11 Erik + 5 × 105 minut

Bębnienie deszczu urwało się pomiędzy jedną a drugą sekundą. Zupełnie, jakby została zerwana taśma magnetofonowa. Teraz Erik słyszał świergotanie ptaków i cykanie koników polnych. Nagła zmiana wstrząsnęła nim. Owiało go i przeniknęło ciepłe, złote, słoneczne popołudnie. Takie, jakie bywa tylko w południowej Kalifornii.

Dopiero teraz przyszła mu do głowy myśl, że jest po kolejnym przemieszczeniu. Tym razem do przodu. Pół miliona minut po Czasie Zero. 347,2 dnia, prawie rok. Również był marzec, ale marzec roku dwa tysiące siedemnastego.

Wylądował na rozległym trawniku, po zachodniej stronie terenu należącego do laboratorium. Przeskok w czasie okazał się wystarczająco duży, by towarzyszyło mu również znaczące przesunięcie w przestrzeni. Studenci wokół nie zauważyli jego przybycia. Nie wyglądało na to, aby ktokolwiek miał zamiar się tym przejąć. Być może w marcu roku dwa tysiące siedemnastego wędrowcy w czasie często pojawiali się na terenie uczelni.

Przeniknęło go radosne uczucie wolności. Był na zewnątrz, na świeżym powietrzu, z dala od doktora Ludwiga i całej reszty personelu Programu. Po raz pierwszy od… Od jak dawna? Od tygodni? Od miesięcy? Te nie kończące się treningi, testy, powtarzające się w kółko próby, czuł się wtedy jak szczur w labiryncie, biegający od zakrętu do zakrętu. A tu w zasięgu wzroku nie było widać nikogo z ekipy. Do następnego przeskoku miał parę godzin i wreszcie mógł iść, gdzie tylko dusza zapragnie i robić to, na co miał ochotę.

— Łap go! — wrzasnął ktoś.

Wiropłat grawitacyjny przemknął ślizgiem tuż nad głowami studentów, robiąc szerokie zygzaki w górę i w dół. Za wiropłatem pędził próbujący go pochwycić wysoki, chudy nastolatek. Chłopiec zrobił desperacki wypad, chwycił maszynę i przeleciał z nią jakieś sto metrów w powietrzu, po czym wiropłat stracił pęd i z trzepotem zszedł ku ziemi.

Erika przeszyło ostre uczucie nostalgii. Minęło chyba milion lat od czasu, kiedy ostatni raz, jako student bawił się wiropłatem na tym samym boisku. W rzeczywistości nie minęło więcej jak trzy czy cztery lata.

Wkrótce oddalę się prawie o milion lat od studenckich czasów, pomyślał z lekkim drżeniem. A potem będzie jeszcze dalej… Smukła blondynka nakręciła wiropłat ponownie i puściła go do lotu. Maszyna zaczęła krążyć nad trawnikiem i Erik dopiero po chwili uświadomił sobie, że pędzi za wiropłatem wielkimi susami. Oprócz niego polowało jeszcze paru studentów, ale on ich wyprzedził. Swobodnie i lekko dosięgną! maszyny, wsunął ręce w uchwyty i pozwolił ponieść się w górę, poza teren laboratorium. Zawsze był w tym dobry. Potrafił wyczuć właściwy moment i udawało mu się wznieść na maksymalną wysokość.

Szybował w górę i w górę…

— Erik! Zwariowałeś do reszty! — rozwrzeszczał się zachrypnięty i wściekły głos daleko w dole.

Erik śmiał się i pomachał ręką.

— Ląduj, ty świrze! Co ty najlepszego wyprawiasz?!

— No… bawię się.., — odkrzyknął, z powodu śmiechu z trudem łapiąc oddech.

Spojrzał w dół. Zobaczył pół tuzina ponurych, srogich twarzy członków Programu „Wahadło”. Wymachiwali szeroko rękami. Gdy mijał ich wirując, przeszło dwadzieścia metrów ponad ich głowami, rozpoznał doktora Thomasa, doktora Mukherji, Terzuniana i jeszcze paru innych gapiących się na niego w zupełnym osłupieniu. Doktor Ludwig wybiegł z laboratorium i pędził w jego kierunku.

Skruszony wprowadził wiropłat w ruch zstępujący i wylądował.

— I cóż to za absurdalny wyczyn cyrkowy, co? — doktor Ludwig płonął z gniewu. — Przypuśćmy, że złamałbyś sobie kark. Co by się stało z Programem?!

Erik uśmiechnął się rozbrajająco.

— Nic mi się nie mogło stać — odparł pogodnie. — To niemożliwe. Jak mogłoby mi się stać cokolwiek? Zapomniałeś, że tutaj nie jestem realny? Jestem ciągle tam, w Czasie Zero, siedzę na platformie manewrowej. I w nieskończonej liczbie innych miejsc pomiędzy czasem Zero a Czasem Ostatecznym, wszędzie jednocześnie. Więc cóż złego widzisz w jednej małej przejażdżce?

— Ty idioto! — nie wytrzymał doktor Ludwig. — Ty baranie! — Erik jeszcze nigdy nie widział go tak rozwścieczonego. — „Nie jestem tu realny!” Co ty wygadujesz? Kto ci wpakował do łba te bzdury?

— Matematyczny model… — wyjąkał Erik. — Sean wyjaśniał mi, że…

— Sean! Dwóch maniaków jednojajowych! — doktor Ludwig potrząsnął z furią zaciśniętą pięścią. Po chwili zaczął tłumaczyć zduszonym głosem: — Posłuchaj mnie, Erik, posłuchaj uważnie. Słusznie, jesteś na wahadle i zajmujesz każdy punkt pomiędzy Czasem Zero a Czasem Ostatecznym. Ale nadal może ci się coś stać i to w każdym z tych punktów całej sekwencji zdarzeń na przestrzeni prawie dwustu milionów lat. l jeżeli jesteś… jeżeli jesteś… — spojrzał na niego gotowy eksplodować. — Przeszłość jest płynna! Przyszłość jeszcze się nie narodziła! Wszystko może ulec zmianie! Kompletnie wszystko! Kto wie, jak potoczyłaby się historia świata, gdyby tobie cokolwiek się przydarzyło? Kto to wie?

Загрузка...