Jefferson Club
Waszyngton
Poniedziałek wieczorem
Kiedy sytuacja robi się naprawdę poważna, otaczasz się profesjonalistami i powierzasz im odpowiednie zadania.
Jeśli nie jesteś w stanie tego zrobić, czas odejść. Sześciu tajnych agentów FBI rozmieszczonych na dużej sali było w pełnej gotowości.
Savich zauważył dyrektora Muellera, który stał obok Rachael. Jack sprawdzał dodatkowy personel gastronomiczny sprowadzony specjalnie na tę okazję. Uzgodnił już kontrolę kelnerów, których klub sprowadził na dzisiejsze przyjęcie, oraz kontrolę stałego personelu lokalu.
Savich poczuł zapach łagodnych, leśnych perfum, odwrócił się i zobaczył Laurel Abbott Kostas zmierzającą w jego kierunku z lampką szampana w dłoni. Miała na sobie niewątpliwie bardzo drogą czarną sukienkę, w której nie było jej do twarzy. To dziwne, widział ją po raz pierwszy a miał wrażenie, że znał ją od dawna.
Nie była ubrana w długą suknię, jak większość kobiet tutaj. Na nogach miała potencjalnie seksowne kabaretki i czółenka na płaskim obcasie, co dawało efekt daleki od seksownego. Jej gęste, siwiejące włosy zaczesane były do tyłu i upięte na karku, na jej twarzy nie było śladu makijażu, z wyjątkiem ust lekko pociągniętych szminką.
Za to diamenty – miała je wszędzie: w uszach, na szyi, na palcach i nadgarstku. Wyglądała, jakby opróżniła witrynę w sklepie jubilerskim. De Beers musiał ją uwielbiać.
Towarzyszył jej mąż, Stefanos, kolejna postać, której charakter Savich prawdopodobnie bardzo dobrze rozumiał.
Ubrany był w drogi smoking, jego czarne gładkie włosy zaczesane były do tyłu, eksponując jego ciężką, śniadą twarz, ładną, rozpustną twarz, której Savich nie ufał. Kostas błądził wzrokiem po sali. Wyglądał na niespokojnego. W ręku trzymał szklankę whisky i pod tym pretekstem nie podał Savichowi ręki, kiedy ten się przedstawił.
– Panie Kostas – rzucił tylko Savich, świadomy tego, że Laurel mierzyła go wzrokiem. Kiedy na nią spojrzał, zobaczył w jej zimnych oczach przebłysk zainteresowania. O co tutaj chodziło?
– Wiem, kim pan jest. Widziałam pana w telewizji, prowadził pan tę absurdalną konferencję prasową FBI – powiedziała lekceważąco Laurel.
Uśmiechnął się do niej.
– Jestem agent Dillon Savich. Pani Laurel Kostas, prawda? Skinęła głową.
– Ma pan na sobie drogi smoking, agencie Savich. To chyba zaskakujące, zważywszy, gdzie pan pracuje. Stefanos patrzył w dekolt pewnej kobiety. Jego oczy prześlizgnęły się po Savichu w stronę jego żony.
– Ta whisky jest rozwodniona – powiedział głosem pełnym znużonej pogardy.
Potem odwrócił się na pięcie i zaczął przedzierać się przez tłum w stronę baru, gdzie stała wydekoltowana kobieta.
– Przypuszczam, że jest pan tutaj z powodu Rachael – powiedziała Laurel. – Ona chyba nie zamierza powiedzieć wszystkim, co zrobił senator, prawda?
– Musi ją pani o to zapytać, pani Kostas. Naprawdę nie wiem.
Gestem przywołał kelnera, który trzymał srebrną tacę z kieliszkami napełnionymi szampanem. Na jej skinięcie wręczył jej pełny kieliszek i zabrał pusty.
– Gdzie jest Quincy Abbott? – zapytał Savich.
– Rozmawia z wiceprezydentem o walce o dominację pomiędzy Francją i Niemcami. Tak naprawdę chyba od dawna nic się w tej sprawie nie zmienia. Nauczyłam się, że w biznesie, jak na wojnie, najlepiej jest skłonić ich do walki między sobą. A gdzie jest Rachael? Nie widzę jej. Może zdecydowała, że nie będzie robiła z siebie widowiska i narażała nas wszystkich na złośliwe plotki?
Savich zaprezentował swój bezwzględny uśmiech, który zdaniem Sherlock mógł zmrozić serce, ale widocznie na Laurel nie działał.
– Jeżeli spojrzy pani w lewo, zobaczy pani, jak rozmawia z senatorem Markiem Evansem. W sobotę w nocy było włamanie do jej domu. Jednak intruz był nieostrożny i zostawił nam pewien dowód.
Zesztywniała, a jej zimne oczy spoczęły na jego twarzy, a on mógł przysiąc, że wiedział, o czym ona myśli. Wiedział, że miała potężny umysł i nie było łatwo ją zaskoczyć.
– Dowód? – zapytała znudzonym głosem. – No, czas najwyższy, żebyście coś znaleźli, tak czy nie? Cóż to takiego?
– Przykro mi, ale nie mogę pani powiedzieć.
– Dlaczego? W końcu kogo to obchodzi? – W jej głosie słychać było strach. Zbliżyła się, a diamenty, które miała na sobie, szaleńczo zamigotały.
On też się zbliżył.
– Czy wie pani, kto wspiął się po dębie i przez okno na pierwszym piętrze wszedł do mieszkania Rachael, pani Kostas? Czy odstraszył go jej krzyk? Czy alarm był wyłączony?
Szybko cofnęła się i wzrokiem poszukała swojego męża, który właśnie rozmawiał z senatorem z Arizony. Odwróciła się i przez ramię rzuciła:
– Czy naprawdę wyobraża pan sobie któreś z nas wspinające się po drzewie, agencie Savich? Nie wydaje mi się. Ale wygląda na to, że szczęście Rachael musiało się kiedyś skończyć.
– To dotyczy każdego – powiedział Savich. – Pani także. A oto agentka Sherlock i pani bratanica.
– Ona nie jest… – wycedziła Laurel i zamilkła, co, jak pomyślała Sherlock, nie zdarzało się często i nie przychodziło jej łatwo. Ale była na tyle sprytna, że przygotowała sobie pole, zanim przystąpiła do bitwy.
Sherlock została przedstawiona Laurel, która zignorowała ją i przystąpiła do ataku na Rachael.
– No proszę – powiedziała, mierząc Rachael od stóp do głów. – Teraz musi pilnować cię agent?
– Tak. Doszłam do wniosku, że to mi odpowiada – odparła Rachael.
Dołączyli do nich Quincy i Stefanos, pewnie dlatego, pomyślał Savich, że uważali, iż Laurel potrzebuje wsparcia. Ta niechętnie dokonała prezentacji.
Sherlock podała mężczyznom dłonie. Stefanos zatrzymał jej rękę dłużej niż powinien. Spojrzała na niego z ukosa.
– Ma pani piękne włosy, agentko Sherlock – powiedział uwodzicielskim tonem. – W moim kraju nie spotyka się kobiet o rudych włosach. Są cudowne.
Uśmiechnęła się do niego z przymusem.
Quincy Abbott wyglądał, jakby miał ochotę uciec, ale wrodzona uprzejmość zwyciężyła i podał rękę Savichowi. Nieznacznie skinął głową do Jacka, który stał obok Rachael. Kiedy podał rękę Sherlock, jego oczy rozbłysły. A to ciekawe. Jednak to nie było pożądanie, to była zupełnie inna reakcja niż Stefanosa. Więc co to było? Gniew? Czyjego spojrzenie mówiło, że nie znosił kobiet policjantów? Słyszała, jak Rachael twierdziła, że jest mizoginem. Spojrzała na Dillona. Jego twarz wyglądała na niewzruszoną.
– Wygląda pani wspaniale – powiedział Stefanos. – Jak piosenkarka kabaretowa z lat trzydziestych, agentko Sherlock.
– Dziękuję – odpowiedziała Sherlock.
Savich w duchu zgodził się ze Stefanosem. Sherlock miała na sobie długą, czarną spódnicę i czarną odsłaniającą ramiona bluzkę. Włosy opadały jej na ramiona, okalając twarz niczym promienie zachodzącego słońca i były luźno podpięte dwiema czarnymi spinkami. Wyglądała zachwycająco, pomyślał Savich, kiedy wychodzili z domu i miał ochotę natychmiast zaciągnąć ją z powrotem na górę. Nawet Sean był nią zachwycony.
– Nie poznałbym cię, mamo, gdyby nie twoje włosy. Roześmiała się i dała mu głośnego buziaka. Savich miał nadzieję, że nie pocałuje Stefanosa Kostasa.
– Naprawdę jest pani agentką FBI? – zapytał Stefanos.
– A wziął mnie pan za modelkę?
– To nie byłoby takie bezpodstawne.
– Agent Savich i agentka Sherlock są małżeństwem. I mają małego synka – wtrąciła Rachael.
– Co? – zdziwił się Stefanos. – Naprawdę jest pani jego żoną? Aleja… Laurel wzruszyła ramionami.
– Małżeństwem? Nigdy dotąd nie słyszałam o małżeństwie między dwoma agentami FBI, ale pewnie nasz rząd nie ma nic przeciwko temu.
– Niespecjalnie – odparła Sherlock.
– Mam dwóch synów – mówiła dalej Laurel. – Starszy jest już prawie dorosły. W Nowym Jorku poznał dziewczynę i jest przekonany, że się z nią ożeni.
– Ile ma lat? – zapytał Jack, chociaż znał odpowiedź.
– Damian ma szesnaście lat.
– Stefanos nie jest tym zbyt zachwycony – powiedział Quincy. – Chociaż to zapewne tylko młodzieńcza miłość, prawda?
Stefanos wzruszył ramionami.
– Niech się zabawi. Mam tylko nadzieję, że nie zarazi się od niej jakąś chorobą.
– Jesteś ksenofobem na obczyźnie, Stefanos. Chciałbyś, żeby obaj twoi synowie poślubili dziewczęta z tradycyjnych greckich rodzin – powiedział Quincy.
Stefanos uśmiechnął się do szwagra i leniwie pociągnął łyk whisky.
– Co sądzi pani o konferencji prasowej FBI? – Jack zwrócił się do Laurel. Jej twarz zamarła.
– Jak już powiedziałam agentowi Savichowi, uważam, że była absurdalna. Dla mnie trąci to spiskową teorią dziejów, a to nonsens. To tak jak twierdzenie, że Komisja Warrena * kłamała. Jak możecie podważać to, co oczywiste? Podejrzewam, że FBI dalej będzie drążyć i grzebać, denerwując nas, aż naślemy na was naszych prawników.
– Zgadzam się z pani zdaniem na temat spiskowej teorii dziejów – powiedział uprzejmie Savich. – Czy jednak naprawdę wierzy pani w to, że pani brat znowu zaczął pić i po osiemnastu miesiącach przerwy usiadł za kierownicą samochodu, pani Kostas?
– Może senator rozważał ograniczenie picia alkoholu i może chciał przez jakiś czas nie prowadzić samochodu, ale w końcu zrobił jedno i drugie. Chyba nie ma co do tego wątpliwości. Stefanos, Quincy, zgodzicie się ze mną?
Jej mąż wyglądał na znudzonego. Quincy dyskretnie poprawił tupecik.
– Bez względu na to, co mówił senator – kontynuowała Laurel. – Nie zwołałby konferencji prasowej, żeby wyznać swoją winę. Wiedział, że gdyby to zrobił, straciłby wszystko – prestiż i władzę, wszystkie przywileje bycia znanym, bogatym i podziwianym.
– I ostatnie, o ile nie najważniejsze: prawdopodobnie poszedłby do więzienia za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym – dodał Jack.
– To raczej mało prawdopodobne. Senator miał świetnych prawników – powiedział Stefanos. – Nie spędziłby ani dnia w więzieniu.
Sherlock pomyślała, że mógł mieć rację.
– Nieważne – powiedziała Laurel. – Senator nie lubił przegrywać. Tamtej nocy, kiedy zginął, zdarzył się wypadek. Wszystkie te teorie brzmią równie absurdalnie, co spiskowa teoria dziejów.
– Jimmy powiedział mi, że ma zamiar to zrobić – wtrąciła się Rachael. – Nie było powodu, żeby mówił wam, co postanowił - Czy tak było? Gdyby powiedzieć to prosto z mostu, brzmiało tak sensownie, prosto. - Poza waszą trójką wyznał jeszcze Gregowi Nicholsowi. Jednak wciąż w to wątpicie, nawet jeżeli Jimmy opowiedział wam o tej tragedii, z którą żył od osiemnastu miesięcy?
– Powtórzę to po raz kolejny – powiedział lekceważąco Quincy To był tylko pewien etap. Senator nie miał umiaru. Był bardzo pamiętliwy: w interesach, polityce, pamiętał każdą odrzuconą ustawę, i przez którego senatora jej nie przegłosowano, każdego współpracownika, który nadepnął mu na odcisk.
– Jestem jednak pewna, że bardzo żałował tego, co stało się tej dziewczynce, w końcu miał sumienie Na twarzy Laurel pojawiła się nienawiść, a jej pełne chłodnej wściekłości spojrzenie wymierzone było w Rachael.
– Jeżeli udało ci się przekonać tych oto trzech agentów FBI, ze zamordowaliśmy własnego brata, wyrządziłaś poważną krzywdę nie tylko senatorowi i całej naszej rodzinie, Jacqueline! jej córkom, ale też całemu krajowi. Zasługuje pani na pogardę panno Janes. I nie, nie będę nazywać cię Abbott, dla nas nigdy nie będziesz częścią rodziny. Po czym, odwróciwszy się na pięcie, odeszła, a Quincy i Stefanos, rzuciwszy Sherlock ostatnie tęskne spojrzenie, podążyli za nią.
– Nie spodziewałem się, że będą mówić tak swobodnie – zauważył Savich, patrząc, jak wielką salę przemierzają wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, którego ego było większe niż jego mozg, zaniedbana kobieta o bezwzględnym spojrzeniu, obwieszona diamentami. I Quincy, który wyglądał na pięknie ubrany królewski dodatek.
– Ta trójka ma jedną wspólną cechę – powiedziała Sherlock. – Każde z nich emanuje wpływami. Patrzcie, podchodzi do nich senator z New Hampshire.
– To grube ryby – oceniła Rachael. – Amerykańska śmietanka, cieszą się dużym zaufaniem i są przyzwyczajeni, że dostają to, czego chcą.
– Podobają mi się twoje kolczyki – mruknął Savich do żony, dotykając palcami jej ucha.
– No pewnie, w końcu ty mi je kupiłeś.
– No tak – powiedział powoli. – Kupiłem.
– Wyglądasz bosko – zwróciła się Sherlock do Rachael. – To był dobry wybór: klasyczna elegancja z charakterem. Sherlock miała rację, pomyślał Jack. Rachael miała na sobie długą, czarną suknię, jak wiele kobiet na tej sali. Jednak w przeciwieństwie do nich, suknia Rachael nie odsłaniała zbyt wiele ciała, a eksponowała to, co najpiękniejsze. Wyglądała pięknie, posągowo i dostojnie.
Jack zobaczył, jak Laurel i Stefanos rozmawiają z wiceprezydentem. Kiedy jedno z nich mówiło, wiceprezydent poważnie kiwał głową. Kilka razy nachylał się, żeby coś powiedzieć.
Savich zauważył wkraczającego do sali Grega Nicholsa w towarzystwie trzech kobiet i dwóch mężczyzn, byłych współpracowników senatora. Ubrany był w smoking, powinien wyglądać elegancko i dostojnie, ale nie wyglądał.
Coś było nie tak. Poruszał się powoli i niezgrabnie. Nichols rozejrzał się i w drugim końcu sali napotkał spojrzenie Savicha. Zobaczył też Jacku i skinął do niego. Potem potarł się po brzuchu. Co się tutaj działo?
Grega Nicholsa bolał żołądek. Wziął kolejną tabletkę i dyskretnie włożył ją do ust. Ile zażył ich do tej pory? Sześć?
Siedem? Miał nadzieję, że to tylko nerwy. Nerwy, z którymi sobie radził, bo miał w tym doświadczenie. Nie, i będzie musiał sobie z tym poradzić, to było coś innego, prawdopodobnie ta ryba, którą zjadł na późny lunch – to był błąd. Lindsay, jego sekretarka, odradzała mu ją, a w połączeniu z zamieszaniem z powodu tego oto wydarzenia, jego żołądek tak właśnie zareagował. No dobra, ta ryba nie była świeża, przekonał się o tym po kilku kęsach i przestał jeść. Niestety Lindsay miała rację.
Już miał silną biegunkę i dwa razy wymiotował. Wydawało mu się, że widział ślady krwi, modlił się, żeby mu się przywidziało, bo to było przerażające.
Ale chyba czuł się już trochę lepiej. Nie, było do bani. Przez chwilę patrzył na agenta FBI, Dillona Savicha, tego samego, który prowadził konferencję prasową FBI, i sięgnął po kolejną tabletkę. I ten cholerny agent Jack Crowne, który łaził za Rachael jak cień. Nichols wiedział, że miał go na oku i jeśli do tej pory nie wiedział o nim wszystkiego, to wkrótce się dowie. Dowie się wszystkiego o nich wszystkich. To nie było fair.
Rozejrzał się pośród tego tłumu wpływowych ludzi, żon wiszących na ramionach senatorów. Tyle władzy stłoczonej w tym jednym miejscu – erotyczny sen terrorysty. Natychmiast rozpoznał tajnych agentów: lata praktyki. Byli wszędzie. Musieli być tutaj też agenci FBI, ale ci lepiej wtapiali się w tło.
Zrozumiał, że już nie obchodziło go, czy Rachael coś powie, czy nie. Był prawnikiem i wiedział, jak to działało. Jego kariera u boku senatora Abbotta była skończona, ale jakie to miało znaczenie, skoro on nie żył. Zrobiłby aplikację adwokacką i rozpoczął praktykę w Boise. Nie potrzebował tego zamieszania, które wkrótce urośnie do rozmiarów gównianej burzy. Czas się stąd zmywać.
Zobaczył, jak Laurel Kostas rozmawia z sędziwym senatorem z Kansas, a obok niej, od czasu od czasu kiwając głową na to, co mówiła jego siostra, stał Quincy, bezużyteczny maruda, którego senator tolerował wyłącznie z litości.
Ciągle bolał go żołądek, ale skurcze trochę się zmniejszyły.
Od przechodzącego obok kelnera wziął z tacy szklankę wody gazowanej i wypił łyk. Jego matka twierdziła, że to pomaga na problemy z żołądkiem. Zauważył też swojego szefa, senatora Jankela, całego rozbawionego, zerkającego na żonę innego senatora. Stary głupiec. Cholera, nie był w stanie myśleć, jego żołądek płonął.