Гасцінец
Жыццё — бы той гасцінец, па якім праходзім вярсту за вярстою.
Губляемся паміж гоняў жытоў каласістых i прыпыняемся, заварожаныя, ля кветкі першага кахання. Спяшаемся далей, не сарваўшы яе, бо здаецца нам, што сустрэнем яшчэ прыгажэйшую. Бачым наўкола далячынь цудна-цудоўную!
Ідзем праз жыццё штораз павальней, адзін пагорак вышэй другога, шукаем цяньку хоць бы пад дзічкаю, на мяжы палыну, азіраемся на пройдзеныя вёрсты — i ўгледзім ўжо далечную кветку першага кахання. Але, аднак, занадта адыйшліся мы, каб вярнуцца па яе. I засынаем ад знямогі. I сніцца яна нам пасля не раз, а прыгажосць яе сталася меркаю прыгажосьці свету i хараства.
І да скону не зразумеем, чаму пры гасцінцы жыцця нашага толькі адна такая кветка была...
Gościniec
Życie, jak ten gościniec, którym idziemy wiorsta za wiorstą.
Gubimy się wśród łanów kłośnego żyta i przystajemy oczarowani kwiatem pierwszej miłości. Spieszymy dalej, nie próbując sięgnąć po niego ręką, gdyż wydaje się nam, że spotkamy jeszcze piękniejszy. A dal dookoła — cudna, przecudna!
Idziemy przez życie coraz wolniej, wspinamy się na coraz wyższe pagórki, szukamy cienia, chociażby pod dziczką w piołunach na miedzy, patrzymy na przemierzone wiorsty i widzimy odległy kwiat pierwszej miłości. Ale zbyt daleko jesteśmy, by po niego wrócić. Zasypiamy ze zmęczenia i śni się nam ta miłość wielokrotnie, a jej piękność stała się nam miarą piękności świata i dobra na świecie.
I do śmierci nie rozumiemy, dlaczego przy gościńcu naszego życia wyrastał taki kwiat tylko jeden...
przeł. Jan Czopik