17

Iluminacja, komunia i jedność

Medytacja prowadzi do iluminacji, która początkowo staje się komunią z Bogiem, a ostatecznie zjednoczeniem. Oświecenie jest indywidualnym doświadczeniem. W najmniejszym nawet stopniu nie ma ono związku z żadną zewnętrzną formą nabożeństwa czy czci. Całkowicie zależne jest od zrealizowania naszego związku z Bogiem. Jest to doświadczenie, które ma miejsce wewnątrz nas samych i nie zależy od nikogo innego. Nie można go dzielić z nikim – mężem, żoną, dzieckiem czy zaufanym przyjacielem. Nie można do niego dążyć w towarzystwie innych. Każdy musi wycofać się do wewnętrznego sanktuarium swej własnej istoty, by tam znaleźć doświadczenie Boga. Do pewnego stopnia można podzielić się naszym duchowym zrozumieniem z innymi, którzy doznali oświecenia albo są w drodze do niego. Zawsze jednak pamiętajmy, że doświadczenie Boga jest doświadczeniem indywidualnym. Gdyby miało nastąpić w tłumie innych ludzi, nadal pozostałoby doświadczeniem w samotności. Nie można w tym doświadczeniu mieć żadnego partnera. Można dzielić się prawdą, która poprowadzi innych do doświadczenia i jeśli mamy wystarczający stopień oświecenia, możemy pomóc innym wznieść się do punktu, gdzie mogą mieć doświadczenie Boga. Nic więcej nie da się uczynić; doświadczenie samo w sobie musi mieć miejsce wewnątrz.

Nikt nie powinien próbować uczyć innych czy dzielić się z nimi objawioną mu prawdą, dopóki nie wykona ona pracy w jego świadomości, co pozwala mu osiągnąć pewien poziom światła. Potem otrzyma on wskazówki, w jaki sposób, kiedy, gdzie i w jakich warunkach powinien dzielić się tym objawieniem. Bóg objawi mu jego rolę i sposób, w jaki ma ją odgrywać.

Osiągnięcie iluminacji jest proporcjonalne do intensywności jej pragnienia, ale gdy ktoś dąży do doznania kontaktu z Bogiem, lepiej niech ukryje tę iskrę przed światem, dopóki nie rozpali się ona płomieniem; Po pierwszych przebłyskach oświecenia rozsądny uczeń trzyma w swym wnętrzu nowo narodzonego Chrystusa, głęboko ukrytego przed światem. Używając przenośni, schodzi do Egiptu, by ukryć dziecię Chrystusa. Nie mówi o Tym; w żadnym stopniu nie ujawnia Go światu, ponieważ świat w swej ignorancji i bezmyślności może próbować To zniszczyć. Świat może To wykorzenić, może nawet zniszczyć pewność i przekonanie o istnieniu Tego i Jego mocy. Za takie przekonania świat bez wahania mógłby ukrzyżować. Świat zawsze dąży do zniszczenia Chrystusa. Proroctwa w najstarszych znanych pismach pokazują, że ilekroć Mesjasz przychodzi, będzie ukrzyżowany. Jest coś w naturze człowieka, co nie chce zostać zniszczone, i wie, że Siłą, która może zniweczyć ludzką nikczemność, arogancję i egoizm, jest obecność i moc zrealizowanego Chrystusa.

Musimy zachować tajemnicę. Jest to jedyna rzecz, której nie ośmielamy się przedstawić światu. W momencie, gdy świat podejrzewałby u kogokolwiek czyste oddanie się Chrystusowi, bez wahania szkalowałby go i usiłowałby wydrzeć mu jego przekonania. Antychryst, czyli sugestia "ja" istniejącego w oderwaniu od Boga, wdziera się z subtelnością węża, wzbudzając wątpliwości i podkopując wiarę. Dlatego konieczne jest zachowanie tajemnicy do czasu, gdy Świadomość Chrystusa jest rozwinięta na tyle, że zostanie On zakorzeniony i ugruntowany w świadomości, że stanie się aktywnością codziennego życia. Wtedy możemy stanąć przed światem i ujawnić Go bez obawy, że zagraża nam jakiekolwiek zwątpienie czy rzucane na nas oszczerstwa świata. Jedynie w przypadku, gdy my przedstawiamy światu Chrystusa, grozi nam niebezpieczeństwo, że Go możemy stracić. Gdy Chrystus przejmuje panowanie w wystarczającym stopniu, przedstawia Sam Siebie światu w ciszy, skrytości, łagodnie i tak nieznacznie, że nikt nie może poznać, co To jest, ale każdy czuje Jego wpływ.

Po pierwszym przebłysku iluminacji zagraża nam wiele pokus. Nawet Jezus stanął w obliczu pokusy braku, sławy i osobistej mocy. Żadnej z nich nie uległ i był w stanie je przezwyciężyć. Te same pokusy spotykają nas wszystkich, ale każda z nich potęguje się w momencie, gdy ktoś doznaje w małym choćby stopniu duchowego oświecenia. Jednakże w miarę pogłębiania się iluminacji, pokusy jedna po drugiej znikają, aż pozostaje jedna – egoizm, pokusa przekonania, że "ja" mogę sam z siebie być kimś czy coś czynić. Ta także musi ostatecznie poddać się wskrzeszonemu Chrystusowi.

Głębia Chrystusowości nie ma granic. Iluminacja prowadzi do stanu komunii, w którym następuje wzajemna wymiana: coś przepływa od Boga do naszej świadomości i z powrotem, od naszej świadomości do Boga. Jest to medytacja o większej głębi niż doświadczana dotychczas, ale "my" jej nie powodujemy – Bóg to czyni. Nie jest ona wynikiem żadnego wysiłku z naszej strony: nie może być wymuszona siłą, możemy jedynie cierpliwie czekać i zobaczyć, że Coś przejmuje panowanie i pojawia się pełna spokoju i radości wzajemna wymiana, kiedy czujemy, jak dosięga nas miłość Boga i nasza miłość do Boga powraca do Niego.

W stanie komunii aktywność Chrystusa staje się ciągłym doświadczeniem – mającym miejsce nie w rzadkich momentach, ale obecnym zawsze. W ostateczności osiągnięty zostaje punkt przemiany, w którym dokonuje się radykalna zmiana. Już nie mamy własnego życia; Chrystus żyje dla nas i przez nas; stajemy się ni mniej, ni więcej tylko narzędziem boskiej Aktywności: nie mamy własnej woli; nie mamy własnych pragnień i idziemy tam, gdzie zostaniemy posłani; nie mamy własnych zasobów; nie mamy nawet własnego zdrowia. Bóg żyje Swoim życiem jako my. Gdy Bóg staje się naszym życiem, spowija nas szata Ducha. Wtedy ktokolwiek dotyka naszej świadomości, dotyka szaty Chrystusa, a gdy dotknie choćby rąbka szaty, mają miejsce uzdrowienie i zbawienie. Spowici szatą nie musimy nigdzie iść, by przynieść nowinę Chrystusa; świat sięgnie po Nią gdziekolwiek będziemy – ale musimy być spowici świadomością Chrystusa.

Komunia doprowadzona do szczytu wiedzie do ostatecznej formy związku, którym jest jedność z Bogiem. W komunii osiągnięty zostaje tak wysoki stan świadomości, że można wówczas zwrócić się do wewnątrz o każdej porze dnia i nocy i odczuć Obecność Pana. To tak, jakby było mówione: "Ja idę z tobą"; albo: "Dotychczas Ja szedłem z tobą, ale teraz Ja jestem w tobie"; w końcu słyszymy: "Dotychczas byłem w tobie, ale teraz Ja jestem tobą; Ja myślę jako ty; mówię jako ty; działam jako ty. Twoja świadomość i Moja świadomość są jednym i tym samym, bo jest już jedynie Moja świadomość."

Gdy ten etap zostaje osiągnięty, komunia nie ma już miejsca, bo nie ma dwu, istnieje tylko jedno i jest nim Bóg doświadczający Siebie, objawiający Siebie, spełniający Siebie. Jest to mistyczny ślub, w którym doświadczamy siebie zaślubianych Chrystusowi – stajemy się tym, co Bóg złączył w nierozerwalnym związku istniejącym od zarania. "Ja i Ojciec jesteśmy jednym" – jest to boski związek. W tym mistycznym związku każda przeszkoda zostaje usunięta i nawet nasze intelektualne opinie rozpuszczają się w uniwersalnej mądrości. Następuje całkowite poddanie siebie uniwersalnemu Jedynemu. Wszystko, co mam, jest Twoje, moje ręce są Twoimi, nawet moje własne ciało. Nie potrzebuję nikogo i niczego; wewnątrz mnie znajduje się chleb, woda i wino. Posiadam jedynie spełnienie.

Jest to szczyt duchowego doświadczenia. W Pieśni Salomona jest to doświadczenie opisane niemalże tak, jakby było historią ludzkiej miłości, ale oczywiście nie ma z tym nic wspólnego. Zawsze zaczyna się od istnienia dwu. To na etapie komunii istnieje dwoje miłujących się wzajemnie – Ojciec i Syn. Jezus powiedział: "Tak jak Ojciec mnie umiłował, tak umiłowałem ciebie." W tym stanie komunii czujemy naszą miłość kierującą się do Boga i miłość Boga płynącą do nas tak, jak miłość matki spowija jej ukochane dziecko.

Wszystko to kończy się w jedności. Gdy następuje jedność, nie ma już żadnego "ja"; istnieje jedynie Bóg, i gdy patrzymy na świat, widzimy jedynie to, co widzi B6g, czujemy jedynie to, co czuje Bóg, bo nie ma innej Jaźni. Nie ma ciebie, nie ma mnie. Istnieje jedynie byt Boga.

Bezcenne są te momenty jedności. Należą do rzadkości, ale są drogocenne, bo objawiają światu to, jak jest. Jeżeli możliwe jest doświadczenie takiej jedności przez kilka dni, czy nawet przez godzinę, możliwe jest doświadczanie tego zawsze. Jedno jest konieczne: usunięcie siebie z drogi. Nadejdzie dzień, gdy kula ziemska będzie tak pełna obecności Pana, że nie pozostanie ślad po śmiertelnym czy materialnym sensie istnienia. Oświecenie usunie najmniejszy cień powodowany przez każdego, kto stanął między słońcem i jego promieniem.

Gdy przychodzi oświecenie, nie odczuwamy potrzeby niczego, co znajduje się w zewnętrznym świecie. Wszystko i każdy staje się częścią naszej istoty. Nie musimy już troszczyć się o cokolwiek, ponieważ Bóg żyje jako my. Świadomość Obecności zawsze jest; śpiewa w nas nieustannie: "Nigdy cię nie opuszczę, nigdy nie zostawię." Żyje naszym życiem, a my stajemy się widzami Tego, obserwując, jak objawia się nam jako nasze doświadczenie. Coś, co jest wewnątrz, przyciąga do nas wszystko, co jest niezbędne dla naszego spełnienia. Twórcza moc Boga przychodzi z ciszy w naszej świadomości. Czując odpowiedź, nie tylko jesteśmy jedni z Bogiem, ale jedni z każdą duchową istotą wszechświata. Gdziekolwiek znajduje się jakiekolwiek dobro przeznaczone dla nas we wszechświecie, znajduje ono sposób dotarcia do nas.

To, co przepływa przez nas do świata, to dobro Boga. Sami z siebie niczego nie posiadamy. Pozbawia nas ono wszelkiego poczucia osobistego posiadania, osiągnięć i mocy, a w zamian obdarza wszystkością, obfitością Boga w Swej nieskończonej pełni. Pełnia chwały Boga zostaje objawiona jako nasze życie i poprzez nasze życie: w harmonii naszych związków z innymi, w postaci pełni i satysfakcji z naszych przedsięwzięć, w promienności naszego wyglądu, jako pogoda ducha i prężność ciała, a nawet w odzieniu, jakie mamy na sobie. Cała ta radość i spełnienie przepływające przez naszą istotę są bezgłośnym świadectwem, że Ja wewnątrz ciebie jestem mocą.

Загрузка...