Zaczęli już przybywać pierwsi z wezwanych przez papieża kardynałów. Ojciec Święty rozmawiał z nimi, kiedy nagle pojawił się Richard Borden, watykański sekretarz stanu. Jego twarz pozostała nieodgadniona.
– Najmocniej przepraszam za najście, Wasza Świątobliwość, ale uznałem, że zechciałbyś zapoznać się z treścią tej wiadomości najszybciej, jak to tylko możliwe.
Borden przekazał papieżowi żółtą kartkę, potem wyszedł.
Papież przeczytał wiadomość trzykrotnie. Tyle czasu potrzebował, aby w pełni pojąć jej znaczenie. Teleks został nadany przez biskupa Innsbrucku.
Przeczytał otrzymaną wiadomość po raz czwarty, potem zwrócił się do mocno już zaintrygowanych gości. Starając się, by nie zdradzić zadowolenia, papież ogłosił uroczyście:
– Kardynał arcybiskup Neils Braun nie żyje.
W sali rozległy się głosy zdziwienia i niedowierzania.
– Ale jak? – zapytał arcybiskup Paryża.
– Gdzie? – dopytywał się arcybiskup Mediolanu.
Papież podał im kartkę, ciągle walcząc z uczuciem ulgi.
Po raz pierwszy od czasów, kiedy był małym chłopcem, naprawdę uwierzył w cuda.
– Odmówmy słowa modlitwy za naszego zmarłego brata. Zmówił modlitwę w intencji kardynała, w duchu jednak śpiewał hymn dziękczynny.
Chata nie różniła się od innych w okolicy. Miała dwuspadowych dach, w środku były proste, drewniane meble i żelazny piecyk buchający ogniem. A co najważniejsze, znajdowała się w parafii przyjaciela Hansa Morgena.
Seth Ridgeway dorzucił kilka drew, potem zamknął metalowe drzwiczki piecyka i podszedł do Zoe. Patrzyła przez okno na stoki porośnięte drzewami i na górską kotlinę. Gdy objął ją ramieniem, przytuliła się mocno.
– Powinnam się do tego przyzwyczaić – powiedziała.
– Tak. Wiem, co masz na myśli.
– Zdaję sobie sprawę, że minęło dopiero kilka dni, ale odnoszę wrażenie, jakby wszystko to wydarzyło się wieki temu.
– To, co zdarzyło się w Kardynalskim Gnieździe, działo się naprawdę wieki temu.
Stali w milczeniu, obserwując, jak słońce przebija się przez szpary w chmurach, a promienie rozświetlają zielone ogniki wśród drzew.
– Bóg okazał się dla nas litościwy – oznajmiła Zoe.
– Skoro tak twierdzisz. – W głosie Setha dało się wyczuć przygnębienie. – Mam nadzieję, że masz rację. Naprawdę chciałbym w to uwierzyć, ale w tej chwili nie potrafię.
Zoe uścisnęła jego dłoń.
– Uwierzysz w to – zapewniła go. – To jedynie kwestia czasu.
– Obawiam się, że trzeba do tego o wiele więcej niż tylko czasu.
Znów zamilkli. Obserwowali, jak wiatr hula w kotlinie, smagając mroźnymi powiewami wierzchołki drzew. W pewnym momencie dostrzegli jakiś ruch. W dole stoku, na krętej ścieżce między drzewami zobaczyli czerwoną plamę – kurtkę Hansa Morgena. Siedział na skuterze śnieżnym, na którym dwie godziny temu zjechał do miasta, a do pojazdu doczepione były nieduże sanki przykryte brezentem.
– Może powrót na uczelnię wszystko zmieni – zasugerowała Zoe.
– Być może – odparł Seth, potrząsając z wahaniem głową. – Ale nie sądzę. Po tym wszystkim… Po tym, czego dowiedziałem się na temat Pasji Zofii oraz całej reszty… będę musiał odrzucić dotychczasowy program nauczania i napisać go na nowo.
– Niewykluczone, że to właśnie jest twoja odpowiedź.
– Słucham?
– Odrzuć wszystkie stare ścieżki wiary i zacznij na nowo. Ja właśnie tak uczyniłam. Nie mogłam po prostu dalej trwać w wierze, która pełna była przegniłych włókien. Potrzebowałam czegoś nowego, co przemówiłoby do mojej duszy. Może tak jest również w twoim przypadku.
Uśmiechnął się do niej z podziwem.
– Ty, to coś innego – odparł. – Nie bardzo wiem… Nigdy w życiu nie czułem się tak zdezorientowany, tak wewnętrznie zagubiony.
– Czułam się tak samo, kiedy w końcu zdałam sobie sprawę, jaki wstyd moja matka przyniosła Kościołowi.
– Ja jednak nie mam zamiaru czekać całe lata, zanim ponownie odzyskam pewność.
– Być może te dogmaty, które odeszły w przeszłość, nie były do końca prawdziwe – stwierdziła Zoe.
Poczuła w sercu ukłucie, widząc jego pełne bólu oczy.
– Niewykluczone też, że wszelkie dogmaty są jedynie iluzją.
– Dziękuję pani profesor – odparł z sarkazmem.
– Nie chciałam cię urazić… Uśmiechnął się do niej szeroko.
– Wszystko w porządku, naprawdę. Wziął ją w ramiona i pocałowali się.
Odgłosy silnika śnieżnego skutera były teraz głośniejsze.
– Być może odsunięcie fałszywych dogmatów to sposób, w jaki Bóg chce nam powiedzieć, że nie była to prawda – wysnuła końcowy wniosek Zoe. – Nowy program nauczania będzie oznaczał, że powinieneś zacząć od przemyślenia nowych idei, od poszukiwania prawdy. Moim zdaniem Bóg raduje się, gdy wyruszamy na poszukiwania. Być może ostateczna prawda kryje się w tym, że tak naprawdę jej nie ma – i że w rzeczywistości naszym zadaniem jest poszukiwanie jej przez całe życie, aż do grobowej deski.
– To naprawdę pocieszające.
Z zewnątrz chaty dobiegał bardzo głośny ryk silnika, który po chwili ucichł.
– Czy masz lepszy pomysł? – zapytała Zoe.
Seth zaprzeczył ruchem głowy.
– Thalia przeprowadziła pogłębione studia tematu, ma bardzo dużo materiałów źródłowych i notatek. Być może będzie w stanie dopomóc ci, kiedy tylko tutaj dotrze. Nie wspominając już o alabastrowej płaskorzeźbie w kształcie koła.
– Jeśli będziesz w stanieje odzyskać.
– Możesz na to liczyć – odparła Zoe. – Dzieła sztuki oraz baza danych, jaką skopiowałam z serwera zawiera wszystko: daty, nazwy, ceny, certyfikaty przewozowe i numery dokumentów załadunkowych. Wszystko, co będzie potrzebne do udowodnienia, że dzieła sztuki zostały skradzione, i to nawet dwukrotnie. Oraz do wykazania, że mam prawo do ich odzyskania.
– Nadepniesz w ten sposób wielu ludziom na odciski – ostrzegł ją Seth. – Wszystkim tym prominentnym kustoszom z muzeów i ich wpływowym kolekcjonerom. To nie wpłynie dobrze na twoją działalność marszanda.
Za sobą usłyszeli kroki Morgena. Odwrócili się.
– Naprawdę nie zależy mi na tym – odparła Zoe. – Oni zasługują na to, co ich spotka. To tchórzliwe kreatury, które zaprzedały duszę diabłu, chcąc zdobyć skarby sztuki bez względu na cenę. Nie martwię się o mój interes, jeśli tylko dzieła trafią do właścicieli lub do ich prawowitych spadkobierców. Jeśli nawet miałabym zamknąć moją działalność, nie widzę problemu.
– Wciąż nie wiem, czy będę chciał wrócić do pracy na uczelni – powiedział nagle Seth. – Kiedyś byłem całkiem niezłym detektywem. Być może dopomogę ci w twojej misji.
– A zatem cóż wiesz na temat sztuki? – zażartowała Zoe.
– Mniej więcej tyle, co ty wiesz na temat religii!
Śmiali się, kiedy oblepiony śniegiem Hans Morgen stanął w drzwiach. W jednym ręku trzymał płócienny plecak.
– Dzień dobry – powitał ich serdecznie, ściągając gogle wolną ręką. – Alpejski śnieg sprawia, że czuję się o trzydzieści lat młodszy…
Sięgnął do plecaka.
– Miejscowy proboszcz przekazał mi wieści, że pani przyjaciółka Thalia przyjedzie tu jutro. Przyleci zaraz po pogrzebie ojca.
– Sukinsyny – mruknął pod nosem Seth.
Morgen przytaknął.
– Biedna dziewczyna nie miała pojęcia, że jej ojciec zmarł podczas snu zaledwie w kilka tygodni po tym, jak przyjechała do Zurychu.
Wyciągnął z plecaka egzemplarz „International Herald Tribune” i wręczył Zoe.
– Na co zmarł? – zapytał Seth, gdy Zoe rozkładała gazetę.
– Udar mózgu – odparł Morgen. – Tamci włożyli jego ciało do chłodni.
Seth pokręcił z niedowierzaniem głową.
– Och! – krzyknęła Zoe, patrząc na stronę tytułową. Przez chwilę czytała w milczeniu, potem wręczyła gazetę Sethowi. Była to relacja z pożaru w watykańskiej rezydencji pod Innsbruckiem. Zamieszczono też zdjęcie lotnicze płonącej budowli, które zaraz po starcie wykonał pilot helikoptera małą kamerą. Obok zdjęcia zamieszczono fotografię Brauna z podpisem „Znalazł śmierć w ogniu”.
Seth przeczytał relację od deski do deski.
– Słuchajcie – powiedział w końcu, wskazując na ustęp pod koniec artykułu. – „Policja wciąż poszukuje dwóch osób, które zdołały przeżyć pożar i odleciały helikopterem, który miał odwieźć kardynała na lotnisko w Innsbrucku”. – To o nas. Przecież oni znają nasze nazwiska. Dlaczego ich nie wymienili? – Seth zwrócił się z pytaniem do ojca Morgena. – Czyż nie jesteśmy poszukiwani? Czy Interpol nie przeszukuje wszystkich kątów i zakamarków w pogoni za nami?
– Powiedziałem wam, że nasi sojusznicy w Watykanie mają przyjaciół – odparł ksiądz z uśmiechem. – Wasza pomoc sprawiła, że zyskaliśmy wdzięczność wielu dostojników Kurii, w tym także Ojca Świętego. Inaczej nie pobłogosławiłby naszego pobytu w tej cudownej ustronnej chacie. – Przeczytajcie sobie jeszcze ten tekst. – Morgen wskazał inny artykuł w gazecie. – Przywiozłem też komputery, które zamówiliście, zaraz je przyniosę.
– Proszę mi pozwolić pomóc sobie. – Zoe i Seth powiedzieli to niemal jednocześnie.
Morgen zaprzeczył ruchem głowy.
– Czuję się dziś silny jak lew.
– Czyżby? – odparła Zoe z powątpiewaniem w głosie.
– Ależ oczywiście! – odparł i szybko wyszedł na zewnątrz. Seth podążył w stronę drzwi. Zoe chwyciła go za ramię.
– Nie. Urazisz jego dumę.
Seth popatrzył na nią przez chwilę, ale pozwolił się zaciągnąć w stronę okna. W oddali dostrzegli narciarzy sunących w poprzek szerokiej, zasypanej śniegiem łąki. Kiedy rozsiedli się w fotelach, Zoe zaczęła czytać głośno artykuł.
– „Mieszkańcy osady dostrzegli w ruinach znak niebios”, tak brzmi tytuł… To tekst zamieszczony obok nekrologu Brauna. „Robotnicy, którzy przybyli na pogorzelisko stwierdzili, że cała budowla została doszczętnie spalona, poza płachtą linoleum, którą wyłożona była posadzka w kuchni. Zdaniem niektórych świadków kawałek linoleum przypominał sylwetkę kobiety… Można było rozpoznać oczy, dłonie, relacjonował jeden z robotników. «Przysięgam, że to widziałem. To prawdziwy cud, znak od Boga…» Większość zignorowała ten wizerunek, jako jeszcze jeden przykład tego, że ludzie widzą to, co pragną zobaczyć w przypadkowych obrazach na ścianach budynków czy w rzucanych cieniach, plamach oraz wzorach, jakie światło rysuje na pokrytym szronem szkle… Szef straży pożarnej z Innsbrucku powiedział, że… ogień czasami wyczynia dziwne rzeczy. Widzieliśmy wiele razy spalone zgliszcza, które przypominały obrazy z widocznymi na nich twarzami. Ale to jest to samo, co dopatrywanie się kształtów statków w chmurach czy też konturów twarzy na Księżycu. Jest to wyłącznie kwestia ludzkiej wyobraźni.
Biskup Innsbrucku wydał nawet oświadczenie, w którym w pełni podzielał opinię wyrażoną przez szefa straży pożarnej.
Za kilka lat kolejny następca Świętego Piotra będzie zapewne musiał toczyć spór z niedużą lecz bardzo zaangażowaną grupą katolików z Innsbrucku, żądających od Watykanu uznania tego miejsca za święte. Papież ten zapewne udzieli tej samej odpowiedzi, której udzielił już zwierzchnik Kościoła w dniu, kiedy Kardynalskie Gniazdo spłonęło.
Wiara w to, czego nie widzimy, jest silniejsza od wiary rzeczy, które możemy dotknąć lub zobaczyć. Najprawdziwszym testem wiary w istotę boską jest wola wiary bez świadectwa oczu. W dłuższej perspektywie Kościół katolicki i wszystkie jego wyznania mają się lepiej bez tego rodzaju widzialnych znaków z nieba. Ponieważ zawsze znajdą się tacy, którzy zobaczą, lecz nie uwierzą. Bóg błogosławi w szczególności tym, którzy uwierzyli, chociaż nie widzieli”.
Papież nigdy nie wyraził głośno opinii na temat, czy osobiście wierzył w ten znak od Boga.