Następnego dnia zaczęli przygotowywać balon do dalekiej podróży. Oleg trzykrotnie wznosił się nim z Dickiem i Marianną, a raz zabrał ze sobą Kazika. Kazika nikt nie chciał puszczać, ale potem wszyscy pogodzili się z faktem, że chłopaka nie da się powstrzymać. Dick i Marianna nie mieli nic przeciwko temu. Kazik nie był ciężarem.
Oleg wystartował również w dwójkę z Dickiem, pokazując mu jak zmniejszać płomień w palniku i jak najracjonalniej zrzucać balast. Dick był milczący i posłuszny, bo w powietrzu tracił pewność siebie. Niemal ze sobą nie rozmawiali.
Potem wznieśli się nad chmury. Tym razem lot trwał o wiele dłużej, wydawało się, że chmury nigdy się nie skończą, a na powłoce zaczął połyskiwać lód. Oleg w pewnym momencie zamierzał wracać, ale potem postanowił jeszcze trochę poczekać, bo ustalono, że przy każdym wzlocie spróbują przebić chmury tak jak pierwszego dnia, bo może znów uda się dostrzec szperacza.
W trakcie dwóch pierwszych startów szperacza nie zobaczyli.
Oleg patrzył na Dicka. Przez całe życie ustępował mu pierwszeństwa w lesie i w osadzie, ponieważ Dick był silniejszy i zręczniejszy. Co prawda w pewnym momencie na statku Oleg okazał się silniejszy od Dicka, ale to było dawno. Teraz jednak, widząc, jak Dick kurczowo trzyma się krawędzi kosza, Oleg znów poczuł swoją wyższość i postanowił na razie nie wracać na ziemię. Gdyby Dick poprosił o wylądowanie, łaskawie by się na to zgodził. Ale Dick milczał, a kostki palców miał zupełnie białe. Nie wiadomo, z zimna, czy z napięcia.
Chmury nie chciały się kończyć. Dookoła była szara wata. Wiatru nie było i nie mogło być, bo balon poruszał się razem z wiatrem, a mróz okropnie doskwierał.
Musimy wracać, powtarzał sobie Oleg, nie spuszczając wzroku z palców Dicka. Może nas znieść za daleko.
Dick uniósł głowę, jakby spodziewał się zobaczyć dziurę w chmurach i nagle zapytał:
— A może my się wcale nie wznosimy?
— Wznosimy się, wznosimy — powiedział Oleg, chociaż wcale nie był tego pewien. I na wszelki wypadek wyrzucił za burtę ostatni worek z piaskiem.
Balonem szarpnęło.
Dick znowu zamilkł.
Oleg wyciągnął rękę ku palnikowi, aby zmniejszyć płomień i w tym momencie zrozumiał, że chmury się kończą, a przez nie prześwieca niebo.
Na górze, pod niebem, pozostali niedługo, bo bardzo zmarzli, a od momentu startu upłynęło wiele czasu. Jednak Oleg był niemal szczęśliwy. Trudno powiedzieć dlaczego. Może dlatego że mimo wszystko dotarli do nieba.
— Zrobiłeś dobry balon — powiedział Dick.
Oleg był mu wdzięczny za te słowa. Gdyby te słowa nie padły, nie powiedziałby:
— Słuchaj, Dick, mam ci do powiedzenia coś ważnego.
— Mnie?
— Tylko się nie śmiej. Kocham Mariannę.
— Mariannę? Kochasz? — Dick nie od razu zrozumiał, co to może znaczyć. — W jakim sensie?
— Tak naprawdę, jak w powieści. Chcę się z nią ożenić.
Dick coś mruknął pod nosem. Nie bardzo wiedział, co powiedzieć.
— Opiekuj się nią, bardzo cię proszę. To jednak dziewczyna, rozumiesz?
— Idiota — powiedział Dick. — Co się przez to zmieni? Na rękach mam ją nosić czy co? W lesie wszyscy są jednakowi.
— Ja to doskonale rozumiem, ale i tak cię proszę.
— To niech zostanie — powiedział Dick. — Polecimy we dwóch z Kazikiem.
— Nie, ona poleci, nie da się przekonać.
Dick nic na to nie odpowiedział. Słowa Olega najwyraźniej go nie ucieszyły.
— Dziś pewnie szperacza nie będzie — powiedział Oleg. — Zacznę się obniżać, bo inaczej zamarzniemy.
Zmniejszył płomień i balon zanurzył się w chmurach. Dick milczał.
Opadali bez jednego słowa i dopiero kiedy przebili chmury, Oleg poprosił:
— Tylko nikomu nie mów, dobrze?
— A kogo to może obchodzić — odparł Dick, myśląc najwyraźniej o czymś innym.
Rozciągał się pod nimi rzadki las. Zniosło ich dość daleko, ale na szczęście na północ, gdzie były obszerne polany. Na jednej z nich wylądowali. Kiedyś, całą wieczność temu, szli tędy z Tomaszem do statku.
Zerwał się wiatr, zaczął wlec powłokę po ziemi i mocno się zmordowali, zanim zdołali ją opanować.
— Obawiam się, że to na jeden raz — powiedział Dick, kiedy usiedli na ziemi, opędzając się od komarów, nieludzko zmęczeni. Obok leżała błyszcząca sterta powłoki. — Z lasu wystartować będzie trudno…
— Lepiej byłoby wrócić balonem — powiedział Oleg. — Dlatego właśnie prosiłem, żeby mi pozwolili lecieć z wami. Najlepiej potrafię się z nim obchodzić.
– Żadna filozofia — odparł Dick. — Ty też się niedawno nauczyłeś.
Rozległy się krzyki — ze wsi biegła dzieciarnia pod przewodem Kazika, który widział, jak balon znosiło na północ.