Nasycenie niektórych powiatów ludnością ukraińską dalece przekraczało zalecenia władz bezpieczeństwa. Choć ostatecznie jesienią 1947 roku limity osiedleńcze postanowiono rozluźnić, to i tak pozostawała pewna grupa osób, wobec której z punktu widzenia władz należało zastosować wysiedlenia powtórne. Bezsensowne okrucieństwo ponownego wysiedlenia ludzi dopiero co wyrzuconych z własnych domów jest tak przejmujące, że niektórzy badacze powątpiewali, czy takie plany weszły w fazę realizacji. Nie ulega jednak wątpliwości, że powtórne akcje wysiedleńcze były prowadzone.
Najwięcej wiemy o sytuacji w województwie wrocławskim. Skierowano tam 21 tysięcy ludzi, których osadzono w czternastu powiatach. Jesienią 1947 roku zapadła decyzja, by “rozładować skupiska przesiedleńców z akcji «W» i osiedlić ich w sześciu dodatkowych powiatach: Bolesławiec, Żagań, Jawor, Świdnica, Dzierżoniów, Strzelin”. Dla trzystu wybranych rodzin oznaczało to ponowne przesiedlenie. W kwietniu 1948 roku, gdy tylko zrobiło się nieco cieplej, “przystąpiono do rozładowania skupisk przesiedleńców z akcji «W». Zorganizowano dwa transporty: jeden z powiatu Oława (52 rodziny) do powiatu Strzelin, drugi (38 rodzin) z powiatu Środa do powiatu Jawor i Świdnica. Przesiedlenie w obydwu wypadkach odbyło się we wzorowym porządku i spokoju. Nie było wypadku sprzeciwu lub niechęci ze strony przesiedleńców. Osoby przesiedlone zostały osiedlone [...] po kilka rodzin (najwięcej cztery rodziny) w jednej wsi”. W maju 281 osób przeniesiono z rejonu Oleśnicy do powiatów Świdnica, Żagań i Złotoryja. Kolejne 100 rodzin z tego terenu przeprowadzono w czerwcu do powiatu Bolesławiec. Jeszcze w lipcu przesiedlono 228 osób z powiatu Trzebnica. Może najlepiej tragedię ponownie przesiedlonych oddaje list jednego z nich: “Zostałem wywieziony do powiatu oleśnickiego do wsi Piotrkowice, gm. Brzezia Łąka pod nr 17, gdzie nas umieszczono siedem rodzin pod jednym dachem. Traktowano nas jako ludzi niebezpiecznych i nic nam poza 400 zł zapomogi na osobę nie dano. Postaraliśmy się własnym pomysłem zarobić parę złotych i kupiliśmy trochę zboża i obsialiśmy około 2 ½ ha ziemi, którą uprawialiśmy ze starych ugorów. [...] 10 czerwca 1948 r. tuż przed samymi żniwami znowuż nas wysiedlono do powiatu Bolesławiec i musieliśmy zostawić obsiewy na miejscu”. W 1949 roku władze zastanawiały się nad wysiedleniem 120 rodzin z dwudziestokilometrowego pasa wokół Wrocławia, ostatecznie jednak MBP zgodziło się na ich pozostawienie. Jak podaje wrocławski historyk Jarosław Syrnyk: “Sporadycznie dochodziło również do przymusowych przesiedleń w wyniku tzw. komasacji gruntów. [...] w powiecie Wołów jesienią 1950 r. przesiedlono na inne gospodarstwa osiemnaście osób z akcji «W»”.
Podobne sytuacje zdarzały się we wszystkich województwach, choć skali tej operacji nie znamy. Zdaniem Myrosława Truchana, badacza mniejszości ukraińskiej w PRL, ponowne przesiedlenie objęło ponad tysiąc rodzin w powiatach Bartoszyce, Braniewo, Węgorzewo, Iława i Pasłęk. W sumie powtórne wysiedlenia na Ziemiach Odzyskanych dotknęły prawdopodobnie kilka tysięcy ludzi, którzy latem 1948 roku znaleźli się w takiej samej sytuacji jak rok wcześniej — musieli w nowym miejscu zamieszkania zaczynać właściwie od zera.
Wysiedlenia powtórne zdarzały się również na południowym wschodzie. Władze od początku niepokoiła fala powrotów na własne gospodarstwa. Takie osoby były zatrzymywane i w najlepszym razie odsyłane z powrotem na ziemie zachodnie. Z dokumentacji PUR Oświęcim wynika, że od września 1947 do stycznia 1948 roku UB wysłało przez ten punkt etapowy co najmniej kilkadziesiąt osób z powrotem na zachód. Na przełomie lat 1949 i 1950 władze postanowiły wysiedlić rodziny łemkowskie, które powróciły do swoich gospodarstw, jak również te, którym udało się uniknąć wyrugowania z kilku wiosek położonych niedaleko malowniczego wąwozu Homole w Małych Pieninach. Z Jaworek, Szlachtowej, Czarnej i Zimnej Wody wysiedlono ogółem 41 rodzin (125 osób). Akcja była prowadzona w dwóch etapach: 9 listopada 1949 roku funkcjonariusze MO i UB z Nowego Targu wysiedlili z Jaworek i Szlachtowej 7 rodzin (22 osoby); przetransportowano je pod eskortą do wsi Płoszkowo w powiecie Choszczno w województwie szczecińskim. Od 13 do 22 kwietnia 1950 roku wywieziono kolejne 34 rodziny (103 osoby). Róża Grik, naczelniczka wydziału społeczno-politycznego w krakowskim Urzędzie Wojewódzkim, raportowała później: “W pierwszych dniach akcji zauważono usiłowanie zastosowania przez wysiedlonych jak gdyby biernego oporu, który jednak w dniach następnych nie miał już miejsca”. Innymi słowy, widząc determinację sprawców wysiedleń, Łemkowie poddali się biernie zaleceniom funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa. Tych 41 rodzin rozdzielono aż na siedem powiatów województw szczecińskiego i wrocławskiego! Eugeniusz Misiło wysiedlenia Łemków tłumaczy naciskami górali zakopiańskich, którzy po powstaniu Tatrzańskiego Parku Narodowego poszukiwali nowych miejsc dla wypasu owiec. Trudno powiedzieć, na ile jest to zgodne z prawdą, jednak fakt, że równolegle analogiczną akcję przeprowadzono w województwie lubelskim (gdzie wpływy górali już na pewno nie sięgały), każe powątpiewać w prawdziwość tej hipotezy.
Na Lubelszczyźnie dla prawnego uzasadnienia wywózek wykorzystano przedwojenne przepisy prawne o pasie granicznym. 26 kwietnia 1949 roku wojewoda lubelski Paweł Dąbek wydał zarządzenie o wysiedleniu osób, które samowolnie powróciły na Lubelszczyznę. Akcja odbyła się w maju, lecz nie znamy jej wyniku. Rok później władze po raz kolejny zadecydowały o przeprowadzeniu wywózek we wszystkich sześciu powiatach Lubelszczyzny, które dotknęła akcja “Wisła”. W tym wypadku dzięki badaniom Igora Hałagidy mamy pewne wyobrażenie o ich przebiegu, przynajmniej w powiecie Chełm.
Akcja rozpoczęła się tam 12 sierpnia 1950 roku o 4.00 rano. Klasyfikację osób przewidzianych do wysiedlenia przeprowadzała czteroosobowa komisja w składzie: powiatowy sekretarz PZPR, szefowie powiatowych struktur UB i MO oraz przewodniczący powiatowej rady narodowej w Chełmie, Wacław Piętal. W założeniu przesiedleńcy mieli otrzymać dwie godziny na spakowanie rzeczy, lecz w końcu wydłużono termin do godziny 13.00. Ludzie zmuszani do wyjazdu mogli, przynajmniej teoretycznie, zabrać ze sobą, co tylko chcieli. Funkcjonariusze mieli im pomagać w pakowaniu rzeczy oraz zorganizować dodatkowe podwody w celu usprawnienia transportu. Podczas wysiedlenia doszło jednak do różnych ekscesów. Obok osób, które zbiegły z wywózki, wysiedlono również ich rodziny i znajomych, dotąd spokojnie żyjących na Lubelszczyźnie. Jak się wydaje, nie wszyscy byli pochodzenia ukraińskiego. Ostatecznie obok 34 rodzin zbiegłych z Ziem Odzyskanych wysiedlono też 34 “nowe”: 27 powiązanych ze zbiegami rodzin ukraińskich i 7 przypuszczalnie polskich, ponieważ zostały określone jako “wrogowie Polski Ludowej”. Niestety, w trakcie jazdy z powodu złych warunków zmarło kilka osób, głównie starszych. Władze powiatu chełmskiego tłumaczyły: “Jeżeli chodzi o kilka rodzin małorolnych i starców, to były to rodziny objętych akcją «W» i z tych też powodów zostali przesiedleni”.
Tego typu akcje represyjne nie zostały jak dotąd zbadane. Toną w cieniu stalinowskiego projektu modernizacyjnego, który był wówczas wdrażany w Polsce. Ciekawe, że przymusowe wysiedlenia władze stosowały także wobec innych grup etnicznych, na przykład mniejszości litewskiej. W przygranicznych gminach w powiecie suwalskim mieszkało kilka tysięcy Litwinów. Dzięki ich pomocy litewskie podziemie zorganizowało kanał łączności z Litwy do ambasad państw zachodnich w Warszawie lub za pomocą statków kursujących z Gdyni bezpośrednio do Szwecji. Na czele siatki stał Jurgis Krikszczunas “Rymwid”, który przygotował raport o sowieckich deportacjach na Syberię, w ocenie podziemia wręcz zagrażających biologicznemu istnieniu narodu. Materiały wysyłane przez “Rymwida” były pierwszymi, które ukazywały Zachodowi rzeczywistą sytuację Litwy. W 1947 roku funkcjonariusze UB rozpoczęli rozpracowywanie litewskiego podziemia. Oceniali, że wśród 7029 obywateli polskich o litewskich korzeniach było aż 970 “nacjonalistów”. Wreszcie 15 grudnia 1949 roku grupa operacyjna KBW i UB otoczyła gospodarstwo Józefa Jakimowicza we wsi Szlinokiemie w powiecie Suwałki, gdzie ukrywał się “Rymwid”. Nie mając szans na ucieczkę, razem z kolegą popełnił samobójstwo. Po śmierci partyzantów przez całą gminę przetoczyła się “akcja p-ko kontaktom litewskiego podziemia, na skutek której wysiedlono ze strefy granicznej 25 rodzin, innych zaś oddano pod sąd”. Te rodziny, łącznie 87 osób, wywieziono “ukraińskim sposobem” na Pomorze Zachodnie i rozsiedlono w sporym rozrzuceniu, by nie mogły “szkodzić” władzy ludowej. O ich losach wiadomo niewiele, część z nich prawdopodobnie powróciła na Suwalszczyznę po 1956 roku.
Kolejną grupą, wobec której władza planowała wywózki, byli autochtoni mieszkający na Mazurach. Ci ludzie pogranicza, rozpięci między polskością i niemieckością, posługiwali się na co dzień gwarą mazurską. Polityka władz komunistycznych wielu z nich zraziła do Polski. Uwidoczniło się to szczególnie w 1951 roku, po rozpoczęciu akcji ankietyzacji i wydawania dowodów osobistych. Ponieważ w jej trakcie należało wypełnić odpowiedni formularz i dołączyć zdjęcie, część ludności zaczęła bojkotować ten proces. Pod koniec 1951 roku 25 tysięcy ludzi dalej uchylało się od wypełnienia formularzy. Ów opór wywołał reakcję władz centralnych. W opracowanej w czerwcu 1952 roku tajnej “Instrukcji KC PZPR w sprawie akcji wśród autochtonów w związku z paszportyzacją” w punkcie 5. napisano: “Spośród autochtonów o najbardziej agresywnej postawie antypolskiej i prohitlerowskiej, którzy wpływają rozkładowo na otoczenie, należy wytypować rodziny do przesiedlenia na tereny rzeszowskiego i lubelskiego”. Szczegółowe wytyczne zawierała “Notatka w sprawie realizacji punktu 5-go instrukcji KC o przesiedleniu niektórych rodzin autochtonicznych” z 30 sierpnia 1952 roku. Zgodnie z zawartymi tam założeniami decyzję o deportacji danej osoby winna podjąć Centralna Komisja Specjalna, a samymi wysiedleniami miała się zajmować prokuratura pospołu z funkcjonariuszami MO. W dokumencie wprost napisano: “W porozumieniu z przewodniczącym Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie ustalono, że wszystkie objęte przesiedleniem osoby przesiedlone zostaną na teren powiatu Ustrzyki Dolne i Lubaczów”. Ostatecznie jednak z nieznanych powodów władze nie zrealizowały tego projektu.
Kolejny plan przymusowych wysiedleń również dotyczył mieszkańców powiatu suwalskiego, ale tym razem polskiego pochodzenia. Na początku lat pięćdziesiątych działał tam oddział partyzancki nawiązujący do tradycji WiN, dowodzony przez Jana Sadowskiego “Bladego” i Piotra Burdyna “Porębę”. Zgodnie z opracowanym przez pułkownika Józefa Czaplickiego planem, by złamać poparcie mieszkańców dla partyzantów, postanowiono “rodziny bandyckie” obłożyć wysokimi podatkami, zlicytować ich majątek, a ich samych przesiedlić na Ziemie Odzyskane. Zalecano: “Dokonywać co pewien czas szczegółowych rewizji w zabudowaniach kułackich, szukać broni palnej pod podłogą, w piecach, na strychu, w strzesze, ażeby po każdej takiej rewizji kułak wyglądał jak po przejściu burzy i żeby poczuł, że Władza Ludowa będzie tępić nielitościwie wszystkich tych, którzy ośmielą się wyciągnąć zbójecką rękę na Ustrój Sprawiedliwości Społecznej”. W innym miejscu czytamy: “Wyznaczyć domiar podatkowy na wszystkie [...] rodziny bandyckie, w wysokości od 300.000 zł do 500.000 zł, w zależności od stanu majątkowego, z zaznaczonym terminem wpłaty, zaś o ile któryś z nich nie wpłaci należności w oznaczonym terminie, dokonać egzekucji podatkowej (licytacja inwentarza żywego, włącznie do wysiedlenia bez żadnego odszkodowania i bez prawa otrzymania nowego gospodarstwa rolnego). [...] Wysiedlić z pasa granicznego wszystkie rodziny bandyckie, bez konfiskaty ich mienia, ziemia pozostaje jego własnością, lecz nie ma prawa na nią powrócić. [...] a po upływie roku czasu, gdy ziemia będzie leżała odłogiem, rozparcelować ją pomiędzy biedotę wiejską. Postępowanie takowe [...] będzie przestrogą dla tych, którzy zamierzają zasilić szeregi bandy”. W wyniku akcji co najmniej stu gospodarzom zlicytowano majątek. Dwudziestu rodzinom po zabraniu nieruchomości nakazano opuszczenie terenu powiatu, pozostawiając je samym sobie, bez środków do życia. Akcja wywołała skandal, ponieważ lokalni funkcjonariusze UB wykorzystali ją do przejęcia części majątku licytowanych. Zmusiło to władze do jej zawieszenia.
Ostatecznie obaj partyzanci zginęli w walce z organami bezpieczeństwa, a instrukcja pułkownika Czaplickiego po 1956 roku stała się powodem usunięcia go z organów bezpieczeństwa PRL. Powołana do jej oceny specjalna komisja uznała, iż instrukcja “była tak sformułowana, że dawała możliwości nadużycia władzy”, o czym jej twórca musiał wiedzieć choćby z informacji swojego delegata, porucznika Majkowskiego z WUBP Wrocław, którego wysłał z kontrolą w Białostockie. Co więcej, Czaplicki na odprawie z szefami PUBP w Departamencie III “dawał ustne polecenia rozbierania domów w czasie przeprowadzanych rewizji”. Końcowa konkluzja komisji stwierdzała, że na podstawie instrukcji Czaplickiego “stosowano masowe areszty, likwidacje mienia i cały wachlarz innych represji, które w konsekwencji utwierdzały społeczeństwo w poczuciu niesprawiedliwości. Represje te nie zbliżały chłopstwa do organów władzy ludowej, lecz do band. Rozbicie podziemia bandyckiego na terenie woj. białostockiego dokonane zostało nie drogą represji zalecanej w instrukcji, lecz na skutek właściwej uporczywej pracy agenturalnej”.