Część trzecia. Medytacja: Owoce
16

Owoc ducha

W życiu każdego, kto poszukuje Boga, nadchodzi moment, kiedy odczuwa Obecność i – w taki czy inny sposób – staje się świadomy transcendentalnej Obecności i Mocy. Etap studiowania książek o doświadczaniu Boga czy słuchania innych mówiących o tym zostanie zakończony. Nie wiemy, jaką formę doświadczenie to przybierze dla nas. Do każdego przychodzi w inny sposób, ale jedno jest pewne: wtedy kiedy następuje i Duch Pana staje się zrealizowaną Obecnością, "wyzwolenie ma miejsce" – wyzwolenie i wolność od myśli i spraw tego świata, jego lęków, wątpliwości, trosk i problemów. W momencie, w którym Duch Pana kogoś dotyka, zostaje on przemieniony. Zaczyna rozumieć sens odrodzenia czy bycia "narodzonym na nowo." Ma on poczucie bycia kimś innym i wie, że nie jest tym samym, kim był wczoraj czy przed tygodniem. Stopień przeobrażenia może nie być widoczny od razu, ale krok po kroku staje się oczywisty w świecie zewnętrznym.

Niekiedy początkowo może ono przybrać negatywną formę. Utrata często poprzedza zysk: "Ten, który znajduje życie, straci je, a ten, który straci życie dla Mnie, znajdzie je." Dotychczasowe zrozumienie życia musi zostać poświęcone na rzecz duchowego zrozumienia. Zanim jednak nastąpi pełna i całkowita realizacja nowego życia, dezintegracja starych form może przejawić się jako problem ekonomiczny, emocjonalny czy fizyczny. Pojawia się poczucie utraty czegoś, oddania czegoś czy poświęcenia. W rzeczywistości tak nie jest. Na kogoś, kto rzeczywiście został dotknięty przez Pana, nie mogą wpłynąć negatywnie zewnętrzne przejawy, bo jest on w stanie je zobaczyć jako część doświadczenia przemiany.

Męczennicy chrześcijańscy, którzy zaprzestali czczenia bożków uznając Boga, nie mieli poczucia życia w sensie ludzkim. Prześladowania, których zmuszeni byli zaznawać, były niczym w porównaniu ze spełnieniem ich duchowej misji. Dla kogoś z zewnątrz nie miało to sensu, że prawowity miał być ukamienowany, rzucony lwom na pożarcie czy spalony na stosie. Z ludzkiego punktu widzenia nigdy nie będzie to miało sensu. Ale dla kogoś, kto został dotknięty Duchem, zrozumiałe jest, że w rzeczywistości nic nie jest utracone, odebrane czy poświęcone. Jest to męczeństwo tylko dla kogoś, kto nie rozumie. Dla oświeconego duchowo jest to spełnienie jego duchowego przeznaczenia i doświadczenia i to, co zostaje osiągnięte, z nawiązką kompensuje to, co świat uznaje za utracone.

W dzisiejszych czasach postawa człowieka w świecie podobna jest do tej, którą mieli poganie dziewiętnaście wieków temu. Spogląda on ze zdziwieniem i nieufnością na tego, kto świadomie decyduje się poświęcić czas i pieniądze na rozwój swej duchowej istoty, zamiast podążać za przyjemnością, sławą i fortuną – bożkami tego świata. Decyzja taka w oczach materialisty podobna jest do poświęcenia się chrześcijańskich męczenników. Ale dla kogoś, kto choć na oka mgnienie doznał wglądu w to, czym jest droga duchowa, a szczególnie dla kogoś, kto doświadczył Chrystusa, to, co jest zyskane, bardziej niż kompensuje to, co zostaje odrzucone.

Wszystko w tym życiu to wzloty i upadki – góry i doliny. Niekiedy patrzymy na świat z wyżyny i wydaje się być przyjazny i łagodny, ale zanim się obejrzeliśmy, zsunęliśmy się w dół, w dolinę. Kiedy indziej znajdujemy się wysoko na szczycie najwyższej góry jedynie po to, by następnego dnia poddać się zniechęceniu i desperacji. Fazy te nie mają żadnego szczególnego znaczenia ani prawdziwej wartości; składają się na rytmiczny cykl życia ludzkiego. Upadki są przygotowaniem do doświadczenia wzlotu. Pomiędzy dwiema górami jest zawsze dolina. Nie można wspiąć się na następny szczyt bez uprzedniego przejścia przez dolinę między dwoma górami. W terminologii biblijnej nikt nie może znaleźć swego życia, zanim go nie straci. To w dolinie następuje porzucenie ciężaru ludzkiego ja z jego potrzebami, pragnieniami i zachciankami. Tak uwolnieni, jesteśmy w stanie wspiąć się na następny szczyt. W miarę trwania wędrówki doświadczenia wzlotów trwają dłużej, a doświadczenia dolin krócej. Tak będzie rok za rokiem, aż do momentu, gdy nastąpi przejście, i wtedy wzloty staną się jedynym miejscem przebywania.

Dzień naszego przejścia może nadejść dzisiaj. Jeżeli uważamy dzień dzisiejszy za moment podjęcia decyzji o tym, by zapomnieć: "o tym co za nami, a wytężając siły ku temu, co przed nami, pędzimy ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie", za rok od teraz będziemy musieli przyznać, że przemiana naszego życia jest w toku. Ludzkie poczucie życia już nigdy dogłębnie nas nie dotknie: nigdy już nie będziemy w stanie nienawidzieć czy kochać z tą samą intensywnością; nigdy nie będziemy rozpaczać ani radować się z tą samą intensywnością ludzkich emocji. Głębia naszej wizji będzie przynosić coraz większe duchowe światło, wiedzę i przewodnictwo, tak że każdy następny dzień będzie dniem głębszego rozpoznania, dniem wspanialszego życia w atmosferze Boga niż dzień poprzedni. Praca ta posłuży za fundament, na którym będziemy mogli zbudować świątynię naszego ciała i domu, świątynię naszego indywidualnego doświadczenia – świątynię nie zrobioną rękoma, ale wieczystą, w niebiosach.

W pracy tej znajdujemy się w punkcie świadomości, gdzie musi być doświadczony Chrystus. Od lat mówimy i słyszymy o pięknie Chrystusa, mocy Chrystusa i uzdrawiającym wpływie Chrystusa – Ducha Pana w nas. Wielu z nas doświadczyło łaski poprzez duchowe osiągnięcia kogoś innego. Nadszedł jednak czas, kiedy nie powinniśmy już polegać na rozmowach czy stanie oświecenia innej osoby. Musimy mieć własne doświadczenie, tak byśmy mogli być "w tym świecie, ale nie z tego świata", przebywać go wzdłuż i wszerz, lecz nie być jego częścią, byśmy mogli mieć do czynienia zarówno z różnego rodzaju trudnościami i brakiem harmonii, jak i z przyjemnościami i harmonią tego świata, zachowując jednocześnie w tym wszystkim naszą duchową integralność. Tracimy całkowicie poczucie, że mamy coś czynić albo mamy coś wiedzieć, czy też coś rozumieć. Następuje uwolnienie od osobistej odpowiedzialności i spoczywamy w ciszy i spokoju w realizacji, że tam, gdzie znajduje się Duch Pana, znajduje się wyzwolenie. Bądźmy widzami obserwującymi Boga przy pracy w Swoim wszechświecie, rozpoznając transcendentalną Istotę wykonującą Swą pracę poprzez naszą świadomość.

Niektórzy doświadczyli Boga, ale nie wynikła z tego żadna zewnętrzna przemiana. Żyją jedynie wspomnieniem o tym, ponieważ nie wiedzieli, co to znaczy, jak to zostało osiągnięte ani jak to można utrzymać. Student, który poświęca swe życie na studiowanie duchowej prawdy i praktykowanie medytacji, nie jest zdezorientowany, gdy pojawia się doświadczenie Boga, ponieważ rozumie jego znaczenie. Mimo że akceptuje je z radością jako wyraz łaski, wie, że zostało osiągnięte dzięki poświęceniu czasu i wysiłku. Nie żyje wyblakłymi wspomnieniami, ponieważ w miarę pogłębiania się jego receptywności poprzez ciągłą medytację, doświadczenie Boga staje się coraz częstsze, aż nadchodzi moment, kiedy staje się dostępne w każdej chwili.

Duchowa Obecność i Moc – Chrystus, który przejmuje za nas funkcję życia – jest niewidzialna, niemniej prawdziwa w całej Swej niewidzialności. Przejmuje Ona funkcje ciała tak, że zbędną staje się troska o działanie organizmu. Duch w nas, Chrystus, wykonuje to, co dane jest do wykonania nam i naszemu ciału. Stopniowo, w miarę jak Chrystus żyje naszym życiem, świadomość ciała fizycznego i jego funkcji jako takich zostaje wyeliminowana. Gdyby należało się troszczyć o krążenie krwi czy funkcje trawienne, żylibyśmy polegając na ludzkich możliwościach, a nie na mocy „każdego słowa wychodzącego z ust Boga." Nie, funkcjonowanie ciała bez potrzeby angażowania lub pomocy naszych myśli, czy nawet bez posiadania przez nas jakiejkolwiek konkretnej wiedzy o funkcjonowaniu systemu krążenia lub układu trawiennego jest bezpośrednim dowodem na działanie Chrystusa.

Zdrowie należy do Boga i z tego punktu widzenia nie istnieje moje czy twoje zdrowie. Akceptując to dosłownie, będziemy świadkami cudów. Bóg nie jest osobowy, ani w przypadku zdrowia, ani zasobów. Zdrowie jest właściwością i aktywnością u Boga, Jego esencją i substancją. Mówienie o "moim" czy "twoim" zdrowiu zakładałoby, że istnieją różne stopnie zdrowia: dobre zdrowie i marne zdrowie. Na drodze duchowej nie ma to miejsca; jest to niemożliwe. Istnieje tylko jedno zdrowie i jest nim Bóg.

W przypadku Boga jako zdrowia – a Bóg jest "zdrowiem mego oblicza" – zdrowie jest nieskończone, nie dlatego że jest to nasze zdrowie, ale dlatego, że jest to boskie zdrowie. W momencie, gdy zdobywamy umiejętność rezygnowania z poczucia osobistej własności, tak jak wyrażają to słowa "ja", "mnie", "moje", znajdujemy nowe znaczenie duchowego sposobu życia – uniwersalnego, bezosobowego, pełnego harmonii. Bóg wyraża swoją harmonię poprzez nasze istnienie. Każdy aspekt harmonii, czy będzie to dobroć, czy zdrowie, jest Właściwością, aktywnością i prawem Boga. Uznając Boga jako istotę wszelkiego dobra, staniemy się instrumentem wyrazu uniwersalnego poczucia dobra.

Wraz z duchowym poczuciem zdrowia przychodzi zrozumienie, że zdrowie nie jest zależne od trawienia, wydalania czy funkcjonowania jakiegokolwiek narządu ciała. Zdrowie zależy wyłącznie od Boga; jest cechą i aktywnością Boga. Wszystko, co jest potrzebne do zarządzania ciałem, wykonywane jest jako działanie Boga. Pamiętajmy o tym w związku z każdym pożywieniem, jakie jemy: "Jedzenie, które spożywam, nie ma żadnej wartości odżywczej, substancji czy mocy, by utrzymać albo podtrzymać życie; jedynie Ja, Dusza moja, moja świadomość, przekazuje doń swą istotę, wartość i swą odżywczość." Jeśli stanie się to świadomą realizacją, przekonamy się, że jedzenie będzie miało całkowicie inny wpływ na nasze ciało niż dotychczas. "On wykonuje to, co jest mi dane do wykonania" i dlatego czynności ciała wykonywane są przez Tego, który jest w nas. Nie musimy się o to troszczyć. On to wykonuje. On doskonali to, co nas dotyczy. Bądźmy obserwatorami Boga przejawiającego się jako nasze zdrowie, nasz dostatek, nasza siła i nasze życie.

Odnosi się to do każdego aspektu naszego ludzkiego

Odnosi się to do każdego aspektu naszego ludzkiego doświadczenia. Jeżeli istnieje poczucie odpowiedzialności w życiu – jeżeli odpowiednie słowa wypowiadane są w odpowiednim czasie, jeżeli właściwe działania wykonywane są we właściwym czasie, jeżeli w naszym doświadczeniu ma miejsce harmonia – wówczas czujemy, widzimy i rozpoznajemy, że każdy aspekt doświadczenia stanowi bezpośredni skutek aktywności Chrystusa. My tego nie czynimy. My o tym nie myślimy: Chrystus dokonuje wszystkiego, zanim my nawet mamy świadomość tego, co się dzieje. To Chrystus stanowi aktywność ciała, zasobność portfela i jakość naszych stosunków z innymi. Obecność podąża przed nami, by krzywe miejsca wyprostować i przygotować miejsce dla nas. Obecność czyni za nas wszystko i my istniejemy na tym planie egzystencji jako świadkowie – obserwatorzy.

Istnieje nie zliczenie wiele biblijnych cytatów, które podkreślają znaczenie "czekania na Pana", bycia obserwatorem życia. Nie oznacza to próżnowania i nie robienia niczego. Przeciwnie, im częściej ktoś czeka na Pana, tym częściej jest świadkiem tego, jak Bóg działa w nim, przez niego i jako on, i tym bardziej aktywny się staje.

Będąc obserwatorami, wykonujemy wszystko, co wymaga naszej uwagi i co znajduje się w zasięgu naszej ręki. Gdy naszym zadaniem jest zajmowanie się domem, zajmujemy się nim. Jeżeli mamy prowadzić interesy, prowadzimy je. Jeżeli mamy odbyć rozmowy, odbywamy je. Ale gdy zaangażowani jesteśmy w te działania, towarzyszy im postawa: "Czekam na Pana; jestem świadkiem tego, co Ojciec daje mi do uczynienia." Zawsze dbamy o to, by być w takim stanie receptywności, abyśmy byli gotowi i skłonni w ostatniej chwili zmienić nasze plany po to, by wykonać boski plan. Codziennie mamy obowiązki do wykonania i zobowiązania do wypełnienia. To, co jest nam dane do zrobienia, musi być wykonane. Ale będąc obserwatorami zobaczymy, że istnieje boski kierunek, boska moc, która nas wiedzie. Jest to stan świadomości osiągnięty przez Pawła: "Ja żyję, a jednak nie ja, Chrystus żyje we mnie." To tak, jakby istota ludzka, Paweł, ustępowała miejsca mówiąc: "Chrystus jest na polu działania, Chrystus działa we mnie; przeze mnie jako ja. Chrystus żyje za mnie." Jest to postawa, którą przybieramy jako obserwatorzy, niemal jakbyśmy mówili: "W rzeczywistości ja nie żyję. Obserwuję Ojca, który żyje przeze mnie."

Jest to doskonały sposób życia; jest to duchowy sposób życia, życia, w którym napotykamy minimalną ilość trudności, sprzeczności, nieporozumień. Zawsze istnieje Obecność, Nieskończone Niewidzialne, które idzie przed nami by krzywe miejsca prostować, by uczynić nasze doświadczenie doskonałym w każdym szczególe. Jedynie wtedy, gdy „ja” czynię, mówię i myślę, skutek może być negatywny. Całe nasze doświadczenie frustracji spowodowane jest niechęcią do zbyt długiego czekania na To, by przejęło panowanie.

Większość z nas nie jest skłonna czekać do ostatniego momentu z podjęciem koniecznych, decyzji. Za wszelką cenę chcemy znać odpowiedź z wyprzedzeniem, dzień wcześniej, tydzień czy miesiąc. Chcemy wiedzieć, co znajduje się za rogiem; dzisiaj chcemy wiedzieć, co ma nastąpić za tydzień, za miesiąc, a nawet jaka decyzja ma być podjęta za rok, zamiast czekać na moment, w którym decyzja jest pożądana i wtedy pozwolić Bogu włożyć słowa w nasze usta i ujawnić jakie działanie należy podjąć. Dzień po dniu manna spada; dzień po dniu wiedza, przewodnictwo i kierunek potrzebne na ten dzień są nam dane. Bóg często nie doradza nam z tygodniowym wyprzedzeniem; otrzymujemy wskazówki wtedy, gdy ich potrzebujemy. Wyrobiliśmy w sobie nawyk niecierpliwości, który ma taki skutek, że zamiast czekać na to, by boska decyzja została ujawniona, pozwalamy wkraść się lękowi i bojąc się niefortunnych skutków braku decyzji, śpieszymy się i działamy w oparciu o nasz własny ludzki osąd.

W życiu duchowym nie jesteśmy zależni od własnej prawidłowej oceny sytuacji. Niezależnie od tego, jak słuszny wydaje się być nasz osąd, odwracamy się od niego i kierujemy do Ojca: "Ojcze, wskaż mi, kiedy uczynić ruch; wskaż mi, czy powziąć następny krok i kiedy to zrobić." Z cierpliwością, za pomocą ćwiczenia rozwijamy w sobie świadomość obserwatora czekającego na Pana, wiodącą nas do cudu życia, w którym odkrywamy nie tylko to, że Bóg istnieje, ale że stał się rządzącym elementem w naszym życiu: przejął nasze doświadczenie. Przeszkodziliśmy działaniu Boga w naszych sprawach przez brak czekania, przez to, że nie jesteśmy obserwatorami, przez to, że nie odsuwamy się na bok do czasu, aż poczujemy, że Ojciec przejął władzę. Gdybyśmy tylko mogli to zrobić, ujrzelibyśmy cudowność boskiej Obecności kroczącej przed nami, by uczynić wszystko nowym. Gdy my podejmujemy decyzję, doświadczamy często trudności nie do przebrnięcia; ale gdy Bóg podejmuje decyzję, Bóg idzie przed nami i usuwa wszelkie trudności. Wszystko, co jest niezbędne, by przedsięwzięcie się powiodło, zostaje zapewnione.

Niechaj bycie obserwatorem stanie się praktyką dnia codziennego:

Ojcze, jest to Twój dzień, dzień przez Ciebie uczyniony. Będę zadowolony i będę się tym radował. Ujawnij mi pracę dzisiejszego dnia. Ukaż mi Swoje decyzje, nie moje, ale Twoje. Niech Twoja wola wyłącznie będzie motywującą i działającą zasadą mego życia.

Bądźmy skłonni czekać do ostatniego momentu, w którym decyzja musi być podjęta; nawet, gdy jest to o minutę później niż trzeba, wciąż czekamy i czekamy. Bądźmy cierpliwi, bardzo cierpliwi. To nastąpi i z tym doświadczeniem zaznamy cudu oglądania Boga operującego w naszych sprawach. Gdy to doznanie stanie się naszym doświadczeniem, nigdy już nie,,zaznamy bycia bez świadomości boskiego rządu, ponieważ przekonaliśmy się, że Bóg odpowiada, że Bóg przejmuje władzę. W dwudziestym trzecim psalmie dowiadujemy się, że mamy przebywać w domostwie Boga przez wszystkie dni naszego życia, wszystkie dni: na zawsze i zawsze przebywał będę w uznaniu boskiej mądrości, boskich rządów. Mając wyraźne doznanie bycia prowadzonym przez Boga, Chrystusa wprawiającego nas w działanie, nigdy już nie zadowolimy się podejmowaniem decyzji bez odwołania się do duchowego przewodnictwa.

Wielu ludzi, którzy osiągneli sukces w życiu, daje świadectwo na to, jak ważne są okresy ciszy, podczas których czerpali inspirację i przewodnictwo z wewnętrznego źródła. Przekonali się oni, że zorganizowanie dnia tak, by znajdowały się w nim krótkie, ale częste okresy wyciszenia i odpoczynku od trosk świata, uwalnia ich od poczucia presji, uzupełnia ich rezerwuary tak, że idą przed siebie wciąż ze świeżym wigorem i zainteresowaniem. Istnieją granice tego, co ludzki umysł i ciało może osiągnąć w ciągu dwudziestu czterech godzin. Ktoś, kto jest na drodze duchowej, kto nauczył się poprzez medytację być otwartym na aktywność Chrystusa, nie zna ograniczenia. To, co Chrystus może osiągnąć poprzez istotę ludzką w ciągu dwudziestu czterech godzin, nie ma granic. Jednostkowa pojemność nie jest miarą aktywności Chrystusa. Działa On poprzez swoje własne zdolności, a my jesteśmy jedynie ich instrumentem.

Nie istnieje nic, czego nie można przywieść z głębi naszej własnej wewnętrznej istoty, ponieważ Bóg stanowi umysł jednostki. Każdy ma pełny zakres boskości, i w takim stopniu, w jakim myślący, rozumujący umysł może osiągnąć wyciszenie i znieruchomienie, nieskończoność przepływa przezeń do Swego wyrazu. Zarówno umysł, jak i ciało są instrumentami Boga. Tak jak używamy ręki do pisania, tak Bóg używa naszych umysłów i ciał w celu uczynienia Siebie widzialnym i postrzegalnym w ludzkim doświadczeniu. W miarę jak Bóg ujawnia nam Swą harmonię, umysł i ciało służą jako instrument czyniący boską harmonię widzialną formą i wyrazem. Każda inspiracja przyjęta od Boga niesie ze sobą spełnienie. Na przykład, gdy wynalazca zda sobie sprawę, że jego praca jest aktywnością Boga, wszystko, co jest niezbędne do spełnienia idei zawartej w jego wynalazku, stanie się dostępne – finanse, reklama, kupno i sprzedaż. Odnosi się to do wszelkiej idei stworzonej przez Boga. Źródłem inspiracji jest ta sama aktywność, która ucieleśnia ideę.

Nikt nie może rzetelnie śledzić instrukcji dotyczącej medytacji przedstawionej w tej książce nie zauważając radykalnej zmiany natury duchowej. Od momentu, w którym następuje zwrot od polegania na materialnym do polegania na niewidzialnym, nieznanym ludzkości sposobie życia, zmiana ta jest nieunikniona. "Owocami ducha jest miłość radość, pokój, cierpliwość, łagodność, dobroć, zaufanie, pokora, umiarkowanie: przeciwko temu nie ma siły." Owoc taki niedostępny jest temu, kto nie nauczył się doceniać Chrystusa – Jego obecności, mocy i praworządności. Lata poświęcenia i oddania, w których, do pewnego stopnia, porzuciliśmy wszystko dla Chrystusa – Jego obecności, muszą poprzedzać owocobranie. Ale gdy moment ten nadejdzie, nigdy już nie będziemy samotni, nigdy nie zaznamy lęku. Być może znajdziemy się w dolinie cienia śmierci, ale nawet tam Obecność będzie z nami. Odpoczywamy w centrum naszej istoty, podczas gdy burze szaleją nad naszymi głowami. Jesteśmy świadkami Boga prowadzącego, utrzymującego i podtrzymującego Swoje, Boga spełniającego Się jako jednostka. Wtedy "widzimy Go takim, jaki jest", a Bóg pojawia się jako pełnia, dostatek, harmonia, spokój i radość naszego doświadczenia.

Загрузка...