42

Pięści Heinza były mocno zaciśnięte. – Atakuj! – krzyknął Kastoriadis. Wykonać ruch to znaczy odsłonić się. Ukazać kyo. Zawahać się i stracić kontrolę nad tym, co się robi?

Czy musiał czekać na ruch mordercy? Czy musiało dojść do śmierci Rutgera, by uchwycił właściwy trop? Czy musiał być podejrzanym aż do chwili, gdy stał się aż za bardzo podejrzany?

Zapewne tak właśnie było.

Śledztwo w sprawie morderstwa dwóch kleryków oficjalnie zakończono. Morderca księdza Jurka wciąż pozostaje na wolności. Rektor Majda zrezygnował z kierowania seminarium duchownym na Żoliborzu. Przeprowadzona tam kontrola wykazała liczne – a nawet, jak to w jednym z artykułów określono: „skandaliczne” – nieprawidłowości. Na wniosek wizytatora papieskiego seminarium zamknięto.

Poza tym wszystko wróciło do normy. Znów było byle jak. Syn dostał się na studia. Od tygodnia, gdy pokłócili się kolejny raz i gdy Heinz usłyszał, że nigdy nie był z niego żaden ojciec, nie zamienili zdania. Widocznie musiało tak być.

Heinz poczuł, że pięść Kastoriadisa wbija mu się w żebra. Jęknął i skrzywił się z bólu.

– Gdzie jesteś, Hipis? Bo na pewno nie tu! Nie w dojo! -krzyczał Lambors.

– Masz rację. Lis wie o wielu sprawach, natomiast jeż zna jedną najważniejszą…

– Co powiedziałeś? – zdziwił się mistrz karate.

– Nic. Mawiał tak pewien mądry człowiek. – Przypomniał sobie mężczyznę o zmrużonych oczach. – Najwyraźniej jestem lisem, a nie jeżem…

– Jest mi dokładnie wszystko jedno, kim jesteś – powiedział Kastoriadis. – Bylebyś zaatakował jak należy! Skoncentruj się na tym, co robisz! Dalej!

Heinz wyprostował się, zacisnął pięści i ruszył do przodu.

Загрузка...