За Ярашоўкаю
За Ярашоўкаю, калі ісці лесам улева, можна напаткаць даліну.
Летам — я, Таня i дзеці — ходзім у даліну, што за Ярашоўкаю. Дзеці бягуць па кветках аж да канца i вяртаюцца. Я размаўляю з Таняй аб цяперашніх ураджаях, якія нават i не сніліся нашым дзядам ды бацькам...
У даліне — сажалкі. У ix спелая вада. Над шпакоўняй далёкай застаўкі хіліцца чыстабелая чаромха. Мы прыкмецілі, што да яе прыходзяць хлопец з дзяўчынаю. Ён дорыць ёй галінку ўсхваляванасці. Яны нічога не гавораць, i доўга стаяць.
У бабіна лета мы аблюбавалі сабе месцейка ў зацішшы маладняку, што выгусціўся над далінаю. Над старым лесам. Тут настой з цішыні i жывіцы.
Адыходзілі мы дамоў, калі сонца ўжо гняздзілася ў аголеных пагорках. За пыльнаю дарогай.
Я адразу не сказаў, што мы прыходзім сюды таму, што над гэтымі сажалкамі некалі была чужая гаспадарка, якая забрала лепшыя гады маёй маці. А яшчэ i таму, што мне ўсё не верылася, каб у такой цудоўнай даліне чалавек ад гора выплакаў вочы! І яшчэ для таго, каб нарадавацца ды наслухацца бесклапотнага смеху маіх дзяцей. Малодшаму з ix восем гадоў.
Восем гадоў было маёй маці, калі стала яна батрачкай у заможнага гаспадара, што валодаў гэтай далінай. Маладосць яе прайшла бокам, за гарамі-лясамі.
Za Jaroszówką
Za Jaroszówką, gdy się odbić w las z lewej strony, można wejść w dolinę.
Latem, ja, Tania i dzieci chodzimy tam właśnie. Dzieci biegną po kwiatach aż do końca radości i powracają. Ja rozmawiam z Tanią o tegorocznych urodzajach: naszym dziadkom i ojcom takie się nawet nie śniły...
W dolinie — sadzawki. Z dojrzałą wodą. Nad domkiem dla szpaków chyli się nieprawdopodobnie biała czeremcha. Zauważyliśmy, że spotykają się pod nią chłopiec i dziewczyna; wręczana jej gałązka jest jak wciąż nowe wyznanie miłości. Potem długo milczą.
W czas babiego lata naszym ulubionym miejscem był zaciszny młodniak gęściej ący obok starodrzewu. Ze stężałym ekstraktem cichości i żywicy: dzieci bawiły się przy nim leniwie i często odpoczywały.
Wracaliśmy do domu, kiedy słońce gnieździło się już między wygolonymi pagórkami; za tonącą w kurzu drogą.
Nie od razu powiedziałem, że przychodzimy tu dlatego, ponieważ nad tymi sadzawkami było niegdyś duże gospodarstwo, które zabrało najlepsze lata mojej matce. Także dlatego, iż nie mogłem uwierzyć, aby w takiej cudownej dolinie człowiek mógł wypłakać oczy z nieszczęścia. I jeszcze po to, by napatrzeć się i nasłuchać błękitnego śmiechu moich dzieci. Młodszy ma osiem lat.
Osiem lat liczyła moja matka, kiedy szła na służbę do gospodarza, do którego należała dolina. Jej młodość przeszła bokiem, za górami-lasami...
Przeł. Jan Czopik