Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga, a Duch Boży mieszka w was… że wasze ciało jest
świątynią… Boga żywego?
1 List Św. Pawła do Koryntian 3:16, 6:19
Ciało jest świątynią żyjącego Boga, świątynią nie ustanowioną przez ręce, nie poczętą śmiertelnie, ale wieczną w niebiosach; to znaczy wieczną w czasie i przestrzeni; wieczną w życiu, wieczną w duchu, w duszy i w substancji. Bóg uczynił wszystko, co zostało uczynione, i wszystko, co Bóg uczynił, zostało uczynione z Boga, zawiera naturę Boga, którą jest wieczność, nieśmiertelność i doskonałość. Bóg uczynił ciało na Swój własny obraz i podobieństwo.
Bóg jest życiem. Działalność Boga operująca w nasieniu przynosi dziecko wraz z całym jego potencjałem dorosłości ucieleśnionym w jednej drobnej małej formie, która nie jest jedynie kawałkiem materii, ale inteligencją i duszą towarzyszącą ciału. Duch Boga czyni, ale człowiek w swej próżności uzurpuje sobie rolę stwórcy. Mężczyzna i kobieta założyli, że ponieważ są ojcem i matką, są twórcami, zamiast wiedzieć, że są instrumentem, przez który działa Bóg wyrażając Siebie – nie dla pomnażania ciebie czy mnie, moich dzieci czy twoich. Bóg operuje jako miłość w naszej świadomości, wytwarzając Swój własny obraz i podobieństwo. Ten wyraz Boga nazywamy twoim dzieckiem czy moim, zapominając, że jest to dziecko Boga, a nie osobiste stworzenie czy osobisty przedmiot, który posiadamy na własność. Modlimy się do Boga, by utrzymywał i wspierał nasze dzieci; ale nie są to nasze dzieci; są to dzieci Boga. Nie ma potrzeby prosić Boga, by utrzymywał i wspierał Swoje własne dzieci. Przywilejem Boga jest tworzenie, utrzymywanie i wspieranie Swego własnego obrazu i podobieństwa.
Bóg jest twórcą wszystkiego, co jest. Bóg więc jest twórcą ludzkiego ciała. "Czyż nie wiesz, że ciało twe jest świątynią żyjącego Boga?" My nazywamy to ciało twoim i moim ciałem, ale nie jest ono nasze. Jest to ciało Boga, uformowane przez Niego, dla Jego przyjemności, uczynione na Jego obraz i podobieństwo, podlegające Jego prawu i stworzone, by manifestować Jego chwałę.
Na naszych choinkach bożonarodzeniowych znajdują się różnokolorowe światła – czerwone, niebieskie, fioletowe. Elektryczność dostarcza światła do barwnych żarówek różnego kształtu i rozmiaru. Żarówki same w sobie nie są źródłem światła; są jedynie instrumentami, przez które świeci światło. Tak też, gdy obserwujemy życie ludzi, zwierząt czy roślin, bierzemy przez pomyłkę ich widzialną formę za życie, które ożywia i stanowi substancję ich formy. Bóg jest życiem i substancją wszelkich form, zasadą twórczą wszystkiego, co jest. Bóg jest aktywnością, która rządzi czynnościami i narządami ciała. Bóg jest tym, co ożywia. Bóg jest mądrością, prawością i czystością Duszy ludzkiej. Bóg jest mocą człowieka.
Nie dajmy się zwieść pozorom, nawet tym dobrym. Nie nazywajmy jednej osoby silną, kogoś innego pięknym. Musimy patrzeć poza pozory na niewidzialne Życie czyniące możliwym wszelkie piękno formy. Wtedy możemy się radować wszelkim aspektem stworzenia, wszelkim przejawem, czy to ciałem ludzkim, gatunkiem zwierzęcym, czy rośliną. Są to formy życia, ale gdy nie rozumiemy Życia, które uaktywnia te formy, widzimy je jako dobre lub złe, młode lub stare, chore lub zdrowe, bogate czy ubogie. Ograniczone ludzkie poczucie życia opiera się na zmieniających się wartościach, wyposażając formy, które ono przybiera, w siłę dobra i zła. Duchowe poczucie życia jednakże cieszy się formą, uznając jednocześnie, że Nieskończone stanowi jej esencję. Odwracając uwagę od formy na tyle, że zdołamy wglądnąć poza nią w Niewidzialne i ujrzeć Boga jako zasadę wszelkiego życia, zrozumiemy różnicę pomiędzy życiem materialnym i życiem duchowym. Prawda w naszej świadomości stanowi prawo życia, harmonii i rezurekcji naszego ciała.
Bóg stworzył formę, nieskończoną boską formę, by wyrazić moją prawdziwą tożsamość. Ciało moje jest przejawem, obrazem Ja, którym jestem. Ciało moje jest wyrazem życia przejawiającym wszystko, czym jestem, bo ciało jest tym jestem, którym jestem, uformowane, uformowane duchowo, wiecznie i nieśmiertelnie. Ja jestem prawdziwą tożsamością – wieczną tożsamością – i ciało moje jest świątynią, instrumentem mojego działania i życia.
W przeciwieństwie do duchowej prawdy istnieje forma, którą widzę w lustrze; istnieją formy wyrazu natury, jak drzewa, kwiaty, rośliny i owoce. Nie są one istotą duchową czy ciałem; są koncepcjami ludzkiego umysłu, koncepcjami istoty i ciała.
Gdy patrzę w lustro, mogę widzieć siebie jako młodego lub starego, chorego lub zdrowego, krępego lub smukłego, ale ja wcale nie widzę siebie, widzę jedynie swe ciało. Zaledwie swoje ciało – ale ja jestem niewidzialny. Nawet to ciało, które spostrzegam wzrokiem, jest jedynie ograniczoną, skończoną koncepcją ciała. Z tego powodu wydaje się zmieniać. W rzeczywistości nigdy się nie zmienia; jedynie koncepcja, jaką mam na temat ciała, się zmienia.
Kim jestem? Czym jestem? Gdzie jestem? Spójrzmy w dół na nasze stopy i zapytajmy: Czy to ja jestem? Czy te stopy to ja, czy są one moimi? Znajduję się w stopach czy je posiadam? Wznieśmy się teraz nieco wyżej do kolan. Znajduję się w kończynach czy należą one do mnie? Czy gdy są zranione, czy to ja jestem zraniony, czy to moje kończyny są zranione? Czyż nie istnieje ja, tożsamość, która nie jest kończynami? Przesuńmy się dalej w górę do talii, do klatki piersiowej, do szyi, i w końcu do głowy. Czy znajduję się w którejkolwiek z tych części, czy są one moimi? Czyż nie ma ja oddzielnego i odseparowanego od ciała, ja, które posiada ciało? Ciało jest instrumentem mojej aktywności i ruchu, tak samo należącym do mnie, jakby to był mój samochód. Czy znajduję się w uszach, oczach, języku, krtani, czy należą one do mnie? Jestem w ciele; jestem ciałem; czy ciało jest moim? Czyż nie jest ono świątynią, narzędziem danym mi do mego użytku?
Spójrz na moje dłonie. Czyż mogą same z siebie dać czy zatrzymać? Czy muszę to być ja, który daje czy zatrzymuje, używając dłoni jako narzędzia? Czyż moje dłonie mogą być hojne lub skąpe? Czy to moje dłonie posiadają moc dawania czy zabierania; czy też ta moc znajduje się we mnie? Czyż nie istnieje coś, co nazywamy „ ja”, co daje poprzez te dłonie czy zatrzymuje? Czy mogą dłonie poruszać się w górę, w dół, w prawo czy w lewo? Czy serce umożliwia mi życie, czy też życie ożywia serce? Jeżeli moje dłonie nie mogą dać lub zatrzymać, jak więc serce może dać życie lub je zatrzymać? Jeżeli moje dłonie nie są samodziałające, jak więc mogą moje serce, wątroba, płuca czy nerki być samodziałające? Jako narządy materialne czy moje oczy mogą widzieć, a uszy słyszeć? Czy narządy ciała mogą poruszać się według własnej woli? Czyż nie istnieje coś, co nazywamy „ ja”, coś, co porusza się ulicami dzięki tym kończynom bądź za ich pomocą? Czyż nie istnieje „ ja”, co funkcjonuje poprzez instrumentalność ciała?
Jestem bytem; mój byt jest niezależny od ciała; to ciało zależy od mego bytu. Ja, którym jestem, rządzi ciałem. Moje ciało nie ma swojej własnej woli, swojej własnej inteligencji, swego własnego działania. Ciało moje reaguje na mnie; rządzone jest przeze mnie. Moje ciało jest moim obrazem i podobieństwem; moje ciało jest wyrazem mnie, tego ja, którym jestem. Istnieje Duch we mnie: tchnienie Wszechmocnego daje mi życie. Działanie Boga we mnie rządzi funkcjami ciała, narządami, mięśniami. Niewidzialny Duch oddziałuje na każdy narząd i czynność mego ciała, utrzymując i wspierając je na wieki. Nic z zewnątrz, co kala lub jest nieprawdą, nie ma prawa wstępu do świątyni żyjącego Boga. Jakakolwiek by była śmiertelna koncepcja mego ciała, może zniknąć z pola widzenia, ale prawda o nim będzie istniała wiecznie, bo ciało moje jest świątynią żyjącego Boga.
Wszelka moc znajduje się w Bogu działającym jako prawo mojego ciała. Bóg jest jedynym prawem, tak jak Bóg jest jedynym źródłem prawa. Podobnie wszelkie prawo jest duchowe i ciało moje rządzone jest prawem duchowym. Prawo duchowe nie znosi ani nie likwiduje prawa materialnego, ale ujawnia, że materialne poczucie prawa nie daje efektu. "Stój nieruchomo i zobacz wybawienie Pańskie… nie mocą, nie siłę, ale duchem Moim. " Ciało jest świątynią Boga. Nie muszę się zmagać, nie muszę poszukiwać uzdrowienia. Walka ta nie jest moją walką, ale Boga, a właściwie pojmowana nie jest walkę. Jest objawieniem, że ciało jest świątynią żyjącego Boga, i jest rządzone przez prawo duchowe. Każda posiadana przeze mnie śmiertelna czy materialna koncepcja na temat ciała rozpływa się w momencie rozpoznania, że moje ciało jest świątynią żyjącego Boga, bezwiekową, bezczasową, pozbawioną chorób, pozbawioną śmierci. Bóg jest przewodnim motywem mojej istoty; Bóg jest centralnym tematem mojego ciała.
Bóg jest substancję i mocą mego ciała. „Wszystko mogę czynić przez Chrystusa, który mnie wzmacnia… Pan jest mą mocą i pieśnią…Bóg jest moją siłę i mocą: i On czyni drogę moją doskonałą… Pan jest mocą mego życia; czego miałbym się lękać?" Gdy zwracam się do mego ciała po siłę, znajduję chorobę, śmierć i słabość. Gdy przyjmuję, że Chrystus jest mą mocą, że moje boskie synostwo jest moją siłę, że słowo Boga we mnie jest moją siłę, moją młodością, moją żywotnością, moim wszystkim we wszystkim, znajduję życie wieczne.
"Ja jestem chlebem życia: ten, który przychodzi do mnie, nie odczuje nigdy głodu; ten, który we mnie wierzy, nie będzie nigdy pragnął. " Ja mam wodę. Gdy poprosisz Mnie, dam ci wody, wody wytryskującej w postaci życia wiecznego. Ja nie żyję samym chlebem. Każde Słowo Boga przychodzące do mojej świadomości jest chlebem, winem, wodę, pożywieniem mojej Duszy, moim duchem, moim bytem i moim ciałem. Każde Słowo prawdy, któremu pozwolę wypełnić mą świadomość, jest pokarmem, o którym świat nic nie wie. Każde Słowo prawdy, które utrzymuję w świadomości, jest źródłem wody wypływającym w postaci życia wiecznego.
Gdy nie ma we mnie Słowa Boga, pozbawiony jestem tego, co mnie utrzymuje. Najdoskonalsze pożywienie jest jak trociny – zaledwie masą w moim systemie – chyba że towarzyszy temu Słowo Boga działając jako prawo trawienia, przyswajania, wydalania.
Ja jest winem, inspiracją, duchową wiedzą. Ja jestem tym, co oświeca i wznosi; Bóg jest tym, co inspiruje, Bóg jest tym, co iluminuje. Mogę znać wszystko porzez Chrystusa, który jest moją mądrością: Syn Boga we mnie jest moją mądrością. Słowo Boga we mnie jest chlebem, winem, wodą. Świat o tym nie wie; trzymam to w sobie ukryte w tajemnicy, bo gdyby świat wiedział, nie mógłby tego zrozumieć. Słowo Boga we mnie jest mocy ujawniającą doskonałą świątynię Boga – moje ciało, ciało nie uczynione dłońmi, wieczne w niebiosach.
W medytacji tego typu porzucamy wszelką formę wznosząc się ponad widzialne do Niewidzialnego. Wtedy dostrzegamy Niewidzialne jako podtrzymujące widzialne. Obowiązkiem naszym jest żyć, poruszać się i utrzymać nasz byt w świadomości Boga. Żyjmy, przebywajmy w tajemniczym miejscu Najwyższego. Ujrzymy wtedy ciało tym, czym naprawdę jest: świątynią nie uczynioną dłońmi, wieczną w niebiosach. „Spójrz, oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi… a nic nieczystego do niego nie wejdzie ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo.”