Rozdział 38

Rolf wysiadł z gondoli, spojrzał w kierunku lądowiska helikopterów i zdziwił się, że kardynał jeszcze nie wystartował. Zwykle zawsze i wszędzie się spieszył, nigdy nie lubił czekać. Rolf potrząsnął głową w zdziwieniu, potem wszedł na schody prowadzące do rezydencji, wsłuchując się w leniwe turkotanie śmigieł helikoptera. A potem nagle usłyszał krzyki i odgłos tłuczonego szkła; rezydencja zbudowana była z kamiennych bloków i grubych bali drewna, nic więc dziwnego, że nie słyszał wcześniejszych strzałów. Ale teraz nie miał wątpliwości, że coś było nie w porządku. Szedł ostrożnie rachując w pamięci, ilu ludzi mógłby wezwać: trzej mieli wolne i pojechali do Innsbrucku, jeden był przy hangarze kolejki linowej, tak więc było dwóch na służbie i trzech śpiących w baraku.

Wystarczy, uznał, przechodząc cicho do głównego holu. Z wnętrza dobiegały gorączkowe rozmowy służby, po chwili do holu wbiegła gospodyni.

– Och, Herr Engels – krzyknęła przestraszona. – Tak się cieszę, że pan przybył. Coś się stało w sali konferencyjnej. Słyszałam rozbijanie szyby i głośny huk. To mógł być wystrzał z pistoletu albo jakaś eksplozja.

Eksplozja? Nie słyszał żadnego wybuchu. Nagle przyszła pomyślał o tej nowej instalacji gazowej, którą arcybiskup kazał zainstalować w kominku. Rolf od początku był temu przeciwny, upierał się, że to niebezpieczne, jednak kardynał postawił na swoim. Pewnie nigdy nie słyszał o domach czy biurowcach – czasem całych blokowiskach – które wyleciały w powietrze dlatego, że nie wykryto wycieku gazu, który eksplodował od maleńkiej iskierki.

Teraz jednak fakt, że mógł mieć rację, nie był najważniejszy. Biegiem ruszył do sali konferencyjnej.


– Zatrzymaj go! – Seth krzyknął do Zoe. W powstałym zamęcie, Braun chwycił szkatułę z Całunem i Pasją Zofii i rzucił się do drzwi. Zoe odwróciła się i pociągnęła za spust. Tym razem ona usłyszała tylko głuche szczęknięcie. Braun pomknął przez korytarz, minął wejście do jadalni i skierował się do kuchni. Prawie na końcu korytarza potknął się na wykładzinie, lecz utrzymał równowagę i kontynuował ucieczkę. Zoe ponownie nacisnęła cyngiel. Tym razem pistolet wystrzelił, lecz o ułamek sekundy za późno. Seth ruszył przez korytarz, a Zoe i Morgen za nim. Seth był już w połowie drogi, gdy Braun otworzył drzwi i wbiegł do kuchni.

Ogromna kuchnia, zapełniona urządzeniami, garnkami i naczyniami w pełni wykorzystywana była tylko podczas przyjęć wydawanych przez kardynała. Tego jednak ranka była pusta, jeden tylko kucharz przygotowywał posiłek dla służby i ochroniarzy.

Seth wbiegł do kuchni.

– Stój! – krzyknął do Brauna, który był już tylko kilka metrów przed nim. – Stój, bo strzelam.

Kątem oka dostrzegł, że kucharz pada na ziemię; Braun biegł dalej, nie zważając na ostrzeżenia. Seth wycelował i pociągnął za spust. Nabój trafił w wiszący od sufitu rondel tuż obok głowy Brauna. Głośny hałas przestraszył kardynała, który stracił równowagę i padł na ziemię, wciąż kurczowo trzymając szkatułę. Po chwili Seth siedział już na nim okrakiem.

– Oddaj mi to – wrzasnął.

Kardynał odmówił, Seth wsadził więc parabellum za pas, pochylił się i zaczął wyrywać szkatułę z jego rąk.

– Zawołaj Rolfa! – wrzasnął Braun do przerażonego kucharza. – Wezwij go, natychmiast!

Zoe zdążyła jednak podbiec do kucharza i wymierzyła do niego z pistoletu.

Zbliżający się Rolf usłyszał strzał, a potem odgłosy szarpaniny.

Seth usiłował wyrwać szkatułę z uścisku kardynała. Nagle ten zaatakował wolną pięścią i trafił Setha w czoło, na moment go ogłuszając. Nim Seth odzyskał świadomość Braun zerwał się na równe nogi i próbował doskoczyć do schodów. Seth jednak dopadł go i uderzył w lewą stronę głowy. Kardynał zwalił się na podłogę.

Wysadzana klejnotami szkatuła oraz jej zawartość rozsypały po podłodze, a kardynał leżał nieruchomo na biało-czarnych kafelkach.

Zapadła cisza, przerywana jedynie ciężkim oddechem Setha i bulgotaniem mięsa w garnku, które najwyraźniej wymagało zamieszania.

I wtedy do kuchni wpadł Rolf Engels. Uniósł broń do strzału, a wtedy kątem oka dostrzegł kobietę celującą do kucharza. Lata doświadczenia wyrobiły w nim umiejętność szybkiej oceny sytuacji. Uznał, że groźniejszy jest mężczyzna stojący nad kardynałem. Kucharz go nie obchodził, płacili mu za chronienie kardynała. I to za wszelką cenę.

Tak więc wycelował w mężczyznę. Dobrze znał moc pocisku magnum kaliber 11 mm. Kiedyś strzelił w tył uciekającego samochodu, a nabój przebił się przez bagażnik, człowieka siedzącego z tyłu, trafił w kierowcę, potem w deskę rozdzielczą, wreszcie w silnik. Nacisnął spust.

W tym momencie Seth pochylił się, chcąc sięgnąć po szkatułę; pocisk przeleciał już ponad nim.

– Zoe padnij! – wrzasnął, usłyszawszy wystrzał niczym z ar maty.

Padł na kolana obok Brauna, a wtedy rozległ się drugi strzał. Gdzieś z tyłu za sobą Seth usłyszał syk, a potem zapach gazu.

– Wyłącz gaz, Heinrich! – Rolf przeklinał w duchu sam siebie.

Drugi pocisk przebił bowiem piecyk i uszkodził zawór albo przewód. Kucharz leżał skulony obok kobiety. Rolf przeskoczył więc szafkę i wyłączył gaz. Moment ten wykorzystała Zoe. Przykucnęła, wycelowała i pociągnęła za spust. Rozległ się tylko głuchy szczęk.

Braun usiłował się podnieść, ale Seth wyciągnął pistolet zza pasa i uklęknął obok kardynała.

– Teraz będziesz robił to, co ci każę, zrozumiałeś? – warknął, przystawiając lufę do szyi Brauna, który skinął głową. – Dobrze – powiedział Seth ponuro. – Teraz każ swojemu gorylowi wstrzymać ogień. Jeśli zastrzeli Zoe, jesteś trupem.

Czekał chwilę, a potem wbił lufę mocniej w gardło kardynała.

– Powiedz mu to albo odstrzelę ci ten pieprzony łeb!

– Rolf? – powiedział słabo Braun. – Rolf, czy to ty?

Engels odwrócił się od kuchenki w kierunku kobiety.

Trzymał już palec na spuście, kiedy Braun go zawołał.

– Tak, Wasza Eminencjo.

– Rolf, nie strzelaj. Zabiją mnie, jeśli tego nie zrobisz. Rozumiesz?

Rolf z nienawiścią w oczach spojrzał na kobietę.

– Tak, Wasza Eminencjo.

– I, przede wszystkim, nie zrób krzywdy dziewczynie.

Zapach gazu był coraz intensywniejszy. Morgen, który dotarł akurat do drzwi, stanął, chcąc się przekonać, co się wydarzyło.

– Wstań – powiedział Rolf do Zoe.

Zastosowała się do rozkazu. Rolf stanął za nią i przyłożył broń do jej głowy.

– Chcę zobaczyć kardynała – zażądał. – Pozwól mu wstać, żebym wiedział, że nic mu nie jest. W przeciwnym razie za strzelę dziewczynę.

Trzymając wciąż parabellum przy szyi Brauna, Seth podniósł się wraz z zakładnikiem. Serce mu podskoczyło do gardła, kiedy po drugiej stronie kuchni zobaczył Zoe stojącą przed jednym z największych ludzi, jakich kiedykolwiek widział.

Rolf i Seth patrzyli na siebie.

– Albo zagazujemy się tutaj, albo wysadzimy to miejsce w powietrze, jeśli szybko nie zaczniemy działać – stwierdził Rolf.

– To zależy od ciebie – odparł Seth. – Puść ją, a oddam ci twojego cennego kardynała.

Rolf wykrzywił twarz w szerokim, złym uśmiechu.

– Myślisz, że jestem durniem?

Nagle usłyszeli stuknięcie przy drzwiach od strony korytarza. Rolf Engels był szybki niczym błyskawica. Spojrzał w miejsce, z którego dobiegł dźwięk, zobaczył człowieka, którego nie znali w jednej chwili wystrzelił. Morgen padł, a kula wbiła się w ścianę.

Загрузка...