniej rozejmu Władysław Jagiełło i jego naczelny dowódca Zyndram z Maszkowic przekroczyli Wisłę w pobliżu miejscowości Czerwińsk, przechodząc po przygotowanym potajemnie moście pontonowym. Przyłączył do nich Witold wraz z armią Wielkiego Księstwa, oddziały czeskie pod dowództwem Jana Żiżki oraz oddziały rycerzy polskich pod wodzą Zawiszy Czarnego z Garbowa, zwanego Czarnym Rycerzem. Zaskoczony w ten sposób wielki mistrz krzyżacki, Ulrich von Jungingen, który oczekiwał ataku w rejonie Dobrzynia, musiał pospiesznie przesunąć swoje wojska na północ, aby odciąć drogę do Malborka. Wspomagana przez moździerze armia złożona z około 27 tysięcy rycerzy - w tym wielu zagranicznych gości - stanęła naprzeciw pstrokatej zbieraniny złożonej z około 39 tysięcy Polaków, Czechów i Litwinów, Żmudzinów, Rusinów, Tatarów i Wołochów. Nim nadszedł wieczór, prawie połowa Krzyżaków nie żyła. Wielki mistrz poległ. Jako zakładników wzięto 14 tysięcy jeńców. Zdobyto obóz krzyżacki, a wraz z nim dziesiątki wozów wyładowanych żelaznymi kajdanami, które były przeznaczone dla polskich jeńców, nim role się odwróciły. Władysław Jagiełło - wspaniały w swej srebrzystej zbroi, stojąc na szczycie pagórka, przyjął sztandar pruskiego biskupa Pomorza, który następnie wysłał jako trofeum do Krakowa. Razem ze sztandarem wysłał też list do swojej drugiej żony, Anny Cylejskiej, w którym opisał wydarzenia dnia:


Preclara, princeps, illustris consors nostra carissima! (...) Feria autem tercia, in die festo divisionis apostolorum, magister cruciferorum cum omni potencia sua nostris appropinquavit (...) Et dum iam se mutuo aspiciebamus, magister cruciferorum et mareschalcus nobis et preciaro principi domine Widoldo, fratri nostri carissimo, per sous herroldos duos gladios direxerunt sic dicentes: „Noveritis, rex et Widolde, quod in hac hora vobiscum conflictum faciemus et hos gladios vobis pro subsidio dono damus (...)” Quibus (...) respondimus „Gladios, quos nobis dixreistis, receprimus et in Christi nomine, qui cervices conterit superborum, conflictum, vobiscum faciemus;” (...) Denique sine mora premissis exercitibus, sicut premittitur, ordinatis, cum ipsis vemmus m conflictum, ubi infmitis cesis cum modico nostrorum detrimento (...) magistrum generałem et marschalcum predictos, Szwortzborg, Helbingensem et alios multos cruciferorum commendatores peremimus et alios in rugam convertimus et insequi propria persona per duo militaria fuerunt insecuti, qui tunc fugientes et in aquis et fluviis, quo in via fugiendo habuerunt, infiniti sunt submersi et reliqui interfecti, quod paucissimi evaserunt (...).[63]


Trudno powiedzieć, co się właściwie wydarzyło. Polskie źródła przypisują zwycięstwo polskiej straży królewskiej, która widząc, że załamał się opór Litwinów, ruszyła do natarcia ze swej pozycji przy królu, zmiatając centrum wojsk krzyżackich. Źródła rosyjskie podkreślają rolę oddziałów smoleńskich, które ruszyły do ataku, gdy załamał się opór Polaków. Większość źródeł współczesnych traktuje tę bitwę jako narodowe - jeśli nie rasowe - starcie Niemców i Słowian, czyli jako coś, czym w sposób oczywisty nie była. W niemieckiej mitologii była to katastrofa, którą pomszczono dopiero w r. 1914, odnosząc zwycięstwo w bitwie pod pobliską wsią Tannenberg. W mitologii radzieckiej natomiast jest to poprzedniczka bitwy pod Stalingradem.

Niewątpliwym faktem pozostaje, że dla wielkiego mistrza nie zakończyła się ona szczęśliwie. Kwaterę główną Zakonu trzeba było pospiesznie przenieść do Królewca (Kónigsberg), ponieważ Malbork (Marienburg) był oblężony. Na mocy pokoju zawartego l lutego 1411 r. w Toruniu zatwierdzono istniejące granice oraz zagwarantowano wolny handel wzdłuż Wisły. Zakon warunkowo wycofał się ze Żmudzi. Jak na tak słynną bitwę, były to warunki bardzo umiarkowane. W połowie wieku toczyła się wojna trzynastoletnia o wschodnie Pomorze - tereny, które były wtedy znane pod nazwą Prusy Zachodnie. W 1454 r. główne miasta tej dzielnicy - Gdańsk, Toruń i Elbląg - zbuntowały się przeciwko Zakonowi, utworzyły Związek Pruski i zwróciły się o opiekę do króla polskiego. 6 marca 1454 r. podpisano w Krakowie „akt inkorporacji Prus Królewskich” do Polski.

Po jedynej klęsce poniesionej na początku pod Chojnicami armia polska odzyskała siły, w 1457 r. zajęła Malbork, a w r. 1462, po bitwie pod Żarnowcem, zmusiła Krzyżaków do defensywy. Na mocy drugiego pokoju toruńskiego, podpisanego 19 października 1466 r., dokonano podziału państwa krzyżackiego na dwie części. Zachodnia połowa miała pozostać w granicach Królestwa Polskiego jako Prusy Królewskie, autonomiczna dzielnica z własnym sejmem. Połowa wschodnia, zwana też Prusami Wschodnimi, miała pozostać przy Zakonie, ale na prawach lenna Polski. Część państwa krzyżackiego leżąca na terenie Inflant zachowywała niepodległość. W niemieckiej historii ten okrutny „rozbiór Prus”, który tak dotknął Carlyle'a, miał zostać wykorzystany jako usprawiedliwienie kolejnych rozbiorów Polski, zapoczątkowanych w XVIII w. przez Fryderyka Wielkiego.

Mimo kłopotów z Zakonem Krzyżackim, państwa Jagiellonów kontynuowały ekspansję w innych kierunkach. Litwini nadal posuwali się na południe i na wschód. Mimo porażki poniesionej w bitwie nad Worsklą, Witold dotarł do ujścia Dniepru. W 1403 r. przejął panowanie nad wschodnią częścią Podola. Polacy natomiast wkroczyli na Podole od zachodu, w 1430 r. zakładając w Kamieńcu województwo podolskie. Tak więc wiek XV był świadkiem nie tylko cichej ekspansji Polski i Litwy, ale konkurencji między obydwoma krajami, ponieważ ekspansja odbywała się w tym samym kierunku.

W tym okresie państwo Jagiellonów przejęło misjonarską rolę Zakonu Krzyżackiego. W 1387 r., prosto z uroczystości ślubnych w Krakowie, Władysław Jagiełło udał się do Wilna, gdzie ogłosił zniesienie kultu pogańskich bogów. Wycięto święte gaje dębowe, zagaszono wieczny ogień, powywracano posągi Perkuna. Vilnius przemianowano na Wilno. Założono biskupstwo wileńskie, które uzyskało liczne przywileje. Tym spośród litewskich bojarów, którzy przyjęli nową wiarę, zaoferowano wolność osobistą. Szarych ludzi pędzono do chrztu stadami, każdemu nakładano podczas tych masowych uroczystości tę samą białą komeżkę, nadając to samo imię. Pogańskie praktyki religijne zostały schrystianizowane. Polski kult Madonny przyjął na Litwie formę święta św. Marii Perkunatele - Świętej Dziewicy, Matki Perkuna. W 1415 r., podczas soboru w Konstancji, gdzie szczegółowo omówiono spór między Polską a Zakonem Krzyżackim, dotyczący metod działalności misjonarskiej, zadanie nawrócenia Litwy na katolicyzm oficjalnie powierzono metropolii polskiej.

W Konstancji spalono również Jana Husa. Zainicjowany przez niego ruch, jak płomień ogarnął ziemie czeskie, sięgając w głąb Śląska. W polskim społeczeństwie zyskał sobie kilku wysoko postawionych orędowników, od rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Andrzeja Gałki z Dobczyna, po potężnego Spytka z Melsztyna, kasztelana bełzkiego. Husytyzm został potępiony na mocy wydanego przez króla w 1424 r. płomiennego edyktu wieluńskiego, który był początkiem inkwizycji. Wojny husyckie, które przez kilka dziesięcioleci niosły spustoszenie Czechom i wschodniej części Niemiec, rozszerzały się, obejmując tereny położone na wschodzie. W Polsce położyła im kres bitwa stoczona w maju 1439 r. na polach koło miejscowości Grotniki, gdzie Spytek został zabity przez oddziały biskupa krakowskiego Oleśnickiego.

Zbigniew Oleśnicki (1389-1455) był żywym wcieleniem ideału wojowniczego, a jednocześnie konserwatywnego wysokiego dostojnika kościelnego. Odznaczył się pod Grunwaldem, gdzie jego młodzieńcza odwaga i przytomność umysłu uratowały osobę króla przed lancą krzyżackiego herosa. Mitrę zdobył w wieku 34 lat, kapelusz kardynalski - w wieku lat 50. Do końca życia pełnił obowiązki królewskiego sekretarza; był dyplomatą i miał przywilej koronowania królów. W dziedzinie spraw zagranicznych popierał tradycję związku z Węgrami, a w kwestii polityki wewnętrznej opowiadał się za supremacją możnowładztwa. Gorliwie zabiegał o wzmocnienie pozycji Jagiellonów na dworach Europy Środkowej przez ich elekcję na tron węgierski, nie starał się natomiast wywalczyć im analogicznej pozycji w Polsce. Pod koniec życia został przywódcą opozycji. Był zapewne najwybitniejszym z licznych biskupów-polityków - takich jak arcybiskup i podkanclerzy koronny Mikołaj Trąba (1358-1422), arcybiskup i kanclerz Jan Łaski (1455-1531) czy też Piotr Tomicki (1464-1535), biskup przemyski, poznański i krakowski oraz podkanclerzy koronny.

Stosunki Jagiellonów z Kościołem zakłócały nieustanne spory ze stolicą papieską. Były one skutkiem walk z Zakonem Krzyżackim, po którego stronie opowiadał się papież; dodatkowym powodem była rosnąca siła i pewność siebie monarchii. Pierwszy pełniejszy wykład sprawy polskiej pojawił się w dziele Pawła Włodkowica. Ale najwyraźniejsze sformułowanie konsekwentnego programu politycznego znalazło się w Monumentum pro Reipublicae ordinatione congestum (ok. 1475) Jana Ostroroga (1436-1501), nieustraszonego wojewody poznańskiego. Przez całe życie prowadził on kampanię przeciwko władzy papieskiej, domagając się zniesienia annatów i apelacji do sądu w Rzymie oraz nałożenia na kler podatków królewskich. Tak przedstawiało się tło, na którym rozgrywały się wszystkie główne wydarzenia religijne. W 1417 r. arcybiskup Trąba uzyskał tytuł prymasa Polski wraz ze związanymi z nim obowiązkami legata papieskiego i przewodniczącego synodu. W 1463 r., po długich sporach, przyjęto praktykę mianowania opatów i biskupów (których było obecnie dziewiętnastu) bez odwoływania się do kurii rzymskiej. Prawo króla do mianowania opatów i biskupów zostało w 1513 r. oficjalnie potwierdzone przez papieża Leona X. W 1515 r. arcybiskup Łaski wyłudził dla siebie i swoich następców tytuł Legatus natus, legata z urodzenia, z którego natychmiast zrobił użytek, odrzucając prohabsburskie plany Watykanu w sprawie wojny z Turcją. W 1530 r. starzejący się prymas otrzymał papieskie monitorium, czyli ostrzeżenie, które nakazywało mu, aby stawił się przed sądem w Rzymie jako „zdrajca” i sojusznik niewiernych, i w którym papież groził mu ekskomuniką, konfiskatą mienia i finansową ruiną przez nałożenie grzywny w wysokości 25 tysięcy dukatów. Prymas nie zareagował na monitorium i wkrótce potem umarł.

Tacy właśnie jak on uparci biskupi byli zarazem rzecznikami nowego humanizmu i przyczyną wzrostu uczuć antyklerykalnych. Aktywny ruch husycki został zdławiony, ale głosy żądające „zerwania z Rzymem” oraz roztoczenia kontroli nad bogactwem i potęgą Kościoła podnosiły się z coraz większą natarczywością. Grunt dla mającej nadejść w latach dwudziestych XVI w. reformacji był już dobrze przygotowany.

Struktury społeczne szybko ulegały skostnieniu. Panowanie Jagiellonów było okresem, w którym wyłoniło się pięć odmiennych, stanowiących odrębne kategorie, stanów społecznych: duchowieństwo, szlachta, mieszczanie, Żydzi i chłopi. Każdy z tych stanów rządził się odrębnymi prawami i regułami, a zakres jego uprawnień określał dokładnie odpowiedni zbiór szczegółowych przepisów prawnych. O przynależności do danego stanu decydowało w zasadzie urodzenie; droga wiodąca od jednego stanu do drugiego była najeżona przeszkodami. Równolegle do procesu umacniania przez duchowieństwo i szlachtę własnych przywilejów na terenie całego kraju przebiegała analogiczna działalność cechów na terenie miast. Równie trudno było mieszczaninowi zostać szlachcicem, co Żydowi zdobyć prawa mieszczanina lub prawo zakupu ziemi, czy też chłopu zająć się działalnością uprawianą przez Żydów. Podejmowano ciągłe wysiłki w kierunku eliminacji niezależnych grup społecznych. Poczynając od 1421 r., biskupi zamknęli dostęp do kapituł katedralnych wszystkim kandydatom, którzy nie wywodzili się z warstwy szlacheckiej, eliminując w ten sposób liczną grupę duchowieństwa pochodzącego z niższych warstw społecznych, które dzięki własnym zasługom i wykształceniu wspinało się na wyższe szczeble hierarchii kościelnej, zajmując wpływowe stanowiska na poziomie między episkopatem a duchowieństwem poszczególnych parafii. W każdej kapitule dla kandydatów nie należących do stanu szlacheckiego zarezerwowane były zaledwie dwie prebendy - dla doktorów prawa lub medycyny. Szlachta atakowała kurczące się posiadłości wolnego chłopstwa i doprowadziła do wyeliminowania władyków - albo zmuszając ich do przyjęcia wszystkich obowiązków związanych z przynależnością do stanu szlacheckiego, albo też wypędzając ich do miast lub wtrącając w poddaństwo. Cechy zwalczały nielegalne stowarzyszenia rzemieślników a parte, których członkowie, zwani partaczami, czyli działającymi „na uboczu”, starali się omijać przyjetą praktykę w sprawach zatrudniania czeladników i wydawania uprawnień mistrzowskich. Doprowadziły w ten sposób do wypędzenia z miast większości miejskiej biedoty, która szła na służbę do szlacheckich folwarków, oraz przyczyniły się do powstawania w obrębie miast stref wyłączonych spod prawa miejskiego. Strefy te, zwane jurydykami i podlegające wyłącznie jurysdykcji swych właścicieli - magnatów lub wysokiego duchowieństwa, stały się do połowy XVI w. zjawiskiem powszechnym. Często znajdowały się one na peryferiach dzielnic dawnych miast; nierzadko zamieszkiwali je ubodzy Żydzi i z czasem przekształcały się w getta. Również żydowski kahał występował przeciwko odrębnym cechom żydowskim, które także starały się wymknąć spod jego surowej kontroli.

We wszystkich tych konfliktach społecznych stan szlachecki miał wyraźną przewagę. Posiadał monopol na kierowanie zarówno działalnością Kościoła, jak i centralnych organów prawodawczych; stanowił element dominujący w życiu dworu królewskiego, armii i aparatu administracyjnego. W okresie panowania Jagiellonów skład warstwy szlacheckiej ostatecznie się ustalił. Z tego właśnie okresu datują się początki długiej historii licznych rodów szlacheckich, których nazwiska pojawiają się po raz pierwszy w dokumentach i aktach nadania ziemi pochodzących z końca XIV i początku XV w. Spośród nich wyłoniła się niewielka grupa szlachty, która zaczęła gromadzić w swych rękach nieproporcjonalnych rozmiarów majątki oraz zdobywać ogromne wpływy. Chociaż w zestawieniu z magnackimi rodzinami późniejszej epoki Tęczyńscy, Tarnowscy, Odrowążowie, Górkowie, Firlejowie, Szamotulscy czy Melsztyńscy byli zaledwie drobnymi płotkami, w porównaniu z resztą społeczeństwa mieli oni znaczną przewagę. Podczas gdy w epoce Piastów miasta trzymały się z daleka od interesów właścicieli ziemskich i w czasie zajadłych sporów możnowładztwa mogły przejmować rolę arbitrów lub nawet przesądzać o wyborze książąt, teraz miały zostać podporządkowane wszechogarniającym roszczeniom szlachty. Dramatyczną ilustrację tej sytuacji stanowi incydent, który miał miejsce w Krakowie w 1462 r. Otóż Andrzej Tęczyński, brat kasztelana krakowskiego, oddał zbroję do naprawy pewnemu rzemieślnikowi imieniem Klemens. Następnie zamiast należnych 2 dukatów dał mu 18 groszy zapłaty, a gdy płatnerz zaprotestował, postanowił dać mu nauczkę, sprawiając lanie laską. Wywiązała się bójka, do której włączyła się grupa mieszczan, i szlachetnie urodzony brat kasztelana został zlinczowany. Nie zwlekano z odwetem. Ponieważ sprawców morderstwa nie zidentyfikowano i władze miejskie nie były w stanie postawić ich przed sądem, kasztelan pojmał sześciu członków starszyzny miejskiej i w trybie doraźnym kazał im uciąć głowy. Morał był dość oczywisty.

Mimo to wśród patrycjuszy Krakowa, Lwowa i Gdańska znaleźli się niektórzy spośród najbardziej wpływowych ludzi w kraju. Prawnik Baltazar Behem (1460-1508), którego ilustrowany kodeks prawa krakowskiego jest najbogatszym chyba źródłem wiedzy o historii miast tego okresu, czy bankier Johann Boner (ok. 1450- 1523), imigrant z Niemiec, który stał się założycielem szlacheckiego rodu, mogliby z powodzeniem konkurować z każdym przedstawicielem szlacheckiego stanu. Ich pełny wyniosłości dystans w stosunku do problemów rodzącego się miejskiego plebsu był jeszcze większy niż dystans, jaki dzielił pana od chłopów pańszczyźnianych w jego majątkach.

Rozwój gospodarczy posuwał się szybkimi krokami, zarówno na wsi, jak i w mieście. Odzyskanie Gdańska oraz zjednoczenie ziem w dorzeczu Wisły umożliwiły rejonom leżącym w głębi kraju podjęcie handlu zbożem. Stały rozwój rolnictwa w poprzednim okresie zaczął teraz przynosić owoce. Gospodarka folwarczna na szeroką skalę oraz produkcja zbóż na sprzedaż zaczęła przynosić znaczne dochody. To, co w 1400 r. było tylko cienką strużką, do r. 1500 przemieniło się w wartki strumień, w r. 1565 zaś było już prawdziwą powodzią. Ale rozwój rolnictwa nie był zjawiskiem izolowanym. Postęp techniczny i rozwój specjalizacji dawał się zauważyć w każdej niemal dziedzinie rzemiosła. Siłę wodną, znaną od XIII w., zaczęto teraz stosować do napędu licznych urządzeń - od młynów po tartaki, papiernie i wytwórnie drutu. Nastąpił również rozwój w dziedzinie transportu - dzięki naprawie dróg, wprowadzeniu ruchu kołowego w miejsce dawnych koni jucznych, a także systematycznemu wykorzystywaniu rzek i kanałów. Ograniczono też dotychczasowe praktyki utrudniające rozwój handlu: na przykład w Toruniu do r. 1537 wszystkie towary przywożone Wisłą można było zatrzymać na mocy prawa składu. Poważnie rozwinięto górnictwo. Do r. 1563 wydobycie soli w Wieliczce wzrosło trzykrotnie w porównaniu z początkiem XVI w. W ponad stu kuźniach - z czego sześćdziesiąt znajdowało się w samym tylko Zagłębiu Staropolskim - produkowano znaczne ilości żelaza.

Mnożyły się operacje kredytowe i bankowe, przynosząc w efekcie powstanie pierwszych spółek akcyjnych. W latach dziewięćdziesiątych XV w. Jan Turzon z Krakowa założył spółkę do spraw eksploatacji kopalni srebra w rejonie Tatr; w 1525 r. inny krakowianin, Paweł Kaufmann, stanął na czele zjednoczenia metalurgicznego; do przystąpienia do tej spółki nakłoniono wszystkich wielkich magnatów epoki - od Krzysztofa Szydłowieckiego po Jana Tarnowskiego. W wielu spośród tych przedsięwzięć finansowych rolę pierwszoplanową-odgrywała rodzina Bonerów. Pożyczając pieniądze królom i miastom, jej członkowie zdołali skupić w swych rękach wielkie posiadłości i liczne urzędy. W 1514 r. Jan Boner został nobilitowany i objął urząd burgrabiego zamku królewskiego; od r. 1515 był również dzierżawcą żup solnych w Wieliczce. Jego bratanek i spadkobierca, Seweryn Boner (1486-1549), odziedziczył królewską pożyczkę w wysokości 150 tysięcy dukatów i szybko doszedł do wysokiego urzędu wojewody krakowskiego. Jak poprzednio jego stryj, tak i on praktycznie - jeśli nie z urzędu - sprawował kontrolę nad skarbem królewskim.

Rozkwitał zarówno import, jak i eksport. Eksportem zajmowali się przede wszystkim zagraniczni dostawcy lub kupcy żydowscy z Krakowa, Lwowa i Lublina - tacy jak Izaak Brodawka z Brześcia, Eleazer Abramowicz z Tykocina czy Aron Izraelowicz z Grodna. Import spoczywał głównie w rękach rodzimych kupców, którzy wciąż starali się ograniczyć działalność szkockich i niemieckich dostawców, specjalizujących się w handlu wyrobami metalowymi i półsurowcami.

Ten długotrwały rozkwit aktywności w dziedzinie gospodarki pociągnął za sobą cztery podstawowe następstwa. Po pierwsze, stworzył podwaliny ogólnokrajowego „systemu” gospodarczego: polskiego rynku, z którym związane były wszystkie ziemie wchodzące w skład państwa Jagiellonów. Świadczy o tym nie tylko ogólnokrajowe znaczenie Gdańska w tym okresie, ale także powstanie ważnych ośrodków handlu lądowego w Lublinie, Gnieźnie i Toruniu. Po drugie, ruch ten wprowadził Polskę i Litwę w orbitę działania wszystkich czynników gospodarczych szesnastowiecznej Europy, włącznie z rewolucją cen. Inflacja cen wystąpiła w Polsce i na Litwie w dwudziestych latach XV w., pociągając za sobą na przestrzeni stulecia 300-procentowy wzrost cen towarów w porównaniu ze 100-procentowym wzrostem wynagrodzeń. Po trzecie, doprowadził życie miast do szczytowego znaczenia. Po czwarte wreszcie, przyniósł ze sobą gruntowną reformę systemu monetarnego. Pod koniec XV w. przeważało pięć czy sześć regionalnych walut - w Prusach, na Litwie, na Śląsku, w Gdańsku i na Mazowszu - będących w obiegu obok wielkiej rozmaitości zdewaluowanych polskich monet srebrnych i zagranicznych dukatów; świadczyło to nie tylko o istnieniu spójnego obszaru monetarnego z wolnym obiegiem pieniądza, ale także wskazywało na niewystarczalność dotychczasowego systemu. Od czasów Kazimierza Wielkiego mnożące się na rynku monety systemu groszowego zawierały coraz mniejszy procent czystego srebra. Na przestrzeni XV w. kwartnik z 1396 r. spadł do jednej trzeciej swojej pierwotnej wartości, natomiast denar nabrał wartości dwukrotnie wyższej niż dawniej. Wobec tego w 1528 r. wprowadzono w Polsce system oparty na złotym. Tak zwany czerwony złoty, czyli polski dukat, zawierał 3,5 grama złota; wartość srebrnego złotego ustalono na 23,1 grama srebra na skali monetarnej, według której l złoty = 5 szóstaków = 10 trojaków = 30 groszy = 90 szelągów = 180 tematów (trzeciaków) = 540 denarów. Chociaż w wielu miejscach jako jednostki przeliczeniowej nadal używano grzywny (marki), nowym systemem monetarnym objęto w r. 1528 Prusy, w r. 1569 zaś - Litwę. Również w r. 1569, aby wypełnić, lukę między monetami złotymi i srebrnymi, wprowadzono srebrnego talara. Miał on wartość jednego czerwonego złotego lub ośmiu srebrnych złotych i dzielił się na 4 orty.[64] Według tej skali jeden talar, czyli dukat, był wart 240 groszy lub 4320 denarów. Oczywista prostota tego systemu jest wymownym świadectwem zawiłości panującego poprzednio chaosu.

Rozwój miast i handlu sprzyjał dalszej ekspansji społeczności żydowskiej. Władcy z dynastii Jagiellonów regularnie potwierdzali postanowienia podstawowej karty przywilejów Żydów z 1264 r. Począwszy od 1515 r. Zygmunt I popierał imigrację żydowską, zwłaszcza z terenów Austrii. Znaczna liczba aktów wykluczających, de non tolerandis Judeis, a przyznawanych przez króla poszczególnym miastom, miała na celu jedynie podkreślenie faktu, że Żydom zezwalano na osiedlanie się we wszystkich innych częściach Królestwa. Podstawy autonomii Żydów zostały stworzone pod patronatem króla. Porzucono wcześniejsze próby oddania Żydów pod opiekę naczelnych rabinów, mianowanych przez króla osobno dla Polski i Litwy. Zamiast tego przyjęto zasadę, że obieralna starszyzna kahału, czyli gminy żydowskiej, ma sama kierować jej sprawami. W poszczególnych miejscowościach nadzór nad społecznością żydowską, a także jej ochronę, sprawować miał wojewoda lub starosta królewski. W 1530 r. Żydzi otrzymali zezwolenie na utworzenie Trybunału Żydowskiego w Lublinie. W 1549 r. uprawniono ich zarówno do ustalania wysokości, jak i pobierania pogłównego, czyli „podatku od głowy”. W ten sposób Żydzi nabierali stopniowo cech odrębnej i określonej w sensie prawnym warstwy społecznej. W sprawach finansowych ustanowili godną pozazdroszczenia praktykę, w myśl której wolno im było swobodnie targować się z urzędnikami królewskimi. Jak widać z raportu pełnomocników rządu, którzy w 1564 r. prowadzili rozmowy ze starszyzną krakowskiego kahału, obie strony zajmowały w tych negocjacjach równie bezkompromisowe stanowisko:


Stanęli przed rewizorami Żydowie starsi, na imię Salmon Kraśnik, Józef Lyblich, Aleksander doktor, Salmon Landa. Pytani pod zagrożeniem przysięgi o podatku, o dani dorocznej do skarbu KJM powiedzieli, że starodawna od zasadzenia przedków swych w Krakowie płacą na każdy rokprofesto s. Martini do skarbu KJM aureos fl. 200. Ale teraz indzie tę sumę obracają, bo płacą p. Grabowieczkiemu fl. in auro 100, a panu też Łukaszowi in auro drugie fl. 100. Item pytani, co by za czynsz do skarbu KJM okrom tego dawali z jatek rzeźniczych i z inszych rzemiosł, także z kupiestwa, powiedzieli, że mają nadane wolności od królów polskich i konfirmacyją od KJM pana naszego dzisiejszego na te handle i kupiestwa, które wiodą. Ale listów żadnych nie ukazywali przed pany rewizory. Opowiedzieli się też ci Żydowie, iż nad prawa i wolności ich biorą z nich na wielu miejscach cła niezwyczajne od osób i od próżnych wozów. Proszą, aby mogli być wolni od takiego ucieszenia.[65]


Rokowania tego rodzaju kończyły się zazwyczaj ustaleniem rocznej wysokości pogłównego, którego podniesienie pozostawiano starszyźnie. Z punktu widzenia Korony, wyniki nie były w pełni zadowalające. Podobnie jak w przypadku płaconego przez szlachtę podatku od ziemi, którego wysokość również ustalali sami płatnicy, królewscy urzędnicy nigdy nie mogli mieć pewności, że otrzymują tyle, ile im się istotnie należy. Zygmunt August miał kiedyś poprosić biskupa krakowskiego, aby ten - jeśli nie wierzy w czarną magię zechciał mu wyjaśnić, jakimże to sposobem zaledwie 16 598 Żydów płaci pogłówne, skoro w „podziemiu” żyje ich pono 200 tysięcy.

Przemiany społeczne i ekonomiczne znalazły odbicie w sferze konstytucyjnej. Czterem autonomicznym warstwom społecznym odpowiadały cztery odrębne jurysdykcje. Wiek XIV przyniósł ze sobą ostatnie stadium kształtowania się przywilejów szlacheckich i ustalania się monopolu szlachty w dziedzinie prawodawstwa. Sejmiki ziemskie stały się regularną instytucją; w r. 1497 istniał już także dwuizbowy sejm. Statut Nihil novi z 1505 r. zapewnił trwałość instytucji systemu demokracji szlacheckiej w okresach późniejszych. Miasta zachowały własne skomplikowane przywileje. Niektóre ważniejsze zbiory praw miejskich - zwłaszcza kodeksy Mikołaja Jaskiera i Bartłomieja Groickiego - były powszechnie stosowane. Wyrazem wzrastającego poczucia spójności kulturowej i politycznej stały się najpierw wydrukowane w 1488 r. popularne skróty prawa polskiego, później zaś przeprowadzona w 1523 r. nowa kodyfikacja prawa dworskiego dla Królestwa oraz wydana w 1529 r. pierwsza konstytucja litewska dla Wielkiego Księstwa.

Ograniczeniem monarchii - formalnie nadal dziedzicznej - stały się warunki unii lubelskiej; była ona także w coraz większym stopniu uzależniona od zgody szlacheckich elektorów. Jednocześnie jednak zachowała wiele spośród atrybutów dawnej władzy królewskiej. W odróżnieniu od Litwy, w Polsce król sprawował święte powiernictwo, które nie pochodziło wprawdzie bezpośrednio od Boga, ale które było mu troskliwie przekazywane przez duchowieństwo i przyjmowane przez lud. Jak wskazuje rytuał ceremonii koronacyjnej, król Polski był jednoznacznie zobowiązany do przestrzegania zasad wiary, praw Kościoła oraz tradycji przodków, a objęcie przez niego tronu musiało być zgodne z wolą ludu:

Tunc archiepiscopus interroget eum hoc modo'. Vis fidem sanctam a catholicis viris tibi traditam tenere et operibus iustis observare? Respondent: Volo. Interrogacio'. Vis sanctis ecciesiis ecclesiarumque ministris tutor et defensor esse? Respondent: Volo. Interrogacio: Vis regnum tibi a deo concessum secundum iusticiam patrum tuorum regere et defendere? [W późniejszych formułach: „tenere, regere et defendere”]. Respondent: Volo et in quantum divino fultus adiutorio ac solacio omnium [fideUum] suorum valuero, ita me per omnia fideliter acturum esse promitto. Deinde dominus metropolitanus affatur populum hiis yerbis: Vis talis principi ac rectori te subicere ipsiusque regnum firmare, firma fide stabilire atque iussionibus illius obtemperare iuxta aspostolum: omnis anima potestatibus sublimioribus subdita sit, regi quasi precellenti? Tunc a circunstante dero et apopulo unanimiter dicatur: Fiat, fiat. Amen.[66]


Cytowany tekst, który zachował się jako Codex 17 w katalogu Polkowskiego do manuskryptów z katedry krakowskiej, został przygotowany na uroczystość koronacji Władysława III w r. 1434 i używano go jako podstawy wszystkich kolejnych przysiąg koronacyjnych w epoce Jagiellonów. Używano go także podczas koronacji królów elekcyjnych Rzeczypospolitej Polski i Litwy w okresie od 1574 do 1764 r., z jedną tylko poprawką: oryginalny zwrot regnum a deo tibi concessum (królestwo dane ci jest od Boga) zastąpiono zwrotem regnum tibi a deo commissum vel concessum (królestwo powierzone lub dane ci od Boga). Tak dwuznaczne sformułowanie poprawionego tekstu pozostawiało królowi pewne wątpliwości co do rzeczywistych intencji Boga, umożliwiając interpretację zgodną z wymogami danej epoki konstytucyjnej. [Cytowany tekst oznaczony jest w katalogu Ignacego Polkowskiego jako nr 11. Pochodzi z w. XIV, a nie jak pisze autor-XV w. W wersji piętnastowiecznej jest już formuła „regnum a deo tibi comissum vel concessum”, o której autor wspomina w odniesieniu do epok późniejszych; przyp. tłum.].


Potem chór podejmował monotonną melodię antyfony, przechodząc do kolejnego tekstu: „Unxerunt Salomonem Sadach sacerdos et Nathan propheta regem in Sion, et ambulantes leti dixerunt vivat rex ineternum, alleluia, alleluia”.[67]

Znawcy Biblii z pewnością pamiętają, że Salomon został pomazańcem jako król Izraela z polecenia swego ojca, króla Dawida, vivente rege.

W dziejach Polski jednak - mimo słów rytuału nabożeństwa koronacyjnego - szlachta uniemożliwiała wszystkie liczne próby przestrzegania tego precedensu. Zygmunt I był jedynym polskim królem, któremu udało się w r. 1530 doprowadzić do koronacji swego syna. Na Litwie, gdzie koronacja wielkiego księcia odbywała się w Wilnie, utrzymano wiele z dawnych patrymonialnych zwyczajów. Aż do r. 1529, kiedy to pierwsza konstytucja litewska nadała Wielkiej Radzie szersze uprawnienia doradcze, wielcy książęta z dynastii Jagiellonów nie zatroszczyli się o dostosowanie obowiązującej na Litwie procedury do wymogów sprawowanej przez nich jednocześnie godności królów Polski. Rozliczne manewry polityczne monarchów z dynastii Jagiellonów da się sprowadzić do dwóch zasadniczych zagadnień. W sferze spraw zagranicznych starali się skoncentrować uwagę na tym spośród swoich wrogów, którego w danym momencie uważali za najgroźniejszego: w XV w. uwaga ich zwrócona była przede wszystkim na Zakon Krzyżacki, w XVI zaś - na Moskwę. Natomiast w dziedzinie spraw wewnętrznych starali się godzić sprzeczne interesy poszczególnych stanów, dzielnic, religii i jednostek. Ogólnie rzecz biorąc, świetnie im się to udawało. W odróżnieniu od pełnego zamętu okresu dziejów epoki Piastów i od galopującej anarchii nadchodzącej Rzeczypospolitej, Jagiellonowie sprawowali władzę nad społecznością dynamiczną, lecz ustabilizowaną. Ich panowanie zostało poważnie zagrożone tylko raz: w latach 1429-30. Żadna z opozycji nigdy nie rozrosła się do rozmiarów opozycyjnego rządu.

Epoka Jagiellonów dobiegła kresu z przyczyn naturalnych; zastąpił ją nowy ustrój, przygotowany i wprowadzony przez ostatniego przedstawiciela dynastii, który zmarł, nie pozostawiając dziedzica. Władysław Jagiełło panował przez 48 lat, licząc od dnia jego ślubu z Jadwigą. Za życia królowej bardzo zabiegał o zachowanie unii, umacniając swóją pozycję na obszarach kresowych, takich jak Ruś Czerwona, oraz łamiąc opór tych, którzy byli niezadowoleni - czy to z rządów jego kuzyna Witolda na Litwie, bądź też byłego regenta, Władysława Opolczyka, w Polsce. Przez następne dziesięciolecia zajmował się Zakonem Krzyżackim oraz związanymi z jego polityką kwestiami dyplomatycznymi w Europie Środkowej i w radach kościelnych. Przyjęte w tych sprawach stanowisko przyniosło mu niezadowolenie cesarza, Luksemburgów i Rzymu oraz szacunek husytów, którzy kilkakrotnie namawiali go do przyjęcia tronu czeskiego.

Pod koniec życia król zajęty był wyłącznie kwestią sukcesji. Mimo czterech małżeństw, nie doczekał się syna i spadkobiercy aż do r. 1424, kiedy był już dobrze po siedemdziesiątce. Pozostawiając sprawy codzienne w zręcznych rękach biskupa Oleśnickiego, poczynił znaczne ustępstwa na rzecz magnatów, aby zapewnić przyszłość swoim synom. Wydając akty jedineński (1430) i krakowski (1433), stary człowiek dał wyraz swym obawom, budząc w ten sposób dokładnie te podejrzenia, które owe akty miały uśmierzyć. Na zjeździe w Łucku w styczniu 1429 r. zewnętrzni wrogowie Jagiełły połączyli swe siły z jego rywalami w kraju. Zygmunt Luksemburski, który zasiadał na tronie Czech, Węgier i Niemiec, zaproponował unieważnienie unii horodelskiej i koronację Witolda na króla Litwy. Nastąpił rozłam między dwiema częściami dziedzictwa Jagiellonów. Wojna wisiała w powietrzu. Ale w 1430 r. Witold umarł. Długowieczność Jagiełły nie była najmniej istotną z jego zalet. (Patrz Rys. F).

Władysław III Warneńczyk (1424-44) pozostał w pamięci potomnych niemal wyłącznie ze względu na swą śmierć. Wstępując na tron w wieku dziesięciu lat, nie miał szans na wydarcie kontroli nad sprawami polskimi z rąk ulubionego biskupa swego ojca. Pierwsze lata jego panowania rozbrzmiewały echem wojny domowej na Litwie, gdzie brat Jagiełły Świdrygiełło spiskował z Zakonem Krzyżackim, aby doprowadzić do zerwania unii z Polską. Polscy magnaci wyruszyli w pole, popierając brata Witolda, Zygmunta Kiejstutowicza, który w r. 1434 ostatecznie umocnił swoją władzę na Litwie. W 1435 r., po bitwie pod Wiłkomierzem, zobowiązano Zakon do uzyskiwania zgody Polski na wszelkie decyzje dotyczące polityki zagranicznej. Ledwie ucichły burze na połnocy, śmierć Zygmunta Luksemburskiego ściągnęła nowe chmury na horyzont wschodni. Kardynał Oleśnicki wpisał swego młodego pana na listę dyplomatyczną w związku z mającą nastąpić elekcją nowego króla Węgier i w 1440 r. przeforsował jego kandydaturę. Z punktu widzenia kardynała było to rozwiązanie idealne. Władysław wyjechał na Węgry. Kardynał został w kraju jako jedyny jego władca. Reszta jest dobrze znana. Z powodów związanych głównie z interesami Węgier oraz polityką Watykanu, Władysława namówiono, aby stanął na czele krucjaty przeciwko Turkom w rejonie Bałkanów. W 1444 r. na wybrzeżu Morza Czarnego w pobliżu Warny zarówno król, jak i legat papieski polegli z rąk żołnierzy sułtana. Konstantynopola nie uratowano.

Dla Kazimierza Jagiellończyka (1427-92) los brata stał się wystarczającym ostrzeżeniem, zadowalały go więc rządy we własnym domu. Wstąpiwszy w 1440 r. na tron Litwy, dysponował własnymi zasobami, których mógł używać dla osłabienia pozycji przebiegłego biskupa krakowskiego i polskich panów. Licznych zwolenników znalazł wśród drobnej szlachty i w szeregach młodych przedstawicieli niższego duchowieństwa. Jak wielu współczesnych mu władców w innych krajach Europy - Ludwik XI we Francji, Henryk VII w Anglii czy Ferdynand i Izabela w Hiszpanii - zabiegał o zbudowanie na swym dworze narodowego stronnictwa, które mogłoby się przeciwstawić nienaruszalnym prawom Kościoła oraz notorycznemu nieposłuszeństwu możnowładców. Jego wysiłkom bardzo sprzyjała wojna z Zakonem Krzyżackim prowadzona w latach 1454-66; nagrodą za nie było zdobycie Prus Królewskich, ziemi oświęcimskiej (1454), rawskiej, gostyńskiej i bełzkiej (1462) oraz sochaczewskiej (1476).

W ostatnim ćwierćwieczu XV w. Kazimierz objawił się w roli „Ojca Europy Środkowej”. Z trójstronnych sporów dynastycznych między Jagiellonami, Luksemburczykami i Andegawenami właśnie Jagiellończyk wyszedł zwycięsko - nieuchronny konkurent, ale zarazem i przeciwwaga w stosunku do groźnej obecności Habsburgów w Austrii.

W 1471 r. jego najstarszy syn Władysław (1456-1516) został wybrany królem Czech, w r. 1490 zaś - królem Węgier; drugi syn, Kazimierz, któremu grupa węgierskich rebeliantów zaproponowała kiedyś tron węgierski, umarł w 1484 r. i został świętym; pozostali trzej synowie - Jan Olbracht, Aleksander i Zygmunt, mieli po kolei zostać królami Polski; szósty syn, Fryderyk (1468-1503), został kardynałem; córka Zofia poślubiła brata elektora brandenburskiego i została matką Albrechta von Hohenzollerna, ostatniego wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego.

Wychowanie tego potomstwa powierzono historykowi Janowi Długoszowi, byłemu sekretarzowi biskupa Oleśnickiego, a wówczas kanonikowi krakowskiemu. Wraz z Ostrorogiem, malarzem i rzeźbiarzem z Norymbergi Witem Stwoszem, poetą i dyplomatą z San Gimignano Filippo Buonaccorsim oraz arcybiskupem Grzegorzem z Sanoka (ok. 1406-77), którego pałac w Dunajowie w pobliżu Lwowa przyciągał przedstawicieli najwybitniejszych kręgów humanistycznych Europy, Długosz należał do tej galaktyki znakomitych umysłów, które przekształciły świat Jagiellonów w ośrodek nauki i kultury o międzynarodowym znaczeniu. Stary król mawiał swoim synom, że mają dwóch ojców: jego i ojca Jana. Był to komentarz bardzo stosowny w odniesieniu do szczęśliwego zderzenia władzy politycznej z wielkimi osiągnięciami w dziedzinie kultury. Gdy 7 czerwca 1492 r. król zmarł, wielu ludzi miało powody, aby go opłakiwać. (Patrz Mapa 9).

Mapa 9. Królestwo Jagiellonów (ok. 1500)

Natomiast sytuacja Jana Olbrachta (1459-1501) nie była godna pozazdroszczenia. Mężczyźnie w średnim wieku nie było łatwo pójść śladem takiego ojca ani też wspierać brata Aleksandra w jego porażkach na Litwie. Zarówno Moskwa poza granicami kraju, jak magnaci w ich obrębie cierpliwie czekali na zgon starego króla, aby rozpocząć dawno obmyślany atak na jego synów. Jan Olbracht szukał ratunku w nieodwracalnych ustępstwach na rzecz szlachty - poczynionych zwłaszcza podczas słynnego sejmu w Piotrkowie w 1496 r. - oraz w zorganizowanej w 1497 r. pyszałkowatej wyprawie na Mołdawię. Gdyby nie wspaniały Barbakan zbudowany w Krakowie w ramach wojennych przygotowań, to ostatnie przedsięwzięcie poszłoby w całkowicie zasłużone zapomnienie.

Nie lepiej wiodło się Aleksandrowi (1461-1506). Jako wielki książę Litwy od 1492 r., stał się głównym celem knutych w Moskwie intryg. Poślubiwszy córkę Iwana III Helenę zgodnie z planem swej Rady, pragnącej pohamować zapędy pierwszego moskiewskiego księcia, który nazywał się „władcą wszech Rosji”, padł ofiarą najpierw buntu w kraju, następnie zaś napaści z zewnątrz. Fakt, że jego małżonka wyznawała prawosławie, stał się pretekstem do szeroko rozgłaszanych oskarżeń o prześladowania religijne. Bojarów odwodzono od posłuszeństwa swemu władcy groźbami, przekupstwem i pochlebstwami. Protesty króla interpretowano jako oznaki jego słabości. W maju 1500 r. wojska moskiewskie ruszyły do ataku; 14 lipca nad brzegami Wiedroszy rozbiły Litwinów; naczelny wódz, książę Ostrogski, dostał się do niewoli. Krymscy sprzymierzeńcy Moskali wtargnęli daleko w głąb Polski, przekroczyli Wisłę i wzięli 50 tysięcy jeńców. Zajęli Briańsk, Nowogród Siewierski, Wiaźmę, Toropiec i Dorohobuż. W 1501 r. w pobliżu Mścisławia zostały obrócone w perzynę dalsze oddziały litewskie; siły pomocnicze Krzyżaków pod wodzą von Plettenberga rozbito pod Helmetem. W r. 1502 potężna niegdyś Złota Orda została rozgromiona na zawsze. W r. 1503 Helena Iwanowna napisała list otwarty, w którym publicznie broniła postępowania męża oraz demaskowała kłamstwa i przemoc ojca. Nie miało to jednak żadnego znaczenia. Podpisano rozejm na sześć lat; wszystkie zdobycze Iwana pozostały nietknięte. Wojna miała trwać z przerwami do r. 1537.

Tymczasem w Polsce Aleksander był jak chorągiewka na wietrze. 25 października 1501 r., w oczekiwaniu na swą koronację, podpisał uzgodniony w Mielniku przez senatorów Królestwa z członkami Rady litewskiej dokument, który przyznawał im rozległą władzę konstytucyjną. Akt nigdy nie wszedł w życie. W r. 1504 roszczenia senatu stały się przedmiotem gwałtownego ataku ze strony arcybiskupa Łaskiego, stojącego na czele stronnictwa szlacheckiego, który domagał się zakazu łączenia urzędów przez możnowładców. Wysunięto żądanie cofnięcia dzierżawy dóbr królewskich przyznanych członkom senatu oraz egzekucji wszelkich ustalonych praw dotyczących przywilejów szlacheckich. Był to początek tak zwanego ruchu egzekucyjnego, który przez następne 60 lat miał odgrywać pierwszorzędną rolę w życiu politycznym Polski. W 1505 r. na sejmie w Radomiu król wycofał wcześniejsze ustępstwa na rzecz senatu i przyjął żądania izby poselskiej. Konstytucja Nihil novi ustalała zasadę, że nie będzie się stanowić „nic nowego” bez zgody całej szlachty.

Zygmunt I Stary (1467-1548) otrzymał swój przydomek dopiero pod koniec życia. W chwili wstąpienia na tron nie miał jeszcze czterdziestu lat i odmienił niefortunny kierunek rządów swego brata, wnosząc w nie nowy styl i energię. Już wcześniej rządził Śląskiem w imieniu swego starszego brata, Władysława, i sprawowanie władzy nie było dla niego rzeczą nową; spędziwszy kilka lat na dworze w Budzie, wcześnie też nabrał zamiłowania do artystycznego patronatu. Na długo przed swoim drugim małżeństwem z Boną Sforzą, zawartym w 1518 r., sprowadził do Krakowa licznych Włochów i został znawcą architektury i muzyki. Jego poglądy polityczne były zdecydowanie konserwatywne i zabiegał o poparcie zasiadających w senacie wielkich magnatów, surowo karząc zarówno buntowników, jak i heretyków. W dziedzinie polityki zagranicznej opowiadał się za inicjatywą w zbliżeniu się do Habsburgów. Tę nową linię przypieczętowano w 1515 r. podczas kongresu wiedeńskiego, gdzie podpisano podwójny kontrakt małżeński. Młody Ludwik Jagiellończyk, król węgierski i czeski, miał poślubić wnuczkę cesarza Marię, natomiast wnuk cesarza Ferdynand brał za żonę Annę Jagiellonkę. Układ ten niósł ze sobą oczywiste korzyści dla Jagiellonów. Usuwał przyczynę potencjalnych konfliktów w sprawie Węgier i Czech oraz odsuwał groźbę rapprochement między Austrią, Moskwą i Zakonem Krzyżackim. Pozostawiał Zygmuntowi swobodę prowadzenia walk na wschodzie i północy bez obawy przed interwencją z zachodu. Z drugiej jednak strony wiązał się z oczywistym ryzykiem. Gdyby młody Ludwik żył dość długo, dziedzictwo Jagiellonów zostałoby zachowane, gdyby jednak miał umrzeć, przeszłoby ono w ręce jego habsburskich powinowatych.

Na początku wszystko szło dobrze. Zygmunt trzymał Moskwę z dala od swoich granic i na dłuższy czas rozwiązał problem Zakonu Krzyżackiego. Ale rzeczywista inicjatywa w Europie Środkowej leżała poza sferą jego wpływów. Turcy otomańscy Sulejmana Wspaniałego już ruszyli. W 1521 r. zdobyli Belgrad, w 1522 Rodos, w 1526 Budę, w 1529 rozpoczęli oblężenie samego Wiednia. A co z punktu widzenia Zygmunta było rzeczą najgorszą, bezdzietny Ludwik Jagiellończyk zginął w bitwie pod Mohaczem. Jego czeskie królestwo przeszło bez żadnych sporów w ręce Ferdynanda Habsburga, królestwo węgierskie zaś zostało obrócone w pole trójstronnej rywalizacji, o które walczyli Habsburgowie, Turcy i panowie węgierscy pod wodzą Jana Zapołyi. Cała Europa Środkowa pogrążyła się w zamęcie, a ta jej część, która stanowiła dziedzictwo Jagiellonów, znacznie się skurczyła. Wojny Zygmunta były w znacznym stopniu uwarunkowane aktualnymi okolicznościami. Napór państwa moskiewskiego, w pierwszym stadium skierowany wyłącznie na Litwę, teraz objął również Polskę. W latach 1507-08 ten sam Michał Gliński, który swego czasu położył wybitne zasługi w służbie Aleksandra, stanął na czele buntu w Wilnie. Prosto z koronacji w Krakowie Zygmunt podążył, by wypędzić Glińskiego na wygnanie i odeprzeć Moskali, którzy pospieszyli mu z pomocą. W 1512 r. wielki książę moskiewski przystąpił do odwetu i przez następne dziesięć lat ponawiał ataki z zajadłą nieustępliwością. Trwające trzy lata oblężenie Smoleńska co roku kosztowało go 10 tysięcy ludzi; po jednej tylko bitwie pod Orszą, 8 września 1514 r., książę Ostrogski naliczył 30 tysięcy trupów rosyjskich żołnierzy, w tym 1500 ciał zabitych bojarów. Mimo to nie ustępowali. Jak zawsze ich dewiza brzmiała: „U nas mnogo ludief (Mamy wielu ludzi). Gliński wziął Smoleńsk podstępem i trzymał go mocno. Trzecia kampania, w latach 1534-37, rozpoczęta przez Zygmunta w czasie niepełnoletności Iwana IV, nie okazała się rozstrzygająca: zakończyła się trzecim z kolei rozejmem.

Właśnie konflikt z Moskwą leżał u podstaw ostatniej wojny krzyżackiej. Car przekonał Albrechta von Hohenzollerna, aby zażądał zmian w ustaleniach pokoju toruńskiego z 1466 r., i w r. 1519 nadgraniczne potyczki nagle przekształciły się w wojnę. Zaatakowano Królewiec i wielki mistrz uniknął haniebnej kapitulacji dzięki temu, że na czas przyszli mu w sukurs duńscy i niemieccy najemnicy. Jednakże podpisany w 1521 r. rozejm zbiegł się z nadejściem reformacji. Na przestrzeni zaledwie kilku miesięcy oddziały katolickiego Zakonu Krzyżackiego zostały zdziesiątkowane wskutek masowego przechodzenia rycerstwa na luteranizm. Armia wielkiego mistrza stopniała. Aby zachować środki egzystencji, ubłagał on w 1525 r. Zygmunta, by obrócił Prusy w zeświecczone ziemie lenne Królestwa Polskiego i przyjął jego kandydaturę jako ich dziedzicznego księcia. Pierwszy akt hołdu pruskiego odbył się 10 kwietnia 1525 r. na rynku krakowskim. Odtąd Albrecht von Hohenzollern miał pozostać lojalnym poddanym Polski oraz aktywnym uczestnikiem życia politycznego w kraju.[68]

Tymczasem na granicy południowo-wschodniej wrzał nieustanny zamęt. Trudności, na jakie Jagiellonowie napotykali ze strony Moskwy i Prus, były interpretowane przez poddanych państwa tureckiego jako zezwolenie na plądrowanie ziem polskich. Jeszcze w r. 1412 wielki książę Witold rozpoczął budowę na prawym brzegu Dniepru łańcucha twierdz, w których osadzał oddziały tatarskich najemników zwanych „Kazakami” - „żołnierzy ochotników nikomu nie poddanych”. Te przygraniczne skupiska przyciągały coraz większą liczbę zbiegłych słowiańskich chłopów i banitów, stając się zaczątkami późniejszych osad kozackich. Ale Kozacy wkrótce przejęli od Tatarów styl życia wędrownych rabusiów i pod koniec XV w. potrafili już organizować na własną rękę zbrojne najazdy w głąb Polski. W 1498 r. dotarli do Jarosławia, a w 1502 r. - do zakola Wisły w pobliżu Sandomierza. Był to dokładnie taki rodzaj zagrożenia, z jakim miały walczyć oddziały obrony potocznej. Ale ani Kozaków, ani Tatarów nie można było namówić do tego, aby na stałe zmienili przyjęty styl życia.

Co więcej, po przeszło stu latach poddaństwa wobec króla polskiego, hospodarowie mołdawscy postanowili sprzymierzyć się z Porta otomańską. W 1497 r. hospodar mołdawski Stefan pokonał polską ekspedycję karną pod Kozinem na Bukowinie, wprowadzając dodatkowy element niepewności w zawikłaną politykę tego rejonu. W ciągu następnych trzydziestu lat księstwo mołdawskie realizowało swoje własne ambicje, prowadząc działania na linii autowej ekspansji Turków otomańskich na ziemie w dorzeczu Dunaju; jakieś gwałtowne starcie z Polakami stawało się coraz bardziej prawdopodobne. W 1529 r. w imieniu sułtana - ale bez jego zezwolenia - hospodar mołdawski Petryło zaatakował przygraniczny okręg Pokucia. Tam, na południe od Dniestru, w pobliżu Obertyna, 22 sierpnia 1531 r. stawił mu czoło hetman Tarnowski z niewielkim oddziałem około 6000 żołnierzy. Pomimo zajadłych ataków siedemnastotysięcznej konnej armii, nie zdołano zdobyć polskiego taboru, a pod koniec dnia oblegane wojska zrobiły wypad, przepędzając najeźdźców z pola bitwy. Było to klasyczne zwycięstwo - połączony triumf zręcznej taktyki i obrony potocznej. W dziesięć lat później, gdy pechowy hospodar został z namowy sułtana zdetronizowany, odsunięcie go od władzy zostało uznane za zasłużoną karę dla tego, kto „zakłócił spokój najlepszego przyjaciela Porty, króla polskiego”.

Zygmunta II Augusta (1520-72) od pozłacanej kołyski przygotowywano do roli króla. W 1529 r. został zgodnie z wolą swego ojca formalnie wybrany na tron polski i pod nadzorem starego króla rozpoczął rządy jako wielki książę na Litwie. Tak więc przez blisko dwadzieścia lat było dwóch królów Zygmuntów: „Stary” w Krakowie oraz „młody August” w Wilnie. Kontrast był uderzający. Mimo królewskich manier i kosmopolitycznego wykształcenia, Zygmuntowi II brakowało zupełnie apodyktyczności typowego księcia epoki renesansu. Miał łagodne usposobienie, a w wieku późniejszym odznaczał się wyraźnymi skłonnościami do melancholii. Nie był bynajmniej „mędrkiem”, ale rządził swym królestwem z wdziękiem i swobodą, które graniczyły z nonszalancją. Interesowały go wszystkie postępowe ruchy jego czasów - od teologii protestanckiej po politykę „ruchu egzekucyjnego” - i z reguły brał stronę drobniejszych płotek, walczących przeciwko przywilejom biskupów i magnatów. Nie tolerował jednak przemocy i stronniczości i kategorycznie sprzeciwiał się wszelkim próbom wciągania go w religijne spory epoki. Jego słynne oświadczenie, że jest królem narodu, a nie ludzkich sumień, było uzupełnieniem słów, jakie jego ojciec wypowiedział kiedyś pod adresem uczonego doktora Ecka: „Proszę pozwolić mi, panie, być królem zarówno owiec, jak i kozłów”. Jego życie osobiste wywleczono na widok publiczny, a było ono dla niego sprawą nader bolesną. Jego matka, Bona Sforza, która w miarę starzenia się sędziwego króla zdobywała wielkie wpływy polityczne, uciekała się do najbardziej desperackich metod renesansowej harpii. W 1545 r. zatruła atmosferę pierwszego małżeństwa syna, a we właściwym czasie otruła - podobno - porzuconą żonę. W 1547 r. obraziła się o jego potajemne małżeństwo z Barbarą Radziwiłłówną, córką hetmana litewskiego, i istniały silne podejrzenia, że w odpowiednim momencie otruła i ją także. W 1556 r. umknęła do swych ojczystych księstw Bań i Rossano, zabierając ze sobą około 430 tysięcy dukatów w gotówce oraz klejnoty z królewskiego skarbca. Owe „neapolitańskie sumy”, wypożyczone królowi Hiszpanii, jeszcze w XVIII w. były przedmiotem sporów. Mimo to Zygmunt spotkał się z małym zrozumieniem ze strony sejmu. Był urodzonym parlamentarzystą i znosił cierpliwie niejedną obrazę w nadziei na pojednanie. Wzruszał ramionami, kiedy jego właśni zwolennicy skarżyli się gorzko, że dobrami królewskimi wciąż jeszcze opłaca się przysługi i gwarancje. Miał stwierdzić z zakłopotaniem, że musiał je zastawić, ponieważ nie miał co jeść. Nigdy jednak nie wybaczył swoim poddanym, że wmieszali się w sprawę jego miłości do pięknej Barbary. Podczas sejmu w 1548 r. - pierwszego za jego panowania - poddał się szczegółowemu przesłuchaniu w sprawie swego małżeństwa, po czym senat zlecił mu, aby wystąpił o rozwód:

Król: (...) Wolno każdemu sobie żonę obierać, a nie kto inszy komu obiera. Jam też już za boskiem zrządzeniem to sobie obrał, a opuścić mi ona nie przystoi, bobym tego uczynić nie mógł prócz obrażenia sumienia swego (...) próżno się tem bawić, co się odstać nie może, a do czego słusznej przyczyny nie masz. Arcybiskup: Miłościwy Królu, mogłoby się dosyć słusznych przyczyn znaleźć, żeby się to odstać mogło. Król: Mogłoby to, kto by był przestronnego sumienia, aleja go nie jestem. Poseł Piotr Boratyński: (...) aleś WKM, z łaską WKMci wspominając, stan osoby swej królewskiej, tudzież poddanych swych niepomału poniżyć raczył, pojąwszy WKM poddaną swą, a zwłaszcza takowej familii i z takowego ludu wziąwszy sobie małżonkę, którzy dopiero od półtora sta lat ex summa et inculta barbarie wiarę prawdziwą chrześcijańską uznali i w tymże też krótkim wieku stan rycerski i herby od nas Polaków dopiero przyjęli.[69]


Zygmunt zniósł te zniewagi. Potem, odmówiwszy zapłacenia rocznych podatków, sejm ustąpił. Barbara została ukoronowana. Ale gdy wkrótce potem zmarła, król był niepocieszony. Jego trzecie, czysto polityczne, małżeństwo z księżniczką austriacką Katarzyną było klęską. Przez ostatnie lata życia król żył samotnie i nieodmiennie ubierał się na czarno. Do prowadzenia wojny w Inflantach - a było to najbardziej absorbujące Zygmunta wydarzenie w sferze polityki zagranicznej - zmusiły króla wypadki, na które nie miał żadnego wpływu.

Inflanty, północny Land niemieckich krzyżowców, utrzymały swe odrębne istnienie. Ale podobnie jak w Prusach i tam również reformacja stopniowo podkopywała ustalony ład polityczny. W połowie XVI w. państwo inflanckie zaczęło chwiać się w posadach. Luterańscy mieszczanie Rygi byli poróżnieni z Kościołem katolickim; szlachta niemiecka była poróżniona ze sobą; wielki mistrz Zakonu Kawalerów Mieczowych[70] von Furstenberg był poróżniony z biskupem ryskim, Wilhelmem von Hohenzollernem. Szwedów interesowały tereny na połnocy, przylegające do szwedzkiej części Finlandii; Moskwa szukała „okna na zachód”. Duńczykom zależało na tym, aby przeszkodzić Szwedom. Zygmuntowi zależało na losach kuzyna, arcybiskupa. W 1557 r. polska armia ruszyła w kierunku Rygi, ale zatrzymała się, gdy wielki mistrz i arcybiskup znaleźli wspólny język. W latach 1558-59 armia moskiewska zdobyła Dorpat i Narwę oraz uprowadziła wielkiego mistrza jako wojenne trofeum. Był to sygnał do rozpoczęcia międzynarodowego konfliktu z udziałem Szwedów, Duńczyków, Polaków i Rosjan, którego przedmiotem był spór o panowanie nad całym Morzem Bałtyckim; został on ostatecznie rozwiązany dopiero w 1721 r. Ugrupowanie katolickie, zaniedbywane przez cesarza, zwróciło się o ochronę do Polski. W 1561 r. następca Furstemberga, Gotthard von Kettier, wspólnie z arcybiskupem Wilhelmem oraz przedstawicielami wszystkich stanów Litwy, przybył do Wilna, aby złożyć hołd Zygmuntowi II Augustowi. Kettier miał otrzymać Kurlandię i Semigalię jako lenno Polski i Litwy; Ryga miała zostać wcielona do Królestwa, na tych samych warunkach i z tymi samymi przywilejami co Gdańsk. Była to zamierzona kopia aktów uległości Prus z lat 1466 i 1525. Rozpoczęła się wojna morska o panowanie nad szlakiem handlowym wiodącym wzdłuż Narwy. Piętnastu okrętom floty polskiej król udzielił zezwolenia na nieograniczone akcje pirackie. Do Danii wysłano poselstwo dla przeprowadzenia negocjacji w sprawie nawiązania ewentualnego przymierza. Siostrę króla, Katarzynę, wysłano do Sztokholmu jako narzeczoną dla szwedzkiego następcy tronu.

Ale z Moskwą żadne rapprochement nie było możliwe. Na zawiadomienie o hołdzie złożonym w Wilnie Iwan IV odpowiedział obcesową notą, w której żądał zwrotu Kijowa, Wołynia i Podola „dziedzictwa jego przodka, św. Włodzimierza”. Armia litewska brała udział w walkach od r. 1560, armia polska - od r. 1563. W tym samym roku utracono Połock; nie można też było znaleźć sposobu na odzyskanie Smoleńska i Czernihowa ani na wykorzystanie dla własnych interesów kłopotów Iwana z Turkami i jego własnymi buntowniczymi bojarami. W r. 1567 armia polsko-litewska biwakowała obok miejscowości Radoszkowice w pobliżu Wilna, debatując nad sprawami konstytucyjnymi i na próżno czekając na zmianę stanowiska Moskwy.

Właśnie podczas tych długich zimowych wieczorów, spędzanych w obozie na przymusowej bezczynności, szlachta Polski i Litwy dokonała podsumowania wspólnych trudności i kłopotów. Stali w obliczu konfliktu z liczną armią nieustępliwego i fanatycznego przeciwnika, który nie wiedział, co to wielkoduszność i kompromis. Dostrzegli w tym niebezpieczeństwo o wiele poważniejsze niż to, które dawniej zagrażało im ze strony podległego teraz Zakonu Krzyżackiego. Przewidywali długą i zaciętą walkę, a do tej perspektywy niezbyt pasował pożałowania godny stan ich ładu politycznego. Zrozumieli, że unia personalna dwóch koron, ustanowiona w 1386 r. w obliczu krzyżackiego zagrożenia, nie odpowiada już ich potrzebom i że będzie ją trzeba zastąpić nową organiczną unią konstytucyjną. Jeszcze nim upłynął rok 1568 i zanim obozowisko w Radoszkowicach zostało zlikwidowane, osiągnięto daleko idące porozumienie w kwestii ostatecznego celu unii. Ale jej warunki bynajmniej nie były jeszcze ustalone.

W uszach każdego, kto nie zna tego tematu, zwrot „polskie odrodzenie” brzmi niemal jak oksymoron. Może się istotnie wydawać rzeczą wysoce nieprawdopodobną, że połnocny kraj słowiański, bardzo odległy od wpływów zarówno świata antycznego, jak i Włoch epoki renesansu, mógł kiedykolwiek przeżyć „odrodzenie” inaczej niż tylko w sposób nader powierzchowny. I rzeczywiście - w dziedzinie sztuki Polska pod wieloma względami wciąż jeszcze leżała na peryferiach Europy. Zachowane pomniki architektury dają świadectwo dziełu talentów pochodzących przede wszystkim z importu. Pałace w Baranowie i Krasiczynie czy też zdobione spichrze Kazimierza Dolnego z pewnością są swego rodzaju klejnocikami - nie są jednak w stanie zadziwić kogoś, kto oglądał Florencję i Wenecję lub zamki nad Loarą. Także w dziedzinie malarstwa osiągnięcia Polski były raczej skromne. Jednakże w mniej namacalnym świecie idei, w dziedzinie nauki, literatury i wiedzy, talent Polaków okazał się zadziwiająco bogaty i głęboki. Bez cienia hiperboli można tu okres panowania dwóch ostatnich Jagiellonów nazwać Złotym Wiekiem Polski.

Rozkwit odrodzenia w w. XVI poprzedzony był w w. XV okresem kiełkowania i wzrostu silnej tradycji humanistycznej. W salach wykładowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, pod przywództwem wybitnych rektorów - od Pawła Włodkowica po biskupa Tomickiego - w bliskich kręgach tworzących się wokół książąt Kościoła - od kardynała Oleśnickiego po arcybiskupa Łaskiego - od dawna już atakowano z pozycji szerokich horyzontów myśli filozoficznej i naukowej teokratyczne wartości średniowiecza. Sztuka drukarska - środek techniczny służący popularyzacji nowych myśli - rozkwitała od wczesnych czasów. Pierwsza książka wydrukowana w 1473 r. w Krakowie - łaciński almanach - była dziełem Kaspra Straube. W 1491 r. Szwajpolt Fioł (Swejbold Vehl) wydrukował pierwszą na świecie książkę w języku staro-cerkiewno-słowiańskim - zbiór pieśni religijnych Oktoich (Ośmiogłaśnik), za które to dzieło sąd inkwizycyjny ukarał go grzywną. Jan Haller, kolejny przybysz z Frankonii, oraz Kasper Hochfeder przeszli do historii jako twórcy pierwszej ilustrowanej polskiej książki - były to wydane w 1506 r. Statuty prawne Jana Łaskiego. Florian Ungler (zm. 1536) wydrukował w 1513 r. pierwszą książkę w języku polskim - Raj duszny Biemata z Lublina oraz pierwszą polską Ortografię Stanisława Zaborowskiego, a w r. 1518 pierwszą polską gramatykę tego samego autora, w 1526 r. zaś - słynną mapę Polski Bernarda Wapowskiego. Hieronim Wietor (zm. 1546), założyciel oficyny, która miała przetrwać przez ponad wiek, produkował druki w języku greckim; wydrukował także pierwszą książkę pisaną antykwą, w r. 1519 zaś - Chronica Polonorum Macieja Miechowity. Tę ostatnią pozycję potomni przechowywali w pamięci głównie ze względu na fakt, że było to pierwsze drukowane dzieło w Polsce, które zostało wycofane przez cenzurę kościelną, ponieważ zawierało wzmiankę o pewnej damie, która wracając w 1493 r. z pielgrzymki do Rzymu przywiozła do Polski syfilis. Tyle na temat precedensów. Do rozwoju kultury przyczyniał się w znacznym stopniu dobrobyt materialny. W zamożnych miastach, takich jak Kraków czy Gdańsk, rozkwit sztuki szedł w parze z rozkwitem handlu. Magnaci pokroju kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego (1467-1532) czy biskupa poznańskiego Jana Lubrańskiego (1456-1520) chlubili się zaszczytem, jakim było dla nich sprawowanie mecenatu nad kulturą i sztuką.

Możni panowie mogli sobie pozwolić na wysyłanie synów za granicę na nauki. Napływ polskich studentów do uniwersytetów Niemiec i Włoch był większy niż w jakiejkolwiek innej epoce dziejów. Blaskiem najjaśniejszym świecił dwór Jagiellonów. Zygmunt I, którego starszy brat rządził w Czechach i na Węgrzech od 1490 r. i którego żona, Bona Sforza, była inicjatorką istotnej dla rozwoju kultury i sztuki mody na sprowadzanie uczonych i artystów z Włoch, przewodził w Krakowie znakomitemu gronu międzynarodowych przedstawicieli świata kultury. Jego syn, Zygmunt August, wielki książę litewski, stworzył środowisko, w którym urzędnicy królewscy, aby móc cieszyć się powodzeniem i szacunkiem, musieli sami być poetami, filozofami i uczonymi. Byli przykładem dla całego wykształconego społeczeństwa. Na początku XVI w. Polska była już dobrze przygotowana na nadejście epoki odrodzenia i przez kilka pokoleń pławiła się w jego blasku. Same nazwiska mówią niewiele. Ale ci, którzy przyczyniali się do rozkwitu artystycznego i umysłowego życia epoki, byli ludźmi naprawdę wybitnymi, zwłaszcza że ich działalność dotyczyła dziedziny, w której w okresach późniejszych postacie tej miary trafiały się rzadko. Spośród cudzoziemców wypada wymienić Buonaccorsiego (Kallimacha), Padovana, Berrecciego, Retyka, Santagucciego; wśród Polaków zaś - Janickiego, Modrzewskiego, Iłowskiego, Goślickiego, Reja, Orzechowskiego, Zaborowskiego, Wapowskiego, Gómickiego, Kopernika, Kochanowskiego, Zamoyskiego.

Wśród nich postacią największej miary był niewątpliwie Mikołaj Kopernik (Nicolaus Copemicus, 1473-1543). Urodził się w Toruniu, w Prusach Królewskich, i większą cześć życia przeżył jako kanonik kapituły warmińskiej we Fromborku. Miał umysł uniwersalny w pełnym i dosłownym znaczeniu tego wyrazu. Jego odkrycie, że Ziemia obraca się wokół Słońca, spowodowało w panującym wcześniej systemie podstawowych pojęć i kategorii filozoficznych najbardziej radykalny przewrót, jaki można sobie wyobrazić.[71] Pierwsze miejsce po Koperniku zajmuje Jan Kochanowski (1530-84). Jako ojciec poezji pisanej w języku polskim ukazał Polakom piękno ich języka. Aż do czasu, gdy u schyłku życia dotknęła go osobista tragedia, z jego poezji promieniowała ta sama radość życia i świeżość, jaka charakteryzowała twórczość innych dorównujących mu rangą poetów - Ronsarda i du Bellaya we Francji, Petrarki we Włoszech, Spensera w Anglii - oraz dziecięca zdolność dostrzegania urody przyrody i człowieka, jakiej nie miał nikt przed nim. Spośród dwudziestu tysięcy wersów napisanych przez niego utworów, często cytowany bywa wiersz zwany jego „renesansowym manifestem”:

Czego chcesz od nas, Panie, za twe hojne dary?

Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?

Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie,

I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie. (...)

Tyś Pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował,

I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował;

Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi

I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.

Za Twoim rozkazaniem w brzegach morze stoi

A zamierzonych granic przeskoczyć się boi; (...)

Tobie k woli rozliczne kwiatki Wiosna rodzi

Tobie k woli w kłosianym wieńcu Lato chodzi.

Wino Jesień i jabłka rozmaite dawa,

Potym do gotowego gnuśna Zima wstawa. (...)

Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi,

Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi!'[72]


Ostatnim spośród wielkich epoki renesansu był Jan Zamoyski (1542-1605). Mimo swej pozycji czołowego polityka epoki, znalazł czas na przebudowę rodzinnego Zamościa i przekształcenie go we wzorowe miasto swych czasów. Plan miasta oparty był na zasadach harmonii Cycerona - ze świetnie się nawzajem uzupełniającymi - pałacem, ratuszem i kolegiatą. Życie umysłowe skupiało się wokół słynnej Akademii: Hippeum, która przez krótki czas była jednym z czołowych ośrodków naukowych wschodniej Europy. W tym prywatnym mikrokosmosie Zamoyski z powodzeniem wprowadzał renesansowy styl życia, rozwijając te wartości, które na szerszą skalę musiały pozostawać poza jego zasięgiem.[73]

Mimo odmiennych dróg życiowych, Kopernika, Kochanowskiego i Zamoyskiego łączyło wiele wspólnych cech. Po pierwsze, wszyscy trzej otrzymali wspaniałe wykształcenie. Wszyscy ukończyli uniwersytety w Krakowie i Padwie; Padwa była przodującą uczelnią europejską, a w r. 1563 Zamoyski sprawował tam godność rektora. Po drugie, wszyscy dogłębnie interesowali się starożytnością i świetnie znali twórczość klasyków. Kopernik przetłumaczył dla własnej przyjemności listy Teofilakta Symokatty (1509). Kochanowski, uczeń hellenisty Robortella, specjalizował się w twórczości Cycerona i przez pierwsze trzydzieści lat życia sam pisał poezje w języku łacińskim. Zamoyski wygłaszał do sejmu i senatu mowy na temat historii Republiki Rzymskiej. Po trzecie, wszyscy świadomie doskonalili w sobie wszystkie te umiejętności, które wynikały z ich indywidualnych uzdolnień. Kopernik - astronom - był także kwalifikowanym doktorem medycyny i prawa kanonicznego; Kochanowski - poeta - studiował politykę; Zamoyski - polityk - studiował poezję. Po czwarte, wszyscy trzej byli postaciami publicznymi o bardzo silnym poczuciu swych obywatelskich obowiązków. Kopernik brał czynny udział w obronie Prus Królewskich przed Zakonem Krzyżackim i w 1526 r. w przeprowadzaniu reformy systemu monetarnego. Jako kanonik świecki, regularnie pełnił obowiązki oficjalnego przedstawiciela władzy królewskiej, poborcy podatkowego, sędziego i lekarza. Zarówno Kochanowski, jak i Zamoyski rozpoczęli swą życiową karierę od stanowiska sekretarza królewskiego. Ale podczas gdy pierwszy wycofał się do swego majątku w Czamolesie, drugi objął dożywotnio najwyższe urzędy Rzeczypospolitej - kanclerza wielkiego i hetmana wielkiego koronnego. Wszyscy trzej wreszcie hołdowali wysokim ideałom moralnym. Wszyscy walczyli o świadome ideały piękna i harmonii. Kopernika najbardziej interesował teoretyczny ład wszechświata, Kochanowskiego - praktyczny ład ludzkich uczuć i przekonań, Zamoyskiego wreszcie - ład polityczny. Humanistyczne wykształcenie, głęboki szacunek dla świata antycznego, indywidualizm i dążenie do pełnej wiedzy, troska o sprawy publiczne i pełen harmonii cel ludzkiego życia - oto cechy, które były w pełni ich wspólnym udziałem. A te właśnie cechy tworzyły w powszechnym przekonaniu „człowieka renesansu” - l'uomo universale.

Sejm, który zebrał się w Lublinie i trwał od 10 stycznia do 12 sierpnia 1569 r., został zwołany przez króla specjalnie w celu utworzenia unii konstytucyjnej między Koroną i Wielkim Księstwem. Był to na przestrzeni pięciu lat czwarty z kolei sejm poświęcony omówieniu tej sprawy i uczestniczyli w nim przedstawiciele zarówno Polski, jak i Litwy. Zygmunt August już się spieszył. Wszystkie dawniejsze argumenty były nadal aktualne. Rozwój wspólnej kultury polskiej w łonie klasy panującej obu państw; wspólne zagrożenie ze strony Moskwy; niebezpieczna ekspozycja prowincji południowo-wschodnich; niedostatki istniejącej praktyki w zakresie polityki wojskowej, finansowej i administracyjnej - wszystko to wskazywało na potrzebę fundamentalnych zmian i rychłego porozumienia. Był jednak jeszcze jeden dodatkowy powód do pośpiechu. Trzecie małżeństwo króla okazało się nieudane. Rozwód był niemożliwy. Nie można było mieć nadziei na narodziny następcy. Było pewne, że dynastia Jagiellonów wygaśnie. Król, zmęczony i chory, zmobilizował się do ostatniego w życiu wielkiego wysiłku. Tylko on mógł przełamać wahania litewskich magnatów. W ostatnim dziesięcioleciu próbował różnych sposobów, aby połączyć ze sobą odmienne tradycje, jakie dzieliły obie części królestwa. W 1569 r. powołał wspólny sejm dla Korony i Litwy, w r. 1565 - sejmiki ziemskie na wzór polski. Jednocześnie zaś poczynił znaczne ustępstwa, rezygnując z wszelkich prerogatyw wielkiego księcia, które ograniczały prawa własności szlachty, oraz rozszerzając wszystkie przywileje także na szlachtę prawosławną. Zdawał sobie oczywiście sprawę, że przyzwyczajenia nie zmieniają się z dnia na dzień i że wyboru przedstawicieli do litewskiego sejmu i sejmików często dokonywano pod groźbą magnackiego bata. W Lublinie obserwował, jak trzech najpotężniejszych panów litewskich - Mikołaj Radziwiłł Rudy, Jan Chódkiewicz i Ostafi Wołłowicz - po prostu rozkazało innym delegatom trzymać język za zębami. Po miesiącu załatwiania formalności i po kolejnym miesiącu sporów król wezwał Radziwiłła i Chodkiewicza, aby osobiście przybyli do senatu i złożyli wyjaśnienia. Gdy ci zbiegli pod osłoną nocy, król zareagował gniewem. W ciągu następnych dni województwa kijowskie i bracławskie zostały wcielone do Korony. Dwóch urzędników podlaskich, którzy odmówili złożenia przysięgi posłuszeństwa polskiej Koronie, natychmiast pozbawiono majątków i urzędów. Wymowa tego posunięcia była oczywista. Jeśli litewscy panowie nie będą chcieli zachowywać się tak jak polska szlachta i jeśli odmówią publicznej dyskusji, król zwróci się przeciwko nim z całą wściekłością litewskiego autokraty. W kwietniu możnowładcy z Ukrainy - Ostrogski, Czartoryski, Sanguszko, Wiśniowiecki - pojawili się ponownie i zasiedli w polskim senacie. 17 czerwca powrócił sam Chodkiewicz i, w imieniu swych towarzyszy, ze łzami błagał króla, aby ten nie poddawał ich polskiej Koronie na mocy dziedzicznej woli, „ku zniewoleniu i zawstydzeniu ich dzieci”. Zygmunt August odparł, także ze łzami, że Bóg mieszka tam, gdzie jest miłość, albowiem taka jest jego boska wola. Potem zaś dodał, że nie wiedzie litewskich waszmości do żadnego zniewolenia, bo wszyscy muszą oddawać się w niewolę Bogu, nie zaś ziemskim władcom. Był to moment decydujący. Chodkiewicz przyjął warunki proponowanej unii. Senatorzy zerwali się na nogi, wznosząc dziękczynne okrzyki. Polska i Litwa miały zostać połączone; „wolni z wolnymi, równi z równymi”. Miała powstać jedna Rzeczpospolita, w której panuje jedna, nierozdzielna polityka i rządzi jeden król - elekcyjny, nie z urodzenia, w której jest jeden sejm i jeden pieniądz. Litwini mieli zachować własne prawo, własną administrację, własne wojsko i tytuły dla swych książęcych rodów. Szczegóły zostały ustalone polubownie. Król pracował nieprzerwanie, godzina po godzinie, dzień po dniu. Mówił, że „są rzeczy wielkie, bo są te, które na wieki trwać mają, potrzebują tedy i deliberacyi długiej i ostrzeżenia dobrego”.[74] Wreszcie, l lipca 1569 r., akt unii został ostatecznie przypieczętowany. Stojąc na przedzie, z kapeluszem w ręku i w otoczeniu duchowieństwa, Zygmunt August przyjął przysięgę lojalności od każdego z sygnatariuszy. Potem poprowadził całe zgromadzenie do kościoła św. Stanisława, gdzie klęcząc przed ołtarzem, mocnym głosem odśpiewał Te Deum.[75]

Ostatnie lata Zygmunta Augusta wypełnione były żalem i smutkiem. Bezustanne apele o milość i zgodę wypływały z obawy, że zarówno jednego, jak i drugiego wciąż jest za mało. W 1569 r. sejm bezzwłocznie podjął debatę na temat spraw małżeńskich króla i 12 sierpnia zakończył obrady, nie zważając na usilne prośby władcy. Bezceremonialnie odłożono na później ustalenia dotyczące procedury wyborczej, utworzenia głównego skarbu oraz przeprowadzenia reform sądowych.

Widzicie, żeć-em jest poddany śmierci jako i każdy z WMościów (...) mówił król, jeśliże tego nie opatrzycie, tedy ta praca moja wWMości wszystkich (...) wniwecz by się obróciła”.[76]

Nie zwrócili na te słowa uwagi.

Tymczasem w Moskwie Iwan IV rozgniewał się na wieść o unii lubelskiej i pospiesznie podjął owe przestępcze akcje, które bardziej niż inne jego postępki zyskały mu przydomek Groźnego. Przygotowano sfałszowane listy, mające wykazać, że metropolita oraz namiestnik Nowogrodu są winni zdradzieckich konszachtów z królem polskim. Car przybył, aby osobiście wymierzyć karę. Mieszkańców Nowogrodu systematycznie chwytano i torturowano; każdego dnia mordowano po pięćset, a często i po tysiąc osób. W ciągu pięciu tygodni najbardziej cywilizowane pośród miast Rosji zostało wyludnione i obrócone w stos dogasających zgliszczy. Iwan powrócił do Moskwy, aby szykować kotły z wrzącym olejem i rzeżnickie haki - narzędzia kary dla kilkuset mieszkańców Moskwy podejrzanych o utrzymywanie zdradzieckich kontaktów z Nowogrodem.

Jaką przyszłość mogła mieć „rzeczpospolita dobrej woli”, żyjąc obok takiego sąsiada? W 1570 r. sejm debatował nad problemem reformy podatkowej, nie uchwalił jednak żadnych podatków, w r. 1572 zaś jego członków rozproszył wybuch zarazy. Zygmunt August popadł w rozpacz i bezsenność. Zamknął się w swoim ulubionym zamku w Knyszynie koło Białegostoku i odmówił przyjmowania senatorów. Umarł 7 lipca 1572 r., otoczony pstrokatym tłumkiem szarlatanów, astrologów i czarowników, w komnacie zawieszonej czarnymi kotarami na pamiątkę żałoby po Barbarze Radziwiłłównie. W jego testamencie raz jeszcze powracają te piękne marzenia, które były treścią jego całego życia, a które miały tak niewielką szansę, aby się spełnić:

Przeto tym naszym testamentem obojemu państwu, Koronie Polskiej i Wielkiemu Księstwu Litewskiemu, dajemy, odkazujemy, zostawiamy miłość, zgodę, jedność, którą przodkowie naszy nazwali po łacinie uniją i mocnymi spiski, spoiną obywatelow obojego państwa przysięgą utwierdzonymi, na wieczność ukrzepili. A który z tych dwu narodów naród wdzięcznie tę uniję od nas przyjąwszy mocno trzymać będzie, temu to błogosławieństwo dajemy, aby go Pan Bóg w łasce swej, w szerokim a spokojnym panowaniu we czci a sławie domowej i postronnej i we wszystkim dobrym i potrzebnym przed inne narody wystawił i wywyszszeł. A który zasię naród będzie chciał być tej unijej niewdzięczen i dróg do rozdwojenia będzie szukał, niechaj się boi gniewu Bożego, który w nienawiści, jako prorok mówi, ma przeklinając tego, który sieje między braćmi niezgodę.[77]

Ostatni z Jagiellonów - jak przed 202 laty ostatni z Piastów - został pochowany na Wzgórzu Wawelskim. Jako osoba prywatna, król był martwy. Jako osoba publiczna - jechał za własnym pogrzebem w postaci swego sobowtóra. Drzewce królewskiego sztandaru zostało przełamane na dwoje i wraz z królewskimi klejnotami wrzucone do grobu. Akt ten stał się zarazem symbolem przeistoczenia Królestwa Polskiego. Zmarły król rządził jako monarcha dziedziczny dwoma odrębnymi księstwami. Pozostawiał je zjednoczone w obrębie jednej rzeczypospolitej elekcyjnej.




Загрузка...