16

Wznowiłam poszukiwania siedem godzin później, chcąc jej wytłumaczyć, że nie było tak, jak wyglądało, ale nikt nie odbierał. Avery podniósł w końcu słuchawką parą minut po południu, głos miał słaby i lekko skacowany.

– Hej, Bette, co słychać?

– Cześć, Avery. Jest Penelope? – Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać, ani słowa ponad to, co niezbędne.

Dał się słyszeć szmer i coś, co podejrzanie przypominało szeptanie, po czym Avery powiedział:

– Wiesz, właśnie jest u rodziców na późnym śniadaniu. Chcesz zostawić wiadomość?

– Avery, proszę, poproś ją do telefonu. Wiem, że tam jest i wiem, że jest na mnie zła i chciałabym wszystko wyjaśnić. Naprawdę nie było tak, jak wyglądało – błagałam.

Jego głos przycichł i nabrał konspiracyjnego tonu. Starał się mówić tak, żeby Penelope nie słyszała.

– Bette? Nie martw się. Też bym wolał być wczoraj na imprezie u Caleba. Uwierz mi, gdyby istniał jakiś sposób na wydostanie się z tej żałosnej kolacji, byłbym tam razem z tobą. Pen po prostu reaguje przesadnie.

Oczywiście Avery wiedział o imprezie. Poczułam się chora.

– Wcale tak nie było, Avery. Wolałabym być… – zdałam sobie sprawę, że usprawiedliwiam swoje poczynania przed niewłaściwą osobą. – Czy możesz mi ją dać?

Dały się słyszeć dalsze szmery i przytłumione wołanie, po czym Penelope powiedziała „słucham”, jakby nie wiedziała, że to ja dzwonię.

– Hej, Pen, to ja. Jak się masz?

– O, Bette. Cześć. W porządku, a ty?

Rozmowa bardzo wyraźnie przypominała tych kilkanaście pogawędek, które odbyłam z moją nad wyraz uprzejmą, ale nieco otępiałą cioteczną babką. Bez wątpienia Penelope była na mnie dokładnie tak wściekła, jak się obawiałam.

– Pen, wiem, że nie chcesz teraz ze mną rozmawiać. Przepraszam, jeśli Avery podstępem skłonił cię do odebrania telefonu, ale naprawdę chciałam przeprosić. Wczoraj wieczorem nie było tak, jak to wyglądało.

Cisza.

– Miałam telefon z pracy, że ludzie od BlackBerry nieoczekiwanie przyjechali do miasta i muszę się z nimi spotkać. Jestem odpowiedzialna za ich imprezę w tym tygodniu i w żaden sposób nie mogłam odmówić spotkania i przywitania się z nimi.

– Tak, to właśnie powiedziałaś. – Głos miała zimny jak lód.

– I to właśnie się stało. Planowałam, że wpadnę tam na godzinę, załatwię co trzeba i może jeszcze zdążę wrócić przed deserem. Kiedy czekałam na samochód, który miała wysłać Elisa, nagle pojawił się Philip. Najwyraźniej Elisa wysłała go zamiast samochodu, bo ludzie z BlackBerry jego też chcieli poznać. Nie wiedziałam, że tak będzie. Naprawdę.

Nastąpiła pauza i potem powiedziała bardzo cicho:

– Avery twierdzi, że wszyscy widzieli cię na imprezie urodzinowej jakiegoś faceta w centrum. Dla mnie to nie brzmi jak praca.

Na słowa „wszyscy cię widzieli” ścierpła mi skóra, ale natychmiast zaczęłam tłumaczyć, co się naprawdę stało.

– Wiem, Pen, wiem. Philip powiedział, że Elisa powiedziała, że najpierw mamy tam jechać i czekać na dalsze instrukcje. Mieli przyjechać do nas albo my do nich.

– Więc na czym stanęło? Spotkanie było udane? – Wydawało się, że trochę jakby odtajała, ale dalsza część opowieści raczej nie mogła w tym pomóc.

– Nie, nawet ich nie spotkałam. Podobno zmęczyli się i pojechali do hotelu po drinku z Kelly. W tym momencie była już pierwsza w nocy! Nie mogłam już do was wrócić. Tak mi przykro, Pen. Wyszłam z twojej kolacji, bo myślałam, że nie mam wyboru, a w końcu okazało się, że nie było żadnego powodu. – Fatalnie to brzmiało, ale przynajmniej było prawdą.

– Dlaczego nie przyszłaś do Black Door? – zapytała. Ale potem jej glos zmiękł. – Wiedziałam, że nie wyszłabyś tak po prostu, na jakąś imprezę. Avery cały czas się upierał, że wymyśliłaś całą tę historię z pracą, bo to miała być najbardziej niesamowita impreza urodzinowa na świecie, ale ja naprawdę uważałam, że nie zrobiłabyś czegoś takiego. Było mi tylko trudniej przekonać samą siebie, kiedy zobaczyłam, jak odjeżdżasz z Philipem.

Miałam ochotę udusić Avery'ego kablem telefonicznym, ale nareszcie zaczęłam robić postępy w rozmowie z Penelope i na tym musiałam się skupić.

– Wiesz, że nigdy bym się tak nie zachowała, Pen. Wczoraj wieczorem nie chciałabym być nigdzie indziej. Jeżeli cię to pocieszy, ta impreza to był horror. Absolutnie, bezwzględnie, bezsprzecznie nic zabawnego.

– Na pewno chętnie przeczytam o tym w necie w tygodniu – powiedziała i zaśmiała się, ale wyczułam, że nadal jest zdenerwowana. – A propos, widziałaś poranne wydanie?

Serce zabiło mi nieco mocniej.

– Poranne? O czym ty mówisz?

– Cóż, nie jest aż tak złe, jak to czasem bywało. Nie martw się – powiedziała szybko. Wiedziałam, że chciała mnie pocieszyć, ale jej stwierdzenie wywarło odwrotny skutek. – Avery pokazał mi parę minut temu. Jest tam tylko zgryźliwa uwaga o tym, jak przyszłaś w garsonce na bal kostiumowy.

To niewiarygodne! Ogólnie rzecz biorąc, dzisiejsze rewelacje byty całkowicie nieszkodliwe, ale z jakiegoś powodu bardziej irytujące niż wszystkie kłamstwa i fałszywe wnioski na temat moich nocnych przygód. Skoro nie mogłam dobierać stroju bez publicznego komentarza, to nie miałam już ani odrobiny prywatności.

– Świetnie. Po prostu świetnie. – Tyle tylko udało mi się powiedzieć. – Cóż, dysponując dowodem, że faktycznie miałam na sobie garsonkę na imprezie kostiumowej, sama widzisz, że nie zamierzałam wychodzić z twojej kolacji.

– Wiem, Bette. To już ustaliłyśmy, dobrze?

Miałyśmy się właśnie rozłączyć, kiedy przypomniałam sobie, że nie zaprosiłam Penelope na imprezę BlackBerry.

– Hej, Pen, może byś wpadła we wtorek? Weź Avery'ego, jeżeli chcesz, albo po prostu przyjdź sama. Będzie dobra zabawa.

– Naprawdę? – spytała, zadowolona, sądząc po głosie. – Pewnie, z przyjemnością. Będziemy w końcu mogły usiąść i pogadać. Dawno tego nie robiłyśmy, prawda?

– Bardzo bym chciała. Nie ma to jak się wymknąć, schować w jakimś cichym kącie i naśmiewać ze wszystkich, ale muszę ci od razu powiedzieć, że nie będę miała nawet sekundy wolnej. Jestem organizatorką całej tej imprezy i na pewno będę biegała w kółko, załatwiając tysiące rzeczy. Chciałabym, żebyś wpadła, ale nie będzie to najlepszy wieczór, żeby pogadać.

– Rozumiem. Oczywiście. Zdaję sobie sprawę.

– A może zaraz po Święcie Dziękczynienia? – zaproponowałam. – Mogłybyśmy zjeść kolację, tylko we dwie, zanim wyjedziesz.

– Ee, pewnie. Jeszcze się zdzwonimy. – Znów ją straciłam. Słychać było, że chce jak najszybciej odłożyć słuchawkę.

– Jasne. Cóż, jeszcze raz przepraszam za wczoraj. Już się cieszę na przyszły tydzień.

– Uhm. Miłego dnia, Bette. Pa.

– Pa, Pen. Do usłyszenia.

Загрузка...