na kolyeniach jdesz
syn marnotrawny
do śviatoho zdroju
de śloza pokajańnia
obmyje hrychi
i rosoju laże na serebrany bereh
szto za horyzontom dnia
a ode
veczor siyeje mhłu
żonoczych obitnić
kob żarom ich
istiny
spopeliti wspomin
tohdy
zabywszysie na mih
nyrnesz
u bakchanaljuw vir
i znow
bez sna
potu obmywszysie rosoju
powzesz do zdroju
szto za horyzontom
dnia