Celem medytacji jest dostąpienie boskiej łaski. Gdy dostąpiliśmy już łaski w jakimś stopniu, zaczyna ona władać naszym doświadczeniem, żyć naszym życiem, wykonuje to wszystko, co jest nam dane do zrobienia i prostuje wykrzywione miejsca. Nie żyjemy już samym chlebem, ale wewnętrzną łaską.
Zadowalające związki międzyludzkie, pełnia dostatku, sukcesy w pracy i rozliczne twórcze przedsięwzięcia stanowią namacalny wyraz łaski. Łaska wewnętrzna musi nastąpić, zanim rzeczy tego świata będą nam dodane. Dopóki szukamy efektów, nigdy nie możemy otrzymać łaski Boga, to znaczy nie możemy szukać Boga po to, by posiąść jakąś osobę, rzecz czy doprowadzić do jakiejś sytuacji. Z tego powodu medytacji nigdy nie używa się po to żeby zdobyć samochód, więcej pieniędzy czy lepszą pozycję. Celem medytacji jest realizacja Boga. W medytacji Bóg zostaje objawiony jako życie indywidualnej istoty. Bóg jest ucieleśnieniem wszelkiego dobra. Poprzez osiągnięcie doświadczenia Boga dobro nasze pojawia się w postaci czegokolwiek, czego potrzebujemy. Ponosimy porażkę, gdy próbujemy zdobyć cokolwiek w oderwaniu i niezależnie od Boga. Bóg sam w Sobie jest dobrem. Modlitwa i medytacja, której przedmiotem są rzeczy materialne i osoby, nie może być wysłuchana przez Boga Ducha. Taka intencja podważa cel medytacji.
Pismo mówi nam, że człowiek, który opiera swoje poznanie na zmysłach, nie otrzymuje rzeczy od Boga. Kim jest zwykły „zjadacz chleba”, jak nie istotą ludzką, synem marnotrawnym zagłębionym w świadomości materialnej, modlącym się o to, by jego materialność została ulepszona, wzbogacona, by było jej więcej lub mniej? Modlimy się, by przybyło nam na wadze albo byśmy zeszczupleli; modlimy się, by mieć więcej pieniędzy, rzadziej by mieć mniej, chociaż mogłaby to być bardzo duchowa modlitwa. Chodzi o to, że gdy modlimy się o polepszenie albo zwiększenie materialności, o której Bóg nie ma pojęcia, taka modlitwa nie może być wysłuchana. Bardzo często nasze ludzkie pragnienia, nawet gdyby były zaspokojone, i tak pozostawiłyby nas nieusatysfakcjonowanymi, ponieważ jako istoty ludzkie nie posiadamy wiedzy o tym, czego potrzebujemy. To Ojciec wewnątrz nas jest wszelką mądrością i wszelką miłością.
Aby modlitwa była skuteczna, musi być skierowana do Boga Ducha i dlatego też to, o co się modlimy, musi być duchowe w swojej naturze. Pamiętajmy o tym za każdym razem, gdy zwracamy się do Boga w medytacji; miarą naszej modlitwy jest stopień duchowego oświecenia, którego szukamy, i po tym zorientujemy się, czy możemy oczekiwać zadośćuczynienia. "Przyszedłem, żeby mieli życie i żeby mieli je w obfitości." Obietnicą jest zadośćuczynienie, ale bądźmy pewni, że zadośćuczynienie, o które się modlimy, istnieje tylko w sferze duchowej i że nie będziemy modlić się do duchowego Boga o ulepszenie naszego stanu ludzkiego, ale pozostaniemy posłuszni zaleceniom Pisma, pozwalając, by Duch był świadkiem w nas: "Nie wiemy bowiem, jak i o co się modlić,. lecz Duch przyczynia się za nami… "
W rzeczywistości to nie jesteśmy my, którzy się modlimy czy medytujemy. Duch medytuje w nas, a my jedynie otwieramy naszą świadomość, pozwalając Mu ujawnić naszą potrzebę i jej spełnienie. W tym jest tajemnica. Jakże różni się to od pracy umysłowej, deklarowania czy potwierdzania, że to czy tamto ma nastąpić – i to teraz, w tym momencie. Zamiast tego nasza postawa w medytacji powinna być taka jak małego hebrajskiego chłopca: "Mów Panie, Twój sługa Cię słucha". To jest prawdziwa postawa, którą powinniśmy przyjąć w medytacji – otworzenie naszej świadomości na Boga i pozwolenie, by Bóg spełnił Siebie samego w nas. Pozwólmy Bogu wygłosić Słowo wewnątrz naszej istoty – nie nasze słowa, ale Słowo. Przekonamy się, że Słowo to jest żywe, ostre i pełne mocy; i nie wraca do nas na próżno. Czyni Ono pracę tam, gdzie zostało wysłane, ale musi to być Słowo Boga, nie twoje pragnienie czy moje. Prawdziwy adept na drodze duchowej nie ma innej potrzeby niż spełnienia Boga, realizacji Boga, doświadczenia Chrystusa. Niemożliwe, by jakakolwiek potrzeba pozostała nie spełniona wtedy, gdy Chrystus działa w naszej świadomości. Chrystus musi spełnić samego Siebie. Jedno jedynie pragnienie jest dozwolone i jest nim realizowanie działalności Chrystusa w naszej świadomości.
"Ojciec wewnątrz mnie wykonuje pracę." Ojciec znajduje się wewnątrz mnie i Ojciec znajduje się wewnątrz ciebie; jak to jest, że praca nie jest wykonana? Jedno jest potrzebne i jest to świadoma realizacja Wszechobecności. Aktywność Boga jest wewnątrz nas – obecność Boga, potęga Boga – ale myśmy nagromadzili w sobie warstwy materialnych koncepcji. Nie udało się przebić przez te warstwy, by dosięgnąć atmosfery i wyżyn Boga wewnątrz nas, i dopóki tego nie uczynimy, doznawać będziemy porażki w naszej medytacji i nie znajdziemy drogi do spełnienia.
Większość z nas rozpoczyna poszukiwanie Boga mając wyłącznie materialne poglądy na życie: jesteśmy zatroskani, by serce miało odpowiednią liczbę uderzeń na minutę, żeby narządy trawienne i wydalnicze funkcjonowały we właściwy sposób, żeby nasz dochód był wystarczająco duży; cały czas wierząc, że zadowolenie można znaleźć w zewnętrznym świecie. Są tacy, co wierzą, że pieniądze przynoszą zadowolenie: inni, że sława; jeszcze inni uważają, że polega ono na dobrym zdrowiu. Jakże często słyszymy: "Gdyby tylko ten ból mi przeszedł, mógłbym zacząć szukać Boga. Nie mogę teraz, tak cierpiąc", "Gdybym tylko zapłacił komorne, miałbym spokój i mógłbym oddać się poszukiwaniu Boga". Innymi słowy, osoby te zakładają, że realizacja Boga uzależniona jest od jakichś fizycznych czy finansowych warunków. Dowodem zaprzeczającym temu jest fakt, że istnieją ludzie posiadający miliony dolarów, którzy nie odnaleźli Boga; istnieją ludzie cieszący się doskonałym zdrowiem, a nie znający Boga, którzy nie zaznali doskonałości, spokoju czy satysfakcji. Ich stan świadomości jest taki jak większości z nas, gdy rozpoczynamy poszukiwanie prawdy. Spróbujmy odwrócić obraz; zacznijmy poszukiwanie Boga i znajdując Boga zobaczmy, że ból zniknął, a braki, ograniczenia i grzech rozpływają się w nicości.
Dopóki staramy się jedynie zamienić fizyczny dysonans na fizyczną harmonię, nie mamy pojęcia, czym jest królestwo Boga, czym jest duchowe bogactwo i duchowe zdrowie. Musimy przystąpić do medytacji uznając, że ani zdrowie, ani bogactwo nie są celem naszego poszukiwania Boga. Jakiekolwiek pragnienie rzeczy czy osób zatrzyma albo opóźni nasze wejście do królestwa duchowego, a z kolei ciągłe pamiętanie, że celem naszych poszukiwań jest realizacja Boga, szeroko otworzy nam drogę do Niego. W tej realizacji zobaczymy wszelkie rzeczy dane nam, czy mówiąc dokładniej, zobaczymy, że wszystko zawarte jest w nas.
Musimy zdać sobie sprawę, że nie mamy celu innego niż osiągnięcie królestwa Boga, innego przejawu do uczynienia niż nasza duchowa Jaźń. Ale to musimy demonstrować: po pierwsze, dla naszego własnego rozwoju, a po drugie, dla świata, że Bóg jest indywidualną Jaźnią i ten stan bytu może osiągnąć każdy, kto gotowy jest zostawić świat, nie przez wycofanie się w jakieś odludne miejsce, ale rezygnując z pragnienia tego, co świat może dać. Dla uczniów wiedzy duchowej pojawia się ważne pytanie: Jaki jest najlepszy sposób, jeżeli w ogóle istnieje, realizacji naszej prawdziwej Jaźni? Czy istnieje droga na skróty? Czy istnieje droga, która prowadzi do realizacji Boga, droga, którą można podążać tutaj na ziemi? Czy osiągalne jest to tutaj na ziemi? I odpowiedź brzmi: tak. Nie tylko, że istnieje droga osiągnięcia tego celu, ale istnieje i droga na skróty. Tą drogą, jakże prostą, a jednocześnie bardzo trudną jest dokonanie na sobie próbnej operacji umysłowej i wycięcie wszystkich naszych pragnień. Weźmy dobry ostry skalpel i wytnijmy z siebie wszelkie pragnienia: dotyczące osób, miejsc, rzeczy, okoliczności i warunków. Wszelkie pragnienia muszą być wycięte po to, by pozostało tylko jedno pragnienie poznania Ciebie, którego poznanie jest życiem wieczystym.
Skupmy całe nasze serce, duszę i umysł na realizacji Boga, a nie na osiągnięciu jakiejś formy dobra. Osiągając tę realizację, cieszymy się wszelkim dobrem, które przynosi życie, nie stając się niewolnikami przywiązania i nie lękając o jego utratę. Nikt, kto dostąpił dotyku Chrystusa, nie może stracić swego dostatku, zdrowia i życia. Niechaj modlitwą naszą będzie:
Pragnę tylko jednego, bym mógł znać Ciebie. Tylko jednego! Moje serce wola: "Boże, otwórz się przede mną, ujawnij mi Siebie. Nie zależy mi, czy przyjdziesz w bogactwie, czy zdrowiu, w nędzy czy w chorobie, jedynie ujawnij Siebie. W Obecności Twej jest schronienie, bezpieczeństwo, pokój i radość.”
/Części tekstu przedstawione pochyloną kursywą stanowią spontaniczne medytacje, które przyszły do autora w momentach wzniosłej świadomości i nie służą jako afirmacje czy formuły. Przedstawione są niniejszej książce od czasu do czasu jako przykład przejawiającego się Ducha. W miarę jak czytelnik będzie praktykował Obecność, będzie także doświadczał we wzniosłych momentach nieskończenie nowej inspiracji przejawu Ducha./
W medytacji szukamy łaski Boga i niczego innego. Łaska ta nie znajduje się w ludzkim umyśle ani w pokoju, który może zaoferować świat. Czynienie stwierdzeń i czytanie książek nie urzeczywistniają tego. Mogą być pomocne w doprowadzeniu nas do punktu, w którym trwamy w ciszy, przygotowani na otrzymanie łaski Boga, ale to medytacja jest tym, co unosi nas do stanu duchowego zrozumienia, gdzie duchowa łaska przejmuje panowanie. "Jeśli tylko Duch Boży przebywa w nas", wtedy jesteśmy dziećmi Boga. Jako istoty ludzkie oddzieleni jesteśmy od Boga i z tego powodu nie podlegamy Jego prawu, nie doświadczamy błogosławieństwa boskiej obecności i potęgi. To Syn Boga, duchowy obraz i podobieństwo, jest tym, który znajduje się w objęciach Ojca. Odeszliśmy z Ojcowego domostwa i zatraciliśmy naszą boską substancję w osobistym pojęciu "ja". Po to by zrealizować nasz związek Synostwa z Bogiem, musimy odnaleźć drogę wiodącą do domu Ojca – podróż, którą musiał odbyć syn marnotrawny – byśmy mogli być przyodziani w szatę i otrzymać klejnot adopcji.
Jak możemy stać się Synami Boga? Jak możemy obudzić Chrystusa, czy Syna Boga, który zawsze był, jest i będzie naszą prawdziwą tożsamością, nawet wtedy, kiedy ukryty był w okresie śmiertelności, w której śpimy? Wymaga to wysiłku. Odrzucić musimy wszelkie poprzednie pojęcia dotyczące życia "z powodu mego imienia”. Opuścić musimy bankiet ze świniami, zostawić wszelkie myśli, ludzi i działania tego świńskiego świata i wrócić do Ojca. Naturą ludzkiej istoty jest zamiłowanie do dogadzania sobie: lenistwo, wygoda, przepych, nieumiarkowanie, obżarstwo, opieszałość i zmysłowość. Działają one w naszej świadomości jako poczucie oddzielenia od Boga. Nie jest to rzeczywiste oddzielenie od Boga, bo nie możemy być od Niego bardziej oddzieleni niż złoty pierścień od złota, z którego jest zrobiony. Złoto jest pierścieniem, złoto stanowi pierścień. Nie ma sposobu, by usunąć złoto z pierścienia nie niszcząc go, ponieważ nie istnieje złoto i pierścień. Istnieje jedynie złoty pierścień.
Tak jest i z nami. Nie możemy być oddzieleni od Boga, ponieważ nie istniejemy my. W istocie nie istnieje nic takiego jak ty i ja jako oddzielne jednostki. Bóg będący nieskończonym, Bóg jest wszystkim, co istnieje. Bóg składa się na ciebie i na mnie. Bóg składa się na nasze życie, umysł, duszę i istotę, tak jak złoto składa się na pierścień. Złoto jest substancją, pierścień jest formą. Bóg jest substancją, jednostka jest formą, jako którą Bóg się przejawia. Bóg jest esencją naszej istoty: życiem, duszą, umysłem, duchem, prawem, trwaniem i aktywnością. Bóg jest pełnią indywidualnej istoty, czy to świętego, czy grzesznika. Stopień świętości wyrażany przez jednostkę całkowicie zależy od stopnia świadomej realizacji jedności z Ojcem. Zdolność do grzechu w człowieku zależy od stopnia jego poczucia oddzielenia od Boga. Jeśli chodzi o ścisłość, to poczucie oddzielenia jest wszystkim, co składa się na stan człowieczeństwa.
Nie jesteśmy istotami ludzkimi, jakby się to mogło wydawać. Jesteśmy czysto duchowymi istotami. Nie istnieje nic takiego jak dwie oddzielne istoty: istota ludzka i istota duchowa. To tylko istota ludzka ulega poczuciu oddzielenia od Boga. Nie możemy być oddzieleni od Boga, ale możemy mieć poczucie oddzielenia od Boga. W momencie, gdy poczucie oddzielenia zaczyna znikać, Chrystusostwo, czy boskie Synostwo, staje się ujawnione. Powrót syna marnotrawnego ma miejsce wewnątrz siebie, jako aktywność świadomości, i w momencie, gdy zrobimy krok w kierunku domu Ojca, wkroczyliśmy na drogę duchową.
Nikt nie może szczycić się tym, iż znajduje się na drodze duchowej. Gdyby nie łaska Boga, nikt nie sięgałby po realizację boskiego Synostwa. W doświadczeniu każdego człowieka następuje moment, gdy przenika go promień Boga, gdy dotyk Boga przebija się do jego świadomości, nie dlatego kim jest, ale na przekór temu, kim jest. Od momentu, gdy ten promień go dotyka, zakończenie jest nieuniknione. Odnajdzie on swą drogę prosto do tronu Boga.
W ludzkim poczuciu, duchowa droga życia wydaje się niemożliwa do osiągnięcia, efemeryczna i niekonkretna. Ale w rzeczywistości najbardziej namacalnym, najbardziej rzeczywistym ze wszystkiego, co istnieje w świecie, jest Duch Boga. W momencie gdy jest to dostrzeżone, rzeczy tego świata – banknoty dolarowe, których używamy do wymiany, nasze domy i związki z innymi – zajmują swą właściwą pozycję jako zewnętrzne symbole łaski albo wyrazu Ducha. Te symbole czy wyrazy są właśnie tym, co się zmienia. Dopóki mężczyźni i kobiety żyją samym chlebem, walką i zmaganiem zawartym w ludzkiej aktywności, dopóty zależni są wyłącznie od symboli i skutków, przekonując się w końcu, że materialny dobytek niszczeje, jest konsumowany i staje się niczym. Skutki zależności od przedmiotów materialnych obserwować możemy patrząc na twarze tych, którzy żyją dla tych skutków, pokładając zaufanie w zdrowiu swych ciał, zasobności portfela i w rzeczach tego świata.
W odróżnieniu od nich istnieją nieliczni, tu i ówdzie, którzy żyją wewnętrznym światłem, wewnętrzną nadzieją, oczekiwaniem czy chwałą. Duchowe światło łatwo jest zauważyć: widzimy je w oczach, słyszymy w głosie, obserwujemy w żywotności i wigorze ciała. Chociaż Obecność jest niewidzialna, znajduje się Ona w każdym; nie ma nikogo, kto by tego nie miał. Dostępna jest każdemu, kto ma uszy, żeby słyszeć, oczy, żeby widzieć, każdemu, kto jest otwarty na boską łaskę.
Jedyny cel naszego życia to być odpowiednim instrumentem, poprzez który chwała może się przejawić. Nigdy nie zaspokoimy siebie w życiu próbując wyrazić swoją indywidualność. Spełnienie jest w pozwoleniu, by Nieskończone Niewidzialne ujawniło się w Swym wyrazie. Wtedy nie walczymy i nie zmagamy się, by gloryfikować siebie, ale za każdym razem, gdy medytujemy, jest tak, jakbyśmy mówili:
Ojcze, "sam z siebie nic nie mogę… Moja doktryna nie jest moją, ale tego, który mnie przysłał." Nie mam mądrości swojej własnej. Ojcze nie mam żadnej siły, nie mam żadnego osądu, nie mam żadnego zdrowia, nie mam żadnego bogactwa z siebie samego. Siedzę tutaj, by umożliwić przepływ nieskończoności.
Funkcją naszą jest przebywanie w tej wewnętrznej realizacji i pozwalanie, by harmonia się przejawiła. Gdy nasza wizja skupiona jest na tym, by Chrystus się przejawiał, pojawia się On zewnętrznie jako lepsza, zdrowsza, zamożniejsza istota ludzka. Ale my nie dajemy zwieść się pozorom, bo nie oczekujemy zmian w ludzkim obrazie. Medytacja nie jest próbą zamiany choroby w zdrowie, czy braku w obfitość. Wizja zawsze spoczywa na jednym niewidzialnym Chrystusie w samym wnętrzu naszej istoty, tu i teraz.
Jakakolwiek forma medytacji zawierająca w sobie najmniejszy choćby ślad pragnienia, żeby otrzymać coś od Boga, albo osiągnąć coś przez Boga, nie jest medytacją. Dobro ma być zrealizowane, to prawda, ale nie osiągnięte: nieskończoność dobra zawsze znajduje się tam gdzie ja; królestwo Boga jest wewnątrz mnie. Zamknięte wewnątrz naszej istoty są: obecność i potęga Boga – boskość w Swej pełni – tak jak zapach zawarty jest w kwiecie. Gdy kwiat się otwiera, zapach się ulatnia. Każdy ma pełnię boskości zawartą wewnątrz swej własnej istoty – nie tylko jej część. Bóg nie może być podzielony; B6g jest niepodzielny. Bóg jest nieskończony, ale zawsze jest niepodzielny. Pełnia Boga znajduje się w jednym listku – w każdym liściu. Pełnia Boga znajduje się w każdej jednostce na kuli ziemskiej. Gdyby nie było to prawdą, byłoby mniej Boga na ziemi wtedy, jeśliby populacja stanowiła jedynie dziesięć procent dzisiejszej, i tym samym byłoby dwa razy tyle Boga na ziemi, jeśliby populacja się podwoiła. Nie, tyle samo było Boga na świecie milion lat temu, ile będzie za milion lat. Nieskończona pełnia Boga znajduje się wszędzie, gdzie znajduje się każda jednostka. To dlatego jest powiedziane, że jeden Chrystus Jezus może doprowadzić milion osób do nieba, bo jeden Chrystus Jezus jest nieskończonym, indywidualnym Synem Boga i wyraża wszystko, czym Bóg jest. "Synu, tyś zawsze ze mną i wszystko, co mam, jest twoim" nie jest adresowane do grupy, ale do jednostki. Bóg w swej nieskończonej pełni ucieleśniony jest w Synu Boga, który jest naszą duchową tożsamością. W miarę jak uczymy się zwracać do wewnątrz i pozwalamy temu uwięzionemu zapachowi się ulotnić – tej aktywności Chrystusa, temu pięknu Boga – wtedy przybiera on formę widzialnego bytu.
Gdy nie szukamy już pokoju oferowanego przez świat, ale szukamy jedynie "mojego pokoju", wrota świadomości otwierają się, żeby przyjąć światło duchowe, które staje się życiem naszej istoty i naszym ciałem. Wiele osób dąży do osiągnięcia duchowej mocy, by posiąść bardziej harmonijne doświadczenia. Ich celem poszukiwania Boga jest zazwyczaj to, by cieszyć się większą ilością i lepszą jakością ziemskich rzeczy, złapać większe ryby w swe sieci – więcej ryb, lepszych ryb. Ale podstawą naszej pracy jest "zostawić sieci", zaprzestać dążenia do większego i lepszego ludzkiego dobra i otworzyć świadomość na rzeczywistość duchową. Wtedy rzeczy, które pojawiają się w naszym świecie wewnętrznym, są owocami wewnętrznej łaski. Łaskę można jedynie osiągnąć poprzez stan wewnętrznej ciszy, stan wewnętrznej wrażliwości i otwartości. Dlatego też powinniśmy się przygotować na doświadczenie otrzymania łaski. Jest to jedynym celem medytacji.
Stopień oświeconej siły i mocy, która przez nas przepływa, zdeterminowany jest boską łaską. Nie do nas jednak należy to, czy osiągniemy ostateczny cel oświecenia czy nie. Są tacy, którzy będą szukać i zmagać się, doprowadzając się do stanu wyczerpania, a mimo to tego nie osiągną. Inni podążać będą ku temu z łatwością i systematycznie; ale tylko nieliczni eksplodują spontanicznie w wiosnę Świadomości Chrystusa. Doświadczenie Chrystusa jest tym, co można osiągnąć wyłącznie poprzez łaskę. W jakimkolwiek stopniu się pojawia, pojawia się jako dar Boga. Przychodzi nie dlatego, że zasłużyliśmy; przychodzi nie dlatego, że na to zapracowaliśmy, nie dlatego, że jesteśmy dobrymi ludźmi. Prędzej przyjdzie do grzeszącego, ponieważ wewnętrzne zmaganie się grzesznika może być większe niż zmaganie się dobrego człowieka, a takie zmaganie jest często wysoko nagradzane.
Jedyną naszą odpowiedzialnością jest to, żebyśmy pragnęli doświadczyć Chrystusa i żeby pragnienie to przejawiało się w szczerości naszego studiowania, głębi naszej medytacji i oddaniu. To jest zakres naszej odpowiedzialności. Doświadczenie Chrystusa jest wyłącznie darem Boga. Nikt nie zapracowuje na to; nikt na to nie zasługuje i nikt nie wie, dlaczego przychodzi do jednych, a do innych nie.
W doświadczeniu każdego oddanego studenta pojawia się okres inicjacji. To znaczy pojawia się okres otwarcia duszy. Można to osiągnąć poprzez coś, co się słyszy, coś, co się czyta, ale może też pojawić się poprzez bezpośredni kontakt ze świadomością nauczyciela duchowego. Gdy to przychodzi, uczeń nie potrzebuje już pomocy ze źródeł zewnętrznych. Całe nauczanie otrzymuje z wewnątrz: całe oświecenie, moc uleczania i moc odradzania przychodzą z wewnątrz. Od tego momentu staje się on błogosławieństwem dla innych, przynosząc uzdrowienie i pocieszenie. W miarę jak pogłębia się w duchu, budzi w nich ten sam stan Chrystusowości: "Ja, gdy ja będę podniesiony, przyciągnę wszystkich do siebie." Na tyle, na ile każda jednostka otrzymuje światło duchowe, staje się ono prawem dla tych, którzy znajdują się w jego zasięgu. Każdy, kto przyczynił się do uzdrowienia za pomocą środków duchowych, był światłem, i właśnie to światło w jego świadomości spowodowało uzdrowienie. Ta ilość światła, którą realizujemy, czyni nas automatycznie w tym samym stopniu światłem dla tych, którzy dotkną naszej świadomości. Celem medytacji jest to, że każdy może dostąpić w większym stopniu tego światła poprzez doświadczenie Chrystusa.
W momencie gdy osiągnęliśmy kontakt z naszą wewnętrzną istotą, stajemy się wolni; nie podlegamy żadnemu człowiekowi, żadnym okolicznościom, żadnym warunkom. Jesteśmy wolni w Chrystusie i możemy powiedzieć:
Chrystus żyje moim życiem. Cóż z tego, że sq okresy niedosytu czy okresy przepychu, powodzie czy susze? Chrystus żyje moim życiem. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć; pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Choć tysiąc padnie u mego boku, a dziesięć tysięcy po mojej prawicy: mnie to nie spotka. Nawiązałem ten kontakt. Umieram codziennie do mojego stanu człowieczeństwa. Odradzany jestem w duchu. Jestem prowadzony, kierowany, karmiony, utrzymywany, podtrzymywany, uzdrawiany i zbawiany poprzez to wewnętrzne światło – wewnętrzne oświecenie.
Tajemnicą jest obudzenie uśpionego Chrystusa i to jest celem medytacji.