29

W Pałacu Mostowskich czekała na niego przesyłka z Katowic. Rozerwał szczelnie zaklejoną kopertę i wyjął aktówkę. Morderca z Lasku powrócił. Heinz otworzył teczkę i na wierzchu pokaźnej sterty z dokumentacją zobaczył portret pamięciowy. Tym razem jego koledzy działali szybko. Patrzył na szczupłą twarz pokrytą piegami i przerzedzony zarost, jak u nastolatka. Jest jakiś punkt zaczepienia. Policyjny grafik spisał się nieźle. Oby tylko równie dobrze spisali się świadkowie. Heinz nie raz już widział portrety pamięciowe, które tak się miały do wizerunku przestępcy, jak twarz Dody do rysów Darka Michalczewskiego.

Wziął do ręki plik zdjęć i ksero odręcznych notatek sporządzonych na miejscu zdarzenia. Popatrzył na twarz. Na otwarte usta, zastygłą strużkę krwi w ich kąciku i wybałuszone oczy, jakby do ostatniej chwili nie dające wiary temu, co się dzieje. Kobieta była naga. Ręce i nogi leżały rozrzucone bezwładnie. Poszukał zdjęcia dłoni w zbliżeniu. Nie. Krygier zapamiętał ten szczegół. Tym razem palce nie zaciskały się na ptasim piórze. Z notatek wynikało, że zaciśnięta dłoń była pusta, rozcapierzone palce drugiej przypominały gigantycznego pająka wczepionego w zieleniącą się roślinność.

Przyjrzał się zdjęciom wykonanym w pełnym planie. Ciało ułożono przy drzewie, tak jak uczyniono z pierwszą kobietą. Kwestia przypadku czy też ma to jakieś znaczenie? Postanowił robić notatki na tylnej okładce skoroszytu. Obok ofiary znajdował się niewielki stosik odzieży. Skurwiel zdarł z kobiety ubranie i starannie złożył je obok w kostkę. Przygotował inscenizację. Heinz ponownie spojrzał na widok w pełnym planie: dwa pochylone drzewa, ciało i odzież ofiary. Zajrzał do opisu. „Ubranie podniszczone i miejscami brudne” – przeczytał.

Nagle ujrzał przed sobą dłoń zakończoną fioletowymi paznokciami. Dłoń postawiła przed nim plastikowy kubek z kawą. Gotycka Jolka prezentowała dziś wcielenie fioletowe. W takim kolorze miała bluzę z kapturem i sztruksy.

– Zająłeś moje miejsce – uśmiechnęła się.

– Przepraszam. Nie wiedziałem. Zaraz się przesiądę -omiótł spojrzeniem biurko.

Nie było na nim żadnych rodzinnych pamiątek, maskotek czy sztucznych kwiatków, którymi policjantki zwykły oznaczać swój teren. W męskim świecie – usłyszał kiedyś od jednej z kursantek – musimy podkreślać, że coś do nas należy. Inaczej nie miałybyśmy szans. Coś w tych wyjaśnieniach musiało być, skoro sam bez pytania rozsiadł się tutaj.

– Siedź. Chętnie popatrzę, jak pracuje sławny profiler Rudolf Heinz.

Próbował wyłapać w jej głosie cień ironii, ale nie udało mu się.

– Co tam masz? – Jolka dostawiła krzesło, spojrzała na zdjęcia i skrzywiła się.

– To sprawa z mojego terenu. Jak mawia mój szef: gówno w Lasku Aniołowskim.

– Lasek Aniołowski – powtórzyła. Fajna nazwa. Fajne miejsce do umierania. Śmierć wśród aniołów.

Sam mogłem o tym pomyśleć – Heinz nerwowo sięgnął po kawę. W ostatniej chwili zawahał się. – Mogę? – wskazał na kubek.

– Czyżbyś czuł się onieśmielony? – Jolka zmrużyła oczy.

Onieśmielenie. Tak jak w przypadku zabójstwa na Śląsku.

Morderca z Lasku nie gwałcił swoich ofiar. Może w towarzystwie kobiet czuł się… Czuł się nieswojo. Pod każdym względem. Jest mu nieswojo nawet w towarzystwie martwych kobiet. Ale z drugiej strony samo zabójstwo go nie zaspokajało, wykonywał więc inscenizacje, ryzykując, że zostanie nakryty. Potrzeba stworzenia sceny była silniejsza niż strach. Za pierwszym razem pióro, a tym razem co? Miał wrażenie, że przeoczył coś ważnego.

– On ją zgwałcił? – zapytała Jolka.

– Nie.

– No to zgwałcił jej ubranie.

– Co przez to rozumiesz? – Heinz sięgnął po długopis.

– Ważniejsze było dla niego to, by złożyć jej ubranie. Gdy już je zdjął, przestał się nią zupełnie interesować. Zobacz -wskazała na rozrzucone nogi i ręce. – Uniósł jej ręce, by ściągnąć bluzkę, ciało samo się tak ułożyło, a on już się do niego nie dotknął.

– Chyba sama sporządzisz ekspertyzę w tej sprawie -mruknął ze złością.

– Ty to zrobisz – klepnęła go w plecy. – Ale może przyda ci się do czegoś to, co powiedziałam. – Poza tym mam coś jeszcze…

– Co? – Heinz znieruchomiał.

– Chodzi o Skargę. Jednego z dwóch tajemniczo zaginionych kleryków. Popytałam tu i ówdzie. Okazało się, że nasz pobożny student znał kilku przyjemniaczków handlujących koksem i sterydami. Podobno rozprowadzał dla nich towar. I pewnego pięknego dnia zniknął z kasą. Chłopaki z miasta są wściekli.

Koks, sterydy i mafia. Robi się ciekawie.

– Czyli wściekli się i go dopadli?

– Otóż, wyobraź sobie, że nie. Chłopak przepadł bez śladu dwa lata temu. I zdaje się, że wykonał numer stulecia. Najspokojniej w świecie postanowił zaszyć się w seminarium i przeczekać.

– Bezpieczniej byłoby wyjechać… – Heinz potarł zarośnięty policzek.

– Z jakichś względów tego nie zrobił. Za to ja wiem, co zrobię. Pojadę na ten pieprzony Żoliborz z Chlaściakiem. Raz jeszcze przeczeszemy jego papiery. Jakiś proboszcz musiał mu wystawić rekomendację, do seminarium nie wejdzie się przecież tak prosto z ulicy. Może pojedziesz z nami? Zrobimy im prawdziwy najazd.

– Nie. – Dopił kawę. – Jestem umówiony z tak zwanym ciekawym człowiekiem. Poza tym – wskazał na aktówkę – mam to gówno na głowie. Ale miałbym do ciebie prośbę. A w zasadzie dwie w jednej. Jak w tej starej idiotycznej reklamie.

Kiwnęła głową. Zrozumiał, że znaczyło to: mów!

– Sprawdź Jana Kunickiego. Co robił jedenastego i dwunastego kwietnia, gdzie był. I czy był z nim wtedy jego goryl, Kruk.

– A druga prośba?

Heinz poprosił o sprawdzenie, co robili Kunicki i Kruk w jeszcze innym terminie. Jolka wpatrywała się w zanotowane daty.

– Wiesz, że to może być trudne? – zapytała. – Ten Kunicki ciągle podróżuje. Lata prywatnym samolotem. W kraju ląduje na lotniskach przeznaczonych dla vipów i wyjeżdża z nich niezauważony.

– Ale jeśli był za granicą, to już jest inaczej – odpowiedział. – I sprawdź koniecznie tego Kruka – dodał zamyślony.

Myślał już o czymś innym. Gdy zbierał się do wyjścia, wciąż myślał o tym, że przeoczył coś istotnego.

Загрузка...