Rozdział 28

Seth Ridgeway obudził się zupełnie zdezorientowany. Nieznane pomieszczenie wzbudzało w nim lęk, ale tylko do chwili, gdy wyciągnął prawą dłoń i dotknął pogrążonej we śnie Zoe. Spała ufna jak dziecko, zwinięta w kłębek, z głową zanurzoną w poduszki. Na ramieniu czuł jej delikatny oddech.

Odprężył się i zaczął rozglądać po nieznanym otoczeniu: sękate deski, którymi obłożone były ściany, belkowany sufit, szary kamienny kominek oraz ręcznie malowane meble, jak nakazuje ludowa alpejska tradycja. Za jodłami, które widział przez okno świeciło jaskrawe światło poranka, wciąż jeszcze zaróżowionego brzaskiem. Jego umysł pracował na wysokich obrotach. Gdzie właściwie byli? Przypomniał sobie ucieczkę z Zurychu oraz upór Strattona, żeby nawet nie zbliżali się do hotelu Eden au Lac, gdyż z pewnością roiło się tam już od policji.

Pojechali na południe od Zurychu. Pamiętał, że mijali miejscowość Zug, a przed Lucerną zjechali z głównej drogi. Później droga stała się górzysta; widział tablice reklamujące stoki narciarskie oraz zimowe kwatery. W pobliżu było też jezioro, niewielkie jezioro. Stopniowo dochodził do siebie, uspokajał się. Pamiętał. Znajdowali się w bezpiecznym domu, w pobliżu jednego z narciarskich stoków.

Zoe westchnęła przez sen i przytuliła się do niego. Spojrzał na jej twarz i zastanowił się, o czym może śnić. Nieważne, pomyślał, byle tylko nie był to koszmar.

Wyglądała tak niewinnie, była taka krucha. A przecież wiedział, jak bardzo okazała się twarda, skoro zdołała przetrwać tamte katusze. Czy to, co przeżyła, zmieniło ją? Oczywiście, musiało zmienić. Ale czy zmieniło ich oboje?

Myślał o tym przez dłuższą chwilę i w końcu przyznał, że doświadczenia ostatnich miesięcy nie mogły nie wpłynąć na relacje między nimi. Pocieszał się jedynie myślą, że zmiany te nie były negatywne.

Dotknął jej delikatnie; pieścił jej twarz, przesuwał dłoń wzdłuż jej ramienia, potem po wrażliwym łuku na szyi, gdzie kosmyki włosów skręcały się w prowokacyjnym nieładzie. Wydawało mu się, że w ten sposób przywróci wspomnienia i dotrze do określonych miejsc przeszłości. Usłyszał słowa wypowiedziane przez nią poprzedniego wieczora.

To prawdziwy cud!

Czy naprawdę był to cud? Czy Bóg miał w tym jakiś cel? Czy też żaden pieprzony Bóg nie maczał w tym palców i był to wyłącznie zbieg okoliczności, bo światem rządzi jedynie przypadek? Chciał podziękować Bogu, ale uczucie wdzięczności wobec Stwórcy nie nadeszło.


Zoe powoli budziła się.

Wynurzała się stopniowo, przechodząc przez kolejne warstwy snu niczym nurek powracający z głębin. Chwytała świat kawałkami: najpierw dotyk na jej ramionach i szyi, delikatny jak pocałunek, potem jaskrawe poranne światło nowego dnia. Poruszyła się i położyła nogę na płaskim brzuchu Setha, wtulając się w niego. Czuła jego dłonie na plecach, potem niżej, i potem jeszcze niżej. Czuła, jak robi się wilgotna. Czuła też jak on twardnieje, kiedy przesunęła nogę w poprzek jego brzucha.

Kiedy pocałował ją za uchem, otworzyła oczy. Zadrżała.

– Dzień dobry – powiedziała głosem ochrypłym od snu.

– Z pewnością taki jest – odparł.

Zaczęli się całować delikatnie, później namiętność wzięła górę.

Kochali się desperacko, jakby robili to po raz pierwszy… albo ostatni. Słońce wzeszło wysoko i zmieniło delikatny różowy odcień na jaskrawą promienistość alpejskiego dnia. Nie zauważali mijającego czasu. Byli tam, gdzie ludzie nigdy się nie starzeją, nie cierpią, nie umierają. Jedynie głupiec chciałby zamienić to miejsce na Niebo.

W końcu rozgrzani, wyczerpani i zrelaksowani zasnęli. Ona tak jak zawsze z głową na prawym ramieniu Setha, on objął ją prawym ramieniem, czołem dotykał jej włosów.

Kiedy George Stratton zapukał do drzwi, było to niczym grom, wyrywający ich ze snu, jakiego nie zaznali od ponad sześciu miesięcy.

– Już ósma – powiedział Stratton. – Banki otwierają za dwie godziny. Woda jest gorąca, śniadanie gotowe.

Seth przeciągnął się.

– Okrutny drań – wymruczał z uśmiechem, nasłuchując oddalających się kroków.

Zoe wymamrotała coś do poduszki. Pochylił się nad nią i pocałował.


– Interpol szuka informacji na twój temat – powiedział Stratton, gdy właściciel domku sprzątnął resztki obfitego śniadania, jakie dla nich przygotował. – Jesteś poszukiwany w związku z morderstwem. Zoe żachnęła się.

– Ktoś mocno pociąga za sznurki – wyjaśnił Stratton. – Za leży im na tym, by pozbyć się ciebie.

Seth przytaknął. Wcale go to nie dziwiło. Zbyt wiele razy był blisko, za blisko wydarzeń, by ktoś nie zaczął go z nimi kojarzyć – Rebeka Weinstock i jej szofer, faceci, którzy zginęli na jego łodzi, Tony Bradford, masakra w Amsterdamie oraz zabójcy w mieszkaniu Yosta, a także nieszczęsny operator dźwigu. Śmierć podążała za nim.

– Jakieś szczegóły? – zapytał w końcu.

– Wydaje się, że widziano cię w pobliżu ciała profesora Tony’ego Bradforda w jednym z budynków Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles.

– O mój Boże – wykrzyknęła Zoe. – W jaki sposób Tony został wmieszany w to wszystko?

– To długa historia – zaczął Seth. – Lepiej jak rozpocznę od samego początku.

Pociągnął długi łyk kawy i przystąpił do relacji.

– Spałem na łodzi – zwrócił się do Zoe. – Nie mogłem zostać w naszym domu… gdy ciebie w nim nie było. Wszystko przypominało mi ciebie. Czułem się tak, jakby w nim straszyło.

Wziął głęboki oddech.

– Pewnego ranka lało jak z cebra i byłem nieźle przestraszony, gdy ktoś zapukał do włazu zejściówki.

Opowiedział o Rebece Weinstock oraz o zabójcach, o szoferze i George’u Strattonie. – A więc Walkiria zatonęła? – zapytała ze smutkiem Zoe.

Opowiedział jej resztę zdarzeń. O tajemniczym motelu, który okazał się bezpiecznym domem, o odzyskaniu malowidła oraz o odkryciu zwłok Bradforda. A następnie o przelocie do Amsterdamu i zabójcach, którzy go tam odnaleźli.

– Czy ten ksiądz powiedział słowo „brown”? – dopytywał się Stratton. – Jesteś pewien, że to właśnie powiedział?

Seth przytaknął. Stratton chciał więcej wiedzieć o tajemniczej grupie duchownych w Watykanie.

Zoe i Stratton w milczeniu przez niemal dwie godziny słuchali opowieści Setha, od czasu do czasu tylko rzucając jakieś pytanie.

– Cóż, sądzę, że powinniśmy ruszać – rzekł na koniec Stratton. – Zakładam, że ten ojciec Morgen, o którym wspominał ci Yost, nie będzie siedział w Alt Aussee bez końca.

– W porządku – odparł Seth. – A zatem karuzela rusza!

Загрузка...