Rozdział 16

Przybysz z Moskwy, którego znali pod pseudonimem Patron z marsową miną spoglądał na ludzi, którzy stali, dojadając ostatnie kęsy. Poplamione tłuszczem torebki z McDonald’sa pokrywały niemal cały blat biurka.

Patron nie darzył sympatią ludzi takich jak ci tutaj. Wszyscy oni byli funkcjonariuszami KGB, wszyscy chodzili na pasku moskiewskiej mafii i wszyscy zachowywali się lojalnie wobec organizacji Żyrinowskiego. Byli przykładem tej samej mentalności i tego samego rodzaju, jak ci, którzy kiedyś utorowali drogę do władzy Hitlerowi. Przyjrzał się im: pułkownik Edward Mołotow, obok Siergiejew, następnie wyglądający zza niego kolos, największa ludzka istota, jaką widział w życiu. Należeli do najlepszych w swych kategoriach. Wszyscy byli ludźmi z rynsztoka, a on płacił im dobrze za osobiste walory, za przekonania polityczne oraz za szczególne umiejętności.

– Otrzymaliśmy informację, że jedna z licznych służb wywiadowczych, które poszukują Pasji Zofii, poczyniła krok naprzód – przemówił Patron. – Ale operacja ciągnie się już nazbyt długo i grozi pozostawieniem po sobie śladów.

Zrobił przerwę.

– Ile czasu zajmie… zwinięcie spraw tutaj?

Niezbyt wiele – odpowiedział Siergiejew. – Magazyn jest już niemal pusty. Skrzynia z tymi pieprzonymi grubymi babolami jest już niemal opisana i prawie gotowa do wysyłki do kupca. Obie damulki są teraz na dole i ślinią się nad dziwacznym kamiennym reliefem. Do jutra, do wieczora, będziemy w stanie spakować wszystko i wysłać. Jedynym balastem, którego będziemy musieli się pozbyć… – wskazał gestem na podłogę, pod którą znajdowała się cela Zoe.

– Tak – odparł Patron. – Rozumiem, że dziewczyna jest całkiem atrakcyjna.

Wszyscy mężczyźni zgodnie przytaknęli.

– Dobrze, dobrze. To bardzo dobrze. Chcę, żebyście zniknęli stąd do jutra do południa i żeby żaden ślad nie prowadził do któregokolwiek z nas. Zadzwonicie do konsulatu z prośbą o ciężarówkę, potem załadujecie na samochód wszystkie dokumenty związane z operacją i zaplombujecie skrzynię ciężarówki. Następnie pozbędziecie się dziewczyny, nie pozostawiając żadnego śladu. Nie obchodzi mnie to, co z nią wcześniej zrobicie. Zabawcie się z nią, jak chcecie. Potraktujcie ją jako premię za ten miesiąc.

– Jest pan niezwykle szczodry – odezwał się Zwalisty, uśmiechając się od ucha do ucha.


Thalia i Zoe chodziły na czworakach, z bliska przyglądając się ogromnej bryle alabastru, o średnicy blisko metra dwadzieścia, kształtem przypominającej kalendarz Majów, pokrytej eleganckimi reliefami oraz inskrypcjami. Fryz stał pośrodku urządzonej naprędce pracowni artystycznej, której odosobnienie przypominało scenę czekającą na końcowe podniesienie kurtyny.

Rankiem tego dnia Zoe szła za porywaczami pełna obaw, że objawienie, jakiego doznała poprzedniego dnia, może zmienić jej sposób zachowania na tyle, iż prześladowcy zaczną coś podejrzewać, albo że Thalii podpowie coś intuicja. Jednak od pierwszej chwili, kiedy tylko otworzyły skrzynię z fryzem, Zoe nie potrafiła myśleć o niczym innym, a jej myśli skoncentrowały się wyłącznie na tym.

– To najbardziej zdumiewające dzieło sztuki, jakie widziałam w całym moim życiu – zadeklarowała głosem pełnym podziwu.

– Powtarzasz to samo chyba już po raz setny.

Zoe nie odpowiedziała, bez pamięci oczarowana niezwykłymi płaskorzeźbami. Dzieło przedstawiało wyrzeźbioną w kamieniu historię Boga. W samym środku kompozycji rzeźbiarz umieścił wizję początku: Bóg przyjął trojaką postać: obojnaczą, hermafrodytyczną oraz trójcy w trójcy – ojca, matki i dziecka. Z tych pierwotnych form wyłaniało się antropomorficzne wcielenie, odchodzące spiralnie od środka, któremu ludzie oddawali boską cześć. Figurki Wenus, Wielkiej Bogini, znajdowały się najbliżej środka, potem stopniowo ustępowały miejsca wizerunkom męskim, które szybko zdominowały tematykę reliefu.

– Nie rozpoznaję języka, którym zapisano te inskrypcje.

– Aramejski – oznajmiła Thalia nieobecnym głosem. – Co z kolei każe mi wnioskować, że relief został wyrzeźbiony, być może, około tysięcznego roku przed naszą erą, o czym zresztą świadczy niewielka metryczka, która nadeszła z dokumentacją. Popatrz. – Thalia wskazała na jeden z rzędów reliefów. – Mamy tu Wielką Boginię, która zaczyna dzielić się przestrzenią z męskim towarzyszem, a był nim zwykle jej syn lub kochanek. Zaczyna się to w momencie, kiedy ludzie zaczynają dostrzegać związek między stosunkiem płciowym i przychodzeniem na świat dzieci. A teraz przejdźmy odrobinę dalej.

Przesunęła nieco palec.

– Tu widzimy już Boginię i Boga mających tę samą wielkość. Jej palec przesunął się o kolejnych kilka centymetrów wzdłuż spirali.

– Sprawy zaczynają bardzo przyspieszać; Bogini staje się coraz mniejsza i mniejsza, aż do chwili, gdy dochodzimy do końca opowieści.

Jej palec dojechał do końca spirali, docierając do bardzo dużej, odosobnionej postaci usadowionej pomiędzy wężami i liśćmi. Wzdłuż zewnętrznej krawędzi widniała wąska linijka z inskrypcją.

– Go tu jest napisane? – zapytała Zoe.

– Jahwe.

– Fascynujące – Zoe wstała i przetarła zmęczone oczy.

Były tak spięte, że aż gotowe wybuchnąć przy byle okazji.

– Chcesz więc mi wmówić, że zmiany postaci Boga są odzwierciedleniem zmian w ludzkiej kulturze.

– Co do tego nie ma wątpliwości – odparła Thalia, wyciągając dłoń do Zoe. – Tu. Pomóż mi.

Zoe spoglądała na tę zdumiewającą kobietę. Z jednej strony błyskotliwy naukowiec, z drugiej córka uwikłana w problemy ojca. W ciągu minionych miesięcy niejeden raz narzekała na przymus, jaki wobec niej zastosowano, każąc jej pracować w tym miejscu. Zoe poczuła nagłe ukłucie w sercu, kiedy uświadomiła sobie, że nie zobaczy jej nigdy więcej. Thalia wzięła jej dłoń, a Zoe wyczuła w tym geście miłość i siłę, oraz zupełnie wyjątkowe zjednoczenie z bratnią duszą. Uczucia te zrodziły się podczas długich miesięcy wspólnej pracy intelektualnej. W tym czasie Zoe czerpała z niej nie tylko siłę, a także lepsze zrozumienie początków kultury rodzaju ludzkiego.

Thalia spojrzała Zoe prosto w oczy; na jej twarzy rysowała się nieskrywana troska. Zoe odwróciła wzrok.

– Nic ci nie jest? – zapytała Thalia. Zoe unikała jej spojrzenia.

– Wszystko w porządku.

– Chodzi mi o to, że jeśli chcesz porozmawiać…

To, co nieuchronnie się zbliżało, zawisło ponurą barierą między nimi. Thalia musiała zdawać sobie sprawę z faktu, iż godziny jej przyjaciółki są policzone.

– Nie – skłamała Zoe. – Nie chcę.

A jednak chciała, i to jak! Pragnęła opowiedzieć Thalii o szczegółach ucieczki, ale każde słowo, które wymknęłoby się jej przypadkiem, którego nie dałoby się już cofnąć, mogło unicestwić jej plan. Powstrzymanie się od mówienia było dostatecznie trudne. Wszystko musiało odbyć się w sposób perfekcyjny i w pełnej tajemnicy.

– Jeśli jesteś tego pewna…

– Absolutnie – fuknęła Zoe bardziej obcesowo, niż zamierzała.

Thalia spojrzała na nią, marszcząc w zdumieniu czoło.

Stały tak przez dłuższą chwilę, spoglądając na siebie: blada, szczupła, lecz mocno zbudowana Amerykanka i pokaźnej postury Rosjanka, o oliwkowej cerze i kręconych rudych włosach. Zoe odniosła wrażenie, że dostrzega w ciemnych oczach Thalii swego rodzaju zrozumienie.

– Tak naprawdę chcę wiedzieć więcej o tym. – Zoe wskazała na kamienny fryz. – Chodzi mi o to, że przecież faceci nie zbudzili się pewnego dnia i nie oznajmili sobie „Uczestniczymy w prokreacji i jesteśmy silniejsi, zatem zabieramy dla siebie całą ziemię”.

Thalia wpatrywała się w nią długo, z niedowierzaniem w oczach.

– Nie wiem, jakiego asa kryjesz w rękawie, i nie chcę wiedzieć. Ale mam nadzieję, że Bóg jest z tobą.

– Z pewnością – odparła Zoe, sama zaskoczona pewnością siebie.

Potem wskazała na kamienną płaskorzeźbę.

– No, opowiedz mi.

– Masz rację. Ta transformacja zabrała nieco czasu. Pamiętaj, że przejście cywilizacji od Wielkiej Bogini do Jahwe zajęło dobre sześć lub nawet osiem tysięcy lat. Moim zdaniem epoka Rajskiego Ogrodu to był okres, kiedy ludzie zamieszkiwali w niewielkich osadach, nie mieli żadnych wrogów, bo nie mieli prawie żadnego kontaktu z innymi ludzkimi sadybami. Ale sytuację tę odmieniły kobiety, a czyniąc to, jednocześnie kopały dół pod Wielką Boginią.

Kobiety wynalazły rolnictwo, ponieważ to one zostały obciążone przez naturę obowiązkiem wykarmienia dzieci. W końcu można wymyślić tkactwo i udomowić dzikie ziarna, jednocześnie karmiąc niemowlęta i utrzymując je przy życiu… ale nie można tego zrobić dobrze podczas łowów. Zatem wysiewały ziarna, aż w końcu ludzie zdali sobie sprawę, że w ten sposób można zdobyć pożywienie. Rolnictwo pozwoliło też na powiększenie liczebności rodziny. Kobiety kultury zbieracko-łowieckiej musiały rodzić nie częściej niż co cztery lub pięć lat, gdyż wiodły żywot koczowniczy, a w tej sytuacji nie mogły prowadzać za sobą zbyt wielu małych dzieci. Poza tym, gdy nie było jeszcze rolnictwa, nie dało się w żaden sposób wyżywić większej liczby zawsze głodnych gąb. Kiedy jednak rodziny przeszły na osiadły tryb życia i zaczęły uprawiać własne zagony, zdolność do przemieszczania się straciła znaczenie jako istotny czynnik przetrwania. W rezultacie odstęp w czasie między kolejnymi porodami zmniejszał się stopniowo, ale sukcesywnie.

W miarę jak wznoszono coraz większe osady, które zaczynały między sobą konkurować, brutalna siła mężczyzn nabierała coraz większego znaczenia. Rolnictwo zaczęło się dynamicznie rozwijać, ponieważ rolnicy potrzebni byli do zaopatrywania w żywność licznych rzesz stałej armii, kadry urzędniczej i tak dalej – wcześniej społeczności zbieracko-myśliwskie nie były w stanie wyprodukować dostatecznie dużo żywności, żeby taki stan rzeczy był możliwy. Jednak rolnictwo wiązało się też z nowymi problemami – pojawiła się kwestia własności ziemi. Obfitość pożywienia przyczyniła się również do demograficznego boomu, ponieważ pozwalało to wyżywić coraz liczniejsze społeczności.

W przeszłości konflikty zdarzały się rzadko, ale coraz więcej ludzi oznaczało też konieczność obrony własnych domów i społeczności. W rzeczywistości potrzeba bezpieczeństwa przyczyniła się do przekształcenia małych komunalnych osad w pełni rozwinięte struktury administracyjne, w miasta-państwa.

– Zatem, jeśli mam przyjąć tę linię rozumowania – przerwała Zoe – to powinnam wyjść z założenia, że mężczyznom bardzo przypadła do gustu nagle zyskana władza. Poza tym zdali sobie sprawę, że wcale nie byli na łasce Bogini, której oddawali do tej pory hołd. Zdecydowali się więc na podjęcie działań, skutkiem czego było wprowadzenie bóstwa posiadającego atrybuty męskości.

Pragnęli zyskać też dla siebie stosowną porcję dóbr ziemskich – powiedziała Thalia. – W systemie matrylinearnym wszelka własność przechodziła z kobiety na kobietę; dziedziczenie przez dzieci następowało po stronie matki, ponieważ nie było żadnej możliwości ustalenia, kto był ojcem. W aspekcie kulturowym mężczyźni znaleźli się na pozycji, która umożliwiła im zmianę biegu spraw. Wyróżniały ich duży wzrost i większa siła, ale nakazy religii dotychczas wyznawanej nie pozwalały im dokonać zaboru ziemi i mienia posiadanego przez kobiety. Nie sądzę, żeby była to świadoma decyzja… w każdym bądź razie nie miało to charakteru świadomego spisku zakrojonego na szeroką skalę, ale w miarę mijających tysiącleci zaczęto wprowadzać prawa regulujące pożycie małżeńskie i seksualne, w rezultacie można było określić ojcostwo. Monogamia oraz zakaz uprawiania seksu pozamałżeńskiego to był sposób na zdobycie pewności, które dzieci są owocem ich nasienia, co z kolei przekładało się na możność podziału dobytku zgodnie z literą nowych praw. Początkowo mężczyźni dziedziczyli tylko niewielką część majątku, ale w końcu zagarnęli wszystko, redukując kobietę do roli kolejnego elementu dobytku. Usankcjonowanie tych praw wymagało jednak odwołania się do Boga, który strachem zmuszałby wszystkich do posłuszeństwa wobec prawnych reguł.

– Chcesz zatem powiedzieć, że ludzie stworzyli Boga na miarę swoich potrzeb – wtrąciła niezdecydowanie Zoe, a w jej umyśle pojawiło się wyraziste echo wydarzeń z po przedniego wieczora i pierwszej od wielu lat modlitwy. – Zgodnie z tą teorią Bóg jest tworem ludzkim, wykreowanym dla doraźnych korzyści w celu wyjaśnienia tego, co nieznane. Człowiek zmieniał Boga – w postaci męskiej lub żeńskiej – stosownie do bieżących potrzeb.

Thalia obróciła głowę w stronę fryzu i wskazała wybrane miejsce.

– Bóg nie zmienia się – wyjaśniła. – Przynajmniej takie jest moje przekonanie. Zmianom ulega jedynie nasza interpretacja Boga, w zależności od zmieniających się kultur. To właśnie, jak sądzę, usiłuje nam powiedzieć ten artysta. Zobacz tu.

Jej palec podążył za linijką aramejskiej inskrypcji wyrytej w pobliżu wizerunku Wielkiej Bogini.

– Zobacz, jak zmieniały się prawa odnośnie gwałtu, w miarę jak znaczenie Bogini malało. W 2000 roku przed naszą erą w Sumerii, mężczyzna, który zgwałcił kobietę, bez względu na jej status małżeński, płacił za to głową. Tysiąc lat później, jeśli mężczyzna zgwałcił kobietę niezamężną, wtedy narzeczony lub ojciec zgwałconej zyskiwał prawo do wzięcia siłą żony lub córki gwałciciela. A jeszcze później pojawia się prawo nakazujące zgwałconej wyjście za mąż za tego, który naruszył jej cześć i cielesną nietykalność.

– To chore.

– Aha, ale to wszystko jest tu, zapisane w księgach Tory, a sprawy idą ku gorszemu. Jeśli ofiara gwałtu jest zamężna lub zaręczona, musi za hańbę zapłacić życiem. A teraz przypomnij sobie, że dzisiaj fundamentaliści, i to zarówno w chrześcijaństwie, judaizmie czy islamie, optują za tym, by literę tych praw ponownie wprowadzić w życie.

– To naprawdę przerażające – skomentowała Zoe. – Uogólniając, w miarę jak kult Wielkiej Bogini był usuwany w cień, kobiety traciły ziemię, dobytek oraz prawo przekazywania nazwiska swemu potomstwu, aż w końcu stały się kawałkiem mięsa – własnością i zabawką w rękach mężczyzn.

– Nawet dzisiaj – podjęła Thalia – ortodoksyjni Żydzi zobligowani są do odmawiania codziennej modlitwy, której słowa brzmią: „Bądź błogosławiony Ty, o Panie, Boże nasz, Królu Wszechświata, który nie stworzyłeś mnie kobietą”. Z kolei Mahomet stwierdził, że Szatan uradował się bardzo, kiedy Bóg stworzył Ewę. I to wszystko tu jest – powtórzyła Thalia, stukając palcem w kamienny fryz. – A także w Biblii, Koranie oraz Torze. Prawa dotyczące spraw seksu oraz prze widziane kary wymierzone były w kobiety i miały zastosowanie wyłącznie w stosunku do kobiet. To początek starego podwójnego wzorca. Moralność oraz dziewictwo stały się dla kobiet nakazem po to, żeby móc ustalać ojcostwo dzieci.

Przez dłuższą chwilę siedziały w milczeniu, czując ciężar, jaki złożyły na ich barki tysiąclecia. Zoe pierwsza przegoniła zły urok.

– Co mają symbolizować liście i serpentyny wzdłuż krawędzi fryzu?

– To odważna deklaracja ze strony artysty – odpowiedziała Thalia. – Bluźnierstwo, jeśli odczytuję to właściwie.

– Co masz na myśli?

– To deklaracja artysty, które stwierdza, że żadne siły nie zdołały wymazać całkowicie Wielkiej Bogini. Wąż i liście figowca, a one tworzą właśnie ornament – Thalia wskazała na kamienny fryz – to najbardziej sugestywne symbole Wielkiej Bogini. Dlatego właśnie autorzy Księgi Rodzaju przedstawili Szatana pod postacią węża – oznajmili tym samym, że Wielka Bogini prezentuje zło. Jej wizerunek musiał być jak najbardziej ohydny, co pozwoliłoby zamknąć jej świątynie i zakazać oddawania jej boskiej czci.

– Kontrola przez dokręcanie śruby.

– Raczej przez oswajanie – sprostowała Thalia. – Drzewo figowe było jej świątynią, dlatego wizerunkom pomstujących proroków zawsze towarzyszy drzewo figowe. W cieniu tego drzewa bowiem ludzie odprawiali modły do Wielkiej Bogini nawet wtedy, kiedy na danym terenie oficjalnie czczonym bóstwem stał się już Jahwe. Oddawanie czci oraz eucharystia wiązały się ze spożywaniem owoców figowca – owoców, które bardziej przypominały winogrona niż figi, jakie znamy dzisiaj. Tak więc żarliwi wyznawcy, spożywając owoc, przyjmowali tym samym ciało Bogini.

– Początki chrześcijańskiego sakramentu eucharystii?

Thalia przytaknęła.

– Po prostu jedna z wielu rzeczy, które chrześcijaństwo i judaizm zapożyczyły z przeszłości. Jeśli nowa religia miała zaspokoić potrzeby ludzi i jeśli stare wyznanie miało zostać wchłonięte i pokonane konieczne było włączenie dostatecznie wielu pierwiastków starego, zakazanego wyznania. Okazało się jednak, że to Wielka Bogini śmieje się ostatnia.

– Jak to?

– Grecy przekształcili ją w Kybele i Artemidę. Ale nawet po tym, jak Konstantyn wydał dekret zakazujący na obszarze całego imperium oddawania boskiej czci Bogini, wierni przekształcili po prostu ołtarze jej poświęcone w miejsca kul tu Dziewicy Maryi. To jest właśnie jedna z rzeczy, która tak bardzo przeraża zramolałych darmozjadów w Watykanie. Oni dobrze wiedzą, że cześć oddawana Matce Boskiej to po prostu zamaskowana forma kultu Wielkiej Bogini.

To również jest powód, dla którego Rzymianie oraz moi pobratymcy musieli zamordować człowieka o imieniu Jezus. W jego oczach kobiety były równe mężczyznom; żydowscy i chrześcijańscy gnostycy postrzegali Boga jako byt złożony z pierwiastków męskiego i żeńskiego. Esseńczycy, którzy są autorami zwojów z Kumran, również uważali, że Bóg był mężczyzną i kobietą w jednym. Księga Przysłów oraz Księga Salomona także są bardzo jednoznaczne i odnoszą się do Mądrości w rodzaju żeńskim. „Zofia” to grecki wyraz określający mądrość.

– Zofia? – Zoe poczuła nagły ucisk w sercu i elektryzujące podniecenie, które wywołało ciarki na jej skórze. – Moim zdaniem może to być kolejne wcielenie Mesjasza.

– Wiem, że nim była – oznajmiła Thalia. – Podsłuchałam rozmowę naszych chłoptasiów z mafii, kiedy mówili, co było ich prawdziwym celem w Kreuzlingen.

– O mój Boże – wyszeptała z przejęciem Zoe. – Wszystko do siebie pasuje.

Thalia skinęła głową, potakując.

– Moim zdaniem Sobór Nicejski I był w głównej mierze poświęcony kwestii, w jakim stopniu Zofia była kolejnym wcieleniem Chrystusa. Ortodoksyjni chrześcijanie zmienili słowo „Mądrość” na „Logos”, które jest rodzajem męskim. Prawdziwą walkę toczono z tymi, których uznano za prawdziwych heretyków, i którzy nawoływali, by Kościół powrócił do korzeni – a te symbolizowała Zofia, a nie Logos – oraz, by uznał, że była ona pierwotną i nierozdzielną częścią Stwórcy.


Z tymi, według których błędem było ograniczanie Boga do jednej tylko płci czy postaci lub też uznawanie Go za Boga wyłącznie jednego narodu. Z tymi, którzy uznawali to za narzucanie ludzkich ograniczeń istocie nieskończonej pod każdym względem.

– I oczywiście przegrali tę walkę.

– Przynajmniej na razie – odparła Thalia.

– Koncepcję tę zresztą potwierdza artysta na fryzie – podjęła Thalia. – Ta inskrypcja, która biegnie wzdłuż zewnętrznego obwodu. Słowo, które zawiera w sobie wszystko inne, idąc od Boga w postaci mężczyzny, kobiety i dziecka po Boga jako Jahwe.

Zoe osunęła się na kolana i przesunęła palcami po antycznej inskrypcji.

– W aramejskim tekście po wielokroć pojawia się jedno i to samo słowo – dodała Thalia. – To imię. Zofia.

Zoe oderwała palce od kamiennego fryzu, jakby słowa ją parzyły.

Загрузка...