5

Trudności

Gdy zaczniemy pilnie praktykować uprzednio przedstawione formy medytacji, bez wątpienia pojawią się pytania dotyczące sposobów medytowania: Co zrobić ze zbędnymi myślami, które natrętnie przychodzą nam do głowy? Czy mamy oczekiwać wizji? Czy istnieje jakiś określony czas trwania medytacji? W jakim stopniu potrzebne jest zrozumienie? Czy dieta ma jakikolwiek wpływ na skuteczność medytacji? Czy istnieje jakaś szczególna postawa, niezbędna lub preferowana?

Zacznijmy od pytania na temat postawy. Medytację najłatwiej jest praktykować, gdy nie jesteśmy świadomi ciała. Gdy siedzimy na krześle z pionowym oparciem, ze stopami spoczywającymi na podłodze, wyprostowanymi plecami, lekko pochyloną głową i obiema dłońmi opartymi na udach, ciało nie powinno zakłócać biegu myśli. Tę naturalną i normalną pozycję powinniśmy być w stanie utrzymać przez pięć, dziesięć czy dwadzieścia minut bez absorbowania myśli ciałem.

W tej pozycji nie ma nic tajemniczego. Na Wschodzie do rzadkości należy siedzenie na krześle, dlatego też podczas medytacji siedzi się zazwyczaj na podłodze ze skrzyżowanymi nogami. Ale dla nas, ludzi świata zachodniego, pozycja ta byłaby nie tylko trudna do osiągnięcia, ale też dla większości bardzo niewygodna do utrzymania.

Jeżeli będziemy pamiętać o tym, że podczas medytacji cała nasza uwaga ma być skupiona na Bogu i tym, co Boga dotyczy, łatwo zrozumiemy, że ciało powinno znajdować się w naturalnej, wygodnej pozycji, tak by uwaga go nie dotyczyła. Jedynym powodem przyjmowania jakiejkolwiek szczególnej pozycji jest ułatwienie nam ześrodkowania uwagi na Bogu i otwarcia na Jego nieskończoną moc. W trakcie medytacji zmiany w ciele stają się zauważalne. Kręgosłup jest wyprostowany, klatka piersiowa uniesiona, oddech ulega zwolnieniu, a natłok myśli stopniowo się zmniejsza, żeby ostatecznie ustać.

Medytacja jest świadomym doświadczeniem. Jak już sugerowałem wcześniej, wielce pomocnym jest rozpoczęcie medytacji od pytania, myśli czy jakiejś szczególnej idei, w zakresie których pragniemy oświecenia. Zaczynamy od pragnienia, aby otrzymać od Boga wyjaśnienie. Jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, że medytacja jest świadomym działaniem naszej Duszy, unikniemy niebezpieczeństwa zaśnięcia czy uczucia senności. Dwie, trzy minuty medytacji powinny wystarczyć, by opuściło nas znużenie, które czasami czujemy pod koniec dnia wytężonej pracy. Nie można zasnąć będąc w stanie otwartości, czekając na instrukcje. Ci, którzy zasypiają podczas medytacji, nie czynią jej świadomym doświadczeniem. W pewnym stadium medytacji może się pojawić sen, ale taki sen nie jest zapadnięciem się w nieświadomość. Świadomość jest nadal aktywna w czasie takiego snu. Medytacja nie jest leniwym rozluźnieniem się w rodzaju: "W porządku, Boże, zaczynaj." Jest to pełne uwagi czuwanie, a jednocześnie jest to: "spokój, który przechodzi zrozumienie. "

Bądźmy pewni, że ten spokój jest. Bądźmy pewni, że medytacji nie towarzyszy wysiłek. Nie mamy przecież zamiaru sforsować królestwa bożego – używając umysłowej czy fizycznej siły. Gdy medytacja zaczyna być wysiłkiem, przerwijmy, inaczej zaprzepaścimy jej cel. Medytacja nie musi trwać przez jakiś określony czas. Bądźmy zadowoleni, że trwała ona minutę, bo gdy byliśmy w stanie skupić umysł na Bogu chociaż przez pół minuty, przepływ został zapoczątkowany.

Medytacja jest trudną sztuką do opanowania. Gdyby nie była trudna, cały świat dawno opanowałby tę technikę. Jeśli chodzi o moje własne doświadczenie, potrzebowałem pięciu do dziesięciu medytacji dziennie przez osiem miesięcy, zanim doświadczyłem po raz pierwszy uczucia, że „zaskoczyło”, czy też poczucia wewnętrznej Obecności – osiem miesięcy medytowania dzień i noc. Co więcej, nie miałem pojęcia, że możliwe jest coś takiego jak nawiązanie kontaktu z Bogiem, czy że mógłby się on na coś przydać. Istniało jednak głęboko we mnie niezachwiane przekonanie, że można dotknąć czegoś większego niż ja sam, połączyć się z wyższą siłą. Żadna za znanych mi osób nie szła tą drogą przede mną, nikt nie przygotował gruntu. Istniało jedynie owo wewnętrzne przekonanie, że gdybym mógł dotknąć Boga, w centrum mojej istoty, zawładnęłoby To moim życiem, pracą, praktyką i moimi pacjentami. Po upływie ośmiu miesięcy byłem w stanie osiągnąć jedną sekundę realizacji – być może nie trwało to nawet jednej sekundy. Nie wiem, jak mierzyć czas, gdy chodzi o mniejszą jednostkę niż sekunda, a z pewnością było to mniej niż sekunda realizacji. Upłynął kolejny tydzień, zanim nastąpiła następna sekunda realizacji, i wiele dni, zanim miała miejsce trzecia. Upłynął cały tydzień, zanim czwarty moment realizacji został osiągnięty; następnie zdarzyło się to dwa razy w ciągu jednego dnia. Wreszcie nadszedł dzień, gdy realizacja zdawała się trwać wieczność i wieczność ta z pewnością trwała mniej niż minutę. Upłynęły prawdopodobnie trzy lata, zanim zdałem sobie sprawę, że wstając o świcie, gdzieś pomiędzy czwartą i ósmą rano, byłem w stanie doświadczyć owego "zaskoczenia" czy przeświadczenia, że Bóg jest w polu działania. Czasem owo "zaskoczenie" pojawiało się w ciągu pięciu minut, a innym razem wymagało to całych czterech godzin. Nigdy jednak się już nie zdarzyło, żebym wyszedł do pracy, zanim stan Obecności nie został zrealizowany.

Teraz nie przeznaczam nigdy mniej niż dziewięć czy dziesięć godzin w ciągu doby na medytację – nie za jednym razem, ale po pięć minut, dziesięć minut, dwadzieścia, trzydzieści. Nie według jakiegoś ścisłego rozkładu. Niekiedy kładę się o ósmej wieczorem, wstaję o dziesiątej trzydzieści i medytuję aż do trzeciej, ponownie się kładę i śpię do czwartej czy czwartej trzydzieści, wstaję i znów medytuję, aż do świtu. Co więcej, gdy ktoś przychodzi do mnie po poradę, pozwalam mu mówić przez około pięć minut, a potem medytujemy. Taka jest droga – ciągła, ciągła medytacja, nieustanne zwracanie się do wewnątrz, tak że wewnętrzny impuls utrzymywany jest na bieżąco.

Robiąc postępy w tej pracy, gdy dopuścimy, by presja z zewnątrz czy wymogi wzrastającej odpowiedzialności pozbawiły nas okresów kontemplacji, zbaczamy z drogi. Gdy Chrystus-centrum zostało dotknięte, istnieje możliwość, że nasza zewnętrzna aktywność zwiększy się do takiego stopnia, że pochłonie ona czas, który powinien być przeznaczony na medytację. Zagubienie się w sprawach tego świata może nas pozbawić daru duchowego, który jest nieskończenie bardziej wartościowy niż jakakolwiek rzecz materialna. Mistrz odchodził od tłumu, by doznawać stanu komunii samotnie na pustkowiu czy na szczycie góry. My także musimy zostawić nasze rodziny, przyjaciół i ludzkie obowiązki, żeby przeżywać okresy komunii nieodzowne dla naszego wewnętrznego rozwoju. Godzina czy dwie spędzone w medytacji czy komunii, bez jakiegokolwiek celu czy pragnienia, daje nam sięgające coraz głębiej doświadczenie Boga.

Często pojawia się pytanie o związek diety z medytacją. Czy przestrzeganie specjalnej diety mogłoby zwiększyć duchowe możliwości osoby? Czy aspirant na drodze duchowej powinien unikać szczególnego rodzaju pokarmów? Czy osoba taka powinna zaprzestać jedzenia mięsa?

Na każdym etapie naszego rozwoju skłonni jesteśmy uważać, że coś, co myślimy czy robimy w ludzkim zakresie, mogłoby nam pomóc w rozwoju naszej duchowej świadomości. Jest to fałszywe założenie. Wprost przeciwnie, to rozwój naszej duchowej świadomości powoduje zmianę naszych nawyków i stylu życia. W miarę postępu na drodze duchowej aspirant może zauważyć, że spożywa coraz mniej mięsa, dochodząc do punktu, gdzie nie jest już w stanie jeść go wcale. Nie dajmy się jednak zwieść przekonaniu, że istnieje wartość w jakimś akcie zaprzestania czegoś czy w jakimś działaniu, lub że jakaś forma poświęcenia zwiększy naszą duchowość. Duchowość rozwija się poprzez czytanie literatury duchowej, słuchanie tekstów pełnych duchowej mądrości, przebywanie z innymi, którzy są na drodze duchowej, i poprzez praktykę medytacji. Do królestwa bożego dochodzi się poprzez wewnętrzną realizację. Zewnętrzna zmiana nawyków dietetycznych jest bezpośrednim wynikiem wewnętrznej łaski duchowej; jest wynikiem procesu uduchowienia mającego miejsce w świadomości. Powstrzymywanie się od jedzenia mięsa nie jest sposobem osiągnięcia wewnętrznej łaski duchowej, ale osiągnięcie wewnętrznej łaski duchowej prowadzi do wyrzeczenia się czegoś na planie zewnętrznym.

Inne pytanie dotyczy wizji. Czy są one pożądanym lub koniecznym elementem doświadczenia medytacji? Wizje, takie jak widzenie kolorów czy konfrontacja z widmami o ponadnaturalnym charakterze, mogą mieć związek z naszym ludzkim doświadczeniem, ale pamiętajmy: mają one miejsce wyłącznie na poziomie metapsychicznym czy w rejonie mentalnym świadomości. W literaturze duchowej wizje te nie są opisywane jako doświadczenia duchowe, ani nie są za nie uznane. Doświadczenia metapsychiczne nie mają nic wspólnego ze światem Ducha. Świat metapsychiki – posiadania wizji, widzenia kolorów i tym podobnych rzeczy – zarzucony zostaje na rzecz realizacji, że tutaj i teraz jesteśmy istotami duchowymi, manifestacją wszystkiego, czym Bóg jest. Dlatego też nie traćmy czasu na przebywanie w metapsychicznym świecie, ale wznieśmy się ponad to do czystej atmosfery Ducha.

W trakcie medytacji często doznajemy poczucia spokoju czy harmonii – realizacji obecności Chrystusa. Są one inspirującymi doświadczeniami, ale musimy być gotowi zostawić nawet ten głęboki spokój i wznieść się na następny, jeszcze wyższy poziom świadomości, gdzie osiągnięcie tego spokoju nie ma najmniejszego znaczenia. Czy po osiągnięciu realizacji wszechobecności Chrystusa konieczne jest doświadczenie jakiejkolwiek reakcji emocjonalnej? Fakt, czy odczuwamy emocjonalną satysfakcję lub emocjonalny głód, nie robi różnicy w momencie, gdy zdamy sobie sprawę, że aktywność Ducha jest czymś większym, zawsze z nami.

Jedną z największych przeszkód w medytacji stanowi lęk, że nie posiadamy wystarczającego zrozumienia, aby rozpocząć praktykę. Autor sto czterdziestego siódmego psalmu na zawsze odrzucił taki lęk i zwątpienie, kiedy jego serce i usta wychwalały Boga: "Wielki jest nasz Pan i wszechmocny; a mądrość Jego nie zna miary." To Jego mądrość, nie nasza jest tym, co się liczy. Dajmy spokój z nonsensem, że nie mamy wystarczającego zrozumienia albo że mamy jakieś ogromne zrozumienie. Musimy pamiętać, że jest to Jego zrozumienie. Dlatego w ciszy i pewności zwróćmy się do wewnątrz pozwalając, by prawda została ujawniona. Gdy polegamy raczej na zrozumieniu Boga niż na naszym własnym, zrozumienie nie ma granic. Spośród czytających tę książkę każdy miałby wystarczające zrozumienie, by zacząć praktykować medytację, a przez to wejść do królestwa bożego. Na mocy łaski nawet złodziejowi na krzyżu udostępniono wejście do raju "tego dnia". Także i my dzięki łasce dostąpić możemy wrót niebios w tym właśnie momencie.

Największą trudnością medytacji jest niemożność utrzymania jednego kierunku myśli. Nie jest to ani twoja wina, ani moja, ale częściowo skutek nadmiernego tempa współczesnego życia. Niemowlęciu daje się grzechotkę, a gdy tylko z niej wyrasta, następną zabawkę. Cała uwaga człowieka, od dzieciństwa poprzez lata młodzieńcze do dorosłości, skupiona jest wokół ludzi i rzeczy, tak że gdyby znalazł się sam, obezwładniłby go strach. Większość osób nigdy nie nauczyła się przebywać samemu i w ciszy; większość nie nauczyła się przebywać w ciszy wystarczająco długo, żeby móc choćby czytać książkę. Kultura nasza skupia uwagę na rzeczach tego świata do tego stopnia, że straciliśmy zdolność przebywania w ciszy i rozważania jakiejś myśli.

Gdy zamykamy oczy próbując medytować, z zaskoczeniem odkrywamy wewnątrz nas kotłowaninę. Różnego rodzaju myśli przychodzą nam do głowy. Proste sprawy, takie jak: Czy wyłączyłem żelazko? Czy zamknąłem lodówkę? Czy wypuściłem kota? Inne myśli, już nie tak proste czy błahe, przychodzą do nas budząc lęk czy wątpliwości. Nie bójmy się tych myśli; należą one do świata. Jesteśmy jak antena odbierająca programy emitowane w świecie. Gdy nie będziemy zwracać na nie uwagi, zanikną w ciągu kilku dni czy tygodni z braku pokarmu. Żywimy je tylko wtedy, gdy akceptujemy je jako nasze myśli.

Mimo że naszym celem jest osiągnięcie stanu spokoju i receptywności, nigdy nie powinniśmy starać się zatrzymać umysł; starać się powstrzymać myśli albo je wyprzeć. Nie jest to możliwe. Gdy zaczynamy medytować i pojawiają się niepożądane myśli, powinniśmy pamiętać, że są to myśli świata, a nie nasze. Pozwólmy im być. Będziemy siedzieć i przyglądać się im, widzieć je nieosobowo. W końcu ustaną, a my osiągniemy spokój. Ilekroć nasza myśl wędruje, łagodnie, bez niecierpliwości wracamy do tematu medytacji. Nadejdzie taki moment w praktyce, kiedy te zewnętrzne myśli nie będą się narzucać naszej świadomości. Zagłodzimy je nie zwracając na nie uwagi. Nie walcząc z nimi uczynimy siebie tak niereceptywnymi na nie, że nie powrócą, by nas dręczyć. Ale gdy będziemy je zwalczać, pozostaną z nami na zawsze.

Podczas medytacji w naszych wysiłkach zwalczania poczucia niepokoju musimy być bardzo cierpliwi. To nie prawda, której jeszcze nie znamy, ma zostać objawiona z zewnątrz, ale światło pochodzące z wnętrza naszej własnej Duszy skierowane na tę prawdę pozwala ją zastosować w naszym doświadczeniu. Prawda pochodząca z zewnątrz jest zaledwie cieniem prawdy; to prawda ujawniona z wnętrz naszej własnej świadomości staje się "światłem świata" dla każdego, kto znajdzie się w jego kręgu. "Ja, gdy będę wzniesiony ponad ziemię, przyciągnę wszystkich do siebie." Medytacja wzniesie nas do punktu, w którym będziemy w stanie zobaczyć słowo prawdy w jego wewnętrznym znaczeniu. Gdzie rytm wszechświata bierze nas w swe posiadanie. Gdzie się nie poruszamy; nie myślimy; ale czujemy, że jesteśmy w harmonii, że istnieje rytm życia, że istnieje harmonia bytu. To więcej niż spokój umysłu. Jest to spokój duchowy, który przewyższa zrozumienie.

Po to by rozpocząć życie mistyczne, musimy posiąść zdolność pozostawania w ciszy, pozostawania bez myśli. Jest to najtrudniejsza część praktyki duchowej. Nie oznacza to w żadnym razie zatrzymania czy wyparcia myśli i nie taki jest nasz cel. Jest to stan tak głębokiej komunii z Bogiem, że myśl zatrzymuje się naturalnie. W tym momencie ciszy zaczynamy rozumieć, że boski umysł czy świadomość kosmiczna jest nieskończoną inteligencją spowitą miłością i funkcjonuje jako nasza istota, gdy świadome myślenie uległo zatrzymaniu.

W życiu codziennym możemy mieć jakiś plan postępowania, podczas gdy umysł kosmiczny będzie miał inny. Nie poznamy jednak tego planu dopóty, dopóki zajęci będziemy myśleniem, planowaniem i reagowaniem na wydarzenia świata. Po to by otrzymać łaskę kosmicznego umysłu, potrzebne są okresy, gdy umysł ludzki znajduje się w stanie wyciszenia. Ten, kto jest mistrzem swego przeznaczenia, osiągnął stan świadomości, gdzie nie istnieje nic w tym świecie, co miałoby dla niego znaczenie. Znaczenie ma jedynie to, czego doznaje wznosząc się ponad ocean myśli. W tym wzniosłym miejscu boska myśl, boska myśl, boska aktywność świadomości ujawnia samą siebie. Nie znaczy to, że umysł nasz musi czy powinien stać się pusty, ale to, że w ciągu dnia i nocy musimy mieć kilka okresów, kiedy nie pragniemy niczego prócz radości komunii z Bogiem. To w stanie całkowitej ciszy i wolności od myślenia Ojciec przejmuje panowanie w naszym doświadczeniu.

By rozpocząć życie mistyczne, powinniśmy przeistoczyć nawyk ciągłego myślenia i mówienia w nawyk ciągłego słuchania. Nasz Mistrz spędzał wiele czasu na cichej medytacji i komunii, i możemy być pewni, że nie prosił on Boga o nic, co miałoby materialny charakter. Nie mówił, ale słuchał. Słuchał oczekując boskich wskazówek i instrukcji, boskiego przewodnictwa i wsparcia.

To poprzez rozwój takiej zdolności słuchania i odbioru umysł ludzki może stać się spokojny i nieruchomy do tego stopnia, by być instrumentem, za pomocą którego Bóg manifestuje i wyraża Siebie. Umysł ludzki, ten rozumujący, myślący umysł, nie powinien być zamknięty czy zniszczony; ma on swoje miejsce. Nie jest świadomością, ale jej aspektem, wrotami świadomości, poprzez które odbieramy z niej wiedzę i mądrość.

Myślenie jest etapem wstępnym prowadzącym do medytacji. Załóżmy, że nie jesteśmy wystarczająco zaawansowani, by żyć w stanie nieustannej receptywności. To fakt, że Bóg zawsze wypowiada Swe Słowo, ale my nie zawsze słuchamy. Myśl może być pomocna w osiągnięciu tego wzniosłego stanu słuchającej świadomości, ale w medytacji nie powinna być użyta jako afirmacja czy zaprzeczenie.

Załóżmy, że pragniemy medytować, lecz nasz umysł jest tak wzburzony, że trudno nam się znaleźć w spokoju i ciszy. Zamiast próbować opróżnić umysł i wymazać te niepokojące myśli, możemy za jego pomocą zwrócić się do Pisma Świętego czy jakiejś innej lektury po inspirację. Zobaczmy, jak to działa, gdy użyjemy takiego cytatu jak: "Uspokójcie się i uznajcie, że Ja jestem Bogiem." Uczeń, który nauczył się polegać na afirmacjach, powtarzałby na okrągło "Uspokójcie się i uznajcie, że Ja jestem Bogiem. Uspokójcie się i uznajcie, że Ja jestem Bogiem. Uspokójcie się i uznajcie, że Ja jestem Bogiem" tak długo, aż wprawiłby się w stan hipnozy i w nim tymczasowo odnalazł spokój. Nieustanne powtarzanie: "Uspokójcie się i uznajcie, że Ja jestem Bogiem" nie jest niczym innym niż sugestywną terapią, niczym innym niż afirmacją i zaprzeczeniem użytym do hipnotyzowania samego siebie. Nie jest to praktyka duchowa. Nie jest to duchowa moc. Niektórzy na skutek używania takich afirmacji zostali zahipnotyzowani do tego stopnia, że uwierzyli, iż jako istoty ludzkie stali się Bogiem.


Teraz weźmy to samo stwierdzenie, ale zamiast stosować je jako afirmację, odkryjmy poprzez medytację prawdziwe jego znaczenie:

"Uspokójcie się i uznajcie, że Ja jestem Bogiem." Co to znaczy? Oczywiście, wiesz, Joel że nie jesteś Bogiem. Co to więc znaczy: "Jestem Bogiem"? Nie, że Joel jest Bogiem. To co innego. JA, tak, "Ja i mój Ojciec jesteśmy jednym… Bóg we mnie jest mocą… Ja i Ojciec jednym jesteśmy." Tak, Joel i Ja, Ojciec, jesteśmy jednym. Ojciec i Joel jesteśmy jednym. Tutaj, gdzie ja jestem, jest Bóg – bliżej niż oddychanie, bliżej niż stopy i ręce. Bądź w ciszy, Joel, bo Ja w tobie jest Bogiem. Nie musisz nigdzie szukać ochrony, pomocy czy uzdrowienia. Ja jestem z tobą. Bądź w ciszy i wiedz, że owo Ja jest twoją ochroną, twym zbawieniem, twoim bezpieczeństwem.

W kontemplacji tego biblijnego cytatu spowija nas spokój i spoczywamy w boskiej ciszy.

Niektórzy adepci na drodze duchowej osiągają ten stan ciszy szybko i łatwo, ale dla większości Droga jest długa i trudna. Nie powinniśmy chwalić się tempem naszego postępu czy ubolewać nad jego powolnością, lecz odnosić się do tego procesu z wytrwałością i niezachwianą determinacją. Większość z nas ma okresy stopniowego postępu przerywane okresami rozpaczy, kiedy czujemy się, jakbyśmy stracili drogę i snujemy się w labiryncie konfliktów i sprzeczności. Przekonujemy się często, że po tych doświadczeniach opadnięcia w dolinę zmierzamy do nowych wyżyn, gdzie nieoczekiwanie rozpościerają się przed nami nowe widoki.

Istnieje kilka utalentowanych jednostek, które ze względu na poprzednie doświadczenia zostały tak dobrze przygotowane, że ich droga wydaje się być znacznie łatwiejsza. Dzięki czystości świadomości, którą osiągnęli, ich wznoszenie się na duchowe wyżyny piękna jest stopniową i harmonijną podróżą, zakłóconą nielicznymi trudnościami.

Dla większości z nas wędrówka prowadzi w góre i w dół, ale pod koniec pierwszego lub drugiego roku pojawia się zazwyczaj poczucie, że jesteśmy odrobinę do przodu w porównaniu z tym, gdzie byliśmy rok wcześniej. Do tego by słyszeć łagodny głos ciszy, by mieć doświadczenie Chrystusa, wymagane jest przygotowanie – poprzez studiowanie, medytację i przebywanie z innymi będącymi na drodze duchowej. Gdy usłyszeliśmy łagodny głos ciszy wewnątrz nas, otrzymaliśmy łaskę Boga i cel medytacji został osiągnięty.

Nie odważmy się zadowolić czymkolwiek mniej niż doświadczeniem samego Boga w Sobie. Jest to perła o wielkiej cenie. Każdy z nas musi zdecydować, ile czasu i wysiłku poświęci medytacji; zdecydować, czy będzie to kilka oszczędzonych minut od czasu do czasu, czy też zorganizuje swe życie w taki sposób, by znalazły się w nim dłuższe okresy niezakłóconej ciszy, w której będzie miał kontakt z wewnętrzną Obecnością i Mocą. Lata spędzone na studiowaniu i praktykowaniu medytacji nie są latami poświęcenia. Są one raczej latami oddania się temu, co stanowi cel życia. Wymaga to cierpliwości, wytrwałości i determinacji, ale jeżeli realizacja Boga stanowi siłę motywacyjną w naszym życiu, wówczas to, co świat nazywa poświęceniem czasu i wysiłku, nie jest poświęceniem, ale najintensywniejszą radością.

Загрузка...