List napisany i spalony przez
aresztanta przezwiskiem Akrobata
27 maja 1905 roku
Ojcze,
dziwnie mi zwracać się tak do Ciebie, bo przecież od dzieciństwa przywykłem nazywać „ojcem” innego człowieka, w którego domu wyrosłem.
Dzisiaj patrzyłem na Ciebie i przypominałem sobie, co mi opowiadali o Tobie dziad, matka i przybrani rodzice.
Moja droga osiągnęła kres. Byłem wierny swej Drodze i przeszedłem ją tak, jak mnie uczono, starając się nie poddawać zwątpieniu. Jest mi obojętne, czym się zakończy ta wojna. Walczyłem nie z Twoim krajem – pokonywałem przeszkody, które aby mnie wypróbować, rzucał Los na drogę mej Karocy. Najtrudniejszą próbą okazała się ta, która rozmiękcza serce, lecz przebyłem i ją.
List ten piszę nie z powodów sentymentalnych; wypełniam prośbę zmarłej matki.
Rzekła mi pewnego razu: „W świecie Buddy wiele jest cudów i może się zdarzyć, że kiedyś spotkasz swego ojca. Powiedz mu, że chciałam rozstać się z nim pięknie, lecz twój dziad był nieugięty: «Jeśli chcesz, by twój gaijin został przy życiu, wypełnij moją wolę: powinien ujrzeć cię martwą i oszpeconą. Tylko wtedy dokona tego, czego chcę». Uczyniłam, jak mi nakazał, i dręczyło mnie to przez całe życie”.
Znam tę historię, słyszałem ją wiele razy – o tym, jak matka ukryła się przed wybuchem w skrytce, o tym, jak dziad wyciągnął ją spod szczątków, o tym, jak leżała na stosie pogrzebowym z twarzą na wpół wymazaną czarną gliną.
Nie wiem tylko, co oznacza zdanie, które prosiła przekazać Ci matka, jeśli zdarzy się cud i się spotkamy.
Oto owo zdanie: YOU CAN LOVE.