У Грыбоўшчыну
У Грыбоўшчыну — лесам; дрэвы i снег. Хвоі, з пахаладзелаю душою, на бялізне безнадзеі. Смутак запоўз на верхавіны i па-савінаму сеў над дарогаю.
Іду трэцюю гадзіну, без вёрстаў. Наперадзе масток, ад якога павеяла на мяне ўтульнасцю. Збудаванне, з якога я доўга не зыходзіў. Унізе — крыніца жывой вады. У ёй каменні з бародкамі водарасцей i шэпт задаволенасці, нешта такое, што жыве паціху, нацягнуўшы на сябе пухкую коўдру — не з галавою.
Стаў я на беразе, падняў камень i кінуў у празрыстую яміну. У цішыню. Пачулася нібы затоенае дыханне, ззаду, i наперадзе, i па баках. Было яно быццам пазяханне, перапыненае здзіўленнем. Дрэвы заварушыліся, закалыхалі галінамі.
Лес ажываў.
З хмараў пасыпалася. Вецер падкошваў, i завіруха мацнела.
Аслеплены, я пайшоў. Да Грыбоўшчыны зраб!лася.блізка.
Do Grzybowszczyzny
Do Grzybowszczyzny lasem trzeba iść; pośród drzew i śniegu. Pociemniałe korony sosen na bieli beznadziei; smutek im obsiadł wierzchołki i po sowiemu waruje nad drogą.
Idę trzecią godzinę, nie licząc, ile przeszedłem.
Przede mną mostek; uczucie swojskości; rzecz, ale ciężko oderwać się od niej. Spojrzałem w dół, na nurt żywej wody: kamienie z brodami wodorostów i szept satysfakcji; coś, co żyje tajemnie, naciągnąwszy na siebie puchową kołdrę, ale głowy nie kryje.
Stanąłem na brzegu. Potem podniosłem kamień i rzuciłem w przejrzystą głębię. W ciszę. I nagle jakby wkoło ktoś powstrzymał oddech. Albo jakby kształt otwartych do ziewania ust: "a", zdumienie przeistoczyło w kształt zachwytu "o". Znów zaistniał las.
Sypnęło z chmur. Wiatr kosił z nóg, rosła zawieja.
Oślepiony ruszyłem naprzód. Do Grzybowszczyzny zrobiło się blisko.
przeł. Jan Czopik