* * *

na kolyeniach jdesz

syn marnotrawny

do śviatoho zdroju

de śloza pokajańnia

obmyje hrychi

i rosoju laże na serebrany bereh

szto za horyzontom dnia

a ode

veczor siyeje mhłu

żonoczych obitnić

kob żarom ich

istiny

spopeliti wspomin

tohdy

zabywszysie na mih

nyrnesz

u bakchanaljuw vir

i znow

bez sna

potu obmywszysie rosoju

powzesz do zdroju

szto za horyzontom

dnia

Загрузка...