21. Ewolucja polityki PPR-PZPR 1947–1952

29 października 1947 roku, po letniej przerwie, zebrał się na 28. posiedzeniu Sejm Ustawodawczy. Najważniejszym punktem obrad było wystąpienie premiera Józefa Cyrankiewicza. Formalnie przedstawiał on przyszłoroczny projekt budżetu, lecz w ramach wstępu podsumował dobiegający końca rok 1947, w tym wydarzenie, którym żyła cała Polska, czyli “zniknięcie” Stanisława Mikołajczyka.

Przywódca PSL, obawiając się aresztowania, zbiegł za granicę 21 października, skorzystawszy z pomocy ambasady USA. Jego wyjazd oznaczał ostateczny koniec istnienia legalnej opozycji w Polsce Ludowej. Ucieczka udała się również posłowi Stanisławowi Wójcikowi, który ledwie w lipcu przedstawiał w sejmie projekt uchwały o powołaniu komisji do zbadania akcji wysiedleńczej “Wisła”. Obaj ostatecznie trafili do Stanów Zjednoczonych i do końca życia aktywnie działali w emigracyjnym PSL.

Mikołajczyk ratował swoje życie, ale jego ucieczka była widowiskowym pokazem amerykańskiej bezsilności wobec komunistów. Nic więc dziwnego, że komentując te wydarzenia, Cyrankiewicz nie ukrywał mściwej satysfakcji: “nie przyszła góra do Mahometa, poszedł Mahomet do góry. Mahometa nie obowiązuje przysięga składana tutaj przez posłów na wierność Rzeczypospolitej”. I zapowiadał: “Ten ostatni wyczyn Mikołajczyka przyśpieszy ostatecznie oczyszczenie życia politycznego w Polsce od mikołajczykowców”. Cyrankiewicza natychmiast poparli inni posłowie, w tym Julian Hochfeld, który kpił, że prezes PSL zbiegł z Polski “w charakterze przemytu [...] nie wiadomo dlaczego, ale wiadomo po co”. Jego zdaniem należało się tylko z tego cieszyć, gdyż dzięki temu obywatele Polski są nareszcie “sami ze sobą”, “Polacy z Polakami, bez agentów i bez klientów międzynarodowej reakcji”.

Cyrankiewicz odniósł się też między wierszami do akcji “Wisła”, mówiąc, że “jednym z objawów stabilizacji jest niewątpliwie dalsza poprawa stanu bezpieczeństwa w kraju. Najsilniej tę poprawę odczuło społeczeństwo, zwłaszcza w południowo-wschodnich województwach”. Wyraził przy tym zadowolenie, iż działalność podziemia “obumiera” mimo prób jego “galwanizowania” podejmowanych “przez obce wywiady”.

Z punktu widzenia rządu, jak widać z tych słów, wysiedlenia ustabilizowały teren i wyznaczyły początek nowej komunistycznej ery w relacjach polsko-ukraińskich. Nie przypadkiem 15 września 1947 roku otwarto w Kijowie konsulat generalny Polski Ludowej. Ironią losu jednym z pierwszych oficjalnych obowiązków konsula Aleksandra Chłonia był udział obok Nikity Chruszczowa i Wiaczesława Mołotowa w uroczystym odsłonięciu 25 stycznia 1948 roku pomnika zabitego przez UPA generała Nikołaja Watutina.

By ostatecznie rozwiązać problem ukraiński, należało teraz tylko konsekwentnie dokończyć realizację przyjętego planu na Ziemiach Odzyskanych. Pomiędzy wydawanymi przez władze centralne dyspozycjami a wcieleniem ich w życie w poszczególnych regionach istniała jednak duża różnica, pełna wpadek i niekonsekwencji. Widząc nieporadność cywilnej administracji, już 17 września 1947 roku pułkownik Czaplicki w liście do ministra Radkiewicza wyrażał obawę, czy uda się zrealizować “zasadnicze założenie akcji «W»”, czyli wychowanie “przesiedlonych na uczciwych, lojalnych i produktywnych obywateli Demokratycznego Państwa Polskiego”.

Nadzór nad wywiezionymi obok organów bezpieczeństwa sprawowało kierowane przez Władysława Gomułkę Ministerstwo Ziem Odzyskanych. I to ono 10 listopada 1947 roku wydało specjalną instrukcję, w której tłumaczyło niższym szczeblom administracji państwowej, w jaki sposób należy postępować z wysiedleńcami. Przede wszystkim wprost zwrócono w niej uwagę, że “swoboda ruchu osadników z akcji «W» zasadniczo ma być ograniczona. W szczególności niedopuszczalnym jest opuszczanie Ziem Odzyskanych i powrót na dawne tereny”. Zgodę na tego typu przejazdy mogły podejmować jedynie Powiatowe Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego, dlatego wysiedleńców należało pouczać, że tam właśnie powinni składać ewentualne podania w tej sprawie. Kontakt urzędników MZO z UB “w sprawach osiedleńców z akcji «W»” miał “być stały i utrzymany możliwie osobiście”. W instrukcji wyjaśniano też bez ogródek, że “zasadniczym celem przesiedlenia osadników «W» jest ich asymilacja w nowym środowisku polskim. Dołożyć należy wszelkich wysiłków, aby cel ten był osiągnięty. Nie używać w stosunku do tych osadników określenia «Ukrainiec». W wypadku przedostania się z osadnikami na Ziemie Odzyskane elementu inteligenckiego należy taki bezwzględnie umieszczać osobno i z dala od gromad, gdzie zamieszkują osadnicy z akcji «W»”.

Historyk Roman Drozd, który bodajże jako pierwszy dotarł do instrukcji MZO, uznał jej treść za dowód na to, że “władze zamierzały rozwiązać problem ukraiński w Polsce poprzez wynarodowienie Ukraińców. Temu celowi miało służyć rozproszenie ludności ukraińskiej w nowych miejscach osiedlenia oraz poddanie ich ścisłemu nadzorowi urzędów bezpieczeństwa publicznego”. Zapewne to m.in. z jego opinią polemizował Leszek Olejnik, badający politykę narodowościową powojennego państwa polskiego. Pisząc o akcji “Wisła”, autorytatywnie stwierdził: “Niektórzy autorzy jednak nazbyt pospiesznie i bez źródłowych odniesień prezentują pogląd, jakoby władzom państwowym chodziło o ich wynarodowienie. Brak przekonujących dowodów na to, iż takie były rzeczywiste zamiary”. Przyznał on co prawda, że rozproszenie ludności ukraińskiej stwarzało sprzyjające warunki do jej asymilacji, ale zalecenia zapisane w instrukcji MZO uznał za “dążenie do ułatwienia adaptacji w nowych warunkach osiedlenia”.

Bliższa prawdy wydaje się jednak opinia Drozda. Choćby dlatego, że Olejnik swoich słów nie uzasadnia, wychodząc z założenia, iż jeśli w oficjalnej dokumentacji brakuje stwierdzenia wprost mówiącego o chęci asymilacji narodowej osadników, to błędem byłoby przesądzanie o takiej właśnie intencji władz. Nie próbuje przy tym wyjaśnić, czemu na przełomie lat 1947 i 1948 rządzący Polską pozostali całkowicie ślepi na postulaty wysiedleńców w sferze kulturowej, językowej oraz, przynajmniej po części, religijnej. Przyznanie mniejszości ukraińskiej skromnych uprawnień w owych obszarach, podobnych do tych, które otrzymała w 1956 roku, z pewnością pomogłoby jej odnaleźć się w warunkach Ziem Odzyskanych. Zmniejszyłoby też przygniatające poczucie doznanej krzywdy i tym samym w sposób oczywisty ułatwiałoby “adaptację w nowych warunkach osiedlenia”.

Wszystkie podejmowane przez władze kroki, takie jak rozproszenie wysiedleńców i ich ponowne wywózki, nieustanny nadzór służb specjalnych, brak zgody na powstanie ukraińskich szkół czy choćby fakultatywną naukę rodzimego języka, wreszcie przejęcie sierocińca w Przemyślu — w sposób naturalny zmierzały do asymilacji narodowej nielubianej mniejszości. Trudno uznać, by członkowie Biura Politycznego PPR nie zdawali sobie sprawy, do czego prowadzą podejmowane przez nich działania. Oczywiście nie myślano o zmuszeniu każdego do przyjęcia polskiej tożsamości. Chodziło o to, by przyjęły ją kolejne pokolenia. Może najlepiej ujął to pracownik Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku, Władysław Brużyk, mówiąc: “Musimy przystąpić do wychowania młodzieży, którą w dość szybkim czasie można by wychować na przyszłych obywateli, stare pokolenie uważam za stracone i winno być ono pozostawione samo sobie przez dłuższy czas, pod obserwacją”.

Celom asymilacyjnym służył też wydany 27 lipca 1949 roku dekret rządowy “O przejęciu na własność Państwa niepozostających w faktycznym władaniu właścicieli nieruchomości ziemskich, położonych w niektórych powiatach województwa białostockiego, lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego”. Na mocy tego dokumentu wszystkie gospodarstwa wysiedleńców pozostawione w południowo-wschodniej Polsce przeszły na własność państwa i w ten sposób dotychczasowi właściciele (Ukraińcy, Łemkowie, “mieszańcy”) zostali ich ostatecznie pozbawieni. Jako odszkodowanie mogli otrzymać w zamian (o ile złożyli odpowiednie wnioski w ciągu dwóch lat) gospodarstwa na ziemiach zachodnich.

Sytuacja wysiedleńców w Polsce była na tyle trudna, że niektórzy z nich podejmowali starania — poprzez ambasadę ZSRS w Warszawie — o uzyskanie zgody na wyjazd na Ukrainę. W 1948 roku z możliwości takiej skorzystały 1164 osoby. Pod wrażeniem liczby podań w 1949 roku ambasador Wiktor Lebiediew zaproponował ministrowi spraw zagranicznych Zygmuntowi Modzelewskiemu podpisanie nowej polsko-ukraińskiej umowy o repatriacji. Wywołało to konsternację w kierownictwie PZPR. Modzelewski już w trakcie spotkania przytomnie zwrócił uwagę, że “w swoim czasie zakomunikowano nam w Moskwie autorytatywną odpowiedź, iż wszystkie sprawy repatriacyjne zostały zakończone i że kontynuowanie nie ma sensu”. Działacze PZPR gotowi byli zaakceptować taki pomysł, gdyby dotyczył całego ZSRS, a nie tylko Ukrainy. Z niestosowności samej propozycji, sprowadzającej faktycznie Polskę Ludową do poziomu republiki radzieckiej, zdał sobie sprawę, jak się wydaje, również ambasador Lebiediew. W dalszym ciągu Ukraińcy w Polsce mogli jednak składać indywidualne podania o zgodę na wyjazd do ZSRS.

Postępujący proces stalinizacji Polski prowadził do istotnych zmian w kręgach władzy. Represje zaczęły dotykać również osoby znajdujące się dotąd w pierwszym szeregu twórców systemu. Jak na ironię niemal w tym samym czasie objęto nimi dwóch głównych wykonawców wysiedlenia z 1947 roku.

13 maja 1950 roku aresztowany został generał Stefan Mossor. Razem z innymi przedwojennymi oficerami poddano go wielogodzinnym przesłuchaniom, w trakcie których “przyznał się” do spiskowania przeciwko Polsce Ludowej. W sierpniu 1951 roku skazano go na karę dożywotniego więzienia.

Pięć dni przed zatrzymaniem Mossora minister Wolski w trakcie IV Plenum KC PZPR, ufny w poparcie ambasadora Lebiediewa, przypuścił gwałtowny atak na kierownictwo partii, zarzucając mu m.in. faworyzowanie osób pochodzenia żydowskiego. Miał zapewne nadzieję, że w ten sposób wpisze się w antysemicką kampanię, którą w ZSRS właśnie rozpoczął Stalin. Jego wystąpienie wywołało błyskawiczną kontrakcję Biura Politycznego, które zebrało się 9 maja w przerwie obrad IV Plenum i zadecydowało o natychmiastowym usunięciu Wolskiego z KC. Dzień później IV Plenum poszło jeszcze krok dalej i wyrzuciło “ministra do spraw wysiedleń” z PZPR “za intrygancką, dwulicową i rozbijacką dywersyjną działalność godzącą w partię”. Jego kariera została złamana. Dziesięć miesięcy później zlikwidowano instytucję kojarzoną z aktywnością Wolskiego. 10 marca 1951 roku zadania w zakresie prowadzenia akcji repatriacyjno-reemigracyjnej przejęło w miejsce zlikwidowanego PUR Polskie Biuro Podróży “Orbis”, znane dziś głównie z organizowania w PRL wycieczek zagranicznych.

Stalinowskie czystki objęły również Władysława Gomułkę, Grzegorza Korczyńskiego i Mariana Spychalskiego. Walka z “odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym” w partii na pewno nie ułatwiała kontynuowania asymilacyjnej polityki wobec mniejszości ukraińskiej. Zdawano sobie doskonale sprawę, że zbyt daleko idące poczynania mogą zostać instrumentalnie wykorzystane przez frakcyjnych rywali. Tym bardziej że Ukraińcami, jak widać choćby z interwencji Lebiediewa, interesował się ZSRS. Doświadczeni politycy, jakimi niewątpliwie byli członkowie Biura Politycznego PZPR, musieli odczytać próbę zagrania przez Wolskiego antysemicką kartą jako poważne ostrzeżenie. W sposób oczywisty wystarczyłby jeden gest Stalina, aby pod zarzutem łamania “leninowskich zasad” polityki narodowościowej doprowadzić do czystki w kierownictwie PZPR. Swoje znaczenie miały zapewne kończące się przygotowania do uchwalenia konstytucji PRL. Dawały one, przynajmniej formalnie, mocniejsze zabezpieczenia prawne w kwestii ochrony mniejszości niż te, które obowiązywały od 1947 roku.

Wszystko to sprawiło, że w 1951 roku władze postanowiły ponownie zainteresować się losem mniejszości ukraińskiej. W kwietniu i grudniu sprawa ta stała się przedmiotem dyskusji w Sekretariacie KC PZPR. 31 grudnia powołano do życia komisję specjalną z wicepremierem i członkiem Biura Politycznego PZPR Aleksandrem Zawadzkim na czele, której polecono “zebrać materiał i ustalić miejsca skupisk narodowości ukraińskiej, wyjaśnić ich nastroje, potrzeby kulturalne, ich postulaty”. Efektem działalności komisji, która zgromadziła odpowiednie dane z poszczególnych województw, była notatka z 13 marca 1952 roku. Otrzymali ją jedynie członkowie ścisłego kierownictwa PZPR. Według wyliczeń zawartych w dokumencie na północno-zachodnich ziemiach Polski mieszkało około 125 tysięcy Ukraińców. Znajdowali się oni w złej sytuacji materialnej i, co gorsza, spotykali się na co dzień z przejawami narodowościowej dyskryminacji. Wśród notatek z poszczególnych województw najbardziej dziwi nadesłana z rzeszowskiego. Zdaniem tamtejszych działaczy PZPR pozostający w tym regionie Ukraińcy obowiązki wobec państwa wykonywali co prawda “należycie”, ale było ich zdecydowanie... zbyt wielu. W jedenastu powiatach województwa mieszkały jakoby 2273 rodziny ukraińskie. Doliczono się też 8669 rodzin “mieszańców”! Największe skupiska ukraińskie miały się znajdować w powiatach Przemyśl (794 rodziny ukraińskie, 2869 “mieszanych”) i Jarosław (odpowiednio 464 i 2023). Tak dużą liczbę osób pochodzenia ukraińskiego w województwie tłumaczono rezygnacją w czasie akcji “Wisła” z wysiedlenia miast. Ludność ukraińska raczej ukrywała swoje pochodzenie narodowe i wyznawaną religię, ale nie zawsze jej się to udawało. Zdarzały się przypadki bojkotowania przez Ukraińców akcji zbierania stonki ziemniaczanej, gdy ogłaszano ją w dni świąteczne dla wschodnich chrześcijan. Cała notatka była tak skonstruowana, że jej logiczną konkluzją winno być wezwanie do wysiedlenia “ukraińskich resztek”. Tymczasem wbrew temu wrażeniu we wnioskach końcowych postulowano zaspokojenie podstawowych potrzeb kulturowych i religijnych Ukraińców. Autorzy notatki zapewne odgadli intencje zleceniodawcy i postanowili wyjść im naprzeciw.

Na podstawie wspomnianej notatki Zawadzkiego 8 kwietnia 1952 roku Sekretariat KC PZPR przyjął projekt uchwały, którą następnie zaakceptowało Biuro Polityczne. Kwietniowa “Uchwała Biura Politycznego KC PZPR w sprawie środków zmierzających do poprawy sytuacji gospodarczej ludności ukraińskiej w Polsce i do wzmożenia wśród niej akcji politycznej” została sformułowana w typowej komunistycznej nowomowie, ale miała istotne znaczenie. Zaczyna ją pochwała tej części wysiedlonej ludności, która zagospodarowała się “i pracuje należycie, a nawet niekiedy wysuwa się na przodujące miejsce”. Dotyczyć to miało zwłaszcza elementów biedniackich i średniackich, które na przesiedleniu jakoby materialnie zyskały. Za pozytywny objaw uznano wypadki zawierania małżeństw mieszanych i stosowanie się do obowiązku szkolnego. “Znaczna jednak część” Ukraińców, pisano dalej zgodnie ze stalinowską strukturą podobnych dokumentów, “nie dba o powierzone budynki i inwentarz”, pozostając pod wpływem “faszystów” i OUN. Po części miało to wynikać z faktu, że lokalne władze nie udzieliły “dostatecznej pomocy w zagospodarowaniu się w nowych warunkach”, a nawet były przypadki “dyskryminacji gospodarczej [...] przy wymiarze podatków i świadczeń”.

Część rodzin, pisano, w domu mówi wyłącznie w języku ukraińskim, ale “bojąc się narazić na zarzut «nacjonalizmu», stara się ukrywać to przed otoczeniem i władzami. Wykorzystują to faszyści ukraińscy, podsycają uczucie krzywdy, rozpalają nacjonalizm i celowo organizują podziemie językowe i kulturalne”. Niepokój budziły tajne nabożeństwa greckokatolickie, a także fakt, iż lokalne władze do miejscowej ludności ukraińskiej mają “stosunek często niesłuszny. Traktują ją niekiedy jako zwartą reakcyjną i wrogą masę, przy czym dopuszczają się w licznych wypadkach dyskryminacji politycznej i narodowej”. Nie dostrzegano, że wśród Ukraińców także toczy się walka klasowa, w związku z czym można odnaleźć wiele osób światopoglądowo bliskich PZPR.

Dlatego Biuro Polityczne wezwało do skończenia z dyskryminacją mniejszości ukraińskiej w gospodarce, włączenia jej do życia społecznego i “usilnego zadbania” o spełnienie koniecznych potrzeb kulturalnych. Uchwała zobowiązywała działaczy partyjnych do uregulowania statusu prawnego gospodarstw, na których osadzono Ukraińców, i przyznania im “bez żadnej dyskryminacji” ulg w podatku gruntowym. Postanowiono w końcu zaniechać ściągania należności za ziarno przekazane wysiedleńcom na zasiewy w latach 1947 i 1948. W wypadku 3 tysięcy osób, którym udało się (często nielegalnie) powrócić w rodzinne strony, rekomendowano pozostawienie ich na miejscu, “z wyjątkiem elementów wyraźnie szkodliwych, które należy ponownie wysiedlić”. Podtrzymano natomiast zalecenia, by uniemożliwiać takie powroty innym wysiedleńcom, poza jednostkowymi i wyjątkowymi przypadkami (w rzeczywistości jedynym uzasadnieniem dla wydania zgody mogła być konieczność połączenia rodzin).

Dokument zalecał wciąganie młodzieży ukraińskiej do organizacji sportowych, pracy świetlicowej oraz na stanowiska w lokalnych organach władzy, na przykład w radach narodowych. Należało rozważyć wprowadzenie w niektórych szkołach jako przedmiotu dodatkowego języka ukraińskiego. Komórki partyjne i Związek Młodzieży Polskiej miały “uaktywniać pozytywne elementy” wśród ludności ukraińskiej i co za tym idzie, wciągać je w swoje szeregi, a jednocześnie mobilizować członków partii ukraińskiego pochodzenia, by zwalczali w swoim środowisku wpływy “nacjonalistyczno-kułackie” i podziemie OUN. Wydział propagandy został zobligowany do zorganizowania kolportażu wydanych w języku ukraińskim książek i czasopism pozyskanych z USRS (równolegle zamierzano metodami operacyjnymi ograniczyć przesyłanie publikacji z Zachodu).

Za istotną sprawę uznano również unormowanie spraw religijnych, kładąc nacisk na to, “że lojalne duchowieństwo prawosławne winno mieć poparcie władzy w wykonaniu kultu religijnego i erygowaniu parafii wśród ludności prawosławnej”. Inaczej rzecz się miała z grekokatolikami. W tym punkcie uchwały pojawił się typowy “stalinowski oksymoron”: “Przestrzegając zasady wolności sumienia i wyznania należy zdecydowanie zwalczać organizowanie przez nacjonalistyczne ukraińskie agentury podziemne wyznanie grecko-katolickie”.

W rzeczywistości uchwała zapowiadała w wybranych aspektach dalsze szykany wobec mniejszości ukraińskiej, lecz mimo to należy ją uznać za dokument niezwykle istotny i wydatnie poprawiający sytuację Ukraińców. Kwietniowa decyzja Biura Politycznego oznaczała bowiem rezygnację z polityki asymilacji narodowej. Polscy Ukraińcy mieli jeszcze wiele trudnych peerelowskich lat przed sobą. Sama uchwała była tajna i zapoznawanie się z nią w lokalnych strukturach trwało kilka lat. Nawet po destalinizacji z 1956 roku Ukraińcy dalej musieli znosić różnego rodzaju przejawy szykan i dyskryminacji. Niemniej to właśnie w kwietniu 1952 roku ich cierpliwe kultywowanie języka, zwyczajów i religii przyniosło sukces. Nie mieli szansy tego dostrzec, ale wtedy właśnie wszechpotężna, zdawałoby się, PZPR przyznała, że nie może zniszczyć tożsamości ukraińskiej mniejszości.

Загрузка...