Rozdział 13

Tymczasem w Miami Myron jadł obiad z Reksem Stortonem, nowym klientem, w przerażająco wielkiej restauracji, którą Rex wybrał ze względu na to, że przychodziło tam mnóstwo ludzi. Restauracja należała do jakiejś sieci lokali, takiej jak Bennigans, TGI Fridays czy innej, równie wszechobecnej jak okropnej.

Storton był podstarzałym aktorem, dawną supergwiazdą, szukającym ambitnej roli, która wyciągnęłaby go z letniego teatrzyku Loni Anderson w Miami i znów wyniosła na wyżyny Hollywood. Zadawał szyku różową koszulką polo z postawionym kołnierzykiem, białymi spodniami, których nie powinien wkładać mężczyzna w jego wieku, oraz błyszczącym siwym tupecikiem, który wyglądał dobrze, jeśli nie siedziało się po drugiej stronie stołu, tuż przed Stortonem.

Przez wiele lat Myron reprezentował wyłącznie sportowców. Kiedy jeden z jego koszykarzy postanowił zmienić zajęcie i wziąć się do robienia filmów, Myron zaczął spotykać aktorów. Ta nowa gałąź interesów okazała się owocna i teraz zajmował się niemal wyłącznie klientami z Hollywood, pozostawiając kontrakty sportowe Esperanzie.

To dziwne. Można by oczekiwać, że jako ekssportowiec Myron będzie bardziej przywiązany do klientów z tej branży. Jednak nie. Bardziej lubił aktorów. Większość sportowców zaczyna karierę w bardzo młodym wieku i od razu zostaje wyniesiona do rangi półbogów. Sportowcy są elitą w szkole. Są zapraszani na wszystkie prywatki. Mają wszystkie najładniejsze dziewczyny. Budzą podziw rodziców. Mają fory u nauczycieli.

Z aktorami jest inaczej. Wielu z nich zaczyna karierę od najniższych szczebli drabiny. Sportowcy rządzą w większości miast. Aktorzy to często ci, którym nie udało się dostać do drużyny i szukali innego zajęcia. Często byli za niscy – spotkaliście kiedyś jakiegoś aktora i zauważyliście, jaki jest niski? – albo mieli kłopoty z koordynacją ruchową. Dlatego zajęli się aktorstwem. Później, kiedy zostają gwiazdami, nie są z tym oswojeni. Są zaskoczeni. Nieco bardziej to doceniają. Wielokrotnie – nie, nie zawsze – są wskutek tego skromniejsi niż ich koledzy sportowcy.

Oczywiście, inne czynniki też odgrywają rolę. Mówi się, że aktorzy wychodzą na scenę, żeby zapełnić pustkę, którą może wypełnić tylko aplauz widowni. Nawet jeśli to prawda, to bardziej zależy im na uznaniu widzów. Podczas gdy sportowcy przywykli, że ludzie spełniają ich życzenia, i zaczęli uważać to za coś, co należy im się od życia, aktorzy doszli do tego od początkowego zwątpienia. Sportowcy muszą zwyciężać. Muszą kogoś pokonać. Aktorzy potrzebują tylko waszego aplauzu, a więc aprobaty.

Dlatego łatwiej się z nimi pracuje.

I znów jest to ogromnym uogólnieniem – w końcu Myron sam był sportowcem i wcale nie uważał się za trudnego człowieka – lecz jak w większości uogólnień, w tym również coś było.

Powiedział Reksowi o niezależnym producencie szukającym aktora do roli „podstarzałego złodzieja transwestyty, ale o złotym sercu”. Rex skinął głową. Nieustannie omiatał wzrokiem salę, jakby był na przyjęciu koktajlowym i czekał na przybycie kogoś ważnego. Rex zawsze jednym okiem obserwował wejście. Tak już jest z aktorami. Myron reprezentował jednego z tych powszechnie znanych z niechęci do prasy. Facet walczył z fotoreporterami. Podawał do sądu redakcje bulwarówek. Żądał poszanowania swojej prywatności. Jednak ilekroć Myron jadł z nim obiad, aktor zawsze wybierał stolik na środku sali, siadał twarzą do drzwi i spoglądał przez sekundę na każdego wchodzącego, sprawdzając, czy został rozpoznany.

Wciąż błądząc wzrokiem, Rex powiedział:

– Tak, tak, rozumiem. Będę musiał nosić sukienkę?

– W niektórych scenach.

– Już to robiłem.

Myron uniósł brew.

– Na scenie. Nie rób sobie jaj. To była gustowna kreacja. Suknia musi być elegancka.

– Zatem nie nazbyt wydekoltowana?

– Zabawne, Myron. Powinieneś grać w komediach. A skoro mowa o grze, czy będą potrzebne próbne zdjęcia?

– Będą.

– Rany boskie, przecież wystąpiłem w osiemdziesięciu filmach.

– Wiem, Rex.

– Nie może obejrzeć któregoś z nich?

Myron wzruszył ramionami.

– Powtarzam, co powiedział.

Podoba ci się scenariusz?

– Podoba, Rex.

– Ile lat ma ten reżyser?

– Dwadzieścia dwa.

– Jezu. Byłem już sławny, zanim się urodził.

– Opłacą ci przelot do LA.

– Pierwszą klasą?

– Turystyczną, ale myślę, że załatwię ci dopłatę do biznesowej.

– Ach, kogo ja chcę oszukać? Poleciałbym, siedząc goły na skrzydle, jeśli rola jest odpowiednia.

– To właściwe podejście.

Jakaś matka z córką podeszły i poprosiły Reksa o autograf. Uśmiechnął się czarująco i wypiął pierś. Spojrzał na tę, która zdecydowanie wyglądała na matkę, i zapytał:

– Jesteście siostrami? Chichotała, odchodząc.

– Jeszcze jeden zadowolony widz – zauważył Myron.

– Staram się.

Jakaś piersiasta blondynka przyszła po autograf. Rex ucałował ją nieco zbyt entuzjastycznie. Gdy odeszła, kołysząc biodrami, Rex pokazał Myronowi kawałek papieru.

– Popatrz.

– Co to jest?

– Jej numer telefonu.

– Przerażające.

– Co mam powiedzieć, Myronie? Kocham kobiety.

Myron zrobił zamyśloną minę.

– Co znowu?

– Tylko się zastanawiam – odparł Myron – co z twoją umową przedmałżeńską.

– Bardzo zabawne.

Jedli kawałki kurczaka smażonego w głębokim tłuszczu. A może była to wołowina lub krewetki. Wszystko usmażone w głębokim tłuszczu smakuje tak samo. Myron czuł na sobie spojrzenie Reksa.

– O co chodzi? – zapytał.

– Trochę ciężko mi to wyznać – rzekł Rex – ale tylko w blasku reflektorów czuję, że żyję. Mam trzy byłe żony i czworo dzieci. Kocham je wszystkie. Dobrze się czuję w ich towarzystwie. Jednak tylko w świetle reflektorów czuję, że naprawdę jestem sobą.

Myron nic nie powiedział.

– Czy to wydaje ci się żałosne?

Myron wzruszył ramionami.

– I wiesz co?

– Co.

– Myślę, że w głębi serca większość ludzi czuje to samo. Pragną sławy. Chcą, żeby ludzie rozpoznawali ich i zatrzymywali na ulicy. Ludzie mówią, że to nowość, wprowadzona przez telewizyjne programy typu reality show. Ja uważam, że tak było zawsze.

Myron wpatrywał się w swój talerz.

– Zgadzasz się ze mną?

– Sam nie wiem, Rex.

– Dla mnie te światła nie zgasły od razu, wiesz, o czym mówię? Powoli przygasły. Miałem szczęście. Jednak spotkałem kilka jednorazowych gwiazd. Człowieku, potem już nigdy nie są szczęśliwi. Nigdy. W moim przypadku to powolne przygasanie sławy pozwoliło mi się przyzwyczaić. Chociaż nawet teraz ludzie wciąż mnie rozpoznają. Dlatego co wieczór jadam na mieście. Tak, wstyd się przyznać, ale to prawda. I nawet teraz, po siedemdziesiątce, wciąż marzę o powrocie w blask reflektorów. Wiesz, o czym mówię?

– Wiem – rzekł Myron. – Dlatego tak cię lubię.

– Dlaczego?

– Jesteś szczery. Większość aktorów twierdzi, że ważna jest tylko praca.

Rex prychnął pogardliwie.

– Co za bzdury. Jednak trudno ich za to winić, Myronie. Sława to narkotyk. Najmocniejszy. Uzależniasz się, ale nie chcesz się do tego przyznać. – Rex posłał mu krzywy uśmiech, który kiedyś topił dziewczęce serca. – A co z tobą, Myronie?

– Co ze mną?

– Pamiętasz, co mówiłem o tym blasku reflektorów? Dla mnie on przygasał powoli. Ale dla ciebie, jednego z najlepszych koszykarzy w kraju, na progu wielkiej zawodowej kariery…

Myron czekał.

– Nagle pstryk – Rex strzelił palcami – i światła zgasły. Ile wtedy miałeś lat, dwadzieścia jeden, dwadzieścia dwa?

– Dwadzieścia dwa – rzekł Myron.

– Jak sobie z tym poradziłeś? Ja też cię lubię, kochasiu. Dlatego powiedz mi prawdę.

Myron założył nogę na nogę. Poczuł, że się czerwieni.

– Podoba ci się ten nowy program?

– Mówisz o letnim teatrzyku?

– Tak.

– Kupa gówna. Gorsze to od striptizu w knajpie przy Route 17 w New Jersey.

– Mówisz z własnego doświadczenia?

– Nie zmieniaj tematu. Jak sobie poradziłeś?

Myron westchnął.

– Większość ludzi powiedziałaby, że poradziłem sobie zdumiewająco dobrze.

Rex podniósł dłonie i zachęcająco poruszał palcami.

– Co właściwie chcesz wiedzieć?

Rex zastanowił się.

– Co robiłeś najpierw?

– Po tym, jak odniosłem tę kontuzję?

– Tak.

– Przeszedłem długą rehabilitację.

– A kiedy zdałeś sobie sprawę, że już nie będziesz grał w koszykówkę…?

– Wróciłem na studia prawnicze.

– Na jakiej uczelni?

– Na Harvardzie.

– To robi wrażenie. Zatem poszedłeś na studia prawnicze. Co potem?

– Wiesz co, Rex. Zrobiłem dyplom, otworzyłem agencję sportową i zrobiłem z niej kwitnącą firmę, która teraz reprezentuje także aktorów i pisarzy.

Wzruszył ramionami.

– Myronie?

– Co?

– Prosiłem o szczerą odpowiedź.

Myron podniósł widelec, włożył kawałek kurczaka do ust i powoli przeżuł.

– Reflektory nie zgasły powoli, Rex. To była niespodziewana awaria zasilania. Całkowite zaćmienie.

– Wiem, o czym mówisz.

– Musiałem się z tym uporać.

– I?

– I tyle.

Rex pokręcił głową i uśmiechnął się.

– Co?

– Następnym razem – rzekł Rex. Podniósł swój widelec. – Powiesz mi następnym razem.

– Jesteś jak wrzód na dupie.

– Jednak mnie lubisz, pamiętasz?

Zanim skończyli obiad i drinki, zrobiło się późno. Pijaństwo przez dwa wieczory z rzędu. Myron Bolitar, ulubieniec gwiazd. Upewnił się, że Rex zdrowy i cały wrócił do swojej rezydencji, po czym ruszył do apartamentu rodziców. Miał klucz. Po cichu wsunął go do zamka, żeby nie zbudzić matki i ojca. Wiedział, że to na nic.

Telewizor był włączony. Ojciec siedział w salonie. Kiedy Myron wszedł, ojciec udał, że właśnie się zbudził. Nic podobnego. Nigdy nie zasypiał, dopóki Myron nie wrócił do domu. Nieważne o której godzinie. Nieważne, że Myron zbliżał się już do czterdziestki.

Stanął za fotelem ojca. Ten odwrócił się i posłał mu uśmiech zarezerwowany tylko dla Myrona, mówiący mu, że w oczach tego starego człowieka jest najwspanialszym stworzeniem na ziemi i niech nikt nie próbuje zaprzeczać.

– Dobrze się bawiłeś?

– Rex to bardzo miły gość – powiedział Myron.

– Lubiłem jego filmy. – Ojciec nieco zbyt długo kiwał głową. – Usiądź na chwilę.

– O co chodzi?

– Po prostu usiądź, dobrze?

Zrobił to. Splótł dłonie i położył je na podołku. Jakby miał osiem lat.

– Chodzi o mamę?

– Nie.

– Jej choroba Parkinsona staje się coraz bardziej zaawansowana.

– Tak to już jest z parkinsonizmem, Myronie. Pogłębia się.

– Mogę w czymś pomóc?

– Nie.

– Może przynajmniej bym ją pocieszył.

– Nie rób tego. Tak będzie lepiej. Czy mógłbyś powiedzieć matce coś, czego ona nie wie?

Teraz Myron nieco za długo kiwał głową.

– No to o czym chcesz ze mną porozmawiać?

– O niczym. Wiesz, matka chce, żebyśmy porozmawiali sobie od serca.

– O czym?

– O dzisiejszym „New York Timesie”.

– Słucham?

– Coś w nim było. Matka sądzi, że będziesz zły i powinniśmy porozmawiać. Jednak nie zamierzam cię zmuszać. Zamiast tego dam ci tę gazetę i zostawię na chwilę samego, żebyś sobie przeczytał. Jeśli zechcesz pogadać, przyjdziesz po mnie, dobrze? Jeśli nie, nie będę cię zmuszał. Myron zmarszczył brwi.

– Coś jest w „New York Timesie”?

– W kronice towarzyskiej. – Ojciec wstał i ruchem głowy wskazał na stertę niedzielnych gazet. – Strona szesnasta. Dobranoc, Myronie.

– Dobranoc, tato.

Ojciec znikł w głębi korytarza. Nie musiał iść na palcach. Mama z powodzeniem spałaby podczas koncertu Judas Priest. Ojciec był nocną strażą, matka śpiącą królewną. Myron wstał. Podniósł część z kroniką towarzyską, znalazł szesnastą stronę, zobaczył zdjęcie i poczuł się tak, jakby ktoś pchnął go sztyletem w serce.

Kronika towarzyska „New York Timesa” zajmowała się plotkarstwem na dużą skalę. Najpoczytniejszymi jej stronami były te z ogłoszeniami ślubnymi. I tam, na szesnastej stronie, w górnym lewym rogu było zdjęcie mężczyzny o urodzie Kena i nazbyt doskonałym uzębieniu. Miał w brodzie rowek republikańskiego senatora i nazywał się Stone Norman. Z artykułu wynikało, że jest właścicielem i prezesem BMV Investment Group, doskonale prosperującej firmy obsługującej duże przedsiębiorstwa.

Nudziarstwo.

Z artykułu wynikało, że Stone Norman i jego oblubienica pobiorą się w przyszłą sobotę w „Tavern on the Greek” na Manhattanie. Ceremonię poprowadzi wielebny X. Potem nowożeńcy rozpoczną wspólne życie w Scarsdale w stanie Nowy Jork.

Więcej nudy. Norman Nudziarz.

Jednak nie to wbiło mu nóż w serce. Nie, tym, co go naprawdę zabolało i sprawiło, że ugięły się pod nim nogi, było zdjęcie kobiety, którą miał poślubić stary Stone, uśmiechającej się do niego na fotografii tym uśmiechem, który Myron znał aż za dobrze.

Przez chwilę tylko na nią patrzył. Wyciągnął rękę i przesunął palcem po twarzy panny młodej. W jej biografii podano, że jest wybitną pisarką, nominowaną zarówno do nagrody PEN/Faulknera, jak i National Book Award. Nazywała się Jessica Culver i chociaż nie podano tego w artykule, przez ponad dziesięć lat była miłością życia Myrona Bolitara.

Siedział tam i patrzył na zdjęcie.

Jessica, kobieta będąca jego bratnią duszą, wychodziła za innego mężczyznę.

Nie widział jej, odkąd zerwali ze sobą przed siedmioma laty. Miał swoje życie. Ona miała swoje. Dlaczego miałoby go to dziwić?

Odłożył gazetę i znów ją podniósł. Całe życie temu Myron poprosił Jessicę, żeby za niego wyszła. Odmówiła. Przez dziesięć następnych lat zrywali ze sobą i znów się schodzili. Jednak w końcu to Myron chciał ślubu, a ona nie. Gardziła całą tą burżuazyjną otoczką – przedmieściem, płotem ze sztachet, dziećmi, grillowaniem, rozgrywkami dziecięcej ligi, życiem, jakie wiedli rodzice Myrona.

A teraz Jessica wychodziła za wielkiego Stone’a Normana i przenosiła się na superprzedmieście Scarsdale w stanie Nowy Jork.

Myron starannie złożył gazetę i umieścił ją na ławie. Wstał z westchnieniem i poszedł korytarzem. Idąc, pogasił światła. Minął sypialnię rodziców. Nocna lampka wciąż się paliła. Ojciec zakaszlał na znak, że tam jest.

– Wszystko w porządku – powiedział Myron.

Ojciec nie odpowiedział i Myron był mu za to wdzięczny. Al Bolitar niczym zręczny linoskoczek potrafił dokonać niemal niemożliwej sztuki, okazując troskę i unikając wścibstwa.

Jessica Culver, miłość życia Myrona, jego bratnia dusza, wychodziła za mąż.

Myron chciał przespać się z tą myślą. Jednak sen nie przyszedł.

Загрузка...